MOJE MAŁE SZCZĘŚCIA

Kiedy zostajesz mamą, kompletnie nie masz pojęcia, co Cię czeka. Masz jakieś plany, wyobrażenia, niby wiesz, czego chcesz, ale rzeczywistość bardzo często zmienia poglądy. Mali ludzie dostosowują nas do siebie, nagle okazuje się, że tak naprawdę o dzieciach nie wiesz nic, a Twoje plany, były tylko Twoimi. Jedno dziecko, drugie, trzecie - każde jest inne, z każdym funkcjonuje się inaczej, z każdym codzienność wygląda inaczej - wygrywasz, jeśli pozwalasz każdemu ze swoich dzieci być innym, jedynym, wyjątkowym. Wtedy i Tobie jest łatwiej. A przecież o to chodzi, żeby było łatwo, żeby się nie zadręczać, żeby rodzicielstwo było miłe i przyjemne, okraszone oczywiście chwilami niemocy i chęci wystrzelenia maluchów w kosmos. 


Czasem sobie myślę, że ja kompletnie nie umiem w to macierzyństwo, że mnie przerasta, że jestem najgorsza na świecie, a bo za dużo krzyczę, za mało wspieram, za dużo odpuszczam, za mało się bawię, zawsze jest coś, co mogę sobie zarzucić. Są lepsze i gorsze momenty, ale wiem jedno, dzięki temu, że czasem w siebie wątpię, to bardziej się staram, bardziej mi się chce.

Jest prawie druga w nocy, moje nocne pisanie przerywa wołanie Matyldy:"mamo" - noc, jak każda inna. Mati się budzi, chce się napić, zawsze mnie woła. Czasem moja frustracja sięga zenitu, bo przecież to pięciolatka, wodę postawioną w kubku mogłaby wziąć sama. Nie bierze, woła. Za każdym razem mówi: "dobranoc, kocham Cię" i wtedy mimo zmęczenia, mimo nerwów, daję buziaka w czoło i wychodzę. To moja wrażliwa pięciolatka, która od maleńkości ma bardzo słaby sen, budzą ją najmniejsze szmery, a zasypianie trwa i trwa i trwa. Matylda jest pomocna, kochana i mocno absorbująca. Dzięki niej wspinam się na wyżyny swojej cierpliwości. Każdego dnia uczy mnie czegoś nowego, każdego dnia zmagam się z jej problemami, które są najgorsze na świecie i generalnie powodują, że życie Matyldy nie jest usłane różami. Wiesz co jest dla mnie najtrudniejsze? Okazywanie jej zrozumienia i wspieranie w tych trudnych chwilach. Staram się i starać będę, bo widzę tego efekty, kiedy jest empatyczna, wspierająca i kiedy oddaje mi to, co ode mnie dostaje każdego dnia.

Kajetan, to inna bajka. Zasypia w trzy minuty, budzi się szybko, ale potrafi się sam sobą zająć. Jest konkretny, asertywny i słodki jak rurki z kremem. Ciągle się przytula, zasypia trzymając mnie za rękę. Zawsze chce być blisko. Potrafi sobie zjednać każdego. Każde jego kocham, każde wypowiedziane Nianiulka (tak mówi na Matyldę) ma w sobie taki ogrom miłości, że ma się ochotę go zjeść. Bywa też mega nieznośny, uparty i często ogarnia go totalna głupawka, a wtedy najczęściej kończy się płaczem, bo absolutnie nie docierają do niego żadne komunikaty - on chce i ma mieć. KROPKA.

Dwoje dzieci, każde inne. Każde zapewniające zupełnie inne emocje, każde kochane, każde wyjątkowe. Powiem Ci szczerze, że nigdy nie obawiałam się, że nie będę potrafiła kochać dwójki, że jak ja podzielę miłość na każde z nich. Co więcej. Od kiedy są we dwoje, a ja mam szansę obserwować ich razem, to wiem, że urodziłam najlepsze dzieciaki na świecie. Wiem, że dałam im siebie i zrobię wszystko, żeby nie spieprzyć ich relacji. Są różne okresy, różne momenty, ale każde z nich wskoczyłoby za sobą w ogień. Oby tak zostało.

Chyba jednak coś tam umiem w to macierzyństwo. I wątpić nie powinnam.

2 komentarze:

  1. Najlepsza Mamcia i nie ma innej opcji, innego myślenia
    🙂 Z trójką jest jakby łatwiej- dla pocieszenia, tzn. jesteś bardziej zmęczona, ale miłość się mnoży między nimi i mimo tego wielkiego zmęczenia dodaje cierpliwości i kopnoiaka mocy😂

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger