PRZEDSZKOLNEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY - KAPCIE

PRZEDSZKOLNEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY - KAPCIE

Pamiętam, jak dziś, kiedy wybierałam pierwsze kapcie do przedszkola dla Matyldy. Nie wiem dlaczego, ale postawiłam sobie za punkt honoru, że będą porządne, ładne i naprawdę fajne. Jakoś kapcie były dla mnie bardzo istotne, ale nie umiem Ci powiedzieć, czym to było spowodowane. Kiedy zapytałam Was o zdanie, to usłyszałam, że nie powinny być na zamek, bo dziecko nie da rady, nie powinny być na rzep, bo się niszczy - najlepiej wkładane. Z doświadczenia jednak wiem, że te wkładane nawet z odpowiednio dobranym rozmiarem nie do końca są takie fajne. Zdałam się na intuicję i nie żałuję, bo od tamtej pory nie zastanawiam się już nad wyborem kapci, tylko biegnę do Slippers Family i wybieram te, które aktualnie podobają się dzieciakom. 


Wołam małych ludków do komputera - będziemy wybierać kapcie. Kajetan z daleka krzyczy, że chce "ciarne", ja cała w stresie, bo pamiętam, że rok temu mało było jednokolorowych - a już zwłaszcza czarnych. Wchodzę na stronę i rzuca mi się w oko kolekcja Basic - Czarna Pantera, z doborem rozmiaru nie miałam problemu, bo Młody miał sandałki od Slippersów, więc wystarczyło zmierzyć stópkę, sprawdzić, czy nic się nie zmieniło i zamawiamy. Kajetan mówi, że nogi w tych kapciach są szybkie, więc nie możecie wątpić, że to pantera. 




Z Matyldą niestety nie było już tak łatwo, bo ile modeli widziała, tyle chciała. Każdy kolor się podobał, każdy do czegoś pasował, każdy odpowiadał. Zaczęła od żółtych, skończyła na szarych w gwiazdki z kolekcji Premium. Ten model Matylda wybrała rok temu, niestety musielibyśmy na niego chwilę czekać, a Mati nie miała żadnych kapci do przedszkola - nie chciałam kupować nic dodatkowe, więc zdecydowała wtedy, że weźmie inny model. Nie miałam żadnych sprzeciwów, bo i różowe, i żółte, i te szare w gwiazdki bardzo mi odpowiadały. U Matyldy miałam też problem z rozmiarem, bo mieściła się między 27/28, a między tymi rozmiarami jest spora różnica w centymetrach - zdałam się jednak na doradztwo w sklepie i rozmiar mamy dobrany idealnie. 




Nie będę się rozpisywała, dlaczego znów wybrałam Slippersy, wkleję Ci tylko link do poprzedniego postu o tych właśnie kapciach (tutaj) - znajdziesz tam więcej technicznych informacji. Pokażę Ci tylko kapcie, które Matylda nosiła od początku swojej przedszkolnej przygody. Zdementuję od razu kilka mitów. Pierwszy, że dziecko nie da rady z zamkiem - owszem na początku Mati miewała z nim problemy, ale później nie stanowiło to żadnej różnicy. Drugi, rzep się brudzi i psuje - no brudzi się, żadnego odkrycia tu nie ma, ale wystarczy go wyczyścić tak samo, jak pierze się kapcie i działa bez zarzutu. Trzeci - kapcie są sztywne - absolutnie nie są sztywne, są bardzo dobre dla małej stópki, dzięki temu, że są zapinane z przodu, bardzo łatwo dopasowują się i do szczupłej nóżki i do tej nieco większej. Nie polecałabym Ci tych kapci, gdybym nie była ich pewna. Szare były z nami jako pierwsze, to właśnie te zapinane z tyłu na zamek, różowe są zeszłoroczne i obecne w gwiazdki. Sama możesz zobaczyć, że nie ma żadnych przetarć, że są stabilne, szwy trzymają, nie są powyginane. Naprawdę solidne kapcie.


CO U NAS?

CO U NAS?

Siadałam do tego wpisu już wielokrotnie. Za każdym razem do końca tego nie czułam, nie wiedziałam, co tak naprawdę chcę napisać, co przekazać. Nie chciałam, żeby było sztucznie, dlatego rezygnowałam, ale dziś - dziś jest ta chwila, kiedy chcę zacząć mówić, kiedy chcę znów pisać i dzielić się z Tobą naszym światem. Nie znajdziesz tu dziś nic spektakularnego, bo na zaskoczenia jeszcze przyjdzie czas. Dziś chcę po prostu się z Tobą przywitać, powiedzieć, że wracam i że będę się bardzo cieszyć, jeśli nadal z nami będziesz. 


Co słychać?

Gdybyś mnie dziś zapytała o to, co słychać. Pewnie odpowiedziałabym, że jest ok, że wszystko dobrze, że dziękuję - miło, że pytasz. Niestety, a może i stety - tak nie było cały czas. Ostatni raz pisałam chyba w kwietniu, od tamtej pory wiele się zmieniło, wiele wyjaśniło, dużo zrozumiałam, jeszcze więcej przemyślałam i bardzo mocno przesunęłam swoje granice. Strefa komfortu? A co to takiego? Gdybyś miała ochotę zerknąć, jak wyglądały nasze ostatnie miesiące, to powinnaś wskoczyć na Instagram - co prawda nie było tam może zbyt wielu zdjęć, ale jednak to właśnie tam bywałam najczęściej. Jest też Facebook, ale tam nie było nas praktycznie wcale - teraz nadrabiamy. Oczywiście, jeśli jeszcze nas nie obserwujesz, to nadrabiaj, bo i na insta i na fejsie pojawiają się zajawki o nowych wpisach. To tam możemy swobodnie pogadać. Kawy?

Zapytasz, dlaczego nie pisałam. Szczerze? Straciłam trochę zapał i chęci. Zmęczyłam się. Poza tym wróciłam do swojej rodzinnej miejscowości - mała społeczność - każdy każdego zna, każdy o każdym wie więcej niż sam zainteresowany - przestraszyłam się chyba trochę. Teraz z perspektywy czasu uważam, że nie miało to najmniejszego sensu, bo ludzie gadali, gadają i będą gadać. Tylko mam czasem ochotę podejść i powiedzieć - następnym razem, jak będziesz coś chciała wiedzieć, to zapytaj mnie, chętnie się z Tobą podzielę swoim barwnym życiem. Wiesz, jestem atrakcją - panna z dwójką dzieci - łał, ciekawe, dlaczego wyrzucił ją z domu - tak, tak - wyrzucił - tak się o mnie mówi. Może  powinnam podkulić ogon i siedzieć cicho, ale niby dlaczego, bo ludzie uważają, że tak ma być? Ja wiem, co powinnam i moje życie nie musi się nikomu podobać, a już na pewno nie ludziom, którzy dla mnie nic nie znaczą. Tyle.

Matylda

Dziewczynka marzy o włosach Elsy i bucikach na obcasie - lakierkach. Skończyła 5 lat, a wiek zobowiązuje. Jest dorosła, więc może nie zgadzać się z moim zdaniem i bardzo głośno komunikować, że tak właśnie jest. Uwierz mi, że to małe, wielkookie dziewcze wydobywa ze mnie ostatki mojej cierpliwości. Idealnie opisałyby ją słowa:"chcę, teraz, już - koniec, kropka". Ehh. Mimo wszystko kocham ją jak szalona i każdego dnia staram się podchodzić z dużym spokojem i jeszcze większą dozą zrozumienia. Temperamentne mam to dziecko, nie ma co. Generalnie, te kilka miesięcy były dla Matyldy trudne - odreagowała mocno wyprowadzkę, spotkania z tatą raz na jakiś czas i wszystko to, co się działo ostatnio. Dziś? Dziś jest już zdecydowanie lepiej. Rozmawiamy, rozmawiamy i jeszcze raz rozmawiamy. 

Kajetan

Śpiewa o sobie:"Kajtek bez majtek lata po ulicy w czerwonej spódnicy" - uśmiech rzadko kiedy znika mu z buźki. Nie może doczekać się swoich urodzin, każdego dnia pyta, czy to już. Lista prezentów jest tak długa, że musiałabym ją podzielić na kilka lat. Uwielbia Avengersów, a w domu ma swojego prywatnego Hulka. <3 Tuli się jak niedźwiadek, nic się w tej kwestii nie zmieniło, poza tym, że czasem oberwę z liścia, bo to przecież takie zabawne. Poszedł do przedszkola - początkowo bardzo zajarany zapominał o pożegnaniu - dwa ostatnie dni było gorzej, ale wierzę, że to przetrwamy i pójdzie tak samo łatwo jak z Mati. Jest w grupie ze swoją starszą siostrą, to oczywiście dodaje mu odwagi, za to Matyldzie bardzo często przeszkadza. Nie chce sprzątać po sobie zabawek i ogólnie lubi, jak jest bałagan. Życie - przeszkadza Ci matka, to sobie sprzątaj.

Mama, czyli ja, czyli Karolina

Większość czasu marnuję na bezsensownym przeglądaniu fejsa, a nie sorry, ostatnio wróciłam do czytania książek. Zapomniałam już jaką frajdę sprawiało mi pisanie. Każdego dnia próbuję uwierzyć, że to, co się dzieje ma naprawdę jakiś sens. Każdego dnia uświadamiam sobie, że wszystko jest po coś. Przez te kilka miesięcy zmieniłam dwa razy kolor włosów, trzy razy ich długość, przybyło mi kilka zmarszczek, pryszczy na twarzy i kilogramów. Pracowałam, musiałam zrezygnować. Nie narzekam, jest dobrze. Przekonałam się, że absolutnie nikt z nas nie wie, co jest nam pisane i jak to życie się potoczy. Znów do mnie dotarło, że nie mamy prawa oceniać innych. Przesiałam kilka znajomości, zobaczyłam, kto jest, a kto chce bywać. Doceniłam tych, których mam od zawsze. I zrozumiałam, że nic w życiu nie powinno nas dziwić, bo los bywa przewrotny i za chwilę sami doświadczymy tego, co było dla nas dziwne. Wiem, że bycie samotną matką jest bardzo źle odbierane przez społeczeństwo, ale zobaczyłam też, jaka siła drzemie w nas matkach. Próbuję od nowa poskładać to nasze życie, miało być małymi krokami, a wystartowaliśmy jak burza. Doceniam, czuję, jestem. I każdego dnia chcę więcej. Przypomniałam sobie nawet, co to znaczy tęsknić. I chcę tak tęsknić już zawsze, choć strach momentami paraliżuje.

Patrząc na zdjęcie powyżej właśnie sobie pomyślałam, że idealnie pokazuje to, co się u nas działo - była mgła, która z dnia na dzień znikała i w dalszym ciągu znika. Odważnie do przodu - w końcu - jest tyle gór do zdobycia...

Mogłabym tak bez końca, bo wydarzyło się naprawdę sporo. Gdyby mi ktoś rok temu przedstawił taki scenariusz mojego życia, to autentycznie śmiałabym się do łez. Dziś, to wszystko jest rzeczywistością, wyjątkową i naszą rzeczywistością. Zostańcie z nami, teraz już tu będę systematycznie. Ciąg dalszy nastąpi...
MAMO, A KIEDY JA ZNÓW BĘDĘ MIAŁA SWÓJ POKÓJ?

MAMO, A KIEDY JA ZNÓW BĘDĘ MIAŁA SWÓJ POKÓJ?

Pamiętasz mój wpis o spełnianiu marzeń w tym roku? Jeśli nie, to musisz koniecznie nadrobić, bo jest tam kilka fajnych pomysłów. Pomału - do celu. Jednym z marzeń jest mały domek. Tak się wkręciłam w poszukiwanie idealnego miejsca dla nas, że zaczęłam przeglądać projekty. Powiem Ci szczerze, to moje największe i w sumie chyba najbardziej odległe marzenie, ale kto mi zabroni? Nikt. Szukam, planuję, bo mogę. A im bardziej sobie to wszystko wizualizuję, tym bardziej wiem, czego chcę, wiem do czego dążę. Dobrze jest mieć cel. 


Jeśli bywasz u mnie często, to doskonale wiesz, że uwielbiam minimalizm i totalną prostotę. Nie lubię komplikować, lubię ułatwiać sobie życie, dlatego nie zobaczysz u mnie kolorowych ścian, zagraconych pomieszczeń i miliona bibelotów ustawionych na półkach. To taka moja definicja domu. Mam kilka swoich faworytów, które bardzo chcę Ci dziś pokazać. I choć budowa domu, w ogóle posiadanie kasy na dom, to odległy temat, to nie przestaję wierzyć w to, że spełnię to marzenie szybciej niż mi się wydaje. 

Bardzo często pytasz mnie o to, jak mi z tym, że zostawiłam nowy dom i zamieszkałam w starym, wynajętym mieszkaniu. Dom był moim marzeniem, spełniło się, ale mam poczucie, że więcej mi zabrał, niż dał. Dom jest dobrem materialnym, które przez długi czas trzymało mnie przy życiu, którego nie chciałam. Wiesz, bo dom, bo wszystko po mojemu, bo ja urządzałam, bo mój fotel, moje płytki, ale kiedy podjęłam decyzję o wyprowadzce, to nawet przez chwilę nie zastanawiałam się nad tym, co z domem, jak sobie poradzę bez tego wszystkiego. Miałam jeden kryzys. Kiedy weszłam do naszego obecnego mieszkania, kiedy zobaczyłam, ile pracy przede mną, kiedy tapeta w łazience nie chciała się trzymać, kiedy czterdziestoletnie podłogi wyglądały tak, jakby nigdy ich nikt nie mył, kiedy po odsunięciu segmentu okazało się, że nie ma tam tapety, a blat w kuchni pokryty jest płytkami, to chciałam spakować manatki i wracać, skąd przyszłam. Raz tak miałam, więcej nie. Przyjaciele, rodzina znów stanęli na wysokości zadania. Byłam i jestem wdzięczna za pomoc, za obecność, za każdą wypitą lampkę wina. Przepłakałam cały weekend, ogarnęłam i dzisiaj czuję, że to nasze miejsce. I tylko smuci mnie pytanie Matyldy zadawane co jakiś czas:"mamo, a kiedy ja znów będę miała swój pokój?". Obiecuję Córeczko, że będziesz miała, że będzie to tylko Twój pokój, urządzony tak, jak sobie wymarzysz - tylko błagam, nie nalegaj na zielone ściany. 

Gdybym dziś wybierała projekt domu, gdybym dziś miała podjąć decyzję, to wybrałabym bez wahania ten:

Projekt domu Lancaster II DCB104a WOB1560
To mój numer jeden. Wydrukuję i powieszenie sobie na ścianie, żeby w chwilach zwątpienia patrzeć i przypominać sobie do czego dążę. Wiem - dom - klocek, ale tak totalnie w moim stylu. Mogłabym w nim zamieszkać tylko z materacem i turystyczną butlą gazową. Wiesz, jak to działa, kiedy człowiek czegoś bardzo chce, to potrafi przejść bardzo dużo, żeby to osiągnąć. I ja Ci powiem, że jeszcze będziesz na blogu oglądała zdjęcia z naszego nowego domu. Jestem tego pewna.

Kolejny projekt, który wpadł mi w oko to ten:

Projekt domu Ekonomiczny 1B WAW1082
Spodobał mi się chyba głównie dlatego, że jest biały i te okna. Aaa, mogłabym tam żyć. Nawet te okna mogłabym myć. No, co mam Ci powiedzieć? Piękny jest. Przemawia do mnie i wiem, że czułabym się tam dobrze. Bardzo dobrze. Wszystko przed nami.

I ostatni projekt, który może nie do końca jest idealny, ale też bym go brała pod uwagę, to ten poniżej.

Projekt domu Przebiśnieżyn DM-6562 KRF2677
Tu urzekła mnie antresola. Sypialnia na górze i poranki w tych oknach. Albo lepiej - duża łazienka z wanna na środku. Kąpałabym się, albo zrobiła sypialnię razem z łazienką, bo antresola jedna, a szkoda stawiać ściany. Szkoda marnować miejsca. Byłoby idealnie. Promienie słońca wpadające przez te okna prosto na moją twarz. Już mi ciepło. Już się rozmarzyłam. Jest dobrze.

Który z moich wyborów najbardziej przypadł Ci do gustu? Masz swojego faworyta?
A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

Z pozoru zwykły dzień. Normalny poranek, chociaż wstawało się nieco trudniej niż zwykle. Normalne afery. Fochy i krzyki. A bo nie te buty, a to chciałam być pierwsza, nie idę do przedszkola, nie pożegnam się z Kajtkiem, nie przychodź po mnie do przedszkola. Kawa, papieros, szybki makijaż. Wychodzimy. Codzienność. Zwykłe rozterki. Obowiązki. Powrót do domu, buziaki, powitania. Spacer, huśtawki, patyki przyniesione pod drzwi. Nic nadzwyczajnego. 


Idziemy na spacer, korzystamy z pierwszych promieni słońca. Idę i zastanawiam się, czy może kupić przyczepkę do roweru, żeby móc jeździć razem. Największą moją bolączką okazuje się to, czy dam radę ciągnąć dwa szkraby sama... Jestem trochę nieobecna. Odpływam myślami. Też masz takie dni, że niby wszystko ok, a jednak błądzisz myślami gdzieś daleko. To właśnie taki dzień. 

Idziemy na huśtawki. Śmiejemy się. Bujamy. Dosiada się do mnie i Kajetana Matylda. Jakoś podświadomie czuję, że zaraz o coś zapyta, że zaraz coś powie. Tylko czekam. I nagle słyszę:

A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

W pierwszej chwili odpowiadam, że przecież nie jestem sama. Przecież mam Was, przecież są przyjaciele, rodzina, znajomi. Przecież zawsze ktoś jest. Nie jestem sama Matyldziu. Odpowiadam z nadzieją, że taka informacja wystarczy Młodej, że nie będzie drążyć tematu, ale jej małe oczka pokazują mi, że nie o to pytała, że to nie na to pytanie miałam odpowiedzieć. Mówię coś plącząc słowa, bo zasycha mi w gardle, oczy robią się coraz bardziej szkliste, ale trzymam się. Trzymam się, bo muszę, bo to małe serduszko nie chce tego widzieć, nie chce tego słyszeć... W sumie to sama nie wiem, co konkretnie odpowiedziałam, ale to Mati wystarczyło, bo więcej nie pytała. 

Nie wiem, jak to jest, że Matylda intuicyjnie wyczuwa moje nastroje. Nie wiem, jak to działa, że w najmniej oczekiwanym momencie zada mi takie pyta, które rozwali mi cały dzień. Uwielbiam tą dziecięcą logikę, uwielbiam to proste myślenie, tą szczerość, te najprawdziwsze emocje. Uwielbiam, ale i boję się tych pytań, bo często jestem zmuszona do analizowania, myślenia i zastanawiania się nad czymś, co w tej chwili jest tematem tabu. Tak było właśnie teraz. 

Kochana Córeczko, jestem sama, bo Wy jesteście dla mnie najważniejsi, bo dbam o Was i o Wasze szczęście, bo nie chcę serwować Wam jeszcze większego stresu przyprowadzając do domu kogoś nieodpowiedniego. Kochana Córeczko, jestem sama, bo jestem tchórzem, bo się boje, bo nie wiem, czy potrafię zaufać, bo boję się, że ktoś mnie skrzywdzi, bo nie chcę przyznać się sama przed sobą, że jestem samotna, że potrzebuje bliskości, czułości. Kochana Córeczko, jestem sama, bo łatwiej jest mi założyć maskę i uciec. Kochana Córeczko, już trochę przywykłam do tego, że jestem sama, że radzę sobie sama, że worki ze śmieciami noszę sama, że poranki spędzam sama, że kawę wypijam sama, że dbam o siebie sama. Przywykłam, że nie mam o kogo się troszczyć, że nie mam o kogo dbać, że nie mam kim się zaopiekować... Smutne to bardzo i tylko dlatego, że swoim pytaniem zmusiłaś mnie do przemyśleń, to zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Zapytasz pewnie, co dalej? Nie wiem Kochanie. Nie mam pojęcia, co dalej. Nie wiem, co robić, w którą stronę iść. Liczę na to, że życie samo wszystko poukłada. Liczę na to, że jeszcze będzie pięknie. Czy jestem gotowa na to nowe życie? Nie wiem. Wiem jedynie, że nigdy nie ma dobrego momentu, dobrego miejsca, a życie zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie - jak Ty mnie - swoim pytaniem. 
AUTYZM NIE WYKLUCZA CIĘ Z ŻYCIA

AUTYZM NIE WYKLUCZA CIĘ Z ŻYCIA

Czym jest autyzm? Czy to choroba? Czy autyzm powodują szczepionki? Pewnie dziwi Cię, że poruszam temat autyzmu. Robię to dlatego, że przyłączyłam się do akcji społecznej Fundacji JiM POLSKA NA NIEBIESKO

Fundacja niesie pomoc osobom z autyzmem. Wspiera, oswaja i diagnozuje. JiM poszerza wiedzę o autyźmie, bo jak okazało się w "Ogólnopolskim badaniu świadomości o autyźmie", co dziesiąty polak uważa, że autyzm powodują szczepionki. Pewnie wiele z Was też tak myśli.


Kiedy zostałam zaproszona do akcji, wpisałam w google hasło "autyzm" - to, co przeczytałam bardzo mnie zaniepokoiło, bo o ile wiem, że w internecie można wszystko, to jednak diagnozowanie swoich dzieci przez specjalistów, którzy nimi nie są, nie jest już w porządku. Dziewięciomiesięczne dziecko, które zaczyna mówić jest diagnozowane jako autystyczne, bo za szybko mówi. Dziecko, które uwielbia sprzęty domowe, też jest autystyczne. Dziecko, które jest uparte i lubi robić po swojemu, na pewno też jest autystyczne. Bzdury. Bzdury. Bzdury. 

Pracowałam przez chwilę w ośrodku z dziećmi, które miały różne problemy. Były tam też dzieci ze stwierdzonym autyzmem. I to, co czyta się w internecie, nijak się ma do tego, co jest rzeczywistością. Owszem można było zauważyć, że dzieci ze spectrum są wycofane i potrzebują mniej kontaktu, ale to nadal NORMALNI ludzie, którzy potrzebują tylko innego podejścia, większej uwagi. Na stronie Fundacji, którą podlinkowałam wyżej możesz przeczytać więcej i zobaczyć, że autyzm  w żaden sposób nie wyklucza z życia. Zajrzyj też na profil Fundacji na Facebooku. Koniecznie obejrzyj też spot reklamowy na YT.

Wszystkie Twoje wątpliwości, pytania, wszystkie niepokoje możesz rozwiać wchodząc na stronę Fundacji JiM. Autyzm to nie wyrok, z autyzmem można normalnie żyć. Autyzmu nie powodują szczepionki. Ludzie z autyzmem żyją całe życie. Autyzm nie mija, ale można go oswoić. Autyzm nie wyklucza Cię ze społeczeństwa. 


2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - niech cała Polska zapali się na niebiesko właśnie tego dnia - przyłącz się do akcji Ty, Ty i Ty - wejdź na stronę POLSKA NA NIEBIESKO na dole strony jest mapa, na której możecie zostawić swój balonik, a dzięki temu partner akcji Westernacher Group przekaże 1 zł na diagnozę autyzmu w Polsce.
IDZIE WIOSNA! PLANUJEMY PLAC ZABAW

IDZIE WIOSNA! PLANUJEMY PLAC ZABAW

Nie wiem, czy też tak masz, ale kiedy ja poczuję wiosnę w powietrzu, zaczynam planować. Jakie buty kupić dzieciom, jaki rower wybrać dla Matyldy, jak przywieźć trampolinę ze starego domu - wymyślam, co zrobić, żeby ten wiosenny czas rozpocząć wielkim BUM. Z poprzednich wpisów już wiesz, że nasz stary dom, już nie jest nasz, a my mieszkamy teraz w bloku - zostawiliśmy nasz ogródek i od nowa musimy zbudować miejsce dla dzieci na dworze. Na szczęście Dziadkowie mają kawałek ogródka, więc zaczynamy planować. Nie mogę się doczekać, kiedy wyjdziemy w końcu na powietrze, kiedy 3/4 dnia będziemy spędzać na dworze, kiedy dzieci będą tak zmęczone wieczorem, że nie będą miały siły się umyć. Wiosno przybywaj!


Każda mała dziewczynka marzy o swoim domku, u nas to marzenie pojawiło się rok temu. W tamtej chwili odpuściłam, ale obiecałam Matyldzie, że jeśli nadal będzie marzyła o swoim domku w ogródku, to postaram się taki domek postawić na jej kolejne urodziny. Mam trochę czasu, bo urodziny są w sierpniu. Problem polega tylko na tym, że Mati nadal marzy o domku, ale na drzewie. Jakieś pomysły? Taki domek, to dość spory wydatek, ale wychodzę z założenia, że lepiej dostać jeden, a porządny prezent - uwielbiam prezenty, na które składamy się całą rodziną. Obeszłam nawet problem domku na drzewie - będzie domek na nogach z tarasem, to chyba też powinno liczyć się jako na drzewie, prawda? Tym bardziej, jeśli jest drewniany. I drugi - mały, skromny, który na pewno też zadowoliłby małą gospodynię - do przemyślenia.

drewniany domek dla dzieci z tarasem, fot. Ogrodosfera

drewniany domek dla dzieci, fot. Ogrodosfera
Mam to szczęście, że tworzyłam już miejsce dla dzieci na podwórku i wiem, co się sprawdza w przypadku moich dzieci, a co jest totalnym niewypałem. Koniecznością jest trampolina i piaskownica - jedno i drugie mamy, chociaż obawia się, że będziemy musieli wymienić piaskownicę. Ta, która jest u Dziadków może być zwyczajnie za mała. Jeśli się zdecydujemy na zakup nowej, to na pewno z możliwością zakrycia piasku na noc. Coś takiego jak ta poniżej. Macie jakieś doświadczenia z piaskownicą z oparciami? Dzieci chętnie tam siadają, czy jednak wolą siedzieć na piasku?

piaskownica z oparciami, fot. Ogrodosfera
Najważniejsze, zarazem najtrudniejsze - huśtawka - zostawiłam na koniec. Moje dzieci uwielbiają się huśtać. Do tej pory każdy miał swoją huśtawkę, wieczna walka o to, która jest czyja. Z naszej korzystać mogły tylko dzieci, bo była przewidziana jakaś masa dopuszczalna, dlatego teraz zastanawiam się nad jedną huśtawką, z której moglibyśmy korzystać wszyscy. Przez chwilę pomyślałam też o hamaku, ale po przeanalizowaniu za i przeciw stwierdziłam, że to jednak nie to samo. Powiedzcie mi, proszę, czy macie może u siebie huśtawki ogrodowe, z których korzystają i dzieci i dorośli? Dopytuję tak, ponieważ Dziadkowie na działce nie mają zbyt wiele miejsca i nie zmieścilibyśmy oddzielnie czegoś dla dorosłych i czegoś dla dzieci, musimy wybrać jedno. Ja obstaję przy jednej - "rodzinnej" huśtawce, ale może doradzisz i przekonasz mnie, że na dłuższą metę nie będzie miało to sensu. Nie mam w tej kwestii żadnego doświadczenia, dlatego postanowiłam poprosić Ciebie o poradę. Mam kilka swoich faworytów, już pokazuje. Zobacz też o jakim hamaku marzę. Gdybym tylko miała miejsce... Na zdjęciu poniżej model znaleziony tutaj: huśtawka ogrodowa, sklep Ogrodosfera. To mój numer jeden i nad nią zastanawiam się najbardziej - już widzę te boki pięknie obrośnięte bluszczem, czuję ten delikatny chłód w upalne dni, dzięki zadaszeniu, od razu mi cieplej w te wciąż mroźne poranki. Chcę wiosny, chcę lata - Ty też?

huśtawka drewniana Holiday, fot. Ogrodosfera
huśtawka drewniana Arek, fot. Ogrodosfera

hamak ze stelażem Kasia, fot. Ogrodosfera
NIECH SIĘ DZIEJE! ROK SPEŁNIANYCH MARZEŃ

NIECH SIĘ DZIEJE! ROK SPEŁNIANYCH MARZEŃ

Nie, to nie będzie kolejny post o postanowieniach noworocznych. Nie będzie planów, deklaracji i zobowiązań. To będzie post dla mnie, poświęcony w pełni moim marzeniom. Na początku roku w rozmowie z koleżanką powiedziałam, że to będzie "rok spełniania marzeń". Niech taki będzie. Niech się dzieje. Marzeniom trzeba pomagać, marzenia się spełnia, a nie czeka, aż się spełnią


O czym tak naprawdę marzę? Czego chcę od życia, od siebie? Co jest dla mnie ważne? Czy rzeczy materialne znajdą się w tym zestawieniu? I co sobie założyłam na najbliższe lata? Przeczytałam ostatnio bardzo mądre zdanie - nie zacytuję, bo nie zapisałam, ale generalnie chodziło o to, że nie jest ważne wiedzieć, czego się chce, ważne jest, żeby wiedzieć, czego się naprawdę nie chce. Ma to sens, bo kiedy wiemy, co nam wadzi, co przeszkadza, to łatwiej dojść do tego oczywistego, tego, co faktycznie chcemy. Mam kilka takich swoich małych i dużych chciejstw. Spełnię je!

1. Być dla Dzieci. Być, ale już nigdy nie zapominać o sobie. Mam tendencje do zatracania się w jednej roli. Popadam ze skrajności w skrajność. Dlatego tak ważne jest dla mnie odnalezienie złotego środka pomiędzy byciem najlepszą mamą dla swoich dzieci, a byciem kobietą, która zna swoją wartość. Jestem na początku tej drogi. 

2. Ludzie. Ludzie. I jeszcze raz ludzie. Muszę być z ludźmi, muszę otaczać się ludźmi. Nie umiem żyć bez ludzi, nie umiem funkcjonować bez rozmów, bez wspólnego czasu, bez zjedzonej wspólnie kolacji. Ludzie są fajni, potrzebujemy drugiego człowieka, nie zamykajmy się na nowe, bo często to nowe okazuje się być lepsze.

3. Marzę o takim etapie w swoim życiu, że będę czuła spokój. Spokój o dzień jutrzejszy, o to co będzie za tydzień. Jestem tego już bardzo bliska. Daj mi chwilę, a pokażę Ci, że ten spokój nadejdzie. 

4. Zacznij dzień od #ukochaniasię - jak to mówi Qczaj - tyle w tym mądrości i prawdy, której często nie widzimy, nie słyszymy, bo żyjemy w biegu, nie dbamy o siebie, o relacje, o ludzi.

5. Zwolnić, obserwować, wyciągać wnioski. Nie pozwalać emocjom, żeby panowały nad moim życiem. Mieć kontrolę nad tym, co się dzieje i z pokorą przyjmować to, co nieuniknione. Niczego nie przyśpieszać, pozwolić, żeby czas decydował sam. Czas jest mega mądry.

6. Nauczyć się lepiej organizować swój czas. Jestem mistrzem planowania, uwielbiam wykreślać podpunkty z listy. Jeszcze niedawno nie zrobienie tego, co zaplanowałam bardzo mnie frustrowało, dziś odpuściłam, ale za to bardzo chcę wykorzystywać dzień na maksa, więc uczę się organizować każdą minutę, żeby życie nie przepływało mi między palcami.

7. Mam lęk wysokości. Wejście na pokład samolotu było dla mnie ogromnym stresem, pokonałam go. Kolejny krok, to lot balonem, ewentualnie szybowcem. Dam radę.

8. Lubię prowadzić samochód, zawsze lubiłam, choć nie wpisałam się w schemat i nie robiłam prawa jazdy zaraz po osiemnastych urodzinach. Dlatego, że lubię jeździć, dlatego, że miałam to szczęście, że jeździłam sporą ilością aut, to wymarzyłam sobie przejazd szybkim autem po torze samochodowym - się spełni, obiecuję zdać relację, chyba że się rozbiję, to zachowam to dla siebie.

9. Zawsze chciałam tańczyć. Wydawało mi się, że umiem. Może nóg nie łamie, ale znam takich, co tańczą lepiej. Zrezygnowałam z tańca. Wymarzyłam sobie jednak "dance pole" - żeby nie było - w klubach tańczyć nie będę. 

10. Chciałabym odpocząć. Zregenerować siły. Nie musieć gotować. Poleżeć, pogadać, spędzić z kimś miło czas. Móc się wyłączyć. Krótki weekend w fajnym miejscu wystarczy. Hotel? SPA? Basen? Czemu nie. Się zrobi.

11. Chciałabym zagłębić sztukę makijażu, bo jestem totalnym samoukiem, a trochę mnie to kręci. 

12. Czasem myślę o powrocie na studia. Nie wiem, zobaczymy.

13. Bardzo bym chciała dokończyć czytać wszystkie książki, które rozpoczęłam. I przeczytać te, które czekają na półce. Do dzieła, samo się nie przeczyta.

14. Coś dla ciała. Chciałam biegać, nawet zaczęłam, to zrobiło się mroźno. Kupiłam specjalne spodnie, żeby było mi wygodnie, to pogoda sobie ze mnie zadrwiła. Przyjdzie wiosna, wyjmę rower - uwielbiam jeździć. A teraz? Może basen? Albo łyżwy? Kości już nie te, mięśnie wysiadają - za rok będę trzydziestką, czas pomyśleć o kondycji. 

15. To takie marzenie, którego się wstydzę, bo jest trochę dziecinne, ale która z małych dziewczynek nie marzyła o białej sukni, białym koniu i karocy? Ja nie marzyłam, a teraz marzę, bo mogę i chcę. I, kiedy następnym razem Matylda powie:"mamo, ja będę tańczyła na Twoim weselu", to już się nie zawstydzę, nie zmieszam, tylko odpowiem:"że życzę tego i jej i sobie z całego serc - zatańczysz jak nigdy córeczko".

16. Nasze miejsce. Nasze cztery kąty. To jest takie marzenie, które nie spełni się dziś, czy jutro, ale wiem, że się spełni. Mały ogródek, mały domek - nasze miejsce. Do tego będę dążyć! 
PODJĘCIE DECYZJI, TO DOPIERO POCZĄTEK

PODJĘCIE DECYZJI, TO DOPIERO POCZĄTEK

Jest Ci źle, czujesz się zagubiona. Czujesz, jakby Twoje życie nie było Twoje. Czujesz, jakbyś nie była sobą. Najpierw próbujesz, tłumaczysz sobie, że "trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona", że lepiej naprawić niż zmienić. Chcesz, masz jeszcze ostatki sił, żeby walczyć. Z dnia na dzień jednak czujesz, że to nie Twoje miejsce, że nie powinno Cię tu być. No, ale jak? Przecież dzieci, dom, życie... Walczysz o każdy dzień, o każdą chwilę. I nagle po miesiącach chcenia - już nie chcesz. Nie czujesz. Nie masz ochoty. Podejmujesz decyzję, działasz. Wiesz, o co walczysz. Wiesz, gdzie chcesz być. Wiesz, jak chcesz żyć. Decyzja, to pierwszy krok. I choć na wydaje się najtrudniejszy, to z czasem zrozumiesz, że podjęcie decyzji, to dopiero początek, że trudno będzie jeszcze długo, ale musisz mieć też pewność, że tam na końcu, tam gdzieś daleko jest całe Twoje wymarzone życie. Bo jest, prawda?


Wydawać by się mogło, że teraz będzie już z górki. Decyzja podjęta - wyprowadziłaś się, albo zostałaś - nie ma to znaczenia. Jesteś sama, masz dzieci i chcesz na nowo poskładać Wasz świat. Walczysz.

Na początku jest łatwo, są ludzie, są emocje, czujesz, że masz moc. Owszem, to nie jest tak, że nie jest Ci ciężko, że nie masz gorszych chwil - takie chwile są i będą, są bardzo potrzebne. U mnie było tak, że zamieszkaliśmy z moimi rodzicami, więc miałam o tyle łatwiej, że zawsze ktoś był w domu - jak nie chciałam gadać, to chociaż wiedziałam, że dzieci mają najlepszą opiekę pod słońcem. Mimo wszystko niezastąpieni w tamtym czasie okazali się znajomi - zwłaszcza ktoś, kogo chwilę wcześniej nie podejrzewałam o takie cudowne serce. Prawie nie spałam, siedziałam z ludźmi, gadałam - spałam po 3-4 h, da się. Serio. Trudniej się zrobiło, kiedy wynajęliśmy mieszkanie, kiedy po położeniu dzieci spać siedziałam sama. I nadal siedzę, bo mój początek się jeszcze nie skończył. Codziennie wymyślam, kogo mogłabym zaprosić na kolację. Codziennie wyszukuję sobie zajęcia, bo cisza jest fajna, ale nie każdego dnia. 

Nie jest trudno, kiedy sama musisz się zająć rzeczami, które do tej pory kompletnie Ciebie nie dotyczyły. Nie jest ciężko, kiedy z dwójką dzieci robisz zakupy i nosisz te wszystkie siatki koniecznie na raz, bo przecież nie zostawisz dzieci samych w domu. Nie jest też ciężko, kiedy musisz wszystko zorganizować i dopiąć na ostatni guzik sama. Kiedy sama martwisz się o kasę, o niepozmywane naczynia, o brak własnej pralki. Nie jest też ciężko, kiedy codziennie rano musisz wstać z łózka, musisz zrobić śniadanie, musisz działać czasem jak maszyna, bo są dzieci, a to one mają jak najmniej odczuć te wszystkie zmiany. Najtrudniej jest wtedy, kiedy jesteś sama. Wszystko sprowadza się do obecności, do tego, żeby ktoś był, żeby można było otworzyć buzię, żeby można było się śmiać i płakać, żeby żartować i denerwować się, bo ktoś mówi Ci na przekór. Niech to będzie przyjaciółka, siostra, koleżanka - tak naprawdę niech to będzie ktokolwiek... Niech po prostu ktoś będzie. Powiem Ci szczerze, że nie umiem żyć bez ludzi. Potrzebuję ich tak samo jak tlenu. Na moment o tym zapomniałam i próbowałam przekonać sama siebie, że dam radę. Nie dałam. Oddycham ludźmi. Uwielbiam ludzi. Muszę mieć ludzi dookoła.

Droga Zosiu, Gosiu, Marto -  podjęcie decyzji, to dopiero początek. Są lepsze i gorsze chwile. Będziesz wątpić, będziesz myśleć. Będą Tobą sterować różne emocje, ale z czasem zobaczysz, że zaczynasz oddychać, że jest lepiej. Pamiętaj, jesteś tak silna, że sama nie zdajesz sobie  z tego sprawy. Masz w sobie tyle siły, że dasz radę, a kiedy zrobi się naprawdę ciężko - pamiętaj obecność ludzi jest najważniejsza. Nie zamykaj się sama, nie zgrywaj twardzielki. Płacz, kiedy potrzebujesz. Śmiej się, kiedy tylko chcesz. To Twoje życie, możesz z nim zrobić, co tylko zechcesz. Walczysz o siebie, o dzieci, o szczęście. 
KUCHNIA MOICH MARZEŃ. PŁYTKI NA ŚCIANIE UŁOŻONE W JODEŁKĘ.

KUCHNIA MOICH MARZEŃ. PŁYTKI NA ŚCIANIE UŁOŻONE W JODEŁKĘ.

Czasem coś jest Twoim marzeniem. Czasem się to spełnia, ale Ty do końca nie czujesz radości z tego, co się właśnie dzieje. Wiesz dlaczego? Dlatego, że problem siedzi gdzieś głębiej, gdzieś głęboko w Tobie. I nie ma znaczenia, czy kupisz dziesiątą torebkę, czy spełnisz się Twoje najskrytsze marzenie - szczęśliwa będziesz tylko przez chwilę. Za moment znów poczujesz pustkę, znów będziesz czegoś szukać, czegoś potrzebować. Tak właśnie było z moją wymarzoną kuchnią - nie uleczyła mnie, nadal potrzebowałam czegoś innego. Dlatego dzisiaj kuchnia nadal jest tą wymarzoną, ale już nie moją. 


Dla niektórych nudna, dla innych najpiękniejsza. Nic nie poradzę na to, że biały czarny i szary, to kolory przewodnie każdego mojego pomieszczenia. Uznasz, że jestem zachowawcza, ja powiem, że praktyczna, bo do białego i czarnego mogę dołożyć każdy kolor i nadal będzie pięknie. Wymarzyłam sobie czarny blat i białe płytki ułożone w jodełkę. Znalezienie odpowiedniego blatu nie stanowiło problemu, bo na rynku jest ich bardzo dużo. Zależało mi jedynie na tym, żeby miał jakąś delikatną strukturę, żeby łatwo się go czyściło. Zamówiłam kilka próbników, przetestowałam i wybrałam ten jedyny - pamiętasz pewnie historię z fachowcem, który zniszczył blat - w miarę możliwości został naprawiony i wygląda naprawdę bardzo efektownie. No i się sprawdza, jest wytrzymały, dobrze się go czyści i co najważniejsze, nie ma problemu z rysami, o których wspominał "fachowiec".

Znalezienie odpowiednich płytek do ułożenie w jodełkę okazało się sporym wyczynem. Byłam w kilku większych hurtowniach ceramicznych w Trójmieście i tak naprawdę nikt nie był w stanie zaproponować mi czegoś sensownego. Zaczęłam szukać na własną rękę i albo przesyłka okazywała się dwa razy droższa od samych płytek, albo na płytki musiałabym czekać do sześciu miesięcy, albo znalezienie białych, matowych i w odpowiednim rozmiarze płytek okazywało się zwyczajnie nierealne. Byłam pewna, że moja jodełka w kuchni pozostanie tylko marzeniem. Postanowiłam usiąść i poszukać raz jeszcze - spędziłam pół nocy przy komputerze, ale znalazłam. Płytki idealne, nie mogłam spać z podekscytowania. Będę miała jodełkę. Moje płytki, to EQUIPE EVOLUTION BLANCO MATE 5X20. Dotarły, zostały położone, zaczęłam urządzać kuchnie. Nie skończyłam, bo życie lubi płatać figle. W między czasie zmieniliśmy adres, kuchnia została na swoim miejscu i w moich marzeniach. Jeśli kiedykolwiek będzie mi dane urządzać swoją kuchnię, to pierwszą rzeczą jaką zamówię będą właśnie te płytki, bo jodełka na ścianie wygląda naprawdę ładnie. No i jest biało-czarna. 





Blat, płytki - cała kuchnia - była spełnieniem moich marzeń, ale to tylko rzeczy. Zaspokajały potrzeby tylko na chwilę, nie dopełniały całości. Dzisiaj nie mam swojej wymarzonej kuchni, ale mam coś, czego nie miałam już dawno - pewność, że idę w dobrym kierunku. Pewność, że kuchnię kiedyś będę miała. Dziś liczy się to, co jest w tej chwili - nie ma wczoraj, nie ma jutro - jest TERAZ. Czasem trzeba przejść długą i krętą drogę, żeby zrozumieć, żeby wiedzieć. Ja wiem, a Ty?


Płytki - Ceramika Marzeń
Blat - Biuro Styl 
Ekspres - DeLonghi Nespresso
Dodatki - Pepco/Ikea/Flying Tiger

DLACZEGO JESTEŚ SMUTNA MAMO?

DLACZEGO JESTEŚ SMUTNA MAMO?

Są takie pytania, których nie lubimy. Są pytania, których słyszeć nie chcemy. Zwłaszcza od najbliższych. Zwłaszcza od swoich dzieci. Jest wieczór. Przygotowujemy się do spania - mycie, kolacja, książeczka - nagle ten cały kołowrotek przerywa głos Matyldy: "tak w ogóle mamo, to dlaczego jesteś smutna?". Do oczu napływają łzy, tysiące myśli przelatuje przez głowę i ta jedna, która nie pozwala na kłamstwo, nie pozwala na to, żeby zranić to małe serduszko, które bardzo się stara zrozumieć całą sytuację...


Dla wielu z Was jestem bohaterką. Bo się odważyłam, bo zdecydowałam, bo nie ma mnie tam, a jestem właśnie tu. Ja się nią nie czuję. Czuję się świadomym człowiekiem. Bo żadnym bohaterstwem jest walczenie o siebie. Bo żadnym bohaterstwem jest wychowywanie dzieci w pojedynkę. Żadnym bohaterstwem jest kombinowanie, żeby kasy starczyło, żeby mały człowiek się uśmiechnął, żeby było coś więcej niż tylko spokój. Owszem, jaram się za każdym razem, kiedy słyszę: "jesteś moją bohaterką" albo "zazdroszczę Ci, że się odważyłaś", ale ja jestem na początku tej drogi. Nic jeszcze nie wiem, nie chcę się wypowiadać, doradzać, kibicować - mogę jedynie powiedzieć, że można. Nie dajcie sobie wmówić, że się nie da, że  dalej będzie już tylko gorzej. Nie będzie. Będzie ciężko, cholernie ciężko, będą łzy, będą chwile zwątpienia, ale później zawsze wyjdzie słońce. Zawsze. 

Boje się, bo nowe życie przed nami. Strach miesza się z podekscytowaniem, bo pokładam wielkie nadzieje w tej zmianie. Mimo że wiem, że wszystko w moich rękach, to jednak pojawiają się momenty, kiedy bardzo bym chciała być już o krok dalej. Jestem niecierpliwa, chciałabym już, teraz, szybko. Niestety nie mam wpływu na większość spraw, więc cierpliwie czekam. Przynajmniej się staram. 

Wiecie, kiedy jest najtrudniej? Kiedy zostaję sama. Kiedy muszę się zmierzyć ze swoimi myślami w pojedynkę. Kiedy nie mogę odwrócić się i przytulić do kogoś, kto przed sekundą był i mnie wspierał, ale obowiązki wzywają. Każdy ma swoje życie. Wychodzę do ludzi, spędzam czas z rodziną, jestem bardziej niż kiedykolwiek. I każdej z Was będę to powtarzać. Czas i ludzie, to lekarstwo na wszystko. Nie ma lepszego wsparcia niż rzucone gdzieś tam między zdaniami: "dziękuję, że jesteś". Nie ma lepszego wsparcia niż napisane w przerwie w pracy: "ogarnij się, bo tęsknię za tamtą Karoliną". Cudownie jest mieć świadomość, że są ludzie, którzy w Ciebie wierzą, którzy są mimo wszystko, którzy pomagają bez względu na przeszkody, które były, są i będą. Dobrze jest mieć rodzinę, przyjaciół i tych wszystkich, którym się chce. 

Piszę ten tekst i zalewam się łzami. Nie dlatego, że żałuję, że tęsknie, czy że coś straciłam. Płaczę, bo jestem smutna. Nie chciałam takiego życia dla dzieci. Nie chciałam wychowywać ich sama. Nie chciałam żyć sama. Czasem coś idzie nie tak, czasem mimo prób nie wychodzi - czasem lepiej jest podjąć jakąkolwiek decyzje, niż nie robić nic. I choć zmieniłam wszystko, to jestem pewna, że idę w dobrym kierunku. Jestem pewna, że dzieci będą szczęśliwe, że jeszcze będzie pięknie. Przed nami całe życie. 

* Dlaczego jesteś smutna mamo?
* Bo trochę mi ciężko...
TAKI TROCHĘ NOWY POCZĄTEK

TAKI TROCHĘ NOWY POCZĄTEK

Powroty są trudne, ale jeszcze trudniejsze jest zaczynanie od nowa, podejmowanie decyzji, wychodzenie ze swojej strefy komfortu. Do tego wpisu siadałam już kilka razy, kilka razy pisałam wstęp, kilka razy zastanawiałam się, co mam powiedzieć, jak wrócić, jak się wytłumaczyć. Doszłam jednak do wniosku, że wrócę, jak będę gotowa i to chyba jest właśnie ten moment. To jest ta chwila, kiedy chcę pożegnać stare i przywitać nowe, bo głęboko wierzę, że to nowe będzie lepsze, piękniejsze, spokojniejsze, choć na pewno trudniejsze.


Kiedy szukałam zdjęcia, które pasowałoby do tego, co mam do powiedzenia, to chciałam czegoś w stylu "nowy rok, nowa ja" i nagle trafiam na fotografię idealną, nagle widzę brudną kartkę, dwie kostki czekolady, od której ponoć są pryszcze i kawę, która jak nic innego jest symbolem nowego dnia.  Przemawia do mnie to wszystko tak bardzo, że powinnam na tym zakończyć swoją wypowiedź, ale wiem, że znowu zostawiłabym Cię z niczym, a sama nie mogłabym się kolejny raz zmobilizować, żeby wrócić z opowieścią o naszym nowym początku.

Nowy początek. Tak. Może jesteś w gronie tych osób, które już wiedzą, co się wydarzyło, bo na Insta Stories coś tam wspominałam. Jeśli nie, to już wszystko tłumaczę. W życzeniach Noworocznych pisałam, że był huk i petarda i że nadal ją słyszę. Tak jest, ale nie żałuję, bo choć wystrzeliła pod koniec listopada, to jej odłamki dalej prowadzą mnie w dobrym kierunku. Tak czuję. Konkrety. Czasem tak w życiu bywa, że trzeba podjąć decyzje, a dojrzewanie do podjęcia tej decyzji jest najtrudniejsze, później już się dzieje samo. U mnie tak właśnie było. Nadszedł dzień, kiedy wszystko, co mnie otaczało zrobiło się obce, nijakie i zupełnie nie dla mnie. Stąd decyzja o wyprowadzce. Zamieszkałam z dziećmi sama. Zmieniliśmy zupełnie adres i próbujemy się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jest dobrze. Kiedyś pewnie opowiem o tym więcej, ale to jeszcze nie ten moment. Musisz być cierpliwa. Powiem tylko tyle, jeśli w głowie kiełkuje Ci myśl, że nie jesteś w odpowiednim miejscu z odpowiednim człowiekiem, to pewnie tak jest, ale zanim podejmiesz decyzje, to podlewaj, dbaj i staraj się, bo to nasionko potrzebuje opieki, a Ty musisz być pewna, że wyrośnie z niego piękna i dorodna roślina, a nie mały, stłamszony i nikomu niepotrzebny kwiat.  Bądź tym nasionkiem, z którego wyrośnie wszystko, co najlepsze.

Gdybym miała napisać podsumowanie ostatniego roku, to napisałabym zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Zadziało się tak dużo, tak wiele odmieniło, że ciężko jest mi to samej ogarnąć. Najważniejsze jednak jest to, że każda ze zmian, czy to tych wewnętrznych, czy zewnętrznych na razie przynosi same pozytywne rzeczy. Kiedy zaczniesz zmiany od siebie, to reszta zacznie się zmieniać jakby z automatu - kreska po kresce, kropka po kropce... Wierzę w to! Trzeba lubić siebie, żeby chcieć być ze sobą samym do końca życia, wtedy na horyzoncie zostaną sami fajni ludzie, potrzebni i Ci, dla których jesteśmy ważni. Nie unikniemy rozczarowań, ale nauczymy się je szybciej rozpoznawać, dostrzegać i eliminować. Ten rok to pasmo rozczarowań, zaczarowań, wlotów i upadków, to pasmo niepowodzeń i wielki odkryć. To nie był dobry rok, ale jestem przekonana, że to jaki będzie kolejny w dużej mierze zależy ode mnie. Nie robię postanowień, nie planuję - chociaż gdzieś podświadomie czuję, że powinnam, bo ten nowy rok ma w sobie coś magicznego. To taka nowa kartka, tylko trochę poplamiona kawą i czekoladą.

Niech Nowy Rok przyniesie nam same zmiany, niech nas kopie w dobrym kierunku, niech będzie nam przychylny - nich będzie nasz!
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger