WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

Wyprawka kompletowana pierwszy raz jest doprecyzowana, przemyślana i zdecydowanie za duża. Wydaje nam się, że potrzebujemy wszystkiego, co gorsza, że potrzebujemy tego wszystkiego na już. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Maluszek nie potrzebuje tysiąca kocyków, ogromu zabawek i tych wszystkich, pięknych, idealnych ubranek. Wyprawkę dla Matyldy miałam skompletowaną na długo przed porodem, dla Kajetana w dniu narodzin nie brakowało mi niczego, za to dla Kai wyprawka była minimalistyczna i tak naprawdę załatwiłam ją podczas jednych zakupów. Miałam swoje "must have", które wiedziałam, że się przyda i sprawdzi. 


Z racji tego, że Kaja dzieli pokój z nami, bardzo chciałam stworzyć dla Niej mały kącik. Mała, przyjazna przestrzeń dla nowego członka rodziny. Nie chciałam wydawać ogromnych pieniędzy, więc wszystko zrobiłam własnymi rękami - baldachim uszyłam, makramę zrobiłam, miśki zawiesiłam i jest. 


Kosz ze stelażem na biegunach - koniecznie. Wiem, że są dzieci, które w nim nie śpią, moje spały i Kaja też śpi. Uwielbiam kosz za to, że mogę go zabrać wszędzie. Do kuchni, do łazienki, mogę postawić przy łóżku. Ideał. 


Śpiworek mumia, miałam dla Kajetana, mam dla Kai. To jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie zimy i jesieni. Owinę, zawinę i nie muszę się spinać z kurtkami, czapkami. dziecku jest ciepło, mi wygodnie. Można? Można!



Chusta. Wolne ręce, dzidzia przy mnie, bliskość. Wszystko, co najlepsze. Nie będę się teraz rozpisywać o wadach i zaletach chusty elastycznej i kółkowej, bo o tym szykuję oddzielny post, ale zdradzę Ci, że to moje pierwsze zderzenie z kółkami i jestem bardzo, bardzo na tak.

Wózek - chciałam mały, lekki, nowoczesny i dostosowany do moich potrzeb, padło na Bugaboo Bee. 

Nie wyobrażam sobie również macierzyństwa bez dużego bambusowego otulacza, bez aspiratora do nosa, bez smoczka i bez karmienia piersią. 

Wiesz, co Ci jeszcze powiem? Że absolutnie żadna z kobiet, która będzie kompletowała swoją pierwszą wyprawkę nie będzie się liczyła ze zdaniem innej mamy, dlatego, że te zakupy i to wszystko jest mega przyjemne. Dlatego dziewczyny kupujcie, szalejcie i wyżywajcie się zakupowo, bo przy kolejnych wyprawkach będzie to wyglądało zupełnie inaczej. 


OSTATNICH DWANAŚCIE MIESIĘCY

OSTATNICH DWANAŚCIE MIESIĘCY

Czy nowy miesiąc jest dobrym powodem do podsumowania ostatniego roku? Ani dziś poniedziałek, ani Nowy Rok, ani nawet nowy rozdział. Szykuję serię wpisów, trochę wyjaśniających, trochę pokazujących. Dziś jednak chciałabym opowiedzieć, a raczej pokazać nasz ostatni rok w zdjęciach. Dlaczego dziś? Dlaczego rok? Już tłumaczę. Rok temu o tej porze już wiedziałam. Bałam się, płakałam, nie wiedziałam, jak to życie poskładać. Niby wiedziałam, ale jednak nie dopuszczałam do siebie myśli. Niby wszystko miało się zmienić, ale ja wypierałam to, co było już tak oczywiste. Rok temu serce zabiło mocniej, łez było zdecydowanie za dużo, oddech przyspieszył, a oczy nie chciały widzieć tego, co było jednoznaczne. Dwie kreski na teście - strach, lęk, załamanie. Dziś, rok później - dziękuję, że tak się stało. Dziś czuję się spełniona. Dziś nie zmieniłabym nic, nie cofnęłabym czasu, nie podjęłabym innych decyzji. Dziś mam pewność, dziś wiem. Dziękuję Kajusiu, że to mnie wybrałaś na swoją mamę. Dziękuję. Nie będę pisała więcej. Pokażę. Na słowa będzie jeszcze czas. Chciałabym Cię tylko delikatnie wprowadzić w zmiany jakie zaszły w naszym życiu.


















Lubisz nas na FB?
Śledzisz nasz Instagram?


W PLANSZÓWKI GRAMY - ALEXANDER

W PLANSZÓWKI GRAMY - ALEXANDER

Były książki teraz czas na gry planszowe Alexander. Planszówki, to świetny sposób na wspólne spędzanie czasu. Wiesz, jak ja się jaram, że te moje szkraby są coraz starsze i coraz więcej rozumieją, a co za tym idzie, możemy grać w coraz więcej gier. Gry były niezastąpione, kiedy urodziła się Kaja, a przy piersi spędzała znaczną część dnia, ja wtedy mogłam razem z nią siedzieć i jednocześnie choć trochę być z dzieciakami. W planszówkach lubię dowolność zasad, bo kiedy jakaś gra jest jeszcze za trudna dla dzieci, to wspólnie wymyślamy swoje zasady, a to bardzo ułatwia, ponieważ możemy grać we wszystko i nie martwić się, że dana gra nie jest dla moich maluchów. Poniżej są gry, w które ostatnimi czasy graliśmy najczęściej. Ułożone są w kolejności od tej najczęściej używanej. 



RACH CIACH!

Kolorowe kulki, które musimy nabijać na patyczek w odpowiedniej kolejności, to sposób na małe ludki, które są w ciągłym biegu. Uczy kolorów, rozwija pamięć, ale też świetnie sprawdza się jako gra zręcznościowa. Oczywiście najfajniejszy w zestawie jest dzwonek, kto pierwszy ułoży, ten używa dzwonka, rewelacja. Zestaw kart, dzięki którym nakładamy kulki w odpowiedniej kolejności na patyczek. Bardzo fajna i rozwijając gra. Jestem pewna, że zachwyci i starszych i młodszych graczy.



MINY JAK CYTRYNY 

Nie znam dziecka, które nie lubiłoby stroić min, do tego lustro i mamy świetną zabawę. Zestaw skłania do ćwiczenia mimiki twarzy, ale też fajnie uczy odczytywać emocje. Grymasy, które są na kartach musimy odwzorować tak, żeby pozostali gracze mogli odnaleźć nasz wyraz twarzy na pozostałych kartach. Gra, która uczy i bawi. Dobra zabawa gwarantowana.


MOJE NA GÓRZE

Generalnie chodzi o to, żeby jak najszybciej dotrzeć do mety, pomóc nam w tym mają łapki, tzn.łapka, która jest na górze stosu powinna należeć do nas. Jest klepsydra odmierzająca czas, są karty z pytaniami i co najmniej trzech zawodników, którzy powinni udzielać odpowiedzi uderzając łapkami o podkładkę. Ten z graczy, który jest na samej górze wygrywa rundę. Dobra zabawa dla nieco starszych dzieci, bo niektóre pytania są zbyt trudne dla moich szkrabów, jednak mimo to uderzanie łapkami okazuje się zdecydowanie fajniejsze.


BIZNES junior

Jako dziecko grałam w Eurobiznes, jak ja lubiłam tą grę - uwielbiałam ten cały przebieg, ale najfajniejsze były pieniądze. Inwestowanie, budowanie, kupowanie działek. Pobieranie opłat, liczenie pieniędzy - wszystko jak w prawdziwym życiu. Dzieci lubią ten rodzaj zabawy, chociaż Kajetan jest jeszcze trochę za mały. Co prawda gra, próbuje, ale szybko traci cierpliwość i się nudzi. Nie szkodzi, wrócimy do niej za jakiś czas.


Robaczki, polubcie koniecznie profil Alexander Toys na FB - co piątek są tam świetne nagrody do wygrania. Wszystkie gry dostępne są TUTAJ!
AROMATYCZNY PĘCZAK Z GRZYBAMI

AROMATYCZNY PĘCZAK Z GRZYBAMI

Lubisz zapach grzybów? Ja uwielbiam. Aromat sprawia, że czuję się beztrosko. Powoduje we mnie same pozytywne emocje. Przypominam sobie czasy, kiedy z Rodzicami chodziłam do lasu, kiedy Mama uczyła mnie rozróżniać odmiany grzybów, kiedy widziałam muchomory i krzyczałam, że uciekamy, bo nas zatrują. Grzyby, to same dobre chwile. Beztroska, zapach, który nadaje wyrazu. Pokaże Ci dzisiaj przepis na bardzo prostą potrawę, którą możesz jeść jako danie główne, albo zamiast ziemniaków jako dodatek do mięsa, czy surówek. 



KASZA PĘCZAK Z GRZYBAMI - KASZOTTO

Potrzebujesz:

* 2 filiżanki kaszy pęczak,
* suszone grzyby,
* czosnek,
* koncentrat grzybowy Devaldano,
* sól i pieprz
* opcjonalnie żurawina.

Kaszę pęczak płuczemy w zimnej wodzie. Do słonej, gotującej się wody wrzucamy dwie duże łyżki koncentratu grzybowego - dodajemy kaszę i gotujemy, aż kasza będzie miękka. Odlewamy wywar zostawiając odrobinę na dnie garnka. Grzyby suszone moczymy w wodzie, kroimy, razem z drobno pokrojony czosnkiem podsmażamy na patelni, przyprawiamy solą i pieprzem. Ugotowaną kaszę wrzucamy do garnka z resztą wywaru, stawiamy na maleńki ogień, dodajemy podsmażone grzyby z czosnkiem i do całości jeszcze dwie łyżki koncentratu grzybowego. Mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem i cieszymy się cudownym zapachem i świetnym smakiem. Napisałam opcjonalnie żurawina. Jeśli lubicie dodatki, to żurawina fajnie się sprawdzi, położona obok na talerzu doda smaku i nada całości delikatnie kwaśnego smaku. 

Możesz wrzucić kawałki kurczaka, zjeść z gulaszem albo tak jak ja, samo podane na talerzu. 


KSIĄŻKI CZYTAMY. BABARYBA.

KSIĄŻKI CZYTAMY. BABARYBA.

Przerwa świąteczna, ferie, choroby, weekendy. Jakoś trzeba ten czas zorganizować, wypełnić, zająć. Zwłaszcza, kiedy obowiązków sporo, a czasu na zabawę bardzo mało. Pisałam już wielokrotnie, że zabawa z dzieciakami powoduje u mnie ziewanie, dlatego czytanie książek jest świetną alternatywą - jak zwykle największym zainteresowaniem cieszą się książki z Wydawnictwa Babaryba



Pokochaj mnie - Bourgeau & Ramadier - seria książeczek o uczuciach - o miłości, przytulaniu. O emocjach, które towarzyszą nam w codziennym życiu, a dzięki tej książce dziecko uczy się je wyrażać. Pokochaj mnie i Zaśnij ze mną, to interaktywne książki, które w fajny sposób współpracują z dzieckiem. Świetnie się je czyta, bardzo łatwo przyswaja i chętnie do nich wraca. 




Mogę grać z Wami? - Mo Willems - kolejna książka z serii o Malince i Leonie - obydwoje różni, Słoń ciekawski, Świnka rozbrykana - każde z nich akceptuje siebie nawzajem. Pojawia się nowy kolega, chce się bawić - bohaterowie poznają nowe uczucia. Przyjaźń, która ma ogromny wpływ na nasze życie. Treść uczy, że razem jest łatwiej i przyjemniej. Na wesoło, prosto i duża dozą humoru. Świetna książka dla dzieci, które uczą się czytać.




Turlututu, Abrakadabra! - Herve Tullet - jedna z naszych ulubionych postaci. Turlututu, świetnie działa na wyobraźnię dzieci. Magia i sztuczki. Czytamy i razem z Turultutu uczestniczymy we wszystkich przygodach. Czary-mary z Turlututu, to świetna zabawa, wspólnie czytamy i pomagamy. 




Porysuj mnie - Herve Tullet - kolejna książka interaktywna, tablet w formie papierowej. Z doświadczenia wiem, ze tego typu książki świetnie się sprawdzają, kiedy chcemy fajnie i kreatywnie spędzić czas z dzieckiem. Wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Zadania, polecenia napisane w przystępny sposób. Dziecko może myśleć, dotykać, kolorować, bazgrać - jednym słowem wyżyć się artystycznie. 




Zawodowy zawrót głowy - Richard Scarry - w tej książce dzieje się tyle, że faktycznie jest to zawrót głowy. Praca, szkoła, przeróżne zajęcia. Miejsce, w którym ciągle ktoś coś robi, życie toczy się cały czas. Policjant, lekarz, strażak - wszystkie te zawody, które powodują ekscytację u małych ludzi. książka w bardzo przystępny sposób przekazuje informacje. dzieci lubią, kiedy dużo się dzieje, a tuta atrakcji nie zabraknie.




Pociągi - Stephan Lomp - jedne z ulubionych książek Kajetana, mamy wszystkie z tej serii. Każdy z małych miłośników pociągów znajdzie coś dla siebie. Nauka przez zabawę, niezwykle wartościowa pozycja. Różne pociągi, kontynuacja historyjek na kolejnych stronach, obrazki - możliwość szukania i nazywania. Tory, pojazdy, budynki, a wszystko świetnie zilustrowane. Książka, która na pewno zajmie na dłuższą chwilę każdego malucha.



TRÓJKA Z PRZODU I 30 FAKTÓW O MNIE

TRÓJKA Z PRZODU I 30 FAKTÓW O MNIE

Cześć, jestem Karolina i dołączyłam właśnie do zacnego grona trzydziestolatków. Czy mam z tym problem? Nie. Czy czuję się staro? Niekoniecznie. Najważniejsze, że do trzydziestki spełniłam większość swoich marze i zrozumiałam, co jest najistotniejsze. Teraz ponoć ma być już tylko lepiej. Zobaczymy.

Mam trzydzieści lat, a poniżej przeczytasz trzydzieści faktów o mnie. Ciekawa?


1. Mam 30 lat, zatrzymałam się na 23 i na tyle też się czuję. O tyle to śmieszne, że kiedy rodziłam Kajetana, a Położna zapytała, ile mam lat, to podałam rok urodzenia, bo nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie. I nie dlatego, że tak bardzo mnie bolało, tylko dlatego, że nie pamiętałam.

2. Zawsze mówiłam, że do trzydziestki będę miała trójkę dzieci - mam!

3. Uwielbiam wina - słodkie, półsłodkie - najlepiej musujące, ale pokroić bym się dała za zimne Martini Asti.

5. Nie skończyłam studiów, chociaż zaczynałam dwa kierunki - matematykę i budownictwo. Plan jest taki, żeby na studia wrócić, zobaczymy.

6. Jako czterolatka klęłam jak szewc. Wielokrotnie narobiłam wstydu Rodzicom. Do dziś lubię rzucić soczystą "kurwą". 

7. Jestem okropną pedantką, uwielbiam robić po swojemu, sprzątać po swojemu, bo przecież zrobię to najlepiej. Kubki w szafce muszą stać w odpowiednich miejscach, ale macierzyństwo nauczyło mnie trochę odpuszczać.

8. Sprzątanie domu zaczynam od poukładania we wszystkich szafkach. Jak nie ułożę, to nie czuję, że posprzątałam. 

9. Panicznie boję się myszy. 

10. Jako dziecko nie lubiłam bajek, oglądałam jedynie Smerfy i Gumisie - teraz nadrabiam z dziećmi - Vaianę znam już na pamięć.

11. Nie mówię o tym głośno, ale na poprawę humoru słucham disco polo. Znam sporo piosenek w całości. Na pamięć.

12. Zatracam się w rolach. Popadam ze skrajności w skrajność. Trudno mi znaleźć złoty środek.

13. Liceum kończyłam z oceną celującą z Matematyki, fajnie co?

14. Marzyłam i w sumie nadal marzę, żeby być nauczycielem. Chciałam uczyć Matematyki.

15. Niby jestem pedantką, a jednocześnie robię największy bałagan, bo nie umiem sprzątać po łebkach.

16. Uwielbiam notować, skreślać i planować. Często się frustruję, kiedy nie daje rady ze wszystkim. 

17. Nie mlaszcz przy mnie, nie szuraj nogami, nie wierć się, nie kręć, bo nie ręczę za siebie.

18. Lubię swoją twarz z makijażem, ale nie maluję się codziennie, nie chce mi się.

19. Na pierwszym miejscu stawiam innych, dlatego, kiedy gdzieś wychodzimy, to często nie zdążę się nawet ogarnąć, bo najpierw zajmuję się właśnie innymi.

20. Za dużo i zdecydowanie za głośno mówię.

21. Mam nadzieję, że starsza, to ja będę, ale mądrzejsza nigdy. Uwielbiam gadać głupoty, mam do tego idealną kompankę. 

22. Zrozumiałam, że nie ilość, a jakość, dlatego mam dwie torebki i zdecydowanie nie po babsku w szafie. Nie lubię mieć za dużo.

23. Uwielbiam piżamy. Wszelkie. I koszule nocne i zwykłe flanele. 

24. Nienawidzę i nie umiem bawić się z dziećmi. Siadam do lalek, robotów, klocków i od razu ziewam. Mogę poczytać, pogadać, zagrać w grę, ale zabawa, to dla mnie przymus.

25. Mój obecny i mam nadzieję ostatni partner jest ode mnie młodszy, a ja zastanawiam się, dlaczego nigdy nie brałam pod uwagę młodszych facetów. Mówię Ci, zmień myślenie, warto. 

26. Dość szybko wyprowadziłam się z domu, mieszkałam w kilku miejscach i o każdym myślałam, że to moje miejsce. Ostatecznie zatoczyłam koło i wróciłam na stare śmiech do mojej rodzinnej wioski.

27. Mam 30 lat, trójkę dzieci i nigdy nie miałam męża. Na szczęście.

28. Zawsze chciałam mieć pięcioro dzieci, zdanie zmieniłam po urodzeniu pierwszego malucha. Szacun dla każdej mamy wielodzietnej.

29. Czarny, szary, biały - moja baza do wszystkiego.

30. Coś, co zrozumiałam stosunkowo niedawno. Wszystko, co dzieje się w naszym życiu jest kwestią naszego nastawienia. Do pewnych rzeczy i spraw należy dojrzeć, czasem trzeba odpuścić. Przychodzi czas, że zaczynasz oddychać i to jest piękne. Każdej z nas życzę, żeby umiała oddychać.
MOJE MAŁE SZCZĘŚCIA

MOJE MAŁE SZCZĘŚCIA

Kiedy zostajesz mamą, kompletnie nie masz pojęcia, co Cię czeka. Masz jakieś plany, wyobrażenia, niby wiesz, czego chcesz, ale rzeczywistość bardzo często zmienia poglądy. Mali ludzie dostosowują nas do siebie, nagle okazuje się, że tak naprawdę o dzieciach nie wiesz nic, a Twoje plany, były tylko Twoimi. Jedno dziecko, drugie, trzecie - każde jest inne, z każdym funkcjonuje się inaczej, z każdym codzienność wygląda inaczej - wygrywasz, jeśli pozwalasz każdemu ze swoich dzieci być innym, jedynym, wyjątkowym. Wtedy i Tobie jest łatwiej. A przecież o to chodzi, żeby było łatwo, żeby się nie zadręczać, żeby rodzicielstwo było miłe i przyjemne, okraszone oczywiście chwilami niemocy i chęci wystrzelenia maluchów w kosmos. 


Czasem sobie myślę, że ja kompletnie nie umiem w to macierzyństwo, że mnie przerasta, że jestem najgorsza na świecie, a bo za dużo krzyczę, za mało wspieram, za dużo odpuszczam, za mało się bawię, zawsze jest coś, co mogę sobie zarzucić. Są lepsze i gorsze momenty, ale wiem jedno, dzięki temu, że czasem w siebie wątpię, to bardziej się staram, bardziej mi się chce.

Jest prawie druga w nocy, moje nocne pisanie przerywa wołanie Matyldy:"mamo" - noc, jak każda inna. Mati się budzi, chce się napić, zawsze mnie woła. Czasem moja frustracja sięga zenitu, bo przecież to pięciolatka, wodę postawioną w kubku mogłaby wziąć sama. Nie bierze, woła. Za każdym razem mówi: "dobranoc, kocham Cię" i wtedy mimo zmęczenia, mimo nerwów, daję buziaka w czoło i wychodzę. To moja wrażliwa pięciolatka, która od maleńkości ma bardzo słaby sen, budzą ją najmniejsze szmery, a zasypianie trwa i trwa i trwa. Matylda jest pomocna, kochana i mocno absorbująca. Dzięki niej wspinam się na wyżyny swojej cierpliwości. Każdego dnia uczy mnie czegoś nowego, każdego dnia zmagam się z jej problemami, które są najgorsze na świecie i generalnie powodują, że życie Matyldy nie jest usłane różami. Wiesz co jest dla mnie najtrudniejsze? Okazywanie jej zrozumienia i wspieranie w tych trudnych chwilach. Staram się i starać będę, bo widzę tego efekty, kiedy jest empatyczna, wspierająca i kiedy oddaje mi to, co ode mnie dostaje każdego dnia.

Kajetan, to inna bajka. Zasypia w trzy minuty, budzi się szybko, ale potrafi się sam sobą zająć. Jest konkretny, asertywny i słodki jak rurki z kremem. Ciągle się przytula, zasypia trzymając mnie za rękę. Zawsze chce być blisko. Potrafi sobie zjednać każdego. Każde jego kocham, każde wypowiedziane Nianiulka (tak mówi na Matyldę) ma w sobie taki ogrom miłości, że ma się ochotę go zjeść. Bywa też mega nieznośny, uparty i często ogarnia go totalna głupawka, a wtedy najczęściej kończy się płaczem, bo absolutnie nie docierają do niego żadne komunikaty - on chce i ma mieć. KROPKA.

Dwoje dzieci, każde inne. Każde zapewniające zupełnie inne emocje, każde kochane, każde wyjątkowe. Powiem Ci szczerze, że nigdy nie obawiałam się, że nie będę potrafiła kochać dwójki, że jak ja podzielę miłość na każde z nich. Co więcej. Od kiedy są we dwoje, a ja mam szansę obserwować ich razem, to wiem, że urodziłam najlepsze dzieciaki na świecie. Wiem, że dałam im siebie i zrobię wszystko, żeby nie spieprzyć ich relacji. Są różne okresy, różne momenty, ale każde z nich wskoczyłoby za sobą w ogień. Oby tak zostało.

Chyba jednak coś tam umiem w to macierzyństwo. I wątpić nie powinnam.
KOSMETYKI MINERALNE - ANNABELLE

KOSMETYKI MINERALNE - ANNABELLE

Post typowo kobiecy, kilka moich spostrzeżeń o kosmetykach mineralnych, chociaż absolutnie nie mam się za ekspertkę, raczej powiedziałabym, że post pisany przez laika dla laika, bo uważam, że zabawa z kosmetykami mineralnymi jest warta świeczki, ale też nie jest zbyt łatwa. Do tego wpisu poprosiłam o pomoc koleżankę, bo moja buzia przez ostatnich kilka miesięcy przechodzi drugą młodość, a że wybrałam zestaw, który ma rozświetlić moją twarz, to uznałam, że bardziej estetycznie będzie pokazać buzię bez większych zmian. 


Tym razem do przetestowania wybrałam zestaw od Annabelle Minerals - standardowo najtrudniejsze okazało się wybranie odpowiedniego odcienia, ale fachowa pomoc ze strony sklepu nie miała z doradzeniem już większego problemu. Wybrałam zestaw podstawowy, bez cieni, bo ich praktycznie nie używam. Cały zestaw ma rozświetlać naszą twarz - podkład, korektor, puder oraz róż. 


Pierwsza i podstawowa zasada, to kosmetyki mineralne nakładamy na nawilżoną skórę twarzy. Ja czasem nakładam na krem bb, jeśli potrzebuję większego krycia, albo sama sobie robię dodatkową warstwę kryjącą, kiedy podkład mieszam z kremem nawilżającym. Efekt jest zaskakujący, naprawdę. Po drugie to, czy te wszystkie proszki będą bardzo mocno pylić zależy od tego, jaką masz wprawę w nakładaniu ich - moje początki były tragiczne, teraz jest już zdecydowanie lepiej. No i po trzecie, a może powinno być po pierwsze - kosmetyki mineralne nie obciążają skóry, co ma duże znaczenie dla takiej skóry jak moja, kiedy najmniejsza ilość drogeryjnych podkładów powoduje powstawanie nowych wyprysków i okropnie zapchane pory.

PODKŁAD - golden fairest - odcień dobrany idealnie, konsystencja proszku w żaden sposób nie wpływa na estetykę makijażu, a wiem o czym piszę, bo jedne ze znanych kosmetyków mineralnych konsystencje miały zupełnie inną i niestety, ale na mojej buzi wyglądały, jakby się zważyły. Nakłada się idealnie, świetnie rozprowadza, kryje delikatnie, ale za to dość fajnie uwydatnia koloryt skóry. Jeśli zależy Ci na większym kryciu, to skorzystaj z moich wcześniejszych podpowiedzi albo po prostu nałóż kilka warstw. Ja podczas wykonywania makijażu Agnieszki nałożyłam dwie cienkie warstwy.

KOREKTOR - golden fairest - szczerze? Najmniej go polubiłam. I chociaż na twarzy Agnieszki dobrze sobie radził, to już na mojej zdecydowanie mniej, ale nie skreślam go, bo może to być kwestia moich zmian, a nie samego kosmetyku. Dam mu szansę, kiedy ta moja buzia odzyska swój dawny wygląd. Nakładałam go małym pędzelkiem i w sumie tak samo jak w przypadku podkładu nałożyć możesz kilka warstw - to Ty masz być zadowolona.

PUDER ROZŚWIETLAJĄCY -  dla mnie bomba. Jest świetny. Używam najczęściej, pięknie nadaje blask, moja przetłuszczająca się buzia nie świeci się jak lampa, ale też nie jest bardzo matowa. U Agnieszki również się sprawdził. Wiesz za co uwielbiam ten puder? Za to, że mogę go używać nie tylko na podkład sypki, ale także na zwykły podkład, czy na samą nawilżoną twarz. Sprawdza się idealnie, kiedy skóra powinna chwilę odpocząć. Fajną myślę opcją jest posiadanie pudru matującego i tego rozświetlającego, ale to już kwestia każdej z nas jak lubi mieć wykończony makijaż.

RÓŻ - romantic - to jest moje odkrycie. Najpiękniejszy kolor na świecie, delikatna poświata. Nie umiem się go nachwalić. Kiedy nałożysz go delikatnie na twarz, to osiągniesz delikatny efekt uwydatnienia polików, kiedy jednak chcesz, żeby makijaż był zdecydowanie bardziej widoczny, to nałóż kilka cienkich warstw i na pewno spełni Twoje oczekiwania. Nad różem zastanawiałam się najdłużej, bo będąc jakiś czas temu na konferencji miałam okazję trafić na odcień idealny, niestety ze swojego roztargnienia nie zapisałam nazwy i wciąż go szukam, ten najbardziej wpasował się w moje wyobrażenie.

W takiej kolejności jak opisałam nakładałam kosmetyki Agnieszce. Używałam dużego pędzla kabuki i kilku swoich, które mam w kosmetyczce. Ja się nie maluję na co dzień, Aga tak, kiedy skończyłam jej makijaż tymi kosmetykami, to po pierwsze była w szoku, że coś tam potrafię (absolutnie nie wyglądam na kogoś, kto ma pojęcie nt. robienia jakiegokolwiek malowanka), po drugie była zachwycona delikatnością twarzy, a po trzecie poprosiła o domalowanie oczu i ust, bo tak lubi. Poniżej wklejam Ci zdjęcie PRZED, PO oraz zdjęcie z uzupełnieniem cieni oraz ust. Bardzo dziękuję za pomoc Agnieszce, a Ty zostaw jej jakieś miłe słowo, żeby kiedyś chciała jeszcze ze mną współpracować. 




CO TO BYŁ ZA ROK...

CO TO BYŁ ZA ROK...

Przeglądam zdjęcia w telefonie z całego poprzedniego roku i sama nie mogę uwierzyć, że tak bardzo się wszystko zmieniło. Na instagramie nasze urywki, filmiki zapisane w archiwum, to przypomina mi, ile może się zadziać w ciągu jednej chwili. W cały swoim życiu nie miałam tak intensywnych miesięcy. W całym swoim życiu nie przeżyłam tak emocjonujących chwil - od totalnego szczęścia, po rozpacz i strach o każdy następny dzień. Takiej szkoły życia nie dostałam jeszcze nigdy. Tak źle i jednocześnie tak dobrze nie było nigdy. Podsumuję ten rok, zrobię to, bo będę do tego wracać. Chętnie zerkać i uświadamiać sobie, że każdy szczyt jest do zdobycia, a w chwilach zwątpienia będę widziała, jaka jestem silna, jaka odważna i jak wiele przede mną. 


STYCZEŃ/LUTY

Te miesiące mnie ukształtowały, to wtedy najwięcej zrozumiałam. Wynajęłam mieszkanie, a w zasadzie stare, zaniedbane metry, ile łez wylałam podczas ogarniania, wiem tylko ja. Nie zapomnę widoku brudnych, zaniedbanych podłóg, segmentu kuchennego w takim stanie, że bałam się cokolwiek włożyć do środka i łazienka - łazienka z tapetami, bez umywalki. Mimo to, mieszkam tu już prawie rok, doceniam te podłogi, te tapety i cieszę się jak głupia, że jestem tu, gdzie jestem. Wiesz co? Wtedy też jeszcze bardziej doceniłam Rodzinę i Znajomych, kiedy zadzwoniłam i poprosiłam o pomoc, to wszyscy się zmobilizowali i pomogli doprowadzić do ładu i składu. W lutym obchodziłam swoje ostatnie dwudzieste urodziny, nie zapomnę ich do końca życia, bo świętowałam dwa dni pod rząd. W lutym też w końcu przepracowałam kilka spraw, nauczyłam się żyć sama ze sobą, doceniłam samotne wieczory i tak bardzo polubiłam być sama. Kiedy byłam z dziećmi, to byłam mamą, kiedy dzieci wyjeżdżały, to stawałam się znowu kobietą i potrafiłam myśleć o sobie i swoich potrzebach. Cudowne uczucie. Zrozumiałam, że kiedy sama ze sobą zacznę czuć się dobrze, to cały wszechświat będzie stał za mną murem.

MARZEC/KWIECIEŃ

Totalny chaos. Niby dobrze, ale jednak ciągle za czymś goniłam. Łzy przeplatały się ze szczęściem. Dzięki mądrościom życiowym Matyldy zrozumiałam, jak bardzo boję się być z kimś, a z drugiej strony jak bardzo tego kogoś potrzebuje w swoim życiu, bo te samotne wieczory są ekstra, ale kiedy pojawia się ktoś, z kim chce się spędzać każdy wieczór, to robi się zdecydowanie przyjemniej. Zrobiłam kilka głupich rzeczy, popełniłam kilka błędów, ale niczego nie żałuję, bo każdy z nas powinien raz w życiu "upić się do nieprzytomności" i "zrobić coś beznadziejnego". Czasami jedna sytuacja uświadamia nam, że to jest to, że tak być powinno, tylko gwiazdy czasami nie sprzyjają, ale do czasu...

MAJ/CZERWIEC

... do czasu, kiedy przekonasz się kto jest kim, kim Ty jesteś dla ludzi. Do czasu, gdy problemy zaczną Cię przytłaczać, a podjęte wcześniej decyzje będą miały swoje konsekwencje. Te dwa miesiące określiłabym "miesiącami wyparcia" - nie dopuszczałam do siebie tego, co się faktycznie działo. Nie wierzyłam, nie akceptowałam, pozwalałam sobie na to, żeby uwierzyć, że może być dobrze, że się ułoży, że się poskłada. Życie lubi zaskakiwać.

LIPIEC/SIERPIEŃ

Wróciłam na etat, nie wiesz nawet, ile mi to dało. Wyszłam z domu, byłam z ludźmi, było idealnie. Bardziej mi się chciało, miałam więcej cierpliwości do dzieciaków. Niestety, mieszkając na wsi, nie mając do dyspozycji przedszkoli, które otwarte są dłużej niż do 13, a do tego chcąc być dobrą mamą - nie miałam innej opcji, musiałam z pracy zrezygnować i zająć się tym, co dla mnie najistotniejsze w tamtym momencie. Reszta była słońcem, ciepłem, wakacjami. Próbowałam oswoić się z nową sytuacją. Chciałam jakoś poskładać sobie ten świat na nowo. Czas przepływał mi między palcami, potrzebowałam wsparcia. Na szczęście miałam obok siebie rodzinę, to było najważniejsze. 

WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK

Mati wróciła do przedszkola, Kajetan rozpoczął swoją przygodę z placówką. Teraz z perspektywy czasu mam wrażenie, że zmarnowałam te dwa miesiące. Nic wielkiego się nie wydarzyło, chociaż może z drugiej strony wszystko jest po coś, bo z braku zajęcia zdecydowałam się na bycie wolontariuszem Szlachetnej Paczki, co okazało się cudowną przygodą. Wrzesień spędziłam na czekaniu, październik na budowaniu wartości. Tak, wszystko jest po coś. 

LISTOPAD/GRUDZIEŃ

Powiedzmy, że zaakceptowałam sytuację. Na pewno zrozumiałam, że nikt życia za mnie nie przeżyje, że wszystko jest tylko w moich rękach i żadne słowa nie są w stanie odzwierciedlić tego, co w danej chwili się dzieje. Poza tym poukładałam sobie sprawy, które powinnam poukładać już sporo wcześniej, zrobiło się lepiej, spokojniej, fajniej. Zaczęłam się cieszyć z chwil samotności, kiedy dzieciaki jechały do taty, zaczęłam odczuwać inaczej niż wcześniej. Dotarło do mnie, że absolutnie nikogo nie powinnam słuchać, a sama decydować o tym, co myślę i czuję, a już na pewno nie mogę dawać ponieść się emocjom. Grudzień, to generalnie czas robienia prezentów, cieszenia się ze światełek, dekoracji, odkrywania na nowo w sobie genu małego dziecka. Wiesz, że pierwszy raz od bardzo dawna sama sobie mogłam wybrać prezent świąteczny, taki o jakim marzyłam. Niezwykłe uczucie. Przygotowania do balu sylwestrowego, wybór sukienki takiej, żeby było wygodnie. Fajna zabawa i oczekiwanie, bo Nowy Rok przyniesie dużo zmian. Mega dużo.

Mogę podsumować ten rok jeszcze tekstem, na który wpadłam na fb - opisuje ten rok idealnie - niestety nie znam autora: 

"- Czy myślisz, że zaszły w Tobie jakieś zmiany w ciągu ostatniego roku? 
- Zrodziło się we mnie więcej obojętności. Odwróciło się kilku ludzi. Kilka razy upadłam i nie potrafiłam się podnieść. Więcej niż kilka razy płakałam i nie umiałam przestać. Kogoś znienawidziłam, a kogoś chyba pokochałam. Ktoś dał mi lekcję życia. Uświadomiłam sobie, że nic nie jest na zawsze i że ludzie już do końca świata pozostaną egoistami. Przez cały rok trzymałam za rękę nadzieję, wierząc, że to pomoże. Zwątpiłam bardziej w międzyludzkie zaufanie. Postawiłam na swoim i dużo przez to w ciągu ostatniego roku wygrałam. Stałam się silniejsza na pokaz i słabsza, gdy zostaję sama. Polubiłam samotność, noc i ciszę. I wydaję mi się, że coś straciłam. Tylko jeszcze nie wiem co."

Tak naprawdę, naprawdę, to jest mega dobrze. I choć mam kryzysowe momenty, to fajniejszego momentu w życiu jeszcze nie miałam. Boję się, ale ten strach mnie motywuje. 

Niech ten Nowy Rok będzie dla nas dobry!
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger