KIEDY DZIECI NIE MA ZE MNĄ

KIEDY DZIECI NIE MA ZE MNĄ

Przeszłam kilka etapów - od radości po totalny smutek. Na początku bywały chwile, kiedy nie mogłam się doczekać, aż będę mogła odetchnąć sama ze sobą. Było też tak, że kiedy wychodziły dzieci, wychodziłam też ja, żeby nie myśleć. Płakałam. Tęskniłam. Nie umiałam sobie ułożyć w głowie, że dzieci jadą do taty, że nie są ze mną, że nie wiem, jak funkcjonują... Teraz za każdym razem obiecuję sobie - odpocznę - kiedy tyko wychodzą, ja łapie jakiegoś podświadomego nerwa i czekam tylko na niedzielę, żeby Dzieci znów były przy mnie. Nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie przechodził. 


Wiesz, jak często słyszałam:"ale Ty masz fajnie, masz wolny weekend". Owszem, fajnie - raz, dwa, trzy... Kiedy dzieci jadą na święta, kiedy dzień mamy spędzasz bez nich, albo kiedy nie widzisz swoich dzieci tydzień, to serce zaczyna się upominać, czujesz pustkę i chciałabyś inaczej. Trudniej jest też dlatego, że kiedy dzieci jadą na wakacje do babci, to wiesz, że to Twój wybór, Twoja decyzja i że są u babci, a kiedy jadą do taty, to prawie za każdym razem masz w głowie, że to nie jest normalna rodzina, że nie tak powinno wyglądać dzieciństwo. Dzieci są rozdarte, choć bardzo staram się, żeby odczuwały nasze rozłąki jak najmniej. Poczucie bezpieczeństwa, bliskość, cierpliwość, to wszystko czego dzieciaki potrzebują. Muszę być ponad to, ja nie jestem ważna, granice moich dzieci są najważniejsze. Walczę o nie jak lwica, dbam każdego dnia.

Męczące są te wyjazdy. Ja, to ja - jakoś sobie ułożę, ale dziecko. Dziecko ma rozwalony rytm, musi się dostosować do dwóch domów, do dwóch metod wychowania. Wściekam się, że dzieci muszą jeździć, że spędzają tyle czasu w aucie. Denerwuje się, że jest między nami taka odległość. Ciężko mi jest, kiedy wracają do domu i nagle nasze przyzwyczajenia są rozwalone, bo u taty jest inaczej. To co było wypracowane, znów wymaga mojego wkładu, żeby odbudować to, co dla nas już było normalne. Kieruje się zasadą, że dzieci lubią przewidywalność - staram się, żeby zawsze było tak samo, żeby nie burzyć już i tak trudnego dzieciństwa. Zawsze po powrocie od taty dzieci śpią ze mną, jeśli tylko mają na to ochotę, to pozwalam - to tylko jedna noc, a jak dużo zmienia.

Boje się. Potwornie się boję, że nie będzie mnie przy nich, kiedy coś się wydarzy. Boję się tych wyjazdów, bo jednak różne rzeczy się dzieją na drodze, a nie na wszystko mamy wpływ. Boję się. I ten strach czasem potwornie paraliżuje. Różne scenariusze mam w głowie, wyobraźnia lubi płatać figle. Teraz, kiedy idzie zima, kiedy na dworze coraz szybciej jest ciemno, boję się sto razy bardziej.

Było nam trudniej, kiedy moje relacje z tatą dzieciaków nie były normalne. I choć staraliśmy się nie kłócić przy dzieciach, to było napięcie - dzieci to wyczuwały. W małych główkach różne były myśli, ja odpuściłam, ale kiedy coś mnie niepokoi, to mówię o tym głośno, bo nic nie jest ważne, tylko dzieci. Nigdy nie mówię źle o tacie dzieciaków, bo nie chcę mieć absolutnie żadnego wpływu na to, jak czują dzieci. Nie mówię źle, ale też nie koloryzuję, bo relację z dzieckiem trzeba wypracować samemu. Kilka razy zdarzyło mi się zadzwonić do dzieci, kiedy były u taty i nie był to najlepszy pomysł, bo Matylda daje radę, ale Kajetan tęskni. Chcę, żeby czas u taty, był czasem u taty.

Tęsknię. O tęsknocie mogłabym napisać poemat. Tu jest ogrom emocji. Smutek, radość, żal, ból. Nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie przechodził. Chcesz, a nie możesz. Kiedy nie było jeszcze Kai, to czas wypełniałam sobie po brzegi. Teraz niby mam zajęcie, bo przy maluchu tego czasu mam zdecydowanie za mało, ale w głowie ciągle przewija się myśl - gdzie są moje dzieci. Jest mi trudniej, bo Kaja zostaje, dzieci jadą, nie ma ich z nami. Jest mi smutno, że nie mogą być z nami cały czas, że Kaja jedzie z nami, a Matylda? A Kajetan? To naprawdę trudne. Tęsknota, poczucie winy, smutek, tak często to odczuwam. Czasem chciałabym inaczej...

Kiedy dzieci nie ma ze mną, czuję pustkę. Kiedy dzieci nie ma ze mną, chcę, żeby jak najszybciej wróciły. I gdybym tylko miała na to wpływ, gdybym tylko patrzyła na siebie, to dzieci mogłyby być ze mną cały czas. Jednak dzieciaki są najważniejsze, wiec liczą się tylko ich emocje i odczucia, nic więcej. Także co 2-3 tygodnie tęsknie, stresuje się i wciąż obiecuję, że odpocznę. Jak tu odpoczywać, kiedy nie umiesz się odnaleźć w nowej rzeczywistości...
CHUSTA KÓŁKOWA CZY ELASTYCZNA?

CHUSTA KÓŁKOWA CZY ELASTYCZNA?

Nosiłam Matyldę, nosiłam Kajetana, nosze też Kaję. Mimo że Kaja jest dzieckiem bardzo pogodnym i generalnie łatwym w obsłudze, to są momenty, kiedy chusta jest wybawieniem. Pewnie wiele z Was zdziwi fakt, że nie używam chusty tkanej. Wiem, że tkana, to jest najlepsza i najwygodniejsza, ale ja lubię po swojemu, dlatego chusta elastyczna i chusta kółkowa jest dla mnie etapem przejściowym, bo czekam tylko, aż Kaja usiądzie i będę mogła zainwestować w nosidło - porządne nosidło ergonomiczne. Nosidła kocham miłością wielką, ale dziś nie o nich. Dziś o chustach - dwóch, z których korzystam w trudnych chwilach z trójką dzieci.



Pierwszy raz do czynienia z chustą elastyczną miałam, kiedy urodził się Kajetan. Młody był ciężki, dlatego też nie ponosiłam go zbyt długo, bo chusta jak sama nazwa mówi jest elastyczna i kiedy dziecko robi się zbyt ciężkie, to nosi się niewygodnie. Odpowiada mi w niej najbardziej łatwość wiązania, nie mam problemu z dociągnięciem, dziecko wkładam do już zawiązanej chusty, poprawiam jedynie naciągnięcie materiału i rozłożenie każdej warstwy. Chusta jest bawełniana, jednokolorowa, generalnie jestem w niej zakochana i zawsze będę ją polecała, chociaż wiem, że nie odpowiada każdemu. W bardzo ciepłe dni rzadko jej używam, bo maluszek się zwyczajnie poci. Możliwość noszenia od pierwszych dni życia spowodowała, że nawet nie próbowałam przekonać się do chusty tkanej, bo przecież w dalszej perspektywie mam nosidło, więc mam alternatywę. 






To moje pierwsze zderzenie z tym rodzajem chust. Byłam bardzo sceptyczna, bo jakoś obawiałam się, że te dwa metalowe kółka i kawałek materiału nie utrzymają dziecka. Przecież tu nie ma, co wiązać, więc na pewno maluszek nie będzie bezpieczny. I tu mega zaskoczenie. Kaja miała gorszy dzień, postanowiłam spróbować z właśnie tą chustą i wielkie łał, bo Kaja dosłownie w kilka chwil była przy mnie, ja miałam wolne ręce, a dziewczynka przestała płakać. Poczuła mamę, była tulona, kołysana, no żyć, nie umierać. Chusta kółkowa, to proste i szybkie rozwiązanie. Kiedy na szybko potrzebuję coś zrobić, to używam tylko tej chusty. Bardzo żałuję, że zdecydowałam się na nią dopiero przy Kai.





CHUSTA KÓŁKOWA CZY ELASTYCZNA?
Szczerze? Tu nie ma dobrej odpowiedzi. Każda z nas lubi co innego, ale akurat w tym przypadku powiedziałabym, że z każdej z tych chust skorzystasz. Nie wyobrażam sobie noworodka bez chusty elastycznej, zwłaszcza, kiedy masz więcej dzieci. Bliskość jest czymś niesamowitym, ale kiedy przy nodze biegają dwa głodne potwory, nie możesz sobie pozwolić na zajęte ręce przez cały czas, dlatego Kaja się tuli, słyszy bicie mojego serca, czuje mój zapach - jest w chuście, a Kajetan i Matylda mają dwie ręce wolne - kiedy chcemy zrobić śniadanie, kiedy chcemy iść na spacer, kiedy chcemy zagrać w grę. Chusta kółkowa zaś jest najlepszym rozwiązaniem na szybkie akcje - kiedy biegiem leciałam do przedszkola, kiedy potrzebuję chwili, a Kaja nie pozwalała się odłożyć nawet na minutę. Obydwie chusty są w ciągłym użyciu, może nie każdego dnia, bo przecież są gorsze i lepsze momenty, ale nie wyobrażam sobie, żebym ich w domu nie miała. Podkreślam cały czas, że chusta jest dla mnie rodzajem "trzeciej ręki", mojego pomocnika i owszem, tak jest, ale to też pomocnik tworzenia cudownej więzi. Uwielbiam te nasze wspólne chwile. Uwielbiam czuć blisko siebie swoje dzieci. uwielbiam, kiedy mogę być dla każdego z moich maluchów tak blisko, jak to tylko możliwe. Mam chusty, ale i tak najbardziej czekam  na zakup nosidła, to jednak mój faworyt z możliwości dostępnych na rynku.

CHUSTY - LENNY LAMB
A PO TRZYDZIESTCE...

A PO TRZYDZIESTCE...

Legenda głosi, że faceci po trzydziestce stają się mężczyznami. Nie wiem. Mężczyzna, to mężczyzna - zwykły śmiertelnik tego nie ogarnie. Mówi się też, że życie kobiety zmienia się po trzydziestce. Ile w tym prawdy? Kiedy zaczyna się ta magia? W dniu urodzin? Czy po wejściu w Nowy Rok? Może wszechświat oblicza to jeszcze inaczej? Trochę się śmieję, bo nasłuchałam się wielu historii o tym, jak to życie nagle się zmieniło, jak to nagle ten magiczny próg zadziałał. U mnie nie. Może jeszcze za mało czasu minęło, albo po prostu nie łącze faktów. Wydaje mi się jednak, że często odwołujemy się do takich teorii, ponieważ tak jest łatwiej. Mi też, dlatego często sama mówię: "zobaczysz po trzydziestce". Trochę z przekorą, ale mówię. To co właściwie zmieniło się po tej symbolicznej trzydziestce? Nic. Kompletnie nic. Jest jednak kilka rzeczy, które wypracowałam do tych swoich trzydziestych urodzin, spełniłam jakieś marzenia. Niżej opowiem Ci, jak jest ze mną. 


Wiem, czego nie chcę - nie musisz wiedzieć, czego chcesz, ważne, żebyś wiedziała, czego nie chcesz - to duży sukces. Wiem, że nie chcę sztucznych relacji. Nie chcę marnować czasu. Chcę żyć pełnią życia (co z trojką dzieci bywa wyczynem). Wiem, że nie słowa, a czyny. Wiem, że nie kasa, a życie. Prawda, nie kłamstwo. Nie lubię czarniny i w życiu jej nie zjem, bo po co mam się zmuszać do czegoś, co mi nie smakuje. Tak samo jest z życiem, nie będę się zmuszać do czegokolwiek, tylko dlatego, że ktoś tak chce. Wiem, że brzmi to egoistycznie, ale tu nie chodzi o krzywdę innych, chodzi o umiejętność mówienia NIE, bo nikt nie zadba o mnie lepiej niż ja sama.

Nie ilość, a jakość - tyczy się to absolutnie wszystkiego. Ubrań, butów, szynki w lodówce, pralki, odkurzacza, torebki, przyjaciół. Długo mi zajęło dojście do tego, żeby chcieć mniej, a lepiej, kiedy już do tego doszłam, to każdego dnia jaram się tym, że nie potrzebuję stu torebek w szafie. Oczywiście wszystko w miarę moich możliwości. I to też nie jest tak, że gardzę ludźmi, którzy potrzebują więcej - każdy niech żyje tak jak chce i wszystkim będzie dobrze. Masz sto torebek w szafie, trochę Ci zazdroszczę, że Cię na to stać, ale też Ci gratuluję, bo to spora inwestycja. 

Dzieci - kiedy nie miałam jeszcze Matyldy, to uważałam, że będę miała piątkę maluchów, szybko jednak zmieniłam zdanie po narodzinach mojej księżniczki. Później pojawił się Kajetan. Czułam jednak, że chciałabym mieć jeszcze dzieci i wtedy pojawiła się Kaja, jak grom z jasnego nieba, dosłownie. Mówiłam, że do trzydziestki chcę troje dzieci, no i mam. Uważaj czasami na słowa, które wypowiadasz, bo odpowiedni czas i miejsce może spowodować, że w najmniej oczekiwanym momencie Twoje marzenie się spełni. W tej chwili uważam, że więcej dzieci mieć nie będę, ale co przyniesie życie - nie wiem.

Prezenty - uwielbiam trafione prezenty. Słucham, co mówią ludzie i staram się spełniać marzenia. Zrobić mi prezent jest bardzo trudno, i nie dlatego, że jestem wybredna, tylko dlatego, że często sama nie wiem, co bym chciała. Dlatego od jakiegoś czasu zamiast kupować bezsensowne niespodzianki, to pytam, co kto chce. I teraz, kiedy wybierałam prezent sobie, to również powiedziałam konkretnie - chcę ten zapach - wiem, że to nie Dior i wiele z Was pogardzi moim wyborem, ale na lato to idealna kompozycja - GUESS Seductive I'm Yours - woda toaletowa o zapachu orientalno-kwiatowym, delikatny, słodki, typowo letni jak dla mnie, długo utrzymuje się na skórze, idealny. Też tak masz, że na lato i zimę masz inne zapachy? Kiedyś kompletnie nie zwracałam na to uwagi, dziś mam swoich faworytów. Do kompletu dla swojego prezentu wybrałam zapach męski, tak wiesz, żeby mieć coś na czarną godzinę - GUESS Seductive Homme - zapach z moim ulubionym drzewem sandałowym. Mężczyzna i nuty drzewne, to dla mnie ideał. Zapach unosi się w powietrzu. Jeden i drugi zapach kupiłam oczywiście przez internet, bo w ten sposób mogę zaoszczędzić sporo pieniędzy, nie muszę wychodzić z domu, a za kilka dni mogę się cieszyć pudełkiem do rozpakowania w domu. Fajne zniżki na perfumy Guess znajdziesz w perfumerii ELNINO.



Włosy - temat rzeka. Czego ja już nie miałam na głowie, ile razy ścinałam i zapuszczałam włosy, to wiem tylko ja. Całe życie mówiłam, że po 30, kiedy będę już ustatkowaną, pewną siebie kobietą, to zgolę się na jeżyka. Okoliczności spowodowały, że pewne decyzje musiałam podjąć szybciej i dziś jako trzydziestolatka nie do końca ustatkowana mam jeżyka na głowie. Jedni chcą mieć takie włosy, inni są do tego zmuszeni. I znów - niech każdy idzie swoją drogą i robi tak, jak chce.

Kobiecość - wiem, co powoduje, że czuje się kobieco. Wiem, że nie chodzi o strój, o nogi na wierzchu, o długie włosy. Kobiecość to coś więcej, to stan umysłu. Pojawia się w oczach  w oczach kończy. Każdy gest, każde słowo, każdy ruch. Kobiecość pojawia się z czasem i dla każdej z nas znaczy coś innego. 

Co tu dużo pisać, wszystko jest w głowie. Wszystko, co wypracujesz, zaowocuje z czasem. Wszystko zadzieje się pomału. U jednej z nas po trzydziestce, u innej dopiero po czterdziestce. Pamiętaj jednak, że to Ty masz czuć się ze sobą dobrze, bez względu na wiek. A! I najważniejsze. ZOBACZYSZ PO TRZYDZIESTCE!
NIE MUSISZ DŹWIGAĆ ZAKUPÓW - MAM NA TO SPOSÓB

NIE MUSISZ DŹWIGAĆ ZAKUPÓW - MAM NA TO SPOSÓB

Która z nas nie chciałaby mieć czystego i zadbanego domu? Która z nas nie chciałby mieć chwili dla siebie? Która z nas nie chciałby mieć zrobionych zakupów nie wychodząc z domu? Która z nas nie chciałaby musieć dźwigać? Każda! Każda z nas marzy o takim dniu, kiedy nic nie musi, kiedy nie ma żądnych list "to do". Nie zaradzę na wszystkie nasze domowe obowiązki, ale pokażę Ci mój sposób na zaoszczędzenie trochę czasu. 



Zacznij od powieszenia kartki na lodówce, w pobliżu musisz mieć również długopis. Zapisuj na tej kartce wszystkie artykuły, które kończą się w domu z podziałem na chemię i żywność. Dziś zajmę się chemią, bo na żywność nie mam jeszcze dobrze wypracowanego sposobu. 

Na kartce zapisuję wszystko to, czego nie mam w domu. raz w miesiącu siadam do komputera i robię zakupy. Zamawiam wszystko przez internet - CLINEO. Zaczynając od papieru toaletowego, a kończąc na udrażniaczu rur. Wszystko. Poświęcam chwilę, ale zyskuję tych chwil dużo więcej. Każda z nas wie, jakim zjadaczem czasu jest wyjazd na zakupy. Tym bardziej, jeśli do najbliższego, większego marketu masz jakieś 15 km. Ja? Ja nie marnuję czasu, którego i tak mam jak na lekarstwo. Zamawiam, nie dźwigam, bo zakupy wniesie mi Pan Kurier, rozpakowuje i mam z głowy. Można? Pewnie, że można - wyst
arczy chcieć. 

Nauczyłam się też kupować na zapas. Papier toaletowy, ręczniki papierowe, czy płyny do płukania - zaoszczędzam dzięki temu pieniądze, bo korzystam z promocji. Kupuję też duże płyny, czy koncentraty. 


Płyn uniwersalny do mycia Ajax w butelce 5 litrowej, dla mnie bomba. Myję tym płynę klatkę schodową, bo niestety, ale u mnie na wsi klatki schodowe myją mieszkańcy. Płyn dobrze myje, ładnie pachnie i jest bardzo wydajny, a to ma ogromne znaczenie, kiedy na klatce w bloku  z wielkiej płyty zbierają się różne zapachy. 

Wspomniałam też o udrażniaczu rur, dla mnie to jest świetny wynalazek. I tak, wiem, można sodą, można ekologicznie, ale uwierz mi, że czasem się po prostu nie da. Mam stare mieszkanie, zamieszkiwane wcześniej przez kilka innych rodzin. Udrażniacz był koniecznością. Najczęściej miałam taki w granulkach, tym razem pokusiłam się o taki w żelu Ludwik. Wlewam płyn, zostawiam na kilkanaście minut, przelewam gorącą woda i gotowe. Koniecznie pamiętaj o umyciu dobrze powierzchni, w której rura była udrażniana, ponieważ opary unoszą się na całej powierzchni, a przecież nie chciałaby wejść do wanny i kąpać się w chemii. No nikt by nie chciał. 

Wiele jest takich artykułów, z których możesz korzystać zamawiając przez internet. Dodatkowym pozytywem jest to, że nie masz w torbach chemii razem z żywności, bo wiadomo jak jest na zakupach z dziećmi - wchodzisz szybko i wychodzisz jeszcze szybciej, nie myślisz wtedy o segregowaniu zakupów. I jeszcze ejdno, nie wydasz niepotrzebnych pieniedzy, bo marketing sklepowy działa tak, żebyś kupiła nawet to, czego nie potrzebujesz, tutaj wybierasz tylko konkretne produkty. 


Rozumiem, że czasem jest lepiej dotknąć, ale biorąc pod uwagę właśnie środki czystości, to na pewno przez lata wypracowałaś już jakiś schemat i masz swoje ulubione, dlatego zachęcam Cię do spróbowania chociaż raz zrobić zakupy przez internet, nie dźwigać i cieszyć się wolną chwilą. Jestem pewna, że będziesz bardzo chętnie korzystała z mojej metody, tym bardziej, kiedy zobaczysz, ile możesz zyskać.

Teraz mój sposób na osad po kawie i herbacie - pokażę Ci na przykładzie kubków, ale sprawdzi się również na łyżeczkach. Każda z nas się z tym zmaga, zwykłe mycie nie daje rady, zmywarka też zawodzi, ale osad wygląda tak, jakby naczynia były nie umyte. Ja osobiście, jak tylko widzę na kubku jakiekolwiek przebarwienie, to wystawiam naczynia i działam. Teraz psikam moim kiczenem, odstawiam na chwilę i zwyczajnie myję - efekt murowany. Popatrz. Poniżej są zdjęcia przed i po. Płyn przyjemnie pachnie, nie jest chemiczny i działa, a to przecież najważniejsze. Działa również na tłuszcz i sadzę.






Na koniec mam dla Ciebie kod rabatowy, 10% na wszystkie artykuły niebędące w promocji. Wpisz podczas zamówienia kod KUPON2Q, czas masz do końca czerwca. 
PODZIWIAM CIĘ KAŻDEGO DNIA MAMO

PODZIWIAM CIĘ KAŻDEGO DNIA MAMO

W tym roku niestety nie mogę złożyć Ci życzeń osobiście, choć bardzo bym chciała Mamo. Czasami tak jest, że życie pisze scenariusze, które zawsze były jakby obok. Mam prezent, ale czym jest czekoladka czy biżuteria w porównaniu ze słowami i obecnością. Słowa. To one sięgają najgłębiej, to one pokazują, mówią - czasem bolą, czasem uskrzydlają, dlatego powstaje ten wpis. Będę do niego wracać i Ty czytaj go jak najczęściej Mamo, żebyś wiedziała, jak ważna jesteś dla nas. 



Ty wiesz, zawsze wiedziałaś. Boże, jak mnie to wkurzało, że Ty wiedziałaś. Wiedziałaś, kiedy ja nie wiedziałam albo nie chciałam wiedzieć. Czułaś, do dziś czujesz. Znasz się na ludziach. Masz radar, który na moje szczęście i nieszczęście odziedziczyłam po Tobie. Czasami tylko spojrzałaś i wiedziałaś, że: "to nie jest koleżanka dla Ciebie", "z ładnej miski się nie najesz" i "a nie mówiłam, że tak będzie". Dziś Ci za to dziękuję, bo wszystko to mnie ukształtowało. Nauczyło mieć twardą dupę, ale serce mam tak samo miękkie jak Twoje. Dlatego tak dobrze Cię rozumiem i wiem, czym Cię wkurzyć. Tak samo jak Ty. Wiesz, kiedy jestem wściekła, kiedy wstałam lewą nogą, czy nie jest tak jak sobie umyśliłam. Nikt mnie nie zna tak jak Ty. 

Nigdy nie oceniałaś. Nigdy się nie wtrącałaś. Zawsze mogłam podejmować decyzję sama, a od Ciebie słyszałam: "jakąkolwiek decyzję podejmiesz, będę stała za Tobą murem", choć często uważałaś inaczej niż ja. Moje decyzje były zawsze moimi, a Ty stałaś z otwartymi ramionami i czekałaś, kiedy przyjdę z płaczem. Byłaś, kiedy rezygnowałam ze studiów, byłaś, kiedy opłakiwałam kolejną "wielką miłość", byłaś, gdy rodziły się dzieci, byłaś, kiedy zostałam sama z dziećmi, byłaś, kiedy płakałam, bo "jestem w ciąży". Tak wiele razy Cię zawiodłam, a Ty zawsze jesteś. Zawsze mogę na Ciebie liczyć, na Tobie polegać. 

Złościsz się na mnie, bo jestem szczera i czasem powinnam ugryźć się w język, ale to Ty nauczyłaś mnie, że lepiej najgorsza prawda, niż małe kłamstwo. Ty przekazałaś mi wartości, to dzięki Tobie doceniam to, co mam, to dzięki Tobie wiem, że dobra materialne nie są najważniejsze, a siła jest w rodzinie.

Kiedy sama zostałam mamą, tak bardzo doceniłam Twoją pracę. Zrozumiałam, co czułaś przez te wszystkie lata. Dotarło do mnie, ile pracy włożyłaś w nasze wychowanie. Poczułam, czym jest strach, lęk, czym jest obawa o swoje dziecko. Zrozumiałam, co to znaczy, że chce się dla kogoś jak najlepiej. Tylko Ty mnie rozumiesz, kiedy mówię: "Boże, jak ja bym chciała iść do pracy". 

Chciałam, żebyś poczuła się kobietą, żebyś pomyślała o sobie. Piękna. Odważna. Niezastąpiona. Jedyna. Nie pozwalam Ci wątpić w siebie i w swoje możliwości, bo nie znam drugiej takiej osoby jak Ty. Nie znam nikogo tak silnego jak Ty. Niech te kilka zdjęć, moje słowa i dzień razem spędzony będzie moimi życzeniami z głębi serca, bo wiesz Mamo, mówię Ci to za rzadko, ale bardzo Cię kocham.

Jestem pewna, że Ania i Krzysiek również przyłączają się do moich słów. 




O ZWIĄZKACH I ICH ROZPADZIE

O ZWIĄZKACH I ICH ROZPADZIE

Nie jest to post, w którym dowiesz się, czy odejść od męża, nie jest to też post, który w jakikolwiek sposób będę przekonywała Cię, że warto zostać przy swoim mężczyźnie. Odpowiem Ci dziś na najczęściej zadawane mi pytania. Są takie, które powtarzają się w każdej wiadomości, są też takie, które są błaganiem o pomoc. Nie będę bawiła się w terapeutę, bo nie mam do tego kompetencji, pokażę Ci jedynie, że można, że się da i że wszystko w Twoich rękach, a życie się nie kończy, życie się dopiero zaczyna. Są gorsze i lepsze momenty, ale to Ty decydujesz, czy dasz radę, czy nie. Zaakceptuj siebie, swoje emocje i do przodu. Nie przeciągam.


Oj, co się stało?

W zasadzie, to nie stało się nic. Kompletnie nic. Nie byłam bita, krzywdzona, zdradzana. Po prostu czasami tak jest, że ludzie do siebie nie pasują, próbują, ale się nie udaje. Mijają lata i zamiast być lepiej, to jest gorzej - taki syndrom gotującej się żaby - dostosowanie. Są dzieci, jest rodzina - nie takiej chciałaś przyszłości, aż nadchodzi dzień, kiedy już wiesz, nabierasz pewności, podejmujesz decyzję i działasz. Rozmawiasz, pakujesz się, znów rozmawiasz, nie palisz mostów, ale czujesz ulgę, kiedy zamykasz drzwi. To koniec. Koniec tamtego życia, początek Twojego nowego, pięknego i spokojnego czasu. Oczywiście nie od razu. Na wszystko przyjdzie czas - dużo pracy, chęci i emocji, walka o samego siebie. Będzie dobrze.

Nie mieszkasz już w Gdańsku?

Nie, nie mieszkam. Razem z dziećmi wróciłam do mojej rodzinnej miejscowości.

Zdradził Cię?

Nie. A nawet jeśli i ja o tym nie wiem, to co by to zmieniło, gdybym dowiedziała się dziś? Nic, kompletnie nic. Ludzie wokół mnie myślą inaczej, ale oceniać jest łatwiej innych niż samych siebie, dlatego nie biorę tego do głowy.

Jak się wyprowadziłaś? Jak to zorganizowałaś?

Podjęłam decyzję, przyjechałam do rodziny, żeby porozmawiać, żeby mieć wsparcie i żeby wiedzieć, że mam dokąd wrócić. Wróciłam do domu, pomału zaczęłam pakować swoje i dzieci rzeczy, zabrałam to, co najpotrzebniejsze, wyjechałam. W między czasie szukałam dla nas jakiegoś miejsca, żeby zbyt długo nie siedzieć na głowie rodzicom, przy okazji, kiedy tylko mogłam zabierałam resztę naszych rzeczy.

Wizyta u prawnika i co dalej?

Jeśli jesteście małżeństwem, to będzie trudniej, formalnie trudniej, ale do przejścia. Wizyta u prawnika i będziesz wiedzieć wszystko. I tu znowu - różne są sytuacje, ale kiedy w miarę zgodnie do wszystkiego podchodzicie, to ustalenie miejsca pobytu dzieci przy Tobie, alimenty, określenie spotkań Rodzica z Dziećmi i tyle.

Co robiłaś po kolei, kiedy już zdecydowałaś?

Działałam jak w amoku, serio, wszystko nabrało takiego tempa, że nie miałam czasu na zastanawianie się, co dalej, co po kolei. Wiedziałam czego chcę i do tego dążyłam, widziałam w oddali cel, to pomagało.

Co pracą, co z pieniędzmi?

Pracy nie miałam, kasy też nie. Rodzina, rodzina i jeszcze raz rodzina, gdyby nie Oni, to byłoby zdecydowanie trudniej. Próbowałam dwukrotnie podjąć pracę, niestety z racji przedszkola moich dzieciaków było to niemożliwe. Nic kosztem dzieci, one dodają mi skrzydeł.

Nie wiedziałam, bardzo mi przykro. 

Nie lubię, kiedy Ci przykro, bo mi przykro nie jest. Świadoma decyzja, przemyślana i podjęta totalnie bez emocji. Tak miało być.

Od dawna czułam, że jest coś nie tak. Nie wrzucałaś Waszych zdjęć, nie pisałaś o Was. Byłaś tylko Ty i Dzieci.

Blog był i jest moją odskocznią, dlatego tych zdjęć nie było. Chociaż jak się głębiej nad tym zastanowię, to faktycznie może coś w tym było.

Nie żałujesz?

Miałam jeden moment kryzysowy, kiedy wynajęłam mieszkanie i zaczęłam je ogarniać. Stare mieszkanie kontra moje piękne, nowe wnętrza w wymarzonym domu. Jedna noc łez, poukładanie wszystkiego w głowie i do przodu. Wątpliwości minęły tak samo szybko jak się pojawiły. Generalnie wyznaję zasadę, że niczego nie żałuję - bo wszystko co dzieje się w moim życiu, to nauka, doświadczenia i krok do przodu.

Dużo Cię to kosztowało?

Pieniędzy? Nie, bo ich nie miałam. Emocji? Nerwów? Stresu? Do dziś się zbieram i uważam, że jeszcze wiele lat będę sobie to wszystko układała.

Czy powinnam odejść od Męża?

Tak? Nie? Nie wiem. Nie mi to oceniać. Dla mnie najważniejszą rzeczą było uświadomienie sobie, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Dzisiaj stojąc przed lustrem wiem, że nic więcej już nie mogłam. Nie rozdrapuję, nie zastanawiam się. Wiem też, że wszystko ma swoje granice i po prostu przychodzi taki dzień, kiedy masz pewność, kiedy już się nie zastanawiasz. Wtedy działaj. I pamiętaj, to ma być Twoja decyzja, nikogo innego. Są różne sytuacje, ale zakładam, że jesteś w podobnej do mojej i dlatego o to pytasz.

Nie robisz kroku w tył, robisz krok do przodu.

To myśl, której trzymałam się od samego początku. I każdego dnia sobie to powtarzam. Dziękuję Mojemu Bratu, że tak bardzo we mnie wierzył i wierzy. Wątpliwości były, są i będą, ale kiedy jest wsparcie, to można wszystko.

Po burzy zawsze wychodzi słońce i wiem, że będziesz zadowolona z podjętej decyzji.

Nie znam Kobiety, która po podjęciu takiej decyzji żałuje. Słońce wyjdzie prędzej czy później, ale wyjdzie.

Co dalej?

Scenariusza nie miałam. Nie wiedziałam, co przyniesie nowy dzień. Scenariusz napisało życie, tak wiem, jestem dorosła, wiedziałam, co robię, ale czy ja mówiłam już, że nigdy niczego nie żałuję? No właśnie! Więc nie żałuję, tak miało być. Każdy z nas powinien choć raz w życiu zrobić coś, co nie wypada i nie żałować. Serio. 
WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

Wyprawka kompletowana pierwszy raz jest doprecyzowana, przemyślana i zdecydowanie za duża. Wydaje nam się, że potrzebujemy wszystkiego, co gorsza, że potrzebujemy tego wszystkiego na już. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Maluszek nie potrzebuje tysiąca kocyków, ogromu zabawek i tych wszystkich, pięknych, idealnych ubranek. Wyprawkę dla Matyldy miałam skompletowaną na długo przed porodem, dla Kajetana w dniu narodzin nie brakowało mi niczego, za to dla Kai wyprawka była minimalistyczna i tak naprawdę załatwiłam ją podczas jednych zakupów. Miałam swoje "must have", które wiedziałam, że się przyda i sprawdzi. 


Z racji tego, że Kaja dzieli pokój z nami, bardzo chciałam stworzyć dla Niej mały kącik. Mała, przyjazna przestrzeń dla nowego członka rodziny. Nie chciałam wydawać ogromnych pieniędzy, więc wszystko zrobiłam własnymi rękami - baldachim uszyłam, makramę zrobiłam, miśki zawiesiłam i jest. 


Kosz ze stelażem na biegunach - koniecznie. Wiem, że są dzieci, które w nim nie śpią, moje spały i Kaja też śpi. Uwielbiam kosz za to, że mogę go zabrać wszędzie. Do kuchni, do łazienki, mogę postawić przy łóżku. Ideał. 


Śpiworek mumia, miałam dla Kajetana, mam dla Kai. To jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie zimy i jesieni. Owinę, zawinę i nie muszę się spinać z kurtkami, czapkami. dziecku jest ciepło, mi wygodnie. Można? Można!



Chusta. Wolne ręce, dzidzia przy mnie, bliskość. Wszystko, co najlepsze. Nie będę się teraz rozpisywać o wadach i zaletach chusty elastycznej i kółkowej, bo o tym szykuję oddzielny post, ale zdradzę Ci, że to moje pierwsze zderzenie z kółkami i jestem bardzo, bardzo na tak.

Wózek - chciałam mały, lekki, nowoczesny i dostosowany do moich potrzeb, padło na Bugaboo Bee. 

Nie wyobrażam sobie również macierzyństwa bez dużego bambusowego otulacza, bez aspiratora do nosa, bez smoczka i bez karmienia piersią. 

Wiesz, co Ci jeszcze powiem? Że absolutnie żadna z kobiet, która będzie kompletowała swoją pierwszą wyprawkę nie będzie się liczyła ze zdaniem innej mamy, dlatego, że te zakupy i to wszystko jest mega przyjemne. Dlatego dziewczyny kupujcie, szalejcie i wyżywajcie się zakupowo, bo przy kolejnych wyprawkach będzie to wyglądało zupełnie inaczej. 


Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger