AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

Autyzm - ile masz myśli, kiedy wypowiadasz te słowa? Albo kiedy je słyszysz? Ja, kiedy słyszę autyzm, to czuję smutek. Taki smutek, który rozwala mnie od środka. Wiesz dlaczego? Dlatego, że osób, które mają autyzm może być już blisko 400000 - sporo, prawda? Dlatego, że brakuje nam empatii, zrozumienia. Dlatego, że każdy z nas może znać osobę, która jest według nas dziwna, a tak naprawdę każdego dnia zmaga się z przeciwnościami, których my nie dostrzegamy, bo nam nie przeszkadza hałas, bo nas nie denerwuje światło, bo nas nie przerażają tłumy. A może jest inaczej? Może właśnie rozumiesz, bo nienawidzisz galerii handlowych i tego, co się tam dzieje, bo uwielbiasz swój poukładany świat i nie lubisz zmian, bo hałas wzbudza w Tobie niepokój, stres, nerwy? Nie wiem, trudno mi oceniać. Wiem jednak, że jeśli ja po całym dniu z dziećmi nie zapewnię sobie wieczorem 15 minut ciszy, to cały wieczór będę wściekła, a i jest ogromne prawdopodobieństwo, że kolejny dzień nie będzie udany. 



Wstaję z dziećmi skoro świt, najczęściej około 6 - w obecnej sytuacji jesteśmy w domu, nie wychodzimy, więc cały dzień spędzamy według planu, żeby nie oszaleć. Do łóżka kładziemy się około 19, około 20 jestem wolna. Wychodzę wtedy do kuchni, czeka na mnie Dominik i zaczyna mówić, bo przecież to jedyna chwila, kiedy możemy pogadać na spokojnie, bez przerywania. Początki były takie, że Dominik mówił, ja prosiłam o ciszę, aż w końcu dochodziło do awantury, bo ja potrzebowałam chwili wytchnienia, a tak ciężko było nam wypracować kompromis, dzięki któremu obydwoje będziemy zadowoleni. Do tej pory zdarza się, że mówię: "cicho", kiedy wydaje mi się, że jest za głośno, kiedy jeszcze nie odpoczęłam. Ja, mam tak tylko chwilę, a osoby z autyzmem tak reagować mogą zawsze. Nie wyobrażam sobie tego, jak jest im trudno, jak wiele bodźców odbierają, jaki mają problem z odnalezieniem się w tym całym świecie. Dlatego jest mi smutno, przykro, że patrzymy tylko na siebie, na czubek własnego nosa i nie liczymy się z innymi. Wyobraź sobie, że nie zapewniasz sobie chwili oddechu, jak długo wytrzymasz? Ile dasz radę? Krótko, zapewniam. 

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, który znajdziesz na stronie Fundacji JIM, kliknij, proszę w link i zobacz. Poznaj świat osób ze spektrum. Zobacz, co czują, co widzą, zmień swój punkt widzenia. Przeczytaj kilka historii, zrozum, że to nie jest wymysł, że to jest naprawdę duży problem, bo według Światowej Organizacji Zdrowia autyzm występuje u 1 na 100 dzieciaków. Dużo. Pomyśl o rodzicach tych dzieci, rodzeństwie, o wszystkich tych, którzy są w otoczeniu osób ze spektrum. Wiem, że jest ciężko. Czuję to w każdym słowie, które przeczytałam, usłyszałam. Zobacz i Ty.

Powiem Ci, że po każdej historii, którą przeczytałam, zalewałam się łzami. Kłaniam się w pas Wam - Drodzy Rodzice i obiecuję, że jeśli tylko będę w stanie, to zawsze będę szerzyła wiedzę na temat autyzmu. Wiem, że sama mogę niewiele, ale znam wiele osób, które bardzo chętnie pomagają. I będę mega dumna, jeśli uda mi się zmienić myślenie choćby jednej osoby, bo wierzę, że dzięki temu zmieni się też Wasz świat, że będzie Wam lżej i już żadne słowa osób z boku nie będą wzbudzały wstydu, strachu, czy zwykłej wściekłości. Działajmy.

Kampania społeczna Polska na Niebiesko ma za zadanie uświadamiać, pomagać zrozumieć, wspierać. 2 kwietnia obchodzony będzie Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - może warto poświecić chwilę tego dnia i pokazać swoim dzieciakom filmik, opowiedzieć, wesprzeć. To dobry moment. Sytuacja na świecie w tej chwili pokazuje nam, że musimy zwolnić, zacząć zauważać, naprawdę warto. Chcesz pomóc? Załóż niebieską opaskę "nie mów do mnie teraz" i podaruj coś od siebie. Ja pomagam, a Ty?
5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

E tam fotelik, ja jeździłam bez i żyję... Najgłupsza, najbardziej nieodpowiedzialna postawa jaką można prezentować. Fotelik często jest w stanie uratować życie Twojego Dziecka, więc jest chyba najważniejszym wyborem podczas kompletowania wyprawki. Owszem, nie musi Cię być stać na te najdroższe z pięcioma punktami w ocenie bezpieczeństwa, ale kup najlepszy z możliwych na jakie Cię stać, bo tu chodzi o bezpieczeństwo Twojej Pociechy. Jest kilka zasad, którymi bezwzględnie powinnaś się kierować, poniżej opiszę je szczegółowo.



1. Fotelik zawsze wybieramy do auta i do dziecka, nigdy do wózka. Wiem, że to wygoda, kiedy możemy zamocować fotelik na wózku i nie budząc malucha iść na zakupy, ale pamiętaj, jeśli zależy Ci na porządnym foteliku, to zacznij od jego wyboru i dopiero kupuj wózek - który dopasujesz do fotelika - nosidełka - jak zwał, tak zwał. Najczęściej na stronie producenta można znaleźć informację, czy dany model pasuje do naszego auta, jest nawet napisane, na których siedzeniach można fotelik ustawić podczas jazdy. Wszystko można znaleźć, wystarczy poszukać. A kiedy nie możesz znaleźć, to jedź, proszę do specjalistycznego sklepu, poproś o pomoc, a na pewno kupisz porządny i bezpieczny model. 

2. Przemyśl, czy rwf fotelik się u Was sprawdzi czy raczej klasyczny. Rwf, czyli mocowany tyłem do kierunku jazdy - nawet dla starszych dzieci. To ważna informacja, bo większość z nas jednak myśli, żę tyłem to do roku, a później hulaj dusza. Nie. Im dłużej dziecko jeździ tyłem, tym lepiej. Tyłem jest bezpieczniej. Publikacji na ten temat było tak wiele, że nie będę się powtarzać. Wszystkie testy mówią o tym, że tyłem jest najbezpieczniej. Mój Kajetan tyłem jeździł, kiedy miał ponad 3 lata - nie brudził fotela, było mu wygodnie i przede wszystkim byłam pewna, że robię wszystko, żeby był bezpieczny. Kaja w tej chwili już też jeździ w nowym foteliku - mamy rwf, więc jeździ tyłem. Co prawda raz była zamocowana przodem i bardziej się jej podobało, ale bezpieczeństwo ponad wszystko.

3. Pamiętaj, fotelik ma swoją datę ważności. Jaka ja byłam zdziwiona, kiedy o tym usłyszałam. Jak to fotelik ma datę ważności, a no ma. Chodzi o to, że materiały, które zostały użyte do wykonania fotelika też się zużywają i producent nie może zapewnić, że po 10 latach ten sam fotelik również będzie spełniać normy, które miał przypisywane, kiedy był nowy. Data produkcji fotelika najczęściej jest na nalepce, która jest na foteliku. W internecie jest wiele informacji na temat tego, jak odczytywać etykiety i te wszystkie cyferki.

4. W foteliku jeździmy bez kurtek. Tak. Niestety. Czasem trzeba iść nagrzać szybciej samochód, przykryć dziecko kocykiem, czy kupić jakąś dedykowaną narzutę. Testy na fotelikach są przeprowadzane po porządnym zapięciu, dopasowaniu do auta, rozebraniu dziecka z kurtek. Dlaczego? Dlatego, że pas ma przylegać do ciała, a nie do kurtki, która zmniejsza napięcia pasa. Tyle.

5. Wywal podstawki pod tyłek, wywal jakieś wynalazki. Dziecko w foteliku wg prawa jeździ do 150 cm wzrostu. Nie mniej, nie więcej. Ja mam nieco 157 cm wzrostu, wiec gdyby za moich czasów obowiązywał taki przepis, to spokojnie jeździłabym do osiemnastki, bo moja waga była dość niska w tamtym czasie, więc nie łapałabym się na nasze przedziały wagowe fotelików. Taki żart. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, czy dzieci się nie buntują, że są już takie duże, a muszą jeździć w foteliku, ale mam nadzieję, ze tłumaczycie i że mimo wszystko dzieciaki rozumieją, ze często chodzi o ich życie. 

Myślę, ze to podstawowe zasady podczas wyboru fotelika. Dbaj o swoje dzieci, bo masz sa wszystkim, co masz. Czasem sobie myślę, ze gdybym zawiniła i moim dzieciom stałaby się przeze mnie krzywda, to pisałabym do Was z psychiatryka, albo nie pisałabym wcale. 
WYPALONA MAMA

WYPALONA MAMA

Długo biłam się z myślami, czy podzielić się z Wami tym tematem, czy może lepiej zachować to dla siebie, ale obecna sytuacja sprawiła, że z każdej strony słyszy się tylko, że: "jak ja wytrzymam z dziećmi?" albo "ona chyba bardzo nie lubi swoich dzieci, że nie wie, co z nimi robić". Staram się zrozumieć obydwie strony, ale nie jestem w tej kwestii taka zasadnicza. Nie oceniam, bo sama wiem, jak jest mi ciężko. I nikt, absolutnie nikt, kto nie jest w naszych butach, kto choć przez moment nie był w takiej sytuacji jak my, nie ma prawa oceniać. Powiem więcej - każdy człowiek jest inny, każdy dom jest inny, każde przeżywane emocje są inne. Po prostu czasem przychodzi taki moment, że czujesz, że dłużej nie wytrzymasz, że nie dasz rady. Wiem, że ten temat nie dotyczy każdej z nas, ale przeczytałam też, że jest to całkiem normalne zjawisko, a psychologowie twierdzą, że mama może się wypalić, zmęczyć macierzyństwem, nawet jeśli najbardziej na świecie kocha swoje dzieci. Kluczowe jest tu wsparcie. A co jeśli tego wsparcia brak? Albo nie ma możliwości?


Mam w domu trzy małe osobowości. Jedną krzyczącą, drugą płaczącą i trzecią - której wydaje się, że nadal żyje w symbiozie z mamą. Są wszystkim, co mam - nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. Moje życie byłoby puste, smutne i chyba trochę bezwartościowe. Mimo tego, że jestem w domu 24 godziny na dobę, to mam świadomość, że dom i dzieci nie powinny być moimi jedynymi priorytetami. Niestety doszłam do takiego momentu, kiedy ten dom, ten czas spędzony z dziećmi, to ciągłe "mamo" powoduje, że trafia mnie szlag. Zmęczenie, frustracja, chwilowy brak perspektyw, brak możliwości, brak snu, zniecierpliwienie, perfekcjonizm postawiły mnie pod ścianą. Jestem świadoma tego, że dalej tak być nie może, że w całej tej sytuacji w końcu ucierpią dzieci, ale najbardziej po dupie dostaje ja. Bardzo zależy mi na tym, żebym miała siłę i chęci do spędzania czasu z dziećmi, żebym mogła odpowiadać na ich potrzeby, żebym reagowała na ich emocje, ale w tej chwili jest to dla mnie mega trudne, choć czuję też, że z dnia na dzień będzie lepiej, a kiedy skończy się ten cały syf związany z wirusem, kiedy znowu zaświeci słońce, zmieni się wszystko.

Bywam jak tykająca bomba, a w zasadzie częściej wybucham niż bym chciała. Nie pomagają wczesne pobudki, nocne karmienia, nadmiar obowiązków, niespokojna głowa, problemy, odpowiedzialność. Dziękuję sama sobie, że choć wieczory mam spokojne, bo gdybym miała siedzieć z dzieciakami do 22, a rano stresować się ich dobudzeniem, to bym już dawno oszalała. W dalszym ciągu karmię Kaję piersią, generalnie nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, ale kiedy tych nocnych karmień przy ząbkowaniu jest 10, to rano mam ochotę przykryć się kocem i płakać z bezsilności. Niestety trzeba wstać i robić swoje - śniadanie, przedszkole, leki. Umów lekarza, zadzwoń do mechanika, załatw wyniki, nie mówię już o rzeczach bardziej przyziemnych jak pusta lodówka, pranie, czy sprzątanie. Dla jednego człowieka jest tego tak dużo, że zwyczajnie odechciewa Ci się być super mamą i myślisz tylko o tym, żeby uciec gdzieś daleko. Tu się martwisz, bo jedno dziecko krzywi nóżki, drugie ma koszmary w nocy, trzecie znów przełożone szczepienie. Ciągle o czymś myślisz, ciągle coś załatwiasz. Nie ma tak, że odpoczywasz - tu pić, tu jeść, tu kupa, tu siku, tu piszemy literki, tu mam chcę takiego robota, podaj, przynieś, ukrój. Na samą myśl drętwieje mi ciało. Zapominasz kompletnie o sobie - nie masz siły na zrobienie czegokolwiek, wieczorem tylko telewizor przez 10 minut i spać. Ja wiem, że można to jakoś zorganizować, ale organizować w momencie, kiedy masz dość, to jakby strzał w kolano, bo już na samym początku jesteś na straconej pozycji. To jest rzeczywistość wielu z nas. Wbrew pozorom, kiedy pracowałam byłam jakoś bardziej do życia, bo jednak bardziej mi się chciało - naprawdę kłaniam się w pas każdej pracującej mamie, każdej samodzielnej mamie.

Czym jest wypalenie? To moment, kiedy coś co lubisz robić nagle przestaje dla Ciebie być fajne. Sprawia Ci coraz więcej trudności, a na samą myśl, że jutro znów czekają Cię te same obowiązki, robi Ci się niedobrze. I nie jest tak, że każdego dnia masz dość wszystkiego - są lepsze i gorsze chwile, ale niestety w przewadze z tymi gorszymi. Jest naprawdę ciężko, kiedy kładziesz się do łóżka z myślą, że już Ci się nie chce. I tu naprawdę nie chodzi o nastawienie, bo jak długo możesz okłamywać swoje potrzeby i wmawiać sobie, że to minie, to chwilowe. Raz? Drugi? Trzeci? Z każdym kolejnym razem Twój organizm zacznie się buntować. Kiedy Twoje kubeczki są puste, to jakim cudem chcesz obdarować nimi kogoś innego? Jak chcesz się podzielić cierpliwością, kiedy sama jesteś kłębkiem nerwów? Jak chcesz wpierać swoje dziecko, kiedy sama tego wsparcia nie masz? Nie da się, po prostu się nie da. Przeczytałam ostatnio zdanie mówiące o tym, że powinniśmy być wdzięczni złości, że się pojawia, bo przypomina nam, że musimy o siebie zadbać. I dla mnie to był kluczowy moment. Wszechświat czuwa, naprawdę.

Dlaczego własnie teraz o tym piszę? Bo będzie mi łatwiej odpuścić, bo mam nadzieję na wprowadzenie jakiegoś sensownego schematu podczas tego naszego siedzenia w domu i bardzo liczę, że doprowadzę się do porządku, małymi krokami odzyskam radość z bycia mamą, będzie mi się chciało i każdego dnia będę mogła na spokojnie popracować nad tym, co w tej chwili jest do naprawy. Mogę odpuścić różne sprawy, bo i tak siedzimy w domu, nie mam nic pilnego do załatwienia, nie muszę nigdzie wychodzić. Owszem stresuje się tym całym wirusem, ale mam zamiar odciąć się od tego na tyle na ile będę w stanie. Nie mam na to wpływu, mogę się jedynie dostosować. I mieć nadzieję, że każdy z nas weźmie sobie do serca to, co się dzieje i z tygodnia na tydzień będzie tylko lepiej. Ten nasz byt, nasze zaplanowane życie nagle zwolni, inne będą priorytety, odpuścimy trochę, docenimy to, co mamy, skupimy się na innych sprawach. Chyba tego nam trzeba, żeby przewartościować nasze życia. Już nigdy po tym wszystkim nie będzie tak samo. My już też nie będziemy tymi samymi osobami. ale to chyba dobrze. Tak miało być.

I tak już zupełnie na koniec - nie oceniaj, proszę zastanów następnym razem, kiedy usłyszysz, że jakaś mama biadoli, bo musi przez te dwa tygodnie siedzieć z dziećmi w domu i co ona biedna będzie z nimi robiła - nie wiesz, czy nie doszła do takiego momentu jak ja w swoim macierzyństwie, a wyjście do pracy było dla niej jedyną odskocznią i dzięki temu czuła, że nie zwariuje. A jak tylko usłyszała o dwóch tygodniach w domu, to zalała się potem i na samą myśl miała ciarki na plecach. Nie wiesz i się nie dowiesz, ale oczywiście ocenisz, bo co to za rodzic. Wspieram Was wszystkie, doceniam i kibicuje. Siedźmy w domu, włączajmy bajki, sprzątajmy, korzystajmy - wierzę w nas i naszą odpowiedzialność. Dodam tylko, że my w domu siedzimy od początku lutego z krótkimi przerwami, bo dzieciaki chorowały na zmianę - także można, da się. Choć nie jest łatwo, oj nie jest.



BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

Uwielbiam ubrania, które są uniwersalne. Nie lubię sukienek z przeznaczeniem na jakąś okazję. Czasem się śmieję, że moje stroje, stroje moich dzieciaków nie są standardowe - lubię inność. Sporo czasu spędziłam na znalezieniu odpowiedniej sukienki na uroczystość Kai, bardzo mi zależało, żeby była prosta, skromna i żebym mogła znaleźć rozmiar większy dla Matyldy. Nie znalazłam. Kupiłam sukienki z działu dla starszych dziewczynek i przerobiłam dla Kai. Wyglądały obłędnie, a radość Matyldy, że ma taka samą sukienkę jak siostra sprawiła, że jarałam się jak dziecko. No i najważniejsze - i Kaja i Matylda swoje sukienki ubiorą jeszcze wielokrotnie.


Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. Czasem wystarczy coś wpisać w wyszukiwarce jakiś zwrot i wyników wyszukiwania jest tyle, że nie wiesz, co masz przeglądać - jakby kolejne strony miały znikać. Pokażę Ci dziś piękne, wyjątkowe i uniwersalne rzeczy. Ubranko na chrzest powinno być wygodne, dostosowane do pogody i ładne - cała reszta się nie liczy. No dobra, ma się podobać mamie. Gdybym teraz stała przed wyborem stroju, to wybrałabym coś właśnie z mojej poniższej listy. Chociaż moim faworytem jest i tak strój dla chłopca, ale ostatnią chrzciłam dziewczynkę, więc na tym się skupiam.





I na koniec to cudo dla chłopca:


Okazuje się, że ubranko nie musi być drogie, może być piękne i nietuzinkowe, a jednocześnie może spełniać wszystkie moje powyższe założenia. Widzę maleńkiego dzidziusia w tych ubrankach, zwłaszcza w bawełnianym zestawie dziewczynkę i tym garniturku w kratę. No powiem Ci, że jest moc. 
NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

... kwiaty, albo herbaty, albo czekoladki, albo cokolwiek chcesz. Może być ewentualnie biżuteria -  tylko złota, delikatna, minimalistyczna. Pamiętam, jak krzyczałam, że nie chcę żadnej biżuterii, bo nie noszę. Kiedy już się przekonałam, to tylko srebro, bo złoto jest tandetne. Pewnego dnia wstałam rano, spojrzałam w lustro i odkryłam, że złoto jest zdecydowanie fajniejsze niż srebro, na pewno bardziej do mnie pasuje, a ja chcę nosić delikatną biżuterię. Mówi się, że do wszystkiego trzeba dorosnąć i to właśnie chyba był ten moment, kiedy odkryłam swoją kobiecość i to, co naprawdę lubię. Minimalizm - w myśl zasady - im mniej tym więcej. Złoto. I delikatną biżuterię. To będzie post o tym, co ja mogłabym dostać, co mi się podoba - nie ma jednej uniwersalnej rady na prezenty, bo każda z kobiet jest wyjątkowa i oczekuje czegoś innego.



Po pierwsze celebrytka złota, wiadomo - chociaż naszyjniki jakiekolwiek noszę tylko okazjonalnie, ale już takie zawieszki do celebrytek, to inna bajka, bo chętnie je noszę do bransoletek, zwłaszcza, że są delikatne, a na mojej bransoletce tylko takie się dobrze prezentują. 

Bransoletka. Zawsze. Chociaż ostatnio chodzi mi po głowie taka złota na nogę. Widzę ją na opalonym ciele latem - pięknie, prawda?


I pierścionki. No, która z nas ich nie lubi? Nie jestem jakąś fanatyczką, nie potrzebuję mieć dziesięciu pierścionków, ale jeden czy dwa - ekstra. Złoto, to złoto - zawsze się obroni.


Znalazłaś tu coś dla siebie? Lubisz biżuterię? Wolisz srebro czy złoto? A może lubisz jeszcze coś innego? dzień Kobiet już blisko, podpowiedz swojemu Mężczyźnie o czym marzysz, po co ma się biedak głowić? Po co masz się wściekać, że znów nie trafił z prezentem. A może jesteś tą szczęściarą, której Ukochany robi wyjątkowe prezenty i zawsze odgaduje Twoje marzenia? 
#1 TYM SIĘ JARAM

#1 TYM SIĘ JARAM

Są osoby, rzeczy, zachowania, słowa, które wzbudzają w nas ogromne emocje - czasem pozytywne, czasem negatywne, ale kiedy są emocje, to pojawia się informacja, że coś się dzieje, że warto się zatrzymać. Postanowiłam wcielić w życie pomysł, który chodził mi po głowie od dawna. Co jakiś czas będę dzieliła się z Wami swoimi odkryciami. 

Dziś Asia - narzeczona mojego kuzyna. Kiedy patrzę na Asią, dostaję takie kopa w dupę, że mam ochotę latać. Rudowłosa piękność, dziewczyna o kręconych włosach. Pamiętam, kiedy pracowała na przeciwko mojego punktu w galerii handlowej. Siedzieliśmy z Karolem za biurkami i podziwialiśmy jej włosy. Później te włosy były już jego, a ja mogłam poznać Asię bliżej. Ma Karol szczęście, że na Aśkę trafił.

Myślisz pewnie, że z Asią pogadam o jej rudych kędziorkach. Nie, nie tym razem. Dziś Asia opowie nam swoją historię związaną z dojrzewaniem do tracenia wagi, chęcią odnalezienia mięśni. Pokaże, że można, że jesteśmy leniwi i zwyczajnie robimy sobie wymówki. Mowa tu też o mnie, bo przecież piszę i jem, a co? No chipsy i popijam colą, słabo wiem, ale zawsze sobie powtarzam, że na wszystko przyjdzie czas. Do wszystkiego trzeba dorosnąć, a później? Później się samo dzieje. No dobra, nie przedłużam, zaczynamy. 

1. Co Cię skłoniło do zmian?

Od zawsze byłam dużą kobietą, zawsze wszyscy mówili, że jestem grubej kości..., ale apogeum zaczęło się 6 lat temu, gdy przyjechałam do UK. Te wszystkie słodycze, które można było kupić za Funta, kebaby na każdym rogu, McDonald... i tak sobie jadłam i pomału tyłam. Po 2 latach zaczęłam coś dostrzegać, że chyba jednak "troszkę" jest mnie za dużo. Coś mnie tknęło i zrobiłam sobie zdjęcia w bieliźnie i odtworzyłam je na telewizorze. PRZEŻYŁAM SZOK! To właśnie był ten impuls i ten dzień, kiedy postanowiłam, że tak dalej być nie może.

2. Od czego zaczęłaś? Jest decyzja i co dalej?

Pierwszy raz w moim życiu byłam tak zdeterminowana i gotowa na nadchodzące zmiany.
Oczywiści, jak to większość Polek zaczynających swoją przygodę z fitness, odpaliłam YouTube i skalpel Ewy Chodakowskiej, zakupiłam jej książkę z przepisami i pomału starałam się wprowadzać zdrowe nawyki w swoje życie.

3. Jak wyglądały początki? Pot i łzy czy wielka motywacja?

Początki były bardzo trudne , jeżeli chodzili o aktywność fizyczną. Pamiętam, jak leżałam na macie pośrodku małego saloniku i płakałam po dosłownie 7 minutach ćwiczeń , ale nie poddawałam się. Ćwiczyłam 6 dni w tyg, każdego dnia starałam robić się co raz więcej, zaczęłam też ćwiczyć z Mel B, po kilku tyg zaczęłam wprowadzać trudniejsze treningi. Kupowałam płyty Chodakowskiej. Z dnia na dzień było co raz łatwiej. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że najtrudniej wytrwać 3 pierwsze miesiące i później jest już co raz łatwiej, więc ciągle sobie to powtarzałam. Pamiętam też, że ćwicząc miałam w głowie jedną myśl " LATO - KRÓTKIE SPODENKI, KRÓTKIE SPODENKI" i na prawdę to działało.
Co do diety, to mój chłopak, teraz już narzeczony, bardzo mi pomagał, gotował mi, przygotowywał posiłki, starał się urozmaicać mi jakoś tą dietę, ja sama zajęłam się pieczeniem fit ciast i wymyślałam sobie inne niskokaloryczne desery. No i tak kg zaczęły lecieć w dół.

4. Kiedy pojawiły się pierwsze efekty?

Pierwsze małe efekty zobaczyłam już po miesiącu, to mnie też motywowało do dalszego działania.
Takie spore zmiany nastąpiły po ok pół roku. Na wadze miałam ok 15 - 18kg mniej, ale to wciąż nie było to czego oczekiwałam, z rozmiaru uk 14/16 zjechałam do 12. Niby kg spadło sporo, ale miałam dużo niepotrzebnej skóry i wyglądałam jak galareta, więc postanowiłam zapisać się na siłownię. Tak też zaczęła się moja miłość do siłowni i do treningów siłowych.

5. Kto Cię motywuje?

Kto mnie motywuje? Chyba ja sama najbardziej się motywuje... Od samego początku robiłam to dla siebie i tak też zostało do dziś. Jak patrzę na swoje zdjęcia z przed 4 lat i na to jak wyglądam teraz, to jestem z siebie mega dumna i to mi daje kopa do dalszego działania.

6. Jak wygląda twoja dieta?

Aktualnie jestem na diecie Ketogenicznej, od razu mówię, że jest to dieta nie dla wszystkich. W zasadzie to nie jest dieta, tylko mój sposób żywienia. Polega na tym, że ograniczam spożycie węglowodanów do minimum i zastępuje je zdrowymi tłuszczami z takich produktów jak awokado, orzechy, ryby itp. Poza tym pije dużo wody i herbat ziołowych. Staram się pić 2 l wody każdego dnia.

7. Jak wyglądają Twoje treningi?

Ja od tych kilku lat jestem bardzo aktywną osobą, pomimo pracy fizycznej, w której codziennie robię po 20-30 tys kroków, staram się chodzić na siłownię co najmniej 4 razy w tyg. Czasami zdarza mi się nawet 2 razy dziennie. Jeżeli chodzi o cardio, to chodzę na lekcje spiningu 2-3 razy w tyg i do tego treningi siłowe, które uwielbiam. Oczywiście jak na kobietę przystało, najbardziej lubię dni kiedy mam trening nóg i pupy.

8. Co byś powiedziała osobom, które dopiero zaczynają?

Wszystkim początkującym osobom mogę powiedzieć, żeby bez względu na wszystko walczyły o siebie . Nie patrzyły na innych, tylko robiły swoje. Wiem, ze swojego doświadczenia, że to osoby z twojego otoczenia mogą ciągnąć cię w dół. To ty masz być szczęśliwa/y i masz prawo przeżyć swoje życie po swojemu. Trzymaj się osób, które Ci pomogą, podniosą Cię, gdy upadniesz i pójdą za tobą dalej. Na początku będzie ciężko, ale na prawdę WARTO. Ta satysfakcja, że udało Ci się osiągnąć tak wiele jest nieporównywalna z niczym innym.

9. Liczby. Ile było, a ile jest?

W krytycznym momencie było 93 kg, teraz jest 70kg przy wzroście 173 cm. Z rozmiaru 14/16 zeszłam na 8/10. Moja wymarzona waga 65 kg i właśnie o nią walczę.

10. Zdjęcia.




11. Co ze mną? Co mi radzisz? Wiesz, że nie potrzebuję tracić na wadze, bo jestem szczupła, jednak po trzech ciążach brzuch ma spory nadmiar skóry, nogi i pupa są jednak bardziej galaretką niż fajnym ciałem. Dieta? Ćwiczenia? Jak to powinno wyglądać?

Podstawa, to dieta. Jeśli będziesz ćwiczyć, to dieta z nadwyżką kaloryczną, wtedy będzie dobrze wchodzić w te partie, które będziesz ćwiczyć.


Dziękuję serdecznie Asi za każde słowo, za każde ze zdjęć. Gratuluję sukcesów i trzymam kciuki za dalsze efekty, ale się zrobiło oficjalnie. Jeśli chcecie podglądać Asię, to lećcie na INSTA, myślę, że Asia w miarę swoich możliwości również odpowie na Wasze pytania.

Dajcie mi znać, czy takie wpisy są dla Was atrakcyjne, czy się Wam podobają? Będzie mi mega miło, jeśli udostępnicie i pokażecie innym, że się da - wystarczy chcieć. 
A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

O zęby trzeba dbać, to wiadomo - przeglądy, usuwanie kamienia. Zęby są ważne, bo wyobraź sobie, że zębów nie masz, albo masz naprawdę zaniedbane. Nie piszę tu o tym, że każdy z nas ma inny odcień zębów, a raczej o próchnicy, dziurach, czy brakach w uzębieniu. Jako dzieciak do dentysty chodziłam często, mimo że o zęby dbałam. Nie wiem, może robiłam to niewłaściwie, może geny zrobiły swoje, ale mam słabe zęby. Wizyt u stomatologa nie lubię, ale chodzę, bo muszę, gdybym nie chodziła, to pewnie już dziś miałabym sztuczną szczękę. Chociaż podczas największych bólów podczas ciąży z Kają krzyczałam, że mogę wyrwać wszystkie zęby i będę nosiła protezę. Wiesz, trafiłam do takiego dentysty, że głowa mała - zrobiłam zęba i wyszłam z jeszcze większym bólem. Nie chcę myśleć o tym, co wtedy czułam, jak bardzo bolało i jak błagałam kolejnego stomatologa, żeby wizyta była już, teraz. Udało się, trafiłam do dentysty, do którego chodzimy całą rodziną. Trzymaj kciuki, bo jutro kolejna wizyta - tego zęba naprawiam już od ponad roku. Nie będę tego komentować, bo szkoda słów, ale wiem, ze jutro będzie koniec i będę mogła przejść dalej. 



Dalej, to znaczy gdzie? Przed ciążą z Kajetanem i podczas jej trwania zrobiłam wszystkie ubytki, jakie miałam. Później na przeglądach było ok, ale kiedy zostałam sama z dzieciakami, to jakby dla siebie tego czasu już nie miałam, więc troch to zaniedbałam. Poszłam dopiero z bólem, kiedy byłam już w ciąży z Kają. Poza tym zębem, który bolał niemiłosiernie miałam do zrobienia 3 ubytki, zrobiłam. Z czasów, kiedy byłam młoda, pieniędzy nie miałam, a zęby jednak chciałam mieć zrobione pozostały mi trzy ciemne plomby. Ciemne to znaczy te amalgamatowe, chciałabym je bardzo wymienić na te w kolorze zęba - jakieś to wypełnienie światłoutwardzalne czy jakoś tak. Nie znam się, nie będę udawała specjalisty, bo to kompletnie nie mój temat, chociaż po obecnych przejściach z zębami mam naprawdę sporą wiedzę. Wypełnienia, o których wspominam są dodatkowo płatne, mają inne właściwości niż te ciemne. Nakłada się je warstwowo, ponoć łatwiej je dopasować do ubytku, bo zastygają dopiero podczas użycia światła. Samo wypełnienie a być bardziej szczelne i mocniejsze. Mam nadzieję, ze tak będzie. Kiedyś mi się wydawało, że zęby po prostu powinny być zrobione, estetyka nie stanowiła dla mnie większego znaczenia, dziś jest inaczej, bo mam większą świadomość. Dziś wiem, że ząb może być zrobiony porządnie i może wyglądać też dobrze. 

Po ciąży z Kają zęby naprawdę mocno dostały po tyłku, mówiąc kolokwialnie. Wymagają naprawy, częstszych przeglądów, ale liczę na to, że jestem na dobrej drodze i pomału dojdę do momentu, kiedy będę mogła jedynie przychodzić na wizyty kontrolne. Chodząc do dentysty zabieram ze sobą Matyldę, bo bardzo się boi naprawić swoje zęby, a idąc ze mną widzi, że mama jakoś daje radę. Mati raz da sobie coś zrobić, innym razem nie za bardzo. Walczymy. Kajetan ma ząbki zdrowe, przed Kają pierwsza wizyta, żeby zacząć się oswajać. Kiedy rodzice dają przykład, to mam wrażenie, że dzieci dużo łatwiej podchodzą do pewnych spraw. Uczą się dzięki temu, co widzą, a nie, co słyszą. Słowa mają inny wydźwięk niż czyny, które mogą obserwować. Także reasumując - zęby trzeba leczyć, czy nam się podoba, czy nie. Trzeba usuwać kamień. Trzeba szczotkować. Trzeba chodzić na przeglądy. 

Swoją drogą. Jakiej używacie pasty do zębów dla dzieci? Wiesz, że dla dzieci, które mają zęby mleczne i potrafią pastę wypluć i wypłukać ząbki powinno się używać pasty z fluorem o stężeniu 1000 ppm, ja nie wiedziałam. Doczytałam ostatnio i ucieszyłam się, bo używałam różnych past i okazuje się, że raz na jakiś czas dzieci stosowały pastę z fluorem. Uf.
BLOG

BLOG

Mój blog, moje miejsce w sieci. Pamiętam, kiedy pisałam pierwszy post i wydawało mi się, że jestem jedną z niewielu, a im bardziej zagłębiałam się w ten cały blogowy świat, tym szerzej otwierałam oczy, bo takich jak ja było tysiące. Jestem mini blogerką, pisać zaczęłam, żeby wywalić z siebie wszystkie nagromadzone emocje, kiedy pojawiała się możliwość otrzymania jakichś rzeczy w zamian za wpis, byłam zaskoczona i podekscytowana, bo posty pisały się same, a ja dodatkowo mogłam sprawić przyjemność dzieciakom. Wiesz, trzeba się wyróżniać, żeby się wybić, żeby się utrzymać. Potrzebna jest charyzma, systematyczność i wiele innych cech. Pomijam już pomysł, wiedzę, czy umiejętności, bo nad tym można popracować albo wynająć firmy, które się tym zajmą. Serio, teraz można wszystko. 


Ostatnio znajoma poprosiła mnie o podpowiedź, bo chciałaby zacząć pisać. Pierwsza moja myśl - jaki masz pomysł, co chcesz przekazać, jaką chcesz opowiedzieć historię. Później pomyślałam, chcesz pisać, to pisz - od czegoś trzeba zacząć i to jest chyba podstawa. Pomysł, czy idea zmienia się z czasem, a jeśli chcesz mieć swoje miejsce ze swoimi przemyśleniami, to po prostu pisz. Innej rady nie ma. 

Codziennie na blogowego maila dostaję wiadomości typu: "zapłać tyle i tyle, a my zrobimy wszystko za Ciebie - Twój blog będzie znany" - tylko czy mi zależy na sławie? Nie. Czy zarabiam na blogu? Tak, wpadają mi czasem jakieś dodatkowe pieniądze, ale nie są to kokosy. To raczej miły dodatek, dzięki któremu mogę sobie coś kupić ponad stan. Wiem, że znajdą się tacy, którzy zaraz mnie zlinczują, bo psuję rynek, ale żadna z tych osób nie była w moich butach i nie musi podejmować takich decyzji jak ja, więc niech każde z nas robi tak, jak uważa. 

Wspomniałam już, że są firmy, które zrobią wszystko za nas. Nie zrobią wszystkiego, bo jak ktoś, robi coś za kogoś, to mój blog nie byłby moim - bo nie pisałabym go ja, a ja tak nie chcę. Chcę być w porządku, dlatego piszę sama i teksty również wymyślam sama. Mimo to przebicie się w takiej ilości blogów jest mega trudne, dlatego postanowiłam zainteresować się tematem pozycjonowania. Przeszukałam internet, trafiłam w różne miejsca, zobaczyłam różne oferty. AFTERWEB, to firma, która w prosty i przystępny sposób opowiedziała mi jak całe to pozycjonowanie wygląda, co zrobić, żeby być na tych pierwszych stronach w wyszukiwarce, jak pisać i czym się kierować. Co prawda jestem maleńkim blogiem z niewielką liczbą wyświetleń, ale wiem po jakich słowach ludzie trafiają do mnie, wiem, co Was czytelników interesuje i teraz wiem też, jak ważne jest to pozycjonowanie. 

Nie martw się, blog się nie zmieni. Nadal będę sobą. Chwilowo, testowo wygląda to wszystko trochę inaczej, ale już niebawem wrócą emocjonujące posty i co najważniejsze - systematyczność. Mam nadzieję, że mimo wszystko ze mną będziesz. 
CZY MOJE DZIECI SĄ OCHRZCZONE?

CZY MOJE DZIECI SĄ OCHRZCZONE?

Tak. Są. Ja również jestem ochrzczona. I nie ma dla mnie znaczenia, jaką Ty podejmujesz decyzję. Chrzcisz, to twoja sprawa, nie chrzcisz - mi się z tego tłumaczyć nie musisz. szanuję każdą decyzję. Chociaż szczerze mówiąc przez chwilę zaczęłam zastanawiać się, czy skoro nie żyję zgodnie z zasadami, jakie są nam narzucone przez wiarę, to powinnam dzieci chrzcić. Zdecydowałam jednak, że skoro jesteśmy wierzący, to dzieci będą żyły również w zgodzie z naszą wiarą. Powiesz, ale Ty nie masz ślubu, więc jeden z Sakramentów pominęłaś. Owszem nie mam ślubu i póki co nie planuję. Nie chciałam, żeby dzieci były powodem, dla którego będę brała ślub. Ślub dla mnie jest czymś wielkim, wyjątkowym, to wielka deklaracja, a na to każdy musi być gotowy, ale o tym napiszę innym razem. 


Najzabawniejsze jest to, że każde z dzieciaków swój Chrzest Święty miało w innym miejscu - Matylda w Elblągu, Kajetan w Baninie, a Kaja we Frednowach - za każdym razem mieszkaliśmy w innym miejscu. Więcej. Najgorsze jest to, że to raczej nie jest nasz ostatni przystanek i miejsce zamieszkania jeszcze zmienimy, także będziemy jeździć po akty chrztu za każdym razem, kiedy będą potrzebne. 

Jedno moje dzieci mają wspólne. W prezencie każde z nich dostało srebrne obrazki na pamiątkę - te, które podlinkowałam są przykładowe. Każde z Maluchów ma swojego Anioła Stróża, który zerka z obrazka, wiem, że to tylko symbol, a ja nie jestem za bardzo sentymentalna, ale nie mogę swoich przekonań przerzucać na dzieci, bo może kiedyś dla nich te obrazki będą czymś ważnym, wyjątkowym. Nasze obrazki są specjalnie dla moich dzieci, bo mają grawer z imieniem, są zapakowane w oryginalne pudełka i schowane do szafy, żebym mogła je w przyszłości przekazać dzieciakom. Kupując taki prezent warto jest zwrócić uwagę, czy obrazek jest uniwersalny - czy można go powiesić na ścianie, postawić na półce, a może jest formą kartki z życzeniami. Wybór obrazków jest tak wielki, że naprawdę ciężko się zdecydować - ja, wybrałabym prosty, bo im mniej, tym więcej - lubię minimalizm. Piszę tu o Sakramencie Chrztu Świętego, ale takie srebrne obrazki będą świetnym prezentem na różne okazje. Pomyśl o wierzącej cioci, która taki obrazek będzie traktowała jak Ty swoją ulubioną torebkę. Znam osoby, które zawsze mają przy sobie coś, co jest związane z wiarą. Dla Ciebie, to może być dziwne, a dla takiej osoby to normalność, jak portfel w torebce. Czasem sobie myślę, że te czasy, kiedy wiara miała większe znaczenie były zdecydowanie lepsze, bo było jakoś łatwiej. Masz w niedzielę, spowiedź, pozostałe sakramenty, to było bardziej wyniosłe, podchodziło się do tego z większą powagą. Wiem, że dużo zależy od nas samych, od tego, jaki też dajemy przykład dzieciom, ale też uważam, że lepiej, jeśli jesteśmy wobec dzieci w porządku i nie zmuszamy ich do czegoś, czego sami nie robimy. Mam na myśli modlitwę, czy niedzielne nabożeństwo. Na wsi jest inaczej, na wsi wiara ma większe znaczenie - są jakieś zasady, są przyzwyczajenia. Teraz pomyślałam, że jeśli obrazek uważasz za zbędny bibelot, to proponuję pamiątkowy album z obrazkiem, do środka Rodzice będą mogli włożyć zdjęcia z Chrztu swojego dziecka. 

Nie pokażę Ci wielu zdjęć z uroczystości Kai, bo są schowane tylko dla nas. Nie mam potrzeby dzielenia się nimi, ale możesz zobaczyć na dwóch poniższych, że Kaja miała zwykłą, skromną białą sukienkę, Matyldzia miała taką samą. Kajetan miał problem z wysiedzeniem w Kościele, ale namówił Wujka i po wszystkim poszli na lody. Uprzedzam pytania, bo na pierwszym zdjęciu możecie zobaczyć lampki do wina - alkoholu na uroczystościach dziecięcych nie uznaję, ale lampka wina do obiadu nie jest niczym złym - tak to u nas wygląda. Zawsze. Chrzest, urodziny, Komunia, to nie miejsce na alkohol, to uroczystość dla dziecka i niech to ono najbardziej skorzysta. 




My wierzymy, moje dzieci przez nas również, a czy będzie tak w przyszłości, to nie wiem. Uszanuję każda decyzję swoich dzieci. jeśli uznają, że nie wierzą, a sakramenty nie są im do niczego potrzebne, to to również postaram się zrozumieć. Czasem wydaje mi się, że dzieci są biedne, bo podejmuje się za nie wszystkie decyzje, kiedy one same nie mają jeszcze prawa głosu, ale z drugiej strony, tak jest nasz świat skonstruowany i dobrze, bo życie bez jakichkolwiek zasad byłoby totalnie bez sensu. 

Znacie historie o tym, że dziecko po przyjęciu Sakramentu Chrztu Świętego nagle się zmieniło? Zrobiło się grzeczne, bo "został wygnany diabełek"? Z doświadczenia nie znam żadnej takiej historii, ale z opowieści już tak. także ciężko mi się do tego odnieść. Chrzciliście swoje dzieci? Jaki macie do tego stosunek?
NA WALENTYNKI DOSTANIESZ...

NA WALENTYNKI DOSTANIESZ...

...prezent. Wiesz, bo jak kogoś kochasz, to chcesz, żeby się cieszył. Chcesz sprawić mu przyjemność. Chcesz zobaczyć uśmiech na twarzy. Chcesz pokazać, że wierzysz w miłość, że to coś między Wami jest prawdziwe. Wiadomo, że prezent jest tylko dodatkiem, ale bardzo miłym dodatkiem. Fajnie, kiedy Twój Wybranek może mieć od Ciebie coś, co jest wybrane przez Ciebie, wyjątkowe i jedyne, kiedy wiesz, że sprawiłaś radość, że będzie to pamiątka na całe życie. 


Biję się w pierś, bo do tej pory zawsze mówiłam, że Walentynki są przereklamowane, kocha się cały rok i takie tam. Teraz jednak myślę, że warto pokazać, jak ta miłość jest wielka - dlatego wybrałam trzy modele, które są dla mnie tymi pięknymi i chciałabym, żeby jeden z nich był tym, który zdecydujesz, że wyląduje na Twoim ręku. Łał, ale pocisnęłam - myślisz, że to dobra niespodzianka? Wierzysz w zabobony? Ja, nie wierzę. Balticus zegarki, to właśnie jeden z nich chciałabym, żeby był Twoim prezentem. Wybierzesz?

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS GWIEZDNY PYŁ CHRONO

Może taki z bransoletą? Jak myślisz, spodobałby się? Nowoczesny, elegancki, a zarazem klasyczny. Mi się podoba - zwłaszcza koperta, taka trochę romantyczna, jak niebo z gwiazdami. Fajny, bo w zestawie ma skórzane paski na wymianę, także też bardzo uniwersalny.

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS VOLANS SS

\
Możesz mówić, co chcesz, ale dla mnie im mniej, tym lepiej, dlatego bardzo podoba mi się ten zegarek - biała tarcza jest bardzo czytelna, mimo swoich małych cyferek. Zegarek wygląda na staroświecki, dlatego uważam, że znajdzie wielu zwolenników. Jak myślisz, może to jest wybór idealny?

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS CZARNY PYŁ MATOWY


Dla mnie - mój faworyt. czarny, piękny, klasyczny, z pazurem, no ideał. Matowy, uwielbiam mat. Chciałabym, żeby to właśnie ten był tym jedynym, ale decyzja nie należy do mnie, dlatego spróbuję Cię przekonać. Szafirowe szkło, wodoszczelność, wymienny pasek, fajny mechanizm - strzał w dziesiątkę. Wybierz mnie, wybierz. 

Piszę o Walentynkach, ale jak już wiesz z moich ostatnich wpisów, że zegarek jest prezentem idealnym. Nawet, jeśli będzie leżał na półce, to zawsze raz na jakiś czas będzie można z niego skorzystać. Ja mam dwa zegarki, noszę rzadko, ale cieszę się, że mam, a jak mi się zachce, to sobie zakładam w zależności od mojego humoru i stroju. Zegarek jest fajnym prezentem. Zawsze.


NAJLEPSZA LISTA WYPRAWKOWA

NAJLEPSZA LISTA WYPRAWKOWA

Właśnie dlatego, że jestem mamą kolejny już raz, a wyprawkę kompletowałam trzy razy, pozwalam sobie na ten post. Troje dzieci zobowiązuje. I choć przy Matyldzie - pierwszym dziecku - nie miałam jakichś wygórowanych oczekiwań względem wyprawki, to uważam, że to, co zebrałam dla Kai w ostatnich miesiącach ciąży było absolutnym minimum. Nie wydałam bezsensownie kasy, nie zbierałam rzeczy, których kompletnie nie potrzebuje. Wiem, co się sprawdziło, co się przydało. Skupię się dzisiaj na rzeczach dla dziecka, które przydadzą się w tych pierwszych miesiącach. Chociaż swój post w sumie powinnam skończyć zaraz po napisaniu: pierś - jedzenie, mama, miejsce do spania. Koniec. 


GET READY TO PARTY - JESTEŚ GOTOWA?

Spokojnie. Żadna z nas nie jest gotowa. Nikt nie jest gotowy, nawet jeśli uważasz, że to Twój czas i jesteś gotowa, to uwierz mi na słowo - dziecko przekona Cię, że nie jesteś i nie byłaś gotowa. Każda z nas się boi. Każda ma obawy. Każda myśli, że nie zdąży, że zostało mało czasu. Jeszcze raz - spokojnie - zdążysz. A jak nie zdążysz, to na początku dziecko nie potrzebuje zbyt wiele - wystarczy czysta pielucha, jedzenie i kochające ramiona. Tyle. Albo - aż tyle.

Życie z dzieckiem, to imprez, to jedna wielka impreza. Pomogę Ci w rozkręceniu tej imprezy. Zrobię listę wyprawkową, która spełniała w pełni moje oczekiwania w mojej trzeciej ciąży. Znajdziesz tu rzeczy, które będą absolutnym minimum. Będą tu rzeczy, które przydadzą Ci się na początku tej drogi. 

Co do szpitala?

Każdy szpital ma inne zasady, więc warto dopytać jeszcze w ciąży, co warto mieć ze sobą. Są jednak rzeczy, które dla dziecka na pewno się przydadzą:

- pampersy i mokre chusteczki, podkłady higieniczne,
- Octanispet i gaziki jałowe,
- obcinaczki do paznokci,
- przygotowane ubranka na wyjście ze szpitala (zostawiałam w domu).

Całą resztę może dokupić Tatuś, kiedy będzie taka potrzeba. Czasami szpitale wymagają, żeby mieć swoje ubranka dla maluszka - zapytaj wcześniej. Maści do piersi czy pupy, butelki, czy laktatory - dostaniesz na oddziale, albo kupisz w przyszpitalnej aptece. Uwierz mi, jestem mamą trójki dzieci - trzy razy leżałam z dzieckiem w szpitalu - poszłam, żeby urodzić i wrócić do domu. Maluszka nie kąpałam, bo flora bakteryjna, jedynie myłam. Nie ma potrzeby, żeby zabierać żele, oliwki - dziecku wystarczysz Ty i Twoja pierś, albo butelka.

Co do domu? Co do domu?

Spokój, cisza i czas tylko dla Was. Choć goście pchają się drzwiami i oknami, to wyznacz granice i powiedz, że po prostu chcecie pobyć sami. Obrażą się? Trudno. Zrozumieją? Rewelacja!

Co na początek dla maluszka:

 - miejsce do spania - u mnie kołyska - cała trójka spała do około 6-8 miesiąca w kołysce, później już ze mną - kołyska i otulacz, bo moje dzieci były otulane do snu, ale nie wszystkie maluszki lubią, więc śpiworek do spania jest ekstra rozwiązaniem i prześcieradło - nic więcej, 
- pierś albo butelka i smoczek, ewentualnie laktator - wszystko zależy od Ciebie, 
- papmersy i chusteczki - chusteczki Velvet, pampersy próbowałam z marketów - nie było żadnych zmian na skórze, więc z nich korzystam na zmianę do tej pory,
- maść do pupy w razie jakichś odparzeń - u nas Bephanten, 
- do kąpieli, jeśli dziecko nie ma żadnych atopowych zmian - żel i szampon Hipp,
- Octanisept do pępka, gaziki jałowe, 
- sól fizjologiczna do przemywania oczu, 
- podkłady do przewijania, bo dzieci lubią w tym początkowym czasie robić niespodzianki - nie zdążysz się obejrzeć, a jesteś cała brudna, 
- ubranka - to już wedle rodzica - u nas większość używanych - szkoda mi było kasy na te maleńkie ubranka, jeśli mogłam kupić używane w świetnym stanie, miałam dużo - często zakładam jakieś ubranko tylko raz, ale faktem jest, że najlepiej sprawdzają się body i półśpiochy - rozmiar 56 - tak na początek,
- wózek, chusta - co, kto lubi,
- w zależności od pogody - czasem potrzebny jest kombinezon, czasem coś ciepłego do przykrycia - stawiaj na jedno, ale porządne - niech oddycha, niech będzie ciepłe, 
- kocham bambusowe pieluchy, otulacze - sprawdzają się jako kocyki, kołderki,
- smoczek, jeśli masz zamiar podawać - u mnie cała trójka smoczkowa - nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez smoka, 
- ręcznik do kąpieli - najlepiej z kapturkiem, najprostsza wanienka,
- woda morska, witamina D, 
- z fanaberii miś, który wydaje szum, 
 - najważniejsze - kochające ramiona - bez wszystkiego tak naprawdę się dziecko obejdzie.

Gwarantuję Ci, że to jest absolutne minimum i ono naprawdę wystarczy. Wiem, że przy pierwszym dziecku ma się zapędy na posiadanie wszystkiego, ale większość rzeczy okazuje się niepotrzebna. Podobnie ze mną swoją pierwszą wyprawkę kompletowała moja przyjaciółka (ja - trzecią) - pozwalałam się jej nacieszyć, często milczałam, choć wiedziałam, że niektóre rzeczy będą leżały nieużywane - dziś się śmiejemy, że z tych rzeczy, które kupiła spokojnie mogłaby wychować trójkę dzieci. Tak to niestety wygląda, że lubimy mieć, choć często te rzeczy nie są potrzebne.

Piszę ten post i tak mi przyszło do głowy, że kiedy rodzi się dziecko, to rodzi się też rodzic, babcia, dziadek - to jest jakaś magia. Wszyscy uczymy się wszystkiego od nowa, bo przecież nikt nas nie zaprogramował na bycie dziadkiem, kiedy rodzi się pierwszy wnuk. Był Dzień Dziadka i Dzień Babci, dla mnie to jest zawsze święto - choć ja już mogę jedynie zapalić znicz, to pokazuję zawsze moim Dzieciom, że robienie prezentów jest naprawdę fajne. Uczę, że obdarowywanie powinno wyglądać tak, że każdy dostaje to, co lubi. I tak np.moja Mama co roku dostaje fotokalendarz, to jest dla niej najlepszy prezent i nie mam zamiaru z tym dyskutować, za to Dziadek lubi robić nalewki, wina i w tym roku pomyśleliśmy, że fajnym prezentem będzie karafka z grawerem. Fajny pomysł? Dla mnie rewelacja, bo na karafce możemy napisać, co tylko chcemy. Grawer na szkle wykonywany jest rysowaniem szła - żłobieniem w nim - napis jest trwały i bardzo oryginalny. Piszę o tylko jednej możliwości z okazji święta babci i dziadka, ale tak naprawdę prezent z każdej okazji z indywidualnym napisem będzie tym wyjątkowym. Pomyśl sobie, że mama, która dostanie karafkę np.w ramach podziękowań ślubnych już do końca życia będzie wspominała tę chwilę bardzo emocjonalnie, albo chrzestna, która w dzień chrztu otrzyma podziękowania w takiej oryginalnej formie. Dla mnie to jest sztos. Od razu pojawia mi się myśl w głowie, że dziecko dające prezent w porozumieniu z obdarowanym będzie mogło spróbować tego wina właśnie w tej karafce, kiedy nadejdzie odpowiedni już czas - mnie to rozczula. Pomyśl sobie, że przychodzi ten dzień osiemnastych urodzin i wnuk z dziadkiem podczas jedzenia tortu próbują wino, które było zrobione ileś tam lat temu. Widzisz to? Ja, bardzo. Może wynika to z tego, że moi Dziadkowie i Babcie odeszli bardzo szybko i zwyczajnie po ludzku tęsknię za takimi chwilami, nie wiem - ciężko mi powiedzieć, ale mimo wszystko uważam to za magiczną chwilę i magiczny czas. A Ty? Czujesz te emocje?
UNIWERSALNY POMYSŁ NA PREZENT DLA MĘŻCZYZNY

UNIWERSALNY POMYSŁ NA PREZENT DLA MĘŻCZYZNY

Ile razy zdarzyło Ci się dać komuś pieniądze w ramach prezentu, bo bałaś się, że nie trafisz, a osoba obdarowana nie będzie zadowolona? Ile razy było tak, że dałaś komuś prezent, a jego mina mówiła, że to nie jest to? Ile razy sama dostałaś coś, co kompletnie do Ciebie nie pasuje, nie jest w Twoim guście, albo zwyczajnie nie jest Ci potrzebne? Chyba każda z nas ma jakąś śmieszną historie związaną właśnie z prezentami. Ja mam, ale na razie nie opowiem, bo jeszcze jest za szybko. Pomyślałam sobie jednak, że można stworzyć listę uniwersalnych prezentów, z których na pewno coś wybierzesz, a osoba, do której niespodzianka trafi na pewno będzie zadowolona, albo chociaż sprzeda ten prezent, bo ktoś go na pewno kupi. 


Stworzę kilka takich uniwersalnych list, żeby można było zerknąć i wybrać coś, co ucieszy mamę, siostrę, brata, czy męża. Od takich standardowych książek, płyt czy kart podarunkowych, można wybrać rzeczy, które będą pasowały do danej osoby. Musisz wiedzieć, czy nosi zegarki, czy używa spinek, a może marzy o złotym łańcuszku. Wszystko zależy od Twoich funduszy, chęci i pomysłowości. Pierwszy będzie mężczyzna - mało istotne jest to, czy to najważniejszy facet w Twoim życiu, brat, czy kuzyn, a może jakiś wujek, który nosi skórę i to złoto pasowałoby idealnie - dobra, poleciałam trochę stereotypowo, ale pamiętaj, prezent ma ucieszyć kogoś, kto go dostanie, druga sprawa - kupuj prezenty takie, z których sama byś się ucieszyła. Pomysł na prezent dla mężczyzny:

  • breloczek - tu jako nieśmiertelnik, powiem Ci, że mam do takich ogromny sentyment, bo dobrze pamiętam te czasy, kiedy robiły furorę na blokowisku, w którym mieszkałam - mam kuzyna, który miał kilka nieśmiertelników, do każde podchodził z dużą czułością, jestem pewna, ze teraz po latach jak dostałby ode mnie taki breloczek, to byłby mega zadowolony,

  • spinki - to już prezent, który nie trafi do każdego, ale jeśli wiesz, że mężczyzna, któremu szukasz prezentu nosi koszule i używa spinek, to będzie to prezent idealny,

  • zegarek - nie wierzę, że jest jakiś facet, który dostałby zegarek i nie byłby zadowolony, nawet, jeśli ten zegarek miałby leżeć w szafce, to zawsze dobrze jest go mieć, zwłaszcza, jeśli jest to model, który ma dużo bajerów,

  • bransoletka - skórzana, sznurkowa, to też prezent dla mężczyzny, który założy taką biżuterię, ale myślę, że w każdej rodzinie znajdzie się ktoś, kto nosi, więc na pewno i taki prezent znajdzie swojego idealnego odbiorce,

  • złoto - dla wujka złoto, wiem, jak się kojarzy taka biżuteria - tombak i nic więcej, ale wiem też, że ma swoich zwolenników, w mojej rodzinie widzę już kilku mężczyzn, którzy bardzo się cieszą, kiedy otwierają swoje pudełko, a w środku znajdują złotą czy srebrną biżuterię,


Pamiętaj, że jeśli robisz prezent osobie, na której Ci zależy, to powinnaś się postarać, bo nie ma nic gorszego niż zawiedziona mina i udawana radość. Wiesz, to nie jest tak, że ktoś nie docenia Twojego prezentu, tu po prostu chodzi o to, że sam fakt otrzymania czegoś jest przyjemny, ale jak czasem zobaczysz co, to jest, to masz ochotę krzyczeć z bezsilności. Dlatego starajmy się, żeby ta druga osoba była naprawdę zadowolona.
KIEDY SAMA PODCINASZ SOBIE SKRZYDŁA

KIEDY SAMA PODCINASZ SOBIE SKRZYDŁA

Było już dobrze, było tak dobrze, jak jeszcze nigdy nie było. Byłam spokojna, spełniona, szczęśliwa, chciałam latać - czułam, że przeniosę góry, że wszystko przede mną, że dam radę i choć ta pewność siedzi gdzieś tam we mnie głęboko, to jednak nie jest tak, jak było. John Lennon powiedział: "Na końcu wszystko będzie dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec." - tym się kieruję, to po prostu jeszcze nie koniec. Mimo wszystko postanowiłam się odciąć, zakończyć pewien etap, żałoba skończona, bo wiem, że dłużej tak nie mogę, nie dam rady. To nie jest tak, że ze wszystkim jest do dupy, jest dobrze, ale nie tak dobrze, jak być powinno. Wiesz, mam inny punkt odniesienia, wiem, czego nie chcę, wiem, dlaczego jest mi źle, wiem też, jak się czułam. Stawiam kreskę i idę dalej, ale najpierw opowiem i pożegnam to, co było. Choć na zewnątrz jestem raczej twardą babą, to emocje zjadają mnie od środka, dlatego czasem muszę napisać, opowiedzieć, żeby przestać o tym myśleć. Głowa działa trochę tak, że skoro jest zapisane, to nie muszę już o tym myśleć. U mnie działa.



Nie chcę poczucia winy, które każdego dnia towarzyszyło mi od kiedy wyprowadziłam się z domu. Patrzyłam na swoje dzieci i łzy napływały mi do oczu, bo to nie jest normalna rodzina. Czym jest normalna rodzina? Mama i tata - razem? A mama i dzieci, to co? To nie rodzina? Bolało. I nadal boli, ale wiem, że nic lepszego nie mogłam dać swoim dzieciom, bo żadne dziecko nie powinno żyć w domu bez miłości. Wzięłam życie we własne ręce, wzięłam odpowiedzialność za siebie i za dzieci. Później reszta potoczyła się sama. Dziś już nie patrzę na dzieci i oczy nie są pełne łez. Przetrawiłam, przepracowałam. Jest ok. 

Przesunęłam swoje granice, z czego nie jestem zadowolona, bo doprowadziło to do tego, że większość ludzi uznała, że można mi wejść na głowę. Dobrze jest być elastycznym, żeby jakoś to życie przeżyć, ale kiedy ludzie dostają palec, to najchętniej biorą całą rękę. Kiedy zaczęłam ponownie wyznaczać granice, bo nie czułam się komfortowo, to okazuje się, że to ze mną jest coś nie tak i tak w ogóle, to o co mi chodzi, skoro do tej pory było dobrze. Było, ale już nie jest i nie będzie, bo nie godzę się na przesuwanie moich granic z korzyścią dla innych. 

Pozwoliłam wejść do swojego życia z butami osobom, które powinny stać z boku i wchodzić tylko wtedy, kiedy im na to pozwalam. Słucham innych, przez to zrobiłam się podatna na ich opinie. Pozwoliłam wypowiadać się w zły sposób na tematy, o których ludzie nie mieli pojęcia. Odważnie jednak kroczyli po kruchym lodzie, na szczęście ocknęłam się i absolutnie nikt nie ma prawa mówić czegokolwiek na temat, o którym nie wie nic. Siedziałam cicho, bo lubię obserwować i słuchać, moja czujność została uśpiona, do czasu. Jestem pewna swego i pewnych tematów nie podejmuję z nieodpowiednimi osobami. Koniec.

Nie ma co się oszukiwać, Kaja nie była planowanym dzieckiem. Nie umiem nawet opisać tej burzy emocji w mojej głowie, kiedy zrobiłam test, ale jedno wiedziałam - jak tylko dziecko się urodzi, to wszystko samo się ułoży. I choć ciężko mi było to sobie poukładać, choć wiele nocy przepłakałam, to sekundę po porodzie wiedziałam, że to najlepsza, najpiękniejsza i najwspanialsza przygoda. Takie podsumowanie zmian w moim życiu. Pamiętam, jak dziś, kiedy na nią patrzę, kiedy ją tulę i płaczę, bo w głowie pojawia się myśl, że jedna decyzja i mogło jej nie być. Absolutnie nie mam na myśli aborcji. Jako trzydziestolatka zaliczyłam wpadkę, dziś to najśmieszniejsze zdanie, jakie sama wypowiadam. Cała ta sytuacja bardzo mocno na mnie wpłynęła, odbiła się na mnie i na mojej pewnosci. To było moje podcięcie sobie skrzydeł. 

Nie umiałam mówić my. Do dziś mam z tym problem. Jestem ja i dzieci. Ale MY? Chyba wynika to trochę z mojego lęku. Z wcześniejszych doświadczeń, taka forma pancerza. Zakochałam się. Poczułam coś, czego nie umiem opisać. I to chyba było najtrudniejsze, bo jak to tak, ja? Matka dwójki dzieci? Samotna matka, lepiej - stara panna z dwójką dzieci. Ciężko mi mówić o swoich uczuciach, ale tak - spotkałam na swojej drodze osobę, która denerwuje mnie każdego dnia, udusić mam go ochotę co kilka minut, ale odkładam to na inny czas, bo bardzo bym tęskniła.

Ze skrajności w skrajność. Znów jestem mamą, a w zasadzie próbuję siebie przeprosić i dostrzec w sobie kobietę, przyjaciółkę, córkę - bo bycie mamą jest ekstra, ale na dłuższą metę bycie tylko mamą, to najbardziej męczące i najtrudniejsze zadanie. Wciąż nie umiem znaleźć tego złotego środka - żeby spełniać się jako kobieta, a jednocześnie być mamą. Jest mi przykro, że znów zatraciłam siebie, że poświeciłam się jednej roli, a zapomniałam o tym, żeby dbać też o siebie - niby powtarzałam sobie:"zaopiekuj się sobą", ale od słów do czynów była bardzo długa droga. Dużo się we mnie zmieniło, jestem z tego dumna, ale pojawiło się też sporo obaw, bo jest inaczej niż było. Nie boi się ten, co nic ni robi - dlatego mój strach będzie mnie znów motywował. Wiem, czego nie chcę, próbuję odnaleźć to, czego chcę. Czuję, że najlepsze jeszcze przede mną. I tego się trzymam.

To dopiero początek. Był już koniec, teraz jest teraz, a przyszłość nadejdzie. Pomału. 
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger