WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

Pamiętam moment, kiedy wyprowadzałam się z mojej rodzinnej miejscowości, największym zaskoczeniem w nowej rzeczywistości było to, że sąsiedzi w bloku nie mówią sobie "dzień dobry", że nikt z nikim nie żyje tak jak na wsi, że każdy zamyka się w czterech ścianach i żyje sam ze sobą. Szybko się do tego przyzwyczaiłam i muszę przyznać, że bardzo mi to odpowiadało. Po latach życia na wsi, gdzie każdy wie lepiej, co się w Twoim życiu dzieje, bardzo potrzebowałam zmiany. Zapierałam się, że nigdy na wieś nie wrócę. Nie, nie i jeszcze raz nie. Aż tu nagle życie zdecydowało za mnie, a ja z podkulonym ogonem pytałam Mamę, czy znajdzie miejsce dla mnie i dzieciaków u siebie. Wróciłam. Wieś i życie tutaj stało się naszą codziennością. I choć minęły już dwa lata, to ja dalej mam problem z dostosowaniem się. Jak się żyje na wsi? Inaczej. Czy gorzej, czy lepiej, to każdy musi sam ocenić. Pokażę Ci dzisiaj kilka aspektów, które musisz wziąć pod uwagę, kiedy mieszkasz na wsi. Dla jasności, nie pisze o wsi, która jest noclegownią przy dużym mieście, piszę o takiej wsi z mentalnością wiejską, o dobrych i złych stronach i o tym, na co trzeba brać poprawkę, żeby nie zwariować. 


Zacznę może od tej dobrej strony, bo to nie jest tak, że mieszkanie w zamkniętym środowisku, to jakaś kara i jest tragicznie. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy i minusy. 

Poznaj 7 faktów o tym, jak się żyje na wsi

1. Wieś, to ludzie - ludzie, to relacje. Z każdym jest inna, ale możesz być pewny, że mieszkając na wsi zawsze, absolutnie zawsze otrzymasz pomoc. Kiedy potrzebujesz wsparcia, kiedy potrzebujesz pomocy, to sąsiedzi na pewno przy Tobie będą. Jedni z dobrego serca, inni z ciekawości, ale nie jest to ważne. Ważny jest efekt końcowy. 

2. Podwórko, świeże powietrze, ogródki - to jest MISTRZOSTWO świata. Uwielbiam to, że od samego rana, kiedy tylko mam ochotę mogę siedzieć na działce, czy na ławce przy domu. Masz ochotę na pomidora, zawsze ktoś ma w szklarni. Chcesz bukszpan, o tu sąsiadka ma krzaczek. Dobry kurczak, a za płotem - niedługo będą do kupienia. Jajka od wiejskich kur, na pewno u kogoś dostaniesz. Zdrowsze jedzenie, tańsze życie. 

3. Ludzie, którzy wiedzą o Tobie więcej niż Ty sam, jak trudno mi było znów do tego przywyknąć, że na wsi każdy o każdym ma dużo do powiedzenia. Jak trudno nabrać dystansu i nie stać się babą, która chodzi i klepie głupoty, bo jednak środowisko zobowiązuje. Wiem, że dla większości moich sąsiadów jestem kosmitką, bo żyję własnym życiem, bo uwielbiam moje cztery ściany, bo mamy zasady i wg niż żyjemy. Jesteśmy, kiedy chcemy być. Pokazujemy i dajemy tylko tyle, ile uważamy za stosowne.

4. Teorie spiskowe, jak tylko się coś wydarzy, to możesz być pewny, że powstanie z tego niezła historia. Śmieszne jest to, że jedno małe wydarzenie staje się tutaj historią do opowiadania wszystkim dookoła. Każdy coś dopowie, każdy wrtąci kilka zdań i powstają takie bajki, że Disney by nie napisał takiego scenariusza. 

5. Osoby, które żyją życiem innych. Wiedzą, co jesz, o której jesz. Swoich błędów nie widzą, a Twoje największe osiągnięcia tak zdeptają, że będziesz przepraszać, że Ci się udało. W każdej wsi jest baba, która roznosi ploty, która pieprzy takie głupoty, że brak słów. Nakręci temat, powie tu, powie tam, a później odwraca kota ogonem tak, żeby się tylko oczyścić. Ostatnio np.dowiedziałam się, że coś powiedziałam, ale od osoby, która mnie wprost zapytała, czy tak było. Jak zbierałam szczękę z podłogi, to wiem tylko ja. Wszyscy się znamy, lubimy mniej lub bardziej - wystarczy napisać, zapytać, cokolwiek - i sprawa wyjaśniona. No, ale nie, lepiej nakręcić temat, jak w polityce - przekierować myślenie. 

7. Małe sklepiki, brak dostępu do niektórych produktów, bo zwyczajnie nie każdy na wsi je kupuje - do tego nie przywykłam, nie przyzwyczaiłam się i już chyba nie przyzwyczaję. Do dużego miasta ze sklepami, do których chodziłam mam daleko, więc zakupy najczęściej robię przez internet - ja mam większy wybór, dzieciaki radochę, że są pudełka, można rozpakowywać. Sklep ze zdrową żywnością, to miejsce do którego zaglądam najczęściej - po pierwsze dlatego, że jak się do czegoś przyzwyczaję, to nie lubię zmieniać, a po drugie dlatego, że zawsze znajdę produkty, które mnie interesują. 




8. Kocham wieś i wiem, że to jest moje miejsce i choć teraz, kiedy dzieci są małe, to wolałabym mieszkać w mieście, to wiem, że starość spędzę na wsi. Nie wyobrażam sobie mieszkania w bloku w mieście bez dostępu do ogródka. Tak samo jak teraz nie wyobrażam sobie wożenia dzieci na zajęcia dodatkowe każdego dnia do miasta. No dramat. Chociaż wiem, że się da. 

Gdzie jest Wasze miejsce? Wolicie miasto czy wieś? Potwierdzicie, że ludzie na wsi żyją inaczej?
GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

Każda z nas, która jest mamą doskonale wie, jak trudno jest wygospodarować chwilę tylko dla siebie. Łatwiej jest, kiedy dzieciaki są już starsze, trochę się same sobą zajmą, nie potrzebują mamy do wszystkiego. Przyszła mi dziś do głowy taka myśl, że bycie mamą w naszych czasach jest bardzo wyczerpujące, ale z drugiej strony może też być fajne, miłe i przyjemne - tylko potrzeba wprawy. Wprawy w odpoczywaniu. Wprawy w ogarnianiu czasu. Wprawy w robieniu minimum. Wprawy we wszystkim. W teorii jestem mistrzem, gorzej jest, jeśli chodzi o praktykę. Jest mi trudniej, bo uwielbiam mieć porządek. Więcej, ja uwielbiam mieć swój porządek - swój jest tu słowem klucz. Nie jest łatwo i łatwo nie będzie, ale małymi krokami można dojść do wszystkiego. 



Każda z nas lubi coś innego. Dla każdej z nas coś innego będzie tym upragnionym. Jedna z nas pójdzie na masaż. Inna posprząta chatę. Jeszcze inna dzięki drobiazgowi, który doceni jej codzienny trud będzie czuła, że ma moc. Musisz znaleźć swój sposób na odpoczynek, chwilę relaksu i to, co sprawi, że będziesz szczęśliwa, spełniona i gotowa na kolejne dni. 

Gdybym dzisiaj mogła zrobić coś tylko dla siebie, gdybym była spokojna, że dzieci są w dobrych rękach, że nikt za mną nie tęskni, że są najedzone, zadowolone i szczęśliwe, to najpierw bym posprzątała mieszkanie - jak kiedyś. Później ogarnęłabym siebie - też jak kiedyś. Na koniec wypiłabym lampkę wina w tym wysprzątanym pokoju i cieszyła się, że chociaż przez 15 minut jest tak, jak lubię. Włączyłabym serial, poleżała chwilę, a później ochoczo przygotowałabym się na tą długo wyczekiwaną randkę, która byłaby najbardziej nudna i przewidywalna, bo zaplanowana sto lat temu. Jedynym niby zaskoczeniem byłby prezent, który wybrałabym sobie sama w Murrano, bo przecież ja najlepiej wiem, czego chcę i co mi się podoba. Tak serio, to zawsze chcę niespodzianki, ale kiedy już ktoś próbuje mnie zaskoczyć, to jestem niezadowolona, więc po co się wysilać, jak łatwiej jest kupić coś, co mi się przyda. Nienawidzę niepraktycznych prezentów, albo takich, które leżą w szafie, bo wiem, że czegoś w życiu nie ubiorę, czy nie dotknę. No dobra, a co dalej? Dostałam prezent niespodziankę. Teraz szampan, kolacja. Mogłabym iść do kina albo na koncert. I pewnie już zaraz bym chciała wracać do dzieci, ale gdybym nie musiała, to rano śniadanie i wtedy, to już na bank do dzieci. 

Na koniec. Tak zupełnie serio, to powiem Ci tylko, że na wszystko przyjdzie czas. I Ty i ja odzyskamy siebie trochę bardziej, niech tylko dzieci trochę podrosną, niech będą trochę bardziej samodzielne. Wiem, że dziś wydaje Ci się to zupełnie nierealne, ale taki czas nadejdzie szybciej niż się spodziewasz. Bycie mamą, to piękna przygoda, ale trudna jak nic innego. Kiedy tylko poczujesz, że nadchodzi moment krytyczny, to zaopiekuj się sobą, bo w tym całym rozgardiaszu, to właśnie mama, która jest z dziećmi w domu potrzebuje najwięcej chwil tylko dla siebie.
JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

Wymówka za wymówką - tu nie mam czasu, tu nie wiem jak, po co, nie potrzebuje, chciałabym, ale... To taki standard dla zasiedziałej w domu mamy. Z każdym kolejnym dniem jest zdecydowanie trudniej wrócić do siebie, na rynek pracy, do życia. Przestrzeń wypełniona pieluchami, zaspokajaniem potrzeb małych ludzi - ciężko jest wygospodarować chwilę dla siebie. A gdzie moje potrzeby? Gdzie miejsce na mój rozwój? Bardzo trudno pogodzić to wszystko z opieką nad dziećmi i ogarnianiem domu, ale jestem pewna, ze każda z nas jest mistrzynią organizacji i jeśli bardzo czegoś chce, to znajdzie czas na wszystko. Dość wymówek, pora działać. Owszem, czasami trzeba coś odpuścić - sprzątanie czy super obiad, ale warto. Na końcu okaże się, że warto. Dzieci najedzą się kanapką, dom się nie zawali bez odkurzania, a łóżko niepościelone, wieczorem będzie wybawieniem. Jestem mamą, nie mam kiedy - zmień na - jestem mamą, zawsze znajdę chwilę.


Żyjemy w czasach, kiedy psychoterapie, testy osobowości, pomoc w odnalezieniu się na rynku pracy są na wyciągnięcie ręki. Chwilowo jest trudniej z powodu pandemii, ale pomału i systematycznie wszystko wraca do normy. Mamy jednak książki, internet, różne platformy, które wychodzą na przeciw naszym oczekiwaniom. Ja, poza książkami, które staram się coraz częściej brać do ręki, z dużą ochotą przeglądam internet w poszukiwaniu miejsc, które umożliwią mi poznanie siebie. Takim sposobem trafiłam na narzędzie diagnostyczne do badania osobowości PERSO.IN. Kiedy porozmawiałam z Panią Patrycją jedną z trenerek, która jest psychologiem, to wiedziałam, że bardzo chcę skorzystać z możliwości wykonania tego testu.

Technicznie wygląda to tak, że dodajemy do koszyka wybrany przez nas pakiet - wypełniamy test, otrzymujemy raport i mamy dwie możliwości - możemy sami przeanalizować opis testu, albo umawiamy się z wybranym trenerem i w czasie jednogodzinnej sesji omawiamy całość. Powiem Ci szczerze, że dla mamy, która siedzi w domu i cały jej czas, to dzieci - taka rozmowa jest wyzwaniem, ale też bardzo pozytywnym doświadczeniem, bo wychodzimy trochę ze swojej strefy komfortu, a to wszystko są pierwsze kroki do dużych zmian.






Czego się dowiedziałam o sobie? Badanych jest 5 obszarów - ludzie, doświadczenia, obowiązki, stymulatory i trudności. Kiedy omawiałam test z Panią Patrycją, to największą frajdę miałam, kiedy okazywało się, że coś, co ja widzę jako moją wadę, mogę w bardzo łatwy sposób obrócić na cechę, która przyda mi się w życiu. Więcej. Opis całego testu jest też fajną formą pokazania się swojej rodzinie, partnerowi, mężowi z zupełnie innej strony -  zwłaszcza, kiedy znacie się mało, a życie jednak Was połączyło. To duże ułatwienie w zaprezentowaniu siebie z tej dobrej i z tej nieco gorszej strony. Zobaczyłam też, jakie są moje mocne strony, nad czym powinnam popracować, a co jest zupełnie nie dla mnie. 33 strony, które mówią tylko o mnie - bardzo dobrym krokiem jest wykonanie tego testu, kiedy chcemy zmian, kiedy jesteśmy na rozdrożu i nie wiemy, w którą stronę iść. Wykonanie testu pozwala też na ulepszenie kontaktów z innymi, komunikacja robi się łatwiejsza, a do Ciebie dociera, że nikt nie jest wróżką i żeby komuś coś przekazać, trzeba rozmawiać. Nic więcej. Uświadamiasz sobie również, że z pewnych osób i rzeczy powinnaś zrezygnować, a dla innych powinnaś się zbliżyć. Odkrywasz, że Ci, którzy są dookoła Ciebie niekoniecznie mają dobre zamiary. Fajnym doświadczenie było też to, że widzisz jaką masz postawę wobec innych ludzi, albo jak otwarta jestem na inne doświadczenia, czy jak reaguje na trudne sytuacje i emocje. Wiem, co jest moją mocną stroną, wiem, nad czym powinnam pracować. Po wykonaniu testu, po analizie, po poukładaniu sobie wszystkiego w głowie poczułam chęć do działania. Myślę, że to dobry moment i warto wykorzystać możliwości, które pojawiają sie w naszym życiu. W mojej głowie pojawiło się sporo nowych pomysłów. Myślę, że z czasem wszystko poukłada się na tyle, żebym mogła wrócić na odpowiednie tory.
RODZYNKI W CZEKOLADZIE

RODZYNKI W CZEKOLADZIE

Mijają dni, tygodnie, niedługo miesiące. Dla nas czas się zatrzymał. Żyjemy w zwolnionym tempie, czekając, aż się obudzimy. Niestety, nie budzimy się. Sen jest rzeczywistością. Dookoła życie toczy się dalej, nic się nie zatrzymało. Pamiętam, jak w wolnej chwili weszłam na fb i zobaczyłam uśmiechnięte buzie - tu lody, tam szczęście, gdzie indziej trochę złości. Wściekłam się na ten cały internet, bo mocno dotarło do mnie, że prawdziwe życie jest tu, nie tam. Że prawdziwe emocje są tu, nie tam. Że tam jest koloryzowanie, a tu jest potworny ból. Trochę się obraziłam i nabrałam jeszcze większego dystansu.



Niech ten internet choć trochę będzie prawdziwy, niech pokazuje prawdziwe życie. Wiele razy przekonałam się też, jak bardzo pomaga mi pisanie. Jak ułatwia poukładanie myśli. Zapisane, powiedzmy, że przepracowane. Wiem, że byłabyś ze mnie dumna i z ochotą przeczytałabyś każde moje słowo. Jak rok temu, kiedy pisałam o Tobie w Dniu Mamy

Mamo, zawsze dzwoniłaś w dniu dziecka, składałaś mi życzenia. Mówiłaś, że dla Ciebie zawsze będę dzieckiem. W tym roku cisza huczała mi w uszach jak nigdy. Łapie się na tym, że chcę do Ciebie zadzwonić, chcę napisać, sprawdzam, czy jesteś aktywna na messengerze. Po chwili dociera do mnie, że nie będziesz aktywna już nigdy.

Jeszcze chwilę temu wierzyłam. Działałam. Jeszcze chwilę temu łapałam się każdej opcji, bo bardzo chciałam Ci pomóc. Wiedziałam, że nie mogę zrobić zbyt wiele, bo widziałam, jak gaśniesz. Do odejścia najbliższego człowieka na świecie nie da się przygotować. Bezradność, która towarzyszy od rana do wieczora tak bardzo boli, tak bardzo wyniszcza, że nadchodzi taki moment, kiedy wiesz, że cierpienie i strach powinno się już skończyć. Mimo wszystko żadna chwila nie jest odpowiednia. Rozmowy z lekarzem i słowa:"przekierujcie myślenie i po prostu bądźcie". To jest koszmar, kiedy chcesz, a nie możesz. Jesteś, ale natura nie pozwala Ci tylko być. W końcu dociera do Ciebie, że BYCIE jest jedyną rzeczą, którą możesz zrobić. I wtedy jesteś. Jesteś tak bardzo, że aż boli.

To wszystko jest jak film. Byłam, widziałam, ale po każdym otwarciu oczu próbuje sobie przypomnieć, czy to wszystko miało miejsce. Działałam jak w amoku. Nie przetrawiłam, nie poukładałam, nie dociera do mnie, że Ciebie już z nami nie ma. Czuję się, jakby mi serce pękło, jakbym straciła część siebie. Wiem, że nauka życia bez Ciebie potrwa bardzo długo. Wiem też, że Twoje odejście odbije się na mnie za jakiś czas, kiedy wszystkie blokady puszczą. Dlatego staram się już dziś zaopiekować się sobą i swoimi maluchami, bo one też czują, też płaczą, też tęsknią.

Kiedy zapytałaś: "co dziś tak dużo gości?", odetchnęłam, bo wiedziałam, że nie jesteś świadoma tego, co się dzieje. My wiedzieliśmy. Każda chwila, kiedy odzyskiwałaś świadomość była tak cenna, jak żadna inna. Wiem, że chciałaś, żebyśmy byli razem, przy Tobie. Wiem, że na tym najbardziej Ci zależało. I ten środowy wieczór, kiedy wspominaliśmy stare czasy przy Tobie, a Ty pytałaś o swoją niunię… Wciąż słyszę te słowa, widzę Twoje oczy. Dziękuję, że jesteś naszą Mamą, że to właśnie na Ciebie trafiliśmy. Dziękuję za opiekę, serce, miłość. Za wartości, zasady. Za otwarte ramiona i czas nam poświęcony. Jestem też trochę zła, bo przecież tyle życia przed nami, a Ciebie już nie ma. Miałaś być, widzieć, wspierać. Wiem, że czuwasz i już zawsze będziesz.

Każda relacja jest inna. Z każdym rodzicem ma się inne relacje. Czasem tęskni się tak, że rozrywa serce, a czasem ta tęsknota jest mniejsza. Nie wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego – tatę, bliską babcię, czy siostrę. Wiem, jak to jest stracić Mamę. Wiem też, że każdy z nas cierpi, że przeżywa. Nie będę umniejszać, czy porównywać, bo każde odejście jest inne. Ja, czuję się jak bezpański pies, bo mama, to dom, a dom bez mamy… Bardzo to trudne, kiedy wstajesz rano i nie możesz iść, zadzwonić. Kiedy wiesz, że już nigdy.

Przeglądając Twoje rzeczy, znalazłam wszystkie listy, które do Ciebie pisałam. Ile razy Cię w nich przepraszałam, ile razy tłumaczyłam swoje zachowania, ile razy próbowałam zrozumieć swoje emocje. Dziękuję, że je zatrzymałaś, dziękuję, że mogłam je znów przeczytać. Teraz, kiedy sama jestem mamą.

Tak bardzo chciałabym usłyszeć Twój głos, poczuć znów Twoje ciepłe policzki, wściekać się na Ciebie, bo przyszła 15 raz w ciągu kilku godzin, albo żebyś powiedziała: "daj mi Matyldę na noc, wyśpisz się, odpoczniesz". Już nikt nigdy nie zrozumie mnie tak jak Ty, kiedy krzyczałam, że chcę iść do pracy, już nikt nie będzie wiedział tak, jak Ty wiedziałaś. Czasem wystarczyło mrugnięcie okiem i każda z nas wiedziała. To takie magiczne porozumienie. Dziękuję za wieź, którą z Tobą stworzyłam. Dziękuję, że zawsze byłaś. Tęsknie i tęsknić nie przestanę. Po prostu nauczę się żyć bez Twoich skrzydeł, bo jak żyć bez Mamy? Normalnie? Zwyczajnie? Nie da się, bo w sercu jest taka pustka, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyłam.

Pozostawiłaś nam piękne wspomnienia. Będziemy je pielęgnować, rozmawiać o Tobie. Byłaś najlepszą Babcią na świecie, nie mogłabym sobie wymarzyć dla swoich Dzieci lepszej. Nie udawałaś, nie kłamałaś, kochałaś całą sobą. Ufałam Ci, wiedziałam, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Byłaś jedyną osobą, z którą bez obaw zostawiałam dzieci. Wściekałam się na te słodycze, które dawałaś dzieciakom, ale doceniałam bardzo, że szanujesz moje zdanie. Pozwalałaś mi wychowywać dzieci po swojemu, żyć tak jak chciałam. Nigdy nie narzucałaś swojego zdania, nie osaczałaś. Zawsze byłaś.

Bardzo tęsknimy, bardzo nam Ciebie brakuje, Mamo. Wierzę, że tak miało być, że jesteś szczęśliwa i ze spokojem spoglądasz na nas. Nie cierpisz. Nie męczysz się. Czuwasz. Zjadłam własnie pół paczki Twoich ulubionych rodzynek w czekoladzie, pachniały Tobą, smakowały jakoś bardziej. Dziękuję, że nauczyłaś mnie cieszyć się z małych rzeczy.

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

Widzę i wiem, że ten dziwny czas zmienił nas wszystkich. Jesteśmy daleko od siebie, a tak naprawdę bliżej niż kiedykolwiek. Ludzie, którzy są dla nas najważniejsi, teraz są doceniani sto razy bardziej. Tych, których nie chcemy w naszych życia, odsunęliśmy jeszcze dalej, bo szkoda życia na toksyczne relacje. Mamy czas na przemyślenia, mam czas na różne emocje. Boimy się, tęsknimy i czujemy się zagubieni. Dla mnie ostatni tydzień, ostatnie dni, to jakby podróż w sam środek mojej głowy. To jakby otwarcie wszystkich szuflad wypełnionych wspomnieniami. To też kilka lat mojego życia, które teraz wróciło ze zdwojoną siłą. Dużo myślę, sporo płaczę, zadaję pytania, odpowiadam, błądzę i znajduję drogę. Najważniejsze jednak jest to, że widzę światełko w tunelu.



Przepracowywałam przez ostatnie dni kilka aspektów swojego życia. Jednym z nich są dzieci, relacje z nimi, jakościowy czas spędzony z nimi i wiele innych. To, że każda z nas kocha swoje dzieci najbardziej na świecie, to jest oczywiste. To,że kochamy je tak samo bardzo, jak mamy je ochotę wystrzelić w kosmos, to też wiadomo. Są jednak rzeczy, o których nie myślimy, nad którymi się nie skupiamy. 

Powiedz szczerze. Umiesz sobie wyobrazić, że dziś ostatni raz kładziesz swoje dziecko do snu? Dziś, kiedy robisz to jak maszyna, jak automat? Dziś, kiedy nie myślisz o tym, że to jest OSTATNI RAZ. Ostatni raz, bo jutro dziecko stwierdzi, ze chce zasypiać z książką, którą sobie sam przeczyta.

Albo. Czy jesteś przygotowana na to, że jutro budzisz się rano i nie masz tego wszystkiego, co masz dzisiaj? Na pewno nie jesteś, bo to totalna abstrakcja. Pisze o skrajnościach, ale czasami, żeby dotrzeć, trzeba sobie uświadomić, że nic nie jest nam dane na zawsze. Jesteś dzisiaj zdrowa? A skąd pewność, że jutro też będziesz? My wczoraj rano chcieliśmy dla odmiany pojechać do maka, nie odpaliło nam auto, a przecież zawsze odpalało. Widzisz te małe buźki, które czują zawód i smutek, bo obiecałaś, bo się cieszyły, a tu niestety - trzeba naprawić samochód. To są małe rzeczy, małe sprawy, ale tak jest ze wszystkim. Z życiem, ze szczęściem, ze zdrowiem, z miłością, z dziećmi. Absolutnie ze wszystkim. Czas ucieka, a my ciągle na coś czekamy. Nie czekajmy, działajmy. Doceniajmy. Cieszmy się. 

Piszę o mega prostych sprawach, ale to właśnie te rzeczy jest najtrudniej dostrzec, bo ciągle skupiamy się na czymś innym. Wiem, że jak tylko spojrzysz na wszystko szerzej, jak dostrzeżesz to, co najistotniejsze, to zrozumiesz o czym mówię. Zwolnij, proszę. Skup się na tym, co dobre. Na tym, co masz. I doceń. Każdą chwilę, każdy dzień. Wszystko. Z małych rzeczy zbudowany jest świat. 




Nauczyłam się cieszyć czasem spędzonym tylko z Kają. Kiedy dzieciaki jadą do swojego taty, to ja zawsze czuję pustkę. Czasem moja pustka  jest tak wielka, że absolutnie nie umiem funkcjonować. Teraz już tak nie jest. Teraz cieszę się chwilą sam na sam z Kają. Teraz cieszę się, kiedy jestem mamą jakby jednego dziecka, choć serce dalej jest podzielone i jego część zawsze jedzie z dziećmi. Nieocenione jest to zmniejszenie odpowiedzialności, kiedy zajmuję się tylko jednym dzieckiem. Doceniam. Korzystam i cieszę się. Bardzo chcę, żeby już zawsze tak było. 


Nasz zestaw do wózka - Coco Bird - jednorożce górą.
8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

Nikt z nas nie spodziewał się, że przyjdzie nam żyć w czasach, kiedy najlepiej byłoby siedzieć w swoich czterech ścianach i przeczekać ten najgorszy moment. Nikt z nas nie był na to przygotowany. Nikt nie myślał o tym, co się może wydarzyć. Ja też nie. Z dnia na dzień musieliśmy przystosować się do nowej rzeczywistości. Najpierw trochę w strachu, w panice, później coraz bardziej świadomie, coraz bardziej akceptując to, co się dzieje dookoła. Choć ostatni czas jest dla mnie dość trudny, to staram się widzieć światełko w tunelu i wyciągam wnioski. Staram się zakładać różowe okulary i w małych rzeczach odnajdywać dobro. Czasem się udaje, a czasem wcale. Jest jednak kilka rzeczy, dzięki którym się uśmiecham. Wszystkie dotyczą mojej rodziny.


Da się siedzieć w domu. Dzieci przystosowują się niezwykle szybko do otaczającego nas świata, to my dorośli mamy z tym dużo większy problem. Ja z dziećmi w domu byłam równo 40 dni. Nie chcieliśmy ryzykować, nie mogliśmy pozwolić sobie na luzowanie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla nas najważniejsze jest zdrowie i życie najbliższych, często najbliższych z wieloma obciążeniami. Jestem wdzięczna, że mam i miałam możliwości, że mogłam sobie pozwolić na bycie w domu.

Moje dzieci nie są niejadkami - w zasadzie, to nigdy nie były, ale momenty jedzeniowe miały różne - czasem jedzą więcej, czasem mnie. Podczas izolacji jadzę zdecydowanie dużo. Fakt, nie jadły praktycznie słodyczy, a jak już jadły, to raczej te zdrowo, co wpływało bardzo pozytywnie na apetyt. Jedzone były nawet rzeczy, które w normalnej rzeczywistości jakoś bardzo nie odpowiadały kubkom smakowym. Wszystko jest w naszych głowach. Chwilami nie zdążyłam ogarnąć po śniadaniu, a już musiałam przygotowywać kolejny posiłek. Kosmos.

Potrzebny jest schemat. Dzieci lubią powtarzalność, ja też lubię mieć plan. Każdy dzień niby taki sam, a jednak inny. Codziennie coś robimy - odpoczywamy w weekendy, wtedy jest totalny luz, na szczęście w poniedziałek wracamy do naszego starego schematu i robi się spokojniej. 

Dzieci potrafią zmęczyć się w domu. Moje skaczą, biegają, tańczą, śpiewają. Myślę, że kanapa w salonie będzie niebawem do wymiany, nie wiedziałam, że można tyle skakać. Mnie bolą nogi, kiedy patrzę na Kajetana, kiedy znów skacze. Włączamy muzykę i tańczymy, ćwiczymy, wygłupiamy się i wieczorem jesteśmy padnięci. 

Kiedy się nudzimy jesteśmy najbardziej kreatywni. Widzę to w moich dzieciach, widzę to w sobie, ale widzę też w znajomych. Nagle osoby, które nie gotują, nie pieką, nie szyją - odkrywają w sobie nowe talenty. To ma moc, bo mamy więcej czasu, więcej chęci i próbujemy. Ja, mam już zaplanowany cały ogródek u moich rodziców - w końcu wakacje mamy spędzić w tym roku na działce, więc musimy mieć, co robić. Może nawet kupimy namiot i będziemy tam spać. 

Pracujemy nad emocjami, dzieci uczą się przez to, co widzą, a nie przez to, co słyszą. Nie lubię siebie, kiedy zostaję wyprowadzona z równowagi, a panowanie nad emocjami jest wtedy ostatnią rzeczą o jakiej myślę. A z drugiej strony lubię takie sytuacje, bo dają powód do rozmowy, do pokazania dzieciom, że mama ma też swoje granice, że bywa zmęczona i czasem ma dość. Widzę teraz więcej, widzę, czego brakuje moim dzieciom, widzę, z czym mają problem. W normalnej rzeczywistości trudno było czasem dostrzec, gdzie jest problem. Teraz jest łatwiej. 

Każdy z nas potrzebuje chwili dla siebie i samotności. Dzieci też. Mega trudno jest wygospodarować czas tylko dla siebie, kiedy cały czas jesteś w tych samych czterech kątach. W jednym pomieszczeniu jedno dziecko, w drugim drugie, w kolejnym trzecie. Nigdzie nie jesteś sama. Widzę też, że Matylda - dziecko, które lubi być w stadzie, nagle potrzebuje pobawić się sama i robi to coraz częściej. Wiem, że jest ciężko, bo ja sama nie jestem nawet w toalecie, ale chociaż 10 minut wieczorem bardzo doceniam. 

Śmieszne memy, które mówią o tym, że po wszystkim będą rozwody, alkoholizm albo ciąże, to sama rzeczywistość. Nagle zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Jedno albo obydwoje z partnerów jest w domu cały czas, to obciążające. Idealnie teraz widać, kto, co robi w domu. Widać też, kto, ile energii wkłada w organizacje domową. Łatwiej jest zaangażować dzieci do pomocy, łatwiej pokazać, że podział obowiązków jest ważny. Ale tez jest mega ciężko pogodzić się z tym, że nie zmienia się otoczenie, że ciągle tylko dom, dom i dom. A jak dom, to i obowiązki.

Wirus się nie skończy. Możemy jedynie zaakceptować to, jak wygląda teraz nasze życie, trzymać się zasady, że im mniej, tym lepiej, dbać o higienę i przestrzegać zasad, a jakoś to będzie. W naszych rękach jest, żeby to jakoś było jak najlepsze. Róbmy dobro, sprawiajmy sobie małe przyjemności i cieszmy z najmniejszych rzeczy. Doceniajmy. 
#2 TYM SIĘ JARAM

#2 TYM SIĘ JARAM

Są takie książki, które warto przeczytać, które warto mieć, do których warto wracać. To książki, które niby mówią o tym, co już wiemy, co jest oczywiste, ale czasem potrzebujemy, żeby ktoś nam o tym przypomniał. Uwielbiam książki, porady i słowa Jespera Juula - płynie z nich mądrość, pokazują kierunek - nie oceniają, nie krytykują, nie szufladkują. Terapeuta rodzinny, pedagog, którego niestety już z nami nie ma, na szczęście pozostała twórczość, która w dalszym ciągu będzie nam pomagała. Jeśli nie znasz Jespera Juula, to zachęcam do sięgnięcia choćby po jedną książkę tego autora, sporo się nauczysz, sporo się dowiesz. Dziś opowiem Ci o jednej z książek, którą przeczytałam całkiem niedawno. Niech nie zmyli Cię tytuł, to nie jest książka tylko o związkach, to książka o każdej relacji, to książka o rodzicielstwie, to książka o pokorze. 
 Pokażę Ci dziś kilka moich ulubionych fragmentów, kilka stron, do których uwielbiam wracać, które dla mnie mają niezwykłą moc, które powodują, że przypominam sobie, co w życiu jest ważne, utwierdzam się w przekonaniu, że idę dobrą drogą. To takie moje drogowskazy. 



Kiedy wydaje się nam, że musimy myśleć identycznie, że relacja mamy z dzieckiem i taty z dzieckiem musi być taka sama, to wracam do powyższych cytatów, bo relacja nie musi być taka sama. Więcej. Ona powinna być inna. Dzieci mają łatwość dostosowywania się, dzięki temu poznają świat, bo z mamą inaczej, z tatą inaczej i wszędzie indziej też będzie inaczej. To jest fajne, bo różnorodność nas uczy. Trafiłam tu też na świetny fragment o tym, jak myśleć i czuć po rozstaniu - wiadomo, że dziecko wtedy musi czuć, że mimo wszystko mama i tata nadal kochają, a to co się dzieje, to nie jest wina dziecka. Kiedy taki maluch usłyszy zapewnienie, że odpowiedzialność za sytuację ponoszą rodzice, to na pewno się uspokoi, widzę to po moich dzieciach - przetestowałam, działa. 




Kiedy chcemy wspierać, kiedy chcemy rozmawiać, a nie do końca wiemy jak - wystarczy słuchać i odnosić się do tego, co dziecko mówi. Kajetan ma etap, kiedy trudno mu zrozumieć, że kończymy oglądać bajki, albo że idziemy spać - jest rozpacz - wtedy przytulam i mówię, wiem, że to jest najgorsza rzecz dzisiaj, nie ma nic gorszego. Kajetan odpowiada:"no", przytula się jeszcze mocniej i płacz, żal za moment mija. Dla mnie to takie proste, a widzę jak dziecku bardzo pomaga, jak czuje się zrozumiane. Potrzeba wsparcia zaspokojona. Dzieci lubią czuć się wysłuchane, lubią, kiedy widzą, że reagujemy na to, co mówią, że ich zdanie jest dla nas ważne, dlatego dopytuję, słucham, patrzę, kiwam głową. Czasem jest to trudne, bo przecież bywamy zajęci, ale kiedy stosuje się do tego, co jest w mojej głowie, to widzę efekty. I wtedy każdy dzień jest łatwiejszy.




Proste komunikaty. Kiedy drę japę - sprzątamy, to dzieci patrzą na mnie, jak na kosmitkę, ale kiedy powiem - chcę, żebyś odłożył klocki na miejsce - to zaraz klocki są w pudełku. Czary. Tak samo jak, nie mam ochoty bawić się z dziećmi, albo kiedy mam coś do zrobienia i powiem nic nie znaczące: "cicho", to mogę być pewna, że za chwilę znów będzie szaszor, ale kiedy powiem: "chcę teraz obrać ziemniaki, idźcie do siebie do pokoju, pokolorujcie", to wielkim prawdopodobieństwem jest, że będę miała te 7 minut na obranie ziemniaków. Owszem, to nie działa zawsze, owszem, muszę przypominać, ale widzę, że z czasem przynosi efekty. I nie odnosi się to tylko do dzieci, tak działa każda relacja - mów konkretnie, łatwo, prosto, a sama będziesz zdziwiona, że można się dogadać, że to działa. Powiem Ci szczerze, że dla mnie to jest odkrycie, bo niby wiem, niby coś rozumiem, ale to babskie "domyśl się" siedzi gdzieś też we mnie i kiedy nagle mój komunikat dociera sto razy bardziej niż milion innych słów, to to jest osiągnięcie. Da się.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

Autyzm - ile masz myśli, kiedy wypowiadasz te słowa? Albo kiedy je słyszysz? Ja, kiedy słyszę autyzm, to czuję smutek. Taki smutek, który rozwala mnie od środka. Wiesz dlaczego? Dlatego, że osób, które mają autyzm może być już blisko 400000 - sporo, prawda? Dlatego, że brakuje nam empatii, zrozumienia. Dlatego, że każdy z nas może znać osobę, która jest według nas dziwna, a tak naprawdę każdego dnia zmaga się z przeciwnościami, których my nie dostrzegamy, bo nam nie przeszkadza hałas, bo nas nie denerwuje światło, bo nas nie przerażają tłumy. A może jest inaczej? Może właśnie rozumiesz, bo nienawidzisz galerii handlowych i tego, co się tam dzieje, bo uwielbiasz swój poukładany świat i nie lubisz zmian, bo hałas wzbudza w Tobie niepokój, stres, nerwy? Nie wiem, trudno mi oceniać. Wiem jednak, że jeśli ja po całym dniu z dziećmi nie zapewnię sobie wieczorem 15 minut ciszy, to cały wieczór będę wściekła, a i jest ogromne prawdopodobieństwo, że kolejny dzień nie będzie udany. 



Wstaję z dziećmi skoro świt, najczęściej około 6 - w obecnej sytuacji jesteśmy w domu, nie wychodzimy, więc cały dzień spędzamy według planu, żeby nie oszaleć. Do łóżka kładziemy się około 19, około 20 jestem wolna. Wychodzę wtedy do kuchni, czeka na mnie Dominik i zaczyna mówić, bo przecież to jedyna chwila, kiedy możemy pogadać na spokojnie, bez przerywania. Początki były takie, że Dominik mówił, ja prosiłam o ciszę, aż w końcu dochodziło do awantury, bo ja potrzebowałam chwili wytchnienia, a tak ciężko było nam wypracować kompromis, dzięki któremu obydwoje będziemy zadowoleni. Do tej pory zdarza się, że mówię: "cicho", kiedy wydaje mi się, że jest za głośno, kiedy jeszcze nie odpoczęłam. Ja, mam tak tylko chwilę, a osoby z autyzmem tak reagować mogą zawsze. Nie wyobrażam sobie tego, jak jest im trudno, jak wiele bodźców odbierają, jaki mają problem z odnalezieniem się w tym całym świecie. Dlatego jest mi smutno, przykro, że patrzymy tylko na siebie, na czubek własnego nosa i nie liczymy się z innymi. Wyobraź sobie, że nie zapewniasz sobie chwili oddechu, jak długo wytrzymasz? Ile dasz radę? Krótko, zapewniam. 

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, który znajdziesz na stronie Fundacji JIM, kliknij, proszę w link i zobacz. Poznaj świat osób ze spektrum. Zobacz, co czują, co widzą, zmień swój punkt widzenia. Przeczytaj kilka historii, zrozum, że to nie jest wymysł, że to jest naprawdę duży problem, bo według Światowej Organizacji Zdrowia autyzm występuje u 1 na 100 dzieciaków. Dużo. Pomyśl o rodzicach tych dzieci, rodzeństwie, o wszystkich tych, którzy są w otoczeniu osób ze spektrum. Wiem, że jest ciężko. Czuję to w każdym słowie, które przeczytałam, usłyszałam. Zobacz i Ty.

Powiem Ci, że po każdej historii, którą przeczytałam, zalewałam się łzami. Kłaniam się w pas Wam - Drodzy Rodzice i obiecuję, że jeśli tylko będę w stanie, to zawsze będę szerzyła wiedzę na temat autyzmu. Wiem, że sama mogę niewiele, ale znam wiele osób, które bardzo chętnie pomagają. I będę mega dumna, jeśli uda mi się zmienić myślenie choćby jednej osoby, bo wierzę, że dzięki temu zmieni się też Wasz świat, że będzie Wam lżej i już żadne słowa osób z boku nie będą wzbudzały wstydu, strachu, czy zwykłej wściekłości. Działajmy.

Kampania społeczna Polska na Niebiesko ma za zadanie uświadamiać, pomagać zrozumieć, wspierać. 2 kwietnia obchodzony będzie Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - może warto poświecić chwilę tego dnia i pokazać swoim dzieciakom filmik, opowiedzieć, wesprzeć. To dobry moment. Sytuacja na świecie w tej chwili pokazuje nam, że musimy zwolnić, zacząć zauważać, naprawdę warto. Chcesz pomóc? Załóż niebieską opaskę "nie mów do mnie teraz" i podaruj coś od siebie. Ja pomagam, a Ty?
5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

E tam fotelik, ja jeździłam bez i żyję... Najgłupsza, najbardziej nieodpowiedzialna postawa jaką można prezentować. Fotelik często jest w stanie uratować życie Twojego Dziecka, więc jest chyba najważniejszym wyborem podczas kompletowania wyprawki. Owszem, nie musi Cię być stać na te najdroższe z pięcioma punktami w ocenie bezpieczeństwa, ale kup najlepszy z możliwych na jakie Cię stać, bo tu chodzi o bezpieczeństwo Twojej Pociechy. Jest kilka zasad, którymi bezwzględnie powinnaś się kierować, poniżej opiszę je szczegółowo.



1. Fotelik zawsze wybieramy do auta i do dziecka, nigdy do wózka. Wiem, że to wygoda, kiedy możemy zamocować fotelik na wózku i nie budząc malucha iść na zakupy, ale pamiętaj, jeśli zależy Ci na porządnym foteliku, to zacznij od jego wyboru i dopiero kupuj wózek - który dopasujesz do fotelika - nosidełka - jak zwał, tak zwał. Najczęściej na stronie producenta można znaleźć informację, czy dany model pasuje do naszego auta, jest nawet napisane, na których siedzeniach można fotelik ustawić podczas jazdy. Wszystko można znaleźć, wystarczy poszukać. A kiedy nie możesz znaleźć, to jedź, proszę do specjalistycznego sklepu, poproś o pomoc, a na pewno kupisz porządny i bezpieczny model. 

2. Przemyśl, czy rwf fotelik się u Was sprawdzi czy raczej klasyczny. Rwf, czyli mocowany tyłem do kierunku jazdy - nawet dla starszych dzieci. To ważna informacja, bo większość z nas jednak myśli, żę tyłem to do roku, a później hulaj dusza. Nie. Im dłużej dziecko jeździ tyłem, tym lepiej. Tyłem jest bezpieczniej. Publikacji na ten temat było tak wiele, że nie będę się powtarzać. Wszystkie testy mówią o tym, że tyłem jest najbezpieczniej. Mój Kajetan tyłem jeździł, kiedy miał ponad 3 lata - nie brudził fotela, było mu wygodnie i przede wszystkim byłam pewna, że robię wszystko, żeby był bezpieczny. Kaja w tej chwili już też jeździ w nowym foteliku - mamy rwf, więc jeździ tyłem. Co prawda raz była zamocowana przodem i bardziej się jej podobało, ale bezpieczeństwo ponad wszystko.

3. Pamiętaj, fotelik ma swoją datę ważności. Jaka ja byłam zdziwiona, kiedy o tym usłyszałam. Jak to fotelik ma datę ważności, a no ma. Chodzi o to, że materiały, które zostały użyte do wykonania fotelika też się zużywają i producent nie może zapewnić, że po 10 latach ten sam fotelik również będzie spełniać normy, które miał przypisywane, kiedy był nowy. Data produkcji fotelika najczęściej jest na nalepce, która jest na foteliku. W internecie jest wiele informacji na temat tego, jak odczytywać etykiety i te wszystkie cyferki.

4. W foteliku jeździmy bez kurtek. Tak. Niestety. Czasem trzeba iść nagrzać szybciej samochód, przykryć dziecko kocykiem, czy kupić jakąś dedykowaną narzutę. Testy na fotelikach są przeprowadzane po porządnym zapięciu, dopasowaniu do auta, rozebraniu dziecka z kurtek. Dlaczego? Dlatego, że pas ma przylegać do ciała, a nie do kurtki, która zmniejsza napięcia pasa. Tyle.

5. Wywal podstawki pod tyłek, wywal jakieś wynalazki. Dziecko w foteliku wg prawa jeździ do 150 cm wzrostu. Nie mniej, nie więcej. Ja mam nieco 157 cm wzrostu, wiec gdyby za moich czasów obowiązywał taki przepis, to spokojnie jeździłabym do osiemnastki, bo moja waga była dość niska w tamtym czasie, więc nie łapałabym się na nasze przedziały wagowe fotelików. Taki żart. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, czy dzieci się nie buntują, że są już takie duże, a muszą jeździć w foteliku, ale mam nadzieję, ze tłumaczycie i że mimo wszystko dzieciaki rozumieją, ze często chodzi o ich życie. 

Myślę, ze to podstawowe zasady podczas wyboru fotelika. Dbaj o swoje dzieci, bo masz sa wszystkim, co masz. Czasem sobie myślę, ze gdybym zawiniła i moim dzieciom stałaby się przeze mnie krzywda, to pisałabym do Was z psychiatryka, albo nie pisałabym wcale. 
WYPALONA MAMA

WYPALONA MAMA

Długo biłam się z myślami, czy podzielić się z Wami tym tematem, czy może lepiej zachować to dla siebie, ale obecna sytuacja sprawiła, że z każdej strony słyszy się tylko, że: "jak ja wytrzymam z dziećmi?" albo "ona chyba bardzo nie lubi swoich dzieci, że nie wie, co z nimi robić". Staram się zrozumieć obydwie strony, ale nie jestem w tej kwestii taka zasadnicza. Nie oceniam, bo sama wiem, jak jest mi ciężko. I nikt, absolutnie nikt, kto nie jest w naszych butach, kto choć przez moment nie był w takiej sytuacji jak my, nie ma prawa oceniać. Powiem więcej - każdy człowiek jest inny, każdy dom jest inny, każde przeżywane emocje są inne. Po prostu czasem przychodzi taki moment, że czujesz, że dłużej nie wytrzymasz, że nie dasz rady. Wiem, że ten temat nie dotyczy każdej z nas, ale przeczytałam też, że jest to całkiem normalne zjawisko, a psychologowie twierdzą, że mama może się wypalić, zmęczyć macierzyństwem, nawet jeśli najbardziej na świecie kocha swoje dzieci. Kluczowe jest tu wsparcie. A co jeśli tego wsparcia brak? Albo nie ma możliwości?


Mam w domu trzy małe osobowości. Jedną krzyczącą, drugą płaczącą i trzecią - której wydaje się, że nadal żyje w symbiozie z mamą. Są wszystkim, co mam - nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. Moje życie byłoby puste, smutne i chyba trochę bezwartościowe. Mimo tego, że jestem w domu 24 godziny na dobę, to mam świadomość, że dom i dzieci nie powinny być moimi jedynymi priorytetami. Niestety doszłam do takiego momentu, kiedy ten dom, ten czas spędzony z dziećmi, to ciągłe "mamo" powoduje, że trafia mnie szlag. Zmęczenie, frustracja, chwilowy brak perspektyw, brak możliwości, brak snu, zniecierpliwienie, perfekcjonizm postawiły mnie pod ścianą. Jestem świadoma tego, że dalej tak być nie może, że w całej tej sytuacji w końcu ucierpią dzieci, ale najbardziej po dupie dostaje ja. Bardzo zależy mi na tym, żebym miała siłę i chęci do spędzania czasu z dziećmi, żebym mogła odpowiadać na ich potrzeby, żebym reagowała na ich emocje, ale w tej chwili jest to dla mnie mega trudne, choć czuję też, że z dnia na dzień będzie lepiej, a kiedy skończy się ten cały syf związany z wirusem, kiedy znowu zaświeci słońce, zmieni się wszystko.

Bywam jak tykająca bomba, a w zasadzie częściej wybucham niż bym chciała. Nie pomagają wczesne pobudki, nocne karmienia, nadmiar obowiązków, niespokojna głowa, problemy, odpowiedzialność. Dziękuję sama sobie, że choć wieczory mam spokojne, bo gdybym miała siedzieć z dzieciakami do 22, a rano stresować się ich dobudzeniem, to bym już dawno oszalała. W dalszym ciągu karmię Kaję piersią, generalnie nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, ale kiedy tych nocnych karmień przy ząbkowaniu jest 10, to rano mam ochotę przykryć się kocem i płakać z bezsilności. Niestety trzeba wstać i robić swoje - śniadanie, przedszkole, leki. Umów lekarza, zadzwoń do mechanika, załatw wyniki, nie mówię już o rzeczach bardziej przyziemnych jak pusta lodówka, pranie, czy sprzątanie. Dla jednego człowieka jest tego tak dużo, że zwyczajnie odechciewa Ci się być super mamą i myślisz tylko o tym, żeby uciec gdzieś daleko. Tu się martwisz, bo jedno dziecko krzywi nóżki, drugie ma koszmary w nocy, trzecie znów przełożone szczepienie. Ciągle o czymś myślisz, ciągle coś załatwiasz. Nie ma tak, że odpoczywasz - tu pić, tu jeść, tu kupa, tu siku, tu piszemy literki, tu mam chcę takiego robota, podaj, przynieś, ukrój. Na samą myśl drętwieje mi ciało. Zapominasz kompletnie o sobie - nie masz siły na zrobienie czegokolwiek, wieczorem tylko telewizor przez 10 minut i spać. Ja wiem, że można to jakoś zorganizować, ale organizować w momencie, kiedy masz dość, to jakby strzał w kolano, bo już na samym początku jesteś na straconej pozycji. To jest rzeczywistość wielu z nas. Wbrew pozorom, kiedy pracowałam byłam jakoś bardziej do życia, bo jednak bardziej mi się chciało - naprawdę kłaniam się w pas każdej pracującej mamie, każdej samodzielnej mamie.

Czym jest wypalenie? To moment, kiedy coś co lubisz robić nagle przestaje dla Ciebie być fajne. Sprawia Ci coraz więcej trudności, a na samą myśl, że jutro znów czekają Cię te same obowiązki, robi Ci się niedobrze. I nie jest tak, że każdego dnia masz dość wszystkiego - są lepsze i gorsze chwile, ale niestety w przewadze z tymi gorszymi. Jest naprawdę ciężko, kiedy kładziesz się do łóżka z myślą, że już Ci się nie chce. I tu naprawdę nie chodzi o nastawienie, bo jak długo możesz okłamywać swoje potrzeby i wmawiać sobie, że to minie, to chwilowe. Raz? Drugi? Trzeci? Z każdym kolejnym razem Twój organizm zacznie się buntować. Kiedy Twoje kubeczki są puste, to jakim cudem chcesz obdarować nimi kogoś innego? Jak chcesz się podzielić cierpliwością, kiedy sama jesteś kłębkiem nerwów? Jak chcesz wpierać swoje dziecko, kiedy sama tego wsparcia nie masz? Nie da się, po prostu się nie da. Przeczytałam ostatnio zdanie mówiące o tym, że powinniśmy być wdzięczni złości, że się pojawia, bo przypomina nam, że musimy o siebie zadbać. I dla mnie to był kluczowy moment. Wszechświat czuwa, naprawdę.

Dlaczego własnie teraz o tym piszę? Bo będzie mi łatwiej odpuścić, bo mam nadzieję na wprowadzenie jakiegoś sensownego schematu podczas tego naszego siedzenia w domu i bardzo liczę, że doprowadzę się do porządku, małymi krokami odzyskam radość z bycia mamą, będzie mi się chciało i każdego dnia będę mogła na spokojnie popracować nad tym, co w tej chwili jest do naprawy. Mogę odpuścić różne sprawy, bo i tak siedzimy w domu, nie mam nic pilnego do załatwienia, nie muszę nigdzie wychodzić. Owszem stresuje się tym całym wirusem, ale mam zamiar odciąć się od tego na tyle na ile będę w stanie. Nie mam na to wpływu, mogę się jedynie dostosować. I mieć nadzieję, że każdy z nas weźmie sobie do serca to, co się dzieje i z tygodnia na tydzień będzie tylko lepiej. Ten nasz byt, nasze zaplanowane życie nagle zwolni, inne będą priorytety, odpuścimy trochę, docenimy to, co mamy, skupimy się na innych sprawach. Chyba tego nam trzeba, żeby przewartościować nasze życia. Już nigdy po tym wszystkim nie będzie tak samo. My już też nie będziemy tymi samymi osobami. ale to chyba dobrze. Tak miało być.

I tak już zupełnie na koniec - nie oceniaj, proszę zastanów następnym razem, kiedy usłyszysz, że jakaś mama biadoli, bo musi przez te dwa tygodnie siedzieć z dziećmi w domu i co ona biedna będzie z nimi robiła - nie wiesz, czy nie doszła do takiego momentu jak ja w swoim macierzyństwie, a wyjście do pracy było dla niej jedyną odskocznią i dzięki temu czuła, że nie zwariuje. A jak tylko usłyszała o dwóch tygodniach w domu, to zalała się potem i na samą myśl miała ciarki na plecach. Nie wiesz i się nie dowiesz, ale oczywiście ocenisz, bo co to za rodzic. Wspieram Was wszystkie, doceniam i kibicuje. Siedźmy w domu, włączajmy bajki, sprzątajmy, korzystajmy - wierzę w nas i naszą odpowiedzialność. Dodam tylko, że my w domu siedzimy od początku lutego z krótkimi przerwami, bo dzieciaki chorowały na zmianę - także można, da się. Choć nie jest łatwo, oj nie jest.



BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

Uwielbiam ubrania, które są uniwersalne. Nie lubię sukienek z przeznaczeniem na jakąś okazję. Czasem się śmieję, że moje stroje, stroje moich dzieciaków nie są standardowe - lubię inność. Sporo czasu spędziłam na znalezieniu odpowiedniej sukienki na uroczystość Kai, bardzo mi zależało, żeby była prosta, skromna i żebym mogła znaleźć rozmiar większy dla Matyldy. Nie znalazłam. Kupiłam sukienki z działu dla starszych dziewczynek i przerobiłam dla Kai. Wyglądały obłędnie, a radość Matyldy, że ma taka samą sukienkę jak siostra sprawiła, że jarałam się jak dziecko. No i najważniejsze - i Kaja i Matylda swoje sukienki ubiorą jeszcze wielokrotnie.


Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. Czasem wystarczy coś wpisać w wyszukiwarce jakiś zwrot i wyników wyszukiwania jest tyle, że nie wiesz, co masz przeglądać - jakby kolejne strony miały znikać. Pokażę Ci dziś piękne, wyjątkowe i uniwersalne rzeczy. Ubranko na chrzest powinno być wygodne, dostosowane do pogody i ładne - cała reszta się nie liczy. No dobra, ma się podobać mamie. Gdybym teraz stała przed wyborem stroju, to wybrałabym coś właśnie z mojej poniższej listy. Chociaż moim faworytem jest i tak strój dla chłopca, ale ostatnią chrzciłam dziewczynkę, więc na tym się skupiam.





I na koniec to cudo dla chłopca:


Okazuje się, że ubranko nie musi być drogie, może być piękne i nietuzinkowe, a jednocześnie może spełniać wszystkie moje powyższe założenia. Widzę maleńkiego dzidziusia w tych ubrankach, zwłaszcza w bawełnianym zestawie dziewczynkę i tym garniturku w kratę. No powiem Ci, że jest moc. 
NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

... kwiaty, albo herbaty, albo czekoladki, albo cokolwiek chcesz. Może być ewentualnie biżuteria -  tylko złota, delikatna, minimalistyczna. Pamiętam, jak krzyczałam, że nie chcę żadnej biżuterii, bo nie noszę. Kiedy już się przekonałam, to tylko srebro, bo złoto jest tandetne. Pewnego dnia wstałam rano, spojrzałam w lustro i odkryłam, że złoto jest zdecydowanie fajniejsze niż srebro, na pewno bardziej do mnie pasuje, a ja chcę nosić delikatną biżuterię. Mówi się, że do wszystkiego trzeba dorosnąć i to właśnie chyba był ten moment, kiedy odkryłam swoją kobiecość i to, co naprawdę lubię. Minimalizm - w myśl zasady - im mniej tym więcej. Złoto. I delikatną biżuterię. To będzie post o tym, co ja mogłabym dostać, co mi się podoba - nie ma jednej uniwersalnej rady na prezenty, bo każda z kobiet jest wyjątkowa i oczekuje czegoś innego.



Po pierwsze celebrytka złota, wiadomo - chociaż naszyjniki jakiekolwiek noszę tylko okazjonalnie, ale już takie zawieszki do celebrytek, to inna bajka, bo chętnie je noszę do bransoletek, zwłaszcza, że są delikatne, a na mojej bransoletce tylko takie się dobrze prezentują. 

Bransoletka. Zawsze. Chociaż ostatnio chodzi mi po głowie taka złota na nogę. Widzę ją na opalonym ciele latem - pięknie, prawda?


I pierścionki. No, która z nas ich nie lubi? Nie jestem jakąś fanatyczką, nie potrzebuję mieć dziesięciu pierścionków, ale jeden czy dwa - ekstra. Złoto, to złoto - zawsze się obroni.


Znalazłaś tu coś dla siebie? Lubisz biżuterię? Wolisz srebro czy złoto? A może lubisz jeszcze coś innego? dzień Kobiet już blisko, podpowiedz swojemu Mężczyźnie o czym marzysz, po co ma się biedak głowić? Po co masz się wściekać, że znów nie trafił z prezentem. A może jesteś tą szczęściarą, której Ukochany robi wyjątkowe prezenty i zawsze odgaduje Twoje marzenia? 
#1 TYM SIĘ JARAM

#1 TYM SIĘ JARAM

Są osoby, rzeczy, zachowania, słowa, które wzbudzają w nas ogromne emocje - czasem pozytywne, czasem negatywne, ale kiedy są emocje, to pojawia się informacja, że coś się dzieje, że warto się zatrzymać. Postanowiłam wcielić w życie pomysł, który chodził mi po głowie od dawna. Co jakiś czas będę dzieliła się z Wami swoimi odkryciami. 

Dziś Asia - narzeczona mojego kuzyna. Kiedy patrzę na Asią, dostaję takie kopa w dupę, że mam ochotę latać. Rudowłosa piękność, dziewczyna o kręconych włosach. Pamiętam, kiedy pracowała na przeciwko mojego punktu w galerii handlowej. Siedzieliśmy z Karolem za biurkami i podziwialiśmy jej włosy. Później te włosy były już jego, a ja mogłam poznać Asię bliżej. Ma Karol szczęście, że na Aśkę trafił.

Myślisz pewnie, że z Asią pogadam o jej rudych kędziorkach. Nie, nie tym razem. Dziś Asia opowie nam swoją historię związaną z dojrzewaniem do tracenia wagi, chęcią odnalezienia mięśni. Pokaże, że można, że jesteśmy leniwi i zwyczajnie robimy sobie wymówki. Mowa tu też o mnie, bo przecież piszę i jem, a co? No chipsy i popijam colą, słabo wiem, ale zawsze sobie powtarzam, że na wszystko przyjdzie czas. Do wszystkiego trzeba dorosnąć, a później? Później się samo dzieje. No dobra, nie przedłużam, zaczynamy. 

1. Co Cię skłoniło do zmian?

Od zawsze byłam dużą kobietą, zawsze wszyscy mówili, że jestem grubej kości..., ale apogeum zaczęło się 6 lat temu, gdy przyjechałam do UK. Te wszystkie słodycze, które można było kupić za Funta, kebaby na każdym rogu, McDonald... i tak sobie jadłam i pomału tyłam. Po 2 latach zaczęłam coś dostrzegać, że chyba jednak "troszkę" jest mnie za dużo. Coś mnie tknęło i zrobiłam sobie zdjęcia w bieliźnie i odtworzyłam je na telewizorze. PRZEŻYŁAM SZOK! To właśnie był ten impuls i ten dzień, kiedy postanowiłam, że tak dalej być nie może.

2. Od czego zaczęłaś? Jest decyzja i co dalej?

Pierwszy raz w moim życiu byłam tak zdeterminowana i gotowa na nadchodzące zmiany.
Oczywiści, jak to większość Polek zaczynających swoją przygodę z fitness, odpaliłam YouTube i skalpel Ewy Chodakowskiej, zakupiłam jej książkę z przepisami i pomału starałam się wprowadzać zdrowe nawyki w swoje życie.

3. Jak wyglądały początki? Pot i łzy czy wielka motywacja?

Początki były bardzo trudne , jeżeli chodzili o aktywność fizyczną. Pamiętam, jak leżałam na macie pośrodku małego saloniku i płakałam po dosłownie 7 minutach ćwiczeń , ale nie poddawałam się. Ćwiczyłam 6 dni w tyg, każdego dnia starałam robić się co raz więcej, zaczęłam też ćwiczyć z Mel B, po kilku tyg zaczęłam wprowadzać trudniejsze treningi. Kupowałam płyty Chodakowskiej. Z dnia na dzień było co raz łatwiej. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że najtrudniej wytrwać 3 pierwsze miesiące i później jest już co raz łatwiej, więc ciągle sobie to powtarzałam. Pamiętam też, że ćwicząc miałam w głowie jedną myśl " LATO - KRÓTKIE SPODENKI, KRÓTKIE SPODENKI" i na prawdę to działało.
Co do diety, to mój chłopak, teraz już narzeczony, bardzo mi pomagał, gotował mi, przygotowywał posiłki, starał się urozmaicać mi jakoś tą dietę, ja sama zajęłam się pieczeniem fit ciast i wymyślałam sobie inne niskokaloryczne desery. No i tak kg zaczęły lecieć w dół.

4. Kiedy pojawiły się pierwsze efekty?

Pierwsze małe efekty zobaczyłam już po miesiącu, to mnie też motywowało do dalszego działania.
Takie spore zmiany nastąpiły po ok pół roku. Na wadze miałam ok 15 - 18kg mniej, ale to wciąż nie było to czego oczekiwałam, z rozmiaru uk 14/16 zjechałam do 12. Niby kg spadło sporo, ale miałam dużo niepotrzebnej skóry i wyglądałam jak galareta, więc postanowiłam zapisać się na siłownię. Tak też zaczęła się moja miłość do siłowni i do treningów siłowych.

5. Kto Cię motywuje?

Kto mnie motywuje? Chyba ja sama najbardziej się motywuje... Od samego początku robiłam to dla siebie i tak też zostało do dziś. Jak patrzę na swoje zdjęcia z przed 4 lat i na to jak wyglądam teraz, to jestem z siebie mega dumna i to mi daje kopa do dalszego działania.

6. Jak wygląda twoja dieta?

Aktualnie jestem na diecie Ketogenicznej, od razu mówię, że jest to dieta nie dla wszystkich. W zasadzie to nie jest dieta, tylko mój sposób żywienia. Polega na tym, że ograniczam spożycie węglowodanów do minimum i zastępuje je zdrowymi tłuszczami z takich produktów jak awokado, orzechy, ryby itp. Poza tym pije dużo wody i herbat ziołowych. Staram się pić 2 l wody każdego dnia.

7. Jak wyglądają Twoje treningi?

Ja od tych kilku lat jestem bardzo aktywną osobą, pomimo pracy fizycznej, w której codziennie robię po 20-30 tys kroków, staram się chodzić na siłownię co najmniej 4 razy w tyg. Czasami zdarza mi się nawet 2 razy dziennie. Jeżeli chodzi o cardio, to chodzę na lekcje spiningu 2-3 razy w tyg i do tego treningi siłowe, które uwielbiam. Oczywiście jak na kobietę przystało, najbardziej lubię dni kiedy mam trening nóg i pupy.

8. Co byś powiedziała osobom, które dopiero zaczynają?

Wszystkim początkującym osobom mogę powiedzieć, żeby bez względu na wszystko walczyły o siebie . Nie patrzyły na innych, tylko robiły swoje. Wiem, ze swojego doświadczenia, że to osoby z twojego otoczenia mogą ciągnąć cię w dół. To ty masz być szczęśliwa/y i masz prawo przeżyć swoje życie po swojemu. Trzymaj się osób, które Ci pomogą, podniosą Cię, gdy upadniesz i pójdą za tobą dalej. Na początku będzie ciężko, ale na prawdę WARTO. Ta satysfakcja, że udało Ci się osiągnąć tak wiele jest nieporównywalna z niczym innym.

9. Liczby. Ile było, a ile jest?

W krytycznym momencie było 93 kg, teraz jest 70kg przy wzroście 173 cm. Z rozmiaru 14/16 zeszłam na 8/10. Moja wymarzona waga 65 kg i właśnie o nią walczę.

10. Zdjęcia.




11. Co ze mną? Co mi radzisz? Wiesz, że nie potrzebuję tracić na wadze, bo jestem szczupła, jednak po trzech ciążach brzuch ma spory nadmiar skóry, nogi i pupa są jednak bardziej galaretką niż fajnym ciałem. Dieta? Ćwiczenia? Jak to powinno wyglądać?

Podstawa, to dieta. Jeśli będziesz ćwiczyć, to dieta z nadwyżką kaloryczną, wtedy będzie dobrze wchodzić w te partie, które będziesz ćwiczyć.


Dziękuję serdecznie Asi za każde słowo, za każde ze zdjęć. Gratuluję sukcesów i trzymam kciuki za dalsze efekty, ale się zrobiło oficjalnie. Jeśli chcecie podglądać Asię, to lećcie na INSTA, myślę, że Asia w miarę swoich możliwości również odpowie na Wasze pytania.

Dajcie mi znać, czy takie wpisy są dla Was atrakcyjne, czy się Wam podobają? Będzie mi mega miło, jeśli udostępnicie i pokażecie innym, że się da - wystarczy chcieć. 
A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

O zęby trzeba dbać, to wiadomo - przeglądy, usuwanie kamienia. Zęby są ważne, bo wyobraź sobie, że zębów nie masz, albo masz naprawdę zaniedbane. Nie piszę tu o tym, że każdy z nas ma inny odcień zębów, a raczej o próchnicy, dziurach, czy brakach w uzębieniu. Jako dzieciak do dentysty chodziłam często, mimo że o zęby dbałam. Nie wiem, może robiłam to niewłaściwie, może geny zrobiły swoje, ale mam słabe zęby. Wizyt u stomatologa nie lubię, ale chodzę, bo muszę, gdybym nie chodziła, to pewnie już dziś miałabym sztuczną szczękę. Chociaż podczas największych bólów podczas ciąży z Kają krzyczałam, że mogę wyrwać wszystkie zęby i będę nosiła protezę. Wiesz, trafiłam do takiego dentysty, że głowa mała - zrobiłam zęba i wyszłam z jeszcze większym bólem. Nie chcę myśleć o tym, co wtedy czułam, jak bardzo bolało i jak błagałam kolejnego stomatologa, żeby wizyta była już, teraz. Udało się, trafiłam do dentysty, do którego chodzimy całą rodziną. Trzymaj kciuki, bo jutro kolejna wizyta - tego zęba naprawiam już od ponad roku. Nie będę tego komentować, bo szkoda słów, ale wiem, ze jutro będzie koniec i będę mogła przejść dalej. 



Dalej, to znaczy gdzie? Przed ciążą z Kajetanem i podczas jej trwania zrobiłam wszystkie ubytki, jakie miałam. Później na przeglądach było ok, ale kiedy zostałam sama z dzieciakami, to jakby dla siebie tego czasu już nie miałam, więc troch to zaniedbałam. Poszłam dopiero z bólem, kiedy byłam już w ciąży z Kają. Poza tym zębem, który bolał niemiłosiernie miałam do zrobienia 3 ubytki, zrobiłam. Z czasów, kiedy byłam młoda, pieniędzy nie miałam, a zęby jednak chciałam mieć zrobione pozostały mi trzy ciemne plomby. Ciemne to znaczy te amalgamatowe, chciałabym je bardzo wymienić na te w kolorze zęba - jakieś to wypełnienie światłoutwardzalne czy jakoś tak. Nie znam się, nie będę udawała specjalisty, bo to kompletnie nie mój temat, chociaż po obecnych przejściach z zębami mam naprawdę sporą wiedzę. Wypełnienia, o których wspominam są dodatkowo płatne, mają inne właściwości niż te ciemne. Nakłada się je warstwowo, ponoć łatwiej je dopasować do ubytku, bo zastygają dopiero podczas użycia światła. Samo wypełnienie a być bardziej szczelne i mocniejsze. Mam nadzieję, ze tak będzie. Kiedyś mi się wydawało, że zęby po prostu powinny być zrobione, estetyka nie stanowiła dla mnie większego znaczenia, dziś jest inaczej, bo mam większą świadomość. Dziś wiem, że ząb może być zrobiony porządnie i może wyglądać też dobrze. 

Po ciąży z Kają zęby naprawdę mocno dostały po tyłku, mówiąc kolokwialnie. Wymagają naprawy, częstszych przeglądów, ale liczę na to, że jestem na dobrej drodze i pomału dojdę do momentu, kiedy będę mogła jedynie przychodzić na wizyty kontrolne. Chodząc do dentysty zabieram ze sobą Matyldę, bo bardzo się boi naprawić swoje zęby, a idąc ze mną widzi, że mama jakoś daje radę. Mati raz da sobie coś zrobić, innym razem nie za bardzo. Walczymy. Kajetan ma ząbki zdrowe, przed Kają pierwsza wizyta, żeby zacząć się oswajać. Kiedy rodzice dają przykład, to mam wrażenie, że dzieci dużo łatwiej podchodzą do pewnych spraw. Uczą się dzięki temu, co widzą, a nie, co słyszą. Słowa mają inny wydźwięk niż czyny, które mogą obserwować. Także reasumując - zęby trzeba leczyć, czy nam się podoba, czy nie. Trzeba usuwać kamień. Trzeba szczotkować. Trzeba chodzić na przeglądy. 

Swoją drogą. Jakiej używacie pasty do zębów dla dzieci? Wiesz, że dla dzieci, które mają zęby mleczne i potrafią pastę wypluć i wypłukać ząbki powinno się używać pasty z fluorem o stężeniu 1000 ppm, ja nie wiedziałam. Doczytałam ostatnio i ucieszyłam się, bo używałam różnych past i okazuje się, że raz na jakiś czas dzieci stosowały pastę z fluorem. Uf.
BLOG

BLOG

Mój blog, moje miejsce w sieci. Pamiętam, kiedy pisałam pierwszy post i wydawało mi się, że jestem jedną z niewielu, a im bardziej zagłębiałam się w ten cały blogowy świat, tym szerzej otwierałam oczy, bo takich jak ja było tysiące. Jestem mini blogerką, pisać zaczęłam, żeby wywalić z siebie wszystkie nagromadzone emocje, kiedy pojawiała się możliwość otrzymania jakichś rzeczy w zamian za wpis, byłam zaskoczona i podekscytowana, bo posty pisały się same, a ja dodatkowo mogłam sprawić przyjemność dzieciakom. Wiesz, trzeba się wyróżniać, żeby się wybić, żeby się utrzymać. Potrzebna jest charyzma, systematyczność i wiele innych cech. Pomijam już pomysł, wiedzę, czy umiejętności, bo nad tym można popracować albo wynająć firmy, które się tym zajmą. Serio, teraz można wszystko. 


Ostatnio znajoma poprosiła mnie o podpowiedź, bo chciałaby zacząć pisać. Pierwsza moja myśl - jaki masz pomysł, co chcesz przekazać, jaką chcesz opowiedzieć historię. Później pomyślałam, chcesz pisać, to pisz - od czegoś trzeba zacząć i to jest chyba podstawa. Pomysł, czy idea zmienia się z czasem, a jeśli chcesz mieć swoje miejsce ze swoimi przemyśleniami, to po prostu pisz. Innej rady nie ma. 

Codziennie na blogowego maila dostaję wiadomości typu: "zapłać tyle i tyle, a my zrobimy wszystko za Ciebie - Twój blog będzie znany" - tylko czy mi zależy na sławie? Nie. Czy zarabiam na blogu? Tak, wpadają mi czasem jakieś dodatkowe pieniądze, ale nie są to kokosy. To raczej miły dodatek, dzięki któremu mogę sobie coś kupić ponad stan. Wiem, że znajdą się tacy, którzy zaraz mnie zlinczują, bo psuję rynek, ale żadna z tych osób nie była w moich butach i nie musi podejmować takich decyzji jak ja, więc niech każde z nas robi tak, jak uważa. 

Wspomniałam już, że są firmy, które zrobią wszystko za nas. Nie zrobią wszystkiego, bo jak ktoś, robi coś za kogoś, to mój blog nie byłby moim - bo nie pisałabym go ja, a ja tak nie chcę. Chcę być w porządku, dlatego piszę sama i teksty również wymyślam sama. Mimo to przebicie się w takiej ilości blogów jest mega trudne, dlatego postanowiłam zainteresować się tematem pozycjonowania. Przeszukałam internet, trafiłam w różne miejsca, zobaczyłam różne oferty. AFTERWEB, to firma, która w prosty i przystępny sposób opowiedziała mi jak całe to pozycjonowanie wygląda, co zrobić, żeby być na tych pierwszych stronach w wyszukiwarce, jak pisać i czym się kierować. Co prawda jestem maleńkim blogiem z niewielką liczbą wyświetleń, ale wiem po jakich słowach ludzie trafiają do mnie, wiem, co Was czytelników interesuje i teraz wiem też, jak ważne jest to pozycjonowanie. 

Nie martw się, blog się nie zmieni. Nadal będę sobą. Chwilowo, testowo wygląda to wszystko trochę inaczej, ale już niebawem wrócą emocjonujące posty i co najważniejsze - systematyczność. Mam nadzieję, że mimo wszystko ze mną będziesz. 
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger