O ZWIĄZKACH I ICH ROZPADZIE

Nie jest to post, w którym dowiesz się, czy odejść od męża, nie jest to też post, który w jakikolwiek sposób będę przekonywała Cię, że warto zostać przy swoim mężczyźnie. Odpowiem Ci dziś na najczęściej zadawane mi pytania. Są takie, które powtarzają się w każdej wiadomości, są też takie, które są błaganiem o pomoc. Nie będę bawiła się w terapeutę, bo nie mam do tego kompetencji, pokażę Ci jedynie, że można, że się da i że wszystko w Twoich rękach, a życie się nie kończy, życie się dopiero zaczyna. Są gorsze i lepsze momenty, ale to Ty decydujesz, czy dasz radę, czy nie. Zaakceptuj siebie, swoje emocje i do przodu. Nie przeciągam.


Oj, co się stało?

W zasadzie, to nie stało się nic. Kompletnie nic. Nie byłam bita, krzywdzona, zdradzana. Po prostu czasami tak jest, że ludzie do siebie nie pasują, próbują, ale się nie udaje. Mijają lata i zamiast być lepiej, to jest gorzej - taki syndrom gotującej się żaby - dostosowanie. Są dzieci, jest rodzina - nie takiej chciałaś przyszłości, aż nadchodzi dzień, kiedy już wiesz, nabierasz pewności, podejmujesz decyzję i działasz. Rozmawiasz, pakujesz się, znów rozmawiasz, nie palisz mostów, ale czujesz ulgę, kiedy zamykasz drzwi. To koniec. Koniec tamtego życia, początek Twojego nowego, pięknego i spokojnego czasu. Oczywiście nie od razu. Na wszystko przyjdzie czas - dużo pracy, chęci i emocji, walka o samego siebie. Będzie dobrze.

Nie mieszkasz już w Gdańsku?

Nie, nie mieszkam. Razem z dziećmi wróciłam do mojej rodzinnej miejscowości.

Zdradził Cię?

Nie. A nawet jeśli i ja o tym nie wiem, to co by to zmieniło, gdybym dowiedziała się dziś? Nic, kompletnie nic. Ludzie wokół mnie myślą inaczej, ale oceniać jest łatwiej innych niż samych siebie, dlatego nie biorę tego do głowy.

Jak się wyprowadziłaś? Jak to zorganizowałaś?

Podjęłam decyzję, przyjechałam do rodziny, żeby porozmawiać, żeby mieć wsparcie i żeby wiedzieć, że mam dokąd wrócić. Wróciłam do domu, pomału zaczęłam pakować swoje i dzieci rzeczy, zabrałam to, co najpotrzebniejsze, wyjechałam. W między czasie szukałam dla nas jakiegoś miejsca, żeby zbyt długo nie siedzieć na głowie rodzicom, przy okazji, kiedy tylko mogłam zabierałam resztę naszych rzeczy.

Wizyta u prawnika i co dalej?

Jeśli jesteście małżeństwem, to będzie trudniej, formalnie trudniej, ale do przejścia. Wizyta u prawnika i będziesz wiedzieć wszystko. I tu znowu - różne są sytuacje, ale kiedy w miarę zgodnie do wszystkiego podchodzicie, to ustalenie miejsca pobytu dzieci przy Tobie, alimenty, określenie spotkań Rodzica z Dziećmi i tyle.

Co robiłaś po kolei, kiedy już zdecydowałaś?

Działałam jak w amoku, serio, wszystko nabrało takiego tempa, że nie miałam czasu na zastanawianie się, co dalej, co po kolei. Wiedziałam czego chcę i do tego dążyłam, widziałam w oddali cel, to pomagało.

Co pracą, co z pieniędzmi?

Pracy nie miałam, kasy też nie. Rodzina, rodzina i jeszcze raz rodzina, gdyby nie Oni, to byłoby zdecydowanie trudniej. Próbowałam dwukrotnie podjąć pracę, niestety z racji przedszkola moich dzieciaków było to niemożliwe. Nic kosztem dzieci, one dodają mi skrzydeł.

Nie wiedziałam, bardzo mi przykro. 

Nie lubię, kiedy Ci przykro, bo mi przykro nie jest. Świadoma decyzja, przemyślana i podjęta totalnie bez emocji. Tak miało być.

Od dawna czułam, że jest coś nie tak. Nie wrzucałaś Waszych zdjęć, nie pisałaś o Was. Byłaś tylko Ty i Dzieci.

Blog był i jest moją odskocznią, dlatego tych zdjęć nie było. Chociaż jak się głębiej nad tym zastanowię, to faktycznie może coś w tym było.

Nie żałujesz?

Miałam jeden moment kryzysowy, kiedy wynajęłam mieszkanie i zaczęłam je ogarniać. Stare mieszkanie kontra moje piękne, nowe wnętrza w wymarzonym domu. Jedna noc łez, poukładanie wszystkiego w głowie i do przodu. Wątpliwości minęły tak samo szybko jak się pojawiły. Generalnie wyznaję zasadę, że niczego nie żałuję - bo wszystko co dzieje się w moim życiu, to nauka, doświadczenia i krok do przodu.

Dużo Cię to kosztowało?

Pieniędzy? Nie, bo ich nie miałam. Emocji? Nerwów? Stresu? Do dziś się zbieram i uważam, że jeszcze wiele lat będę sobie to wszystko układała.

Czy powinnam odejść od Męża?

Tak? Nie? Nie wiem. Nie mi to oceniać. Dla mnie najważniejszą rzeczą było uświadomienie sobie, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Dzisiaj stojąc przed lustrem wiem, że nic więcej już nie mogłam. Nie rozdrapuję, nie zastanawiam się. Wiem też, że wszystko ma swoje granice i po prostu przychodzi taki dzień, kiedy masz pewność, kiedy już się nie zastanawiasz. Wtedy działaj. I pamiętaj, to ma być Twoja decyzja, nikogo innego. Są różne sytuacje, ale zakładam, że jesteś w podobnej do mojej i dlatego o to pytasz.

Nie robisz kroku w tył, robisz krok do przodu.

To myśl, której trzymałam się od samego początku. I każdego dnia sobie to powtarzam. Dziękuję Mojemu Bratu, że tak bardzo we mnie wierzył i wierzy. Wątpliwości były, są i będą, ale kiedy jest wsparcie, to można wszystko.

Po burzy zawsze wychodzi słońce i wiem, że będziesz zadowolona z podjętej decyzji.

Nie znam Kobiety, która po podjęciu takiej decyzji żałuje. Słońce wyjdzie prędzej czy później, ale wyjdzie.

Co dalej?

Scenariusza nie miałam. Nie wiedziałam, co przyniesie nowy dzień. Scenariusz napisało życie, tak wiem, jestem dorosła, wiedziałam, co robię, ale czy ja mówiłam już, że nigdy niczego nie żałuję? No właśnie! Więc nie żałuję, tak miało być. Każdy z nas powinien choć raz w życiu zrobić coś, co nie wypada i nie żałować. Serio. 

1 komentarz:

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger