ODPIELUCHOWANIE TRZECIEGO DZIECKA

ODPIELUCHOWANIE TRZECIEGO DZIECKA

Zero spiny. Zero parcia. Zero stresu. No, może poza jednym - gotowością Kai. U mnie temat odpieluchowania pojawia się co kilka lat, bo jakoś tak wychodzi, że kiedy jeden maluch wychodzi z pieluch, to pojawia się kolejne dziecko. I tak się kręci. Nie jestem specjalistką, piszę tylko na podstawie swojego doświadczenia. Choć uważam, że właśnie dzięki temu, że będę to przechodzić już któryś raz, to mogę się wypowiedzieć. Wiem na pewno, jakich błędów nie popełniać. Nie opowiem Ci żadnych spektakularnych historii, bo z Matyldą i Kajetanem poszła gładko, szybko i przyjemnie. Co zafunduje mi Kaja, to się dopiero okaże. 



Dużo się mówi o gotowości dziecka do odpieluchowania, a co z rodzicami? Powiem Ci szczerze, że przy tym całym procesie najważniejsze dla mnie było to, czy mi się chce, czy nie. Pamiętam, jak to było pierwszy raz. Kiedy zaczynałam z Matyldą - wymagało to ode mnie sporo czasu i chęci, teraz jest jeszcze dwójka dzieci do ogarnięcia, więc na pewno nie będzie łatwiej, ale myślę sobie też, że jak przyjdzie ten dzień, kiedy faktycznie zdejmiemy pampersa, to pójdzie w miarę szybko, bo Kaja gotowość wykazuje już od jakiegoś czasu. Póki co, pieluszki jednorazowe są nadal w użyciu. Mieliśmy okazję przetestować nowe chusteczki i pampersy Huggies. Chusteczki nawilżane tej firmy stosowałam przy Mati, kiedy była mała, pieluch używałam pierwszy raz. Jestem z nich naprawdę zadowolona, bo jakościowo, to rewelacja, są mega chłonne i bardzo dobrze skrojone. Mają świetną gumę w tylnej części, która jest też porządnie elastyczna. Poza tym na plecach, gdzie jest właśnie ta guma nie ma warstwy żelowej, co świetnie się sprawdza, bo nie powoduje, że pampers jest wypełniony po brzegi. I choć pieluszki są u nas w tej chwili cały czas w użyciu, to mam zamiar w końcu zacisnąć zęby i wziąć się za porzucanie pieluszki przez Kaję. Najważniejsze jest jednak to, że ja naprawdę nie mam z tym problemu, że trzylatek nosi jeszcze pampersa. Niech nosi. Każde dziecko jest inne, potrzeby każdego rodzica też są inne. Tyle. 



Kiedy słyszę historię o dzieciach, które są niby odpieluchowane, a później w towarzystwie co 5 minut pada pytanie, czy dziecko chce siku, to zastanawiam się, czym dla rodziców jest porzucenie pieluchy. Czy faktycznie mają takie parcie, bo tego od nich oczekuje społeczeństwo, czy zakładają dzieciom majtki, bo to już czas? Nie wiem. Dla mnie odpieluchowane dziecko w dzień jest w stanie samo komunikować swoje potrzeby, nie mówię tu o sytuacjach, kiedy się zabawiło i naprawdę długo w toalecie nie było, albo kiedy przebiera nogami i rodzic ewidentnie wie, że to już czas. Napisałam w dzień, bo nocne odpieluchowanie, to inna bajka. Nic na siłę, bo można dziecko wyuczyć, ale z faktyczną potrzebą nie ma to zbyt wiele wspólnego, zwłaszcza, kiedy rodzic musi łapać mocz w locie, bo za punkt honoru wziął sobie zdjęcie pieluchy przed drugimi urodzinami. No bez sensu. Tym bardziej, że zbyt szybkie odpieluchowanie może też wyrządzić krzywdę, ale o tym niech mówią specjaliści. Kiedy dziecko jest gotowe, to sam proces naprawdę potrwa krócej. Nie dajmy się presji. 

Jak to było u nas?

Matylda - odpieluchowana przed drugimi urodzinami. Też bez presji. Po prostu założyłyśmy majtki i poszło. Odpieluchowała się w kilka dni, tak naprawdę od pierwszego siku, które poleciało po nogach wiedziałam, że to czas, bo potrafiła przytrzymać wypływanie moczu. Jak to zrobiłam? Zapytałam, czy chce ubrać majtki. Chciała. Miałam takie z ulubioną postacią z bajki, więc tym bardziej było atrakcyjnie. Nocnik miała najzwyklejszy. Za pierwszą dwójkę do nocnika dostała puzzle, wiem, że to nie powinno być traktowane jako coś, co nagradzamy, ale Matyldę motywowało i odniosłyśmy sukces. Pieluszkę na noc pożegnała może miesiąc później. Rewelacja.

Kajetan - miał prawie 3 lata. Były wakacje, było ciepło. Biegał bez majtek na działce i podobało mu się, że sika. Odpieluchował się w tydzień. Wpadki zdarzały się, kiedy się zabawił. Kiedy chciał przeciągnąć zabawę, oglądanie bajki, czy inne absorbujące zajęcie. Do przedszkola poszedł już bez pampersa. Na noc pieluchę ściągnęłam Kajtkowi po dwóch tygodniach. Brawo.

Kaja - kiedy? Nie wiem. Gotowa jest. Pokazuje to każdego dnia. Problem jest we mnie, bo mi się nie chce. Chociaż wiem, że przeciągać nie chcę i nie mogę. Także trzymajcie kciuki za mnie, bo o Kaję się nie martwię. Da dziewczyna radę. 

Na koniec rzucę tylko, że przy odpieluchowaniu trzeciego dziecka już się wie, że się da, nie ma się większego ciśnienia, czeka się na sygnał i odpowiedni moment. I jakoś to jest. 



CO CHCESZ MIEĆ W TYM ROKU NA DZIAŁCE?

CO CHCESZ MIEĆ W TYM ROKU NA DZIAŁCE?

Kilka dni temu, kiedy mróz odpuścił, a śnieg zaczął znikać, Dominik zapytał, co w tym roku sadzimy na działce. Zdziwiłam się, że już, że teraz, bo przecież jeszcze jest zima, ale po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że z naszymi możliwościami, jeśli nie zaplanujemy teraz, to możemy warzywa mieć dopiero za rok. Zawsze były warzywa, jakieś owoce. O działkę dbali moi rodzice, teraz pałeczkę przejmujemy my, bo swoja sałata, rzodkiewka, czy bób, to samo zdrowie. Dzieciaki poza warzywami uwielbiają owoce i w tym roku głównie na nie postawimy, bo po co robić coś, co nie do końca nam odpowiada. Swoje owoce, to sama słodycz, nawet jeśli nie są idealne. Rok temu najlepsze mieliśmy maliny, dzieci zjadały do późnej jesieni. Smaczne i zdrowe.



Zapisałam się do kilku grup tematycznych, żeby zrobić rozeznanie. Popytałam ludzi, którzy o owocach, warzywach mają trochę pojęcia i już wiem, że w tym roku na działce dbać najbardziej będziemy o krzaczki. W związku z tym, że kupowanie sadzonek, to dla mnie wciąż wyzwanie, bo zwyczajnie się nie znam, to zamawiać będę przez internet. Chciałabym kupić sadzonki krzewów owocowych, żeby zjadać swoje owoce. Warzywa też się pojawią, chociaż na pewno nie będzie ich tyle, ile było ich przez ostatnie lata, bo po pierwsze nie jesteśmy w stanie zjadać takich ilości, a po drugie wierzę, że o krzewy będę dbała z większym zapałem, niż pieliła ogórki. 

Mamy kilka drzew owocowych na działce - co roku najwięcej mamy wiśni. Są też śliwki i czereśnie. Mamy mały krzak malin i truskawki, które rok temu średni obrodziły, dlatego myślę, że teraz będzie trzeba ich trochę dosadzić, żeby za rok, czy dwa mieć tych truskawek już naprawdę sporo. Mam w głowie pomysł na zagospodarowanie kawałka działki tylko krzaczkami  - muszę jedynie poczytać, czy nie ma żadnych przeciwwskazań  do łączenia niektórych owoców, żeby nawzajem nie zabierały sobie z ziemi minerałów, które są im potrzebne do wzrostu. Chciałabym trochę nietypowych, innych owoców. Sama jako dzieciak uwielbiałam zjadać owoce prosto z krzaka, mam nadzieję, że moje maluchy się też do tego przekonają. Dzięki nowościom będę przemycała najróżniejsze witaminy, a co za tym idzie, będę budowała odporność przez wakacje, żeby w okresie jesiennym dzieci chorowały coraz mniej.


Nigdy nie mieliśmy borówek, a bardzo je lubimy, dlatego na pewno kilka krzaków znajdzie się na naszej działce. Dzieci najbardziej lubią świeże owoce zjadane prosto z gałązek - oczywiście garściami. Borówka jest wieloletnia, także jak raz się rozgości, to mam nadzieję, że przez wiele lat będziemy się nią cieszyć. Krzaczki borówki mogą pełnić też funkcję ozdobną dzięki liściom, które przebarwiają się w okresie jesiennym.


Bardzo chciałabym też mieć aronię, chociaż dowiedziałam się już, że potrzebuje ona sporo miejsca. I tu niestety muszę się zastanowić, czy znajdę aż tak spory kawałek. Owoce aronii, to bomba witaminowa, dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby jednak była wśród moich owoców. Soki, mrożone owoce, czy nawet nalewki, to świetny pomysł.


Zwykłe maliny mamy - czerwone. Nasze kwitną późno, ale też długo, owocami cieszymy się do późnej jesieni. Moje dzieci maliny uwielbiają, ja też jestem ich wielką fanką. Wszystko, co z malinami, to dla mnie. Kiedy zaczęłam szperać w internecie, trafiłam na maliny żółte. W życiu takich nie jadłam i pomyślałam, że może warto by było chociaż kilka krzaków mieć "na spróbowanie". Niby owoce są bardzo słodkie, więc dzieci jadłyby je na pewno. Już widzę to zdziwienie, że owoce są żółte, a nie takie jak znają - czerwone. Zaskoczenie na pewno bardzo duże. 


Z takich dziwnych owoców, to jeszcze wpadła mi w oko porzeczka biała. Już widzę te owoce w różnych ciastach - w przeźroczystej galaretce, czy w całych kiściach położone jako ozdoba sernika. Lubię takie inne owoce. I wiem, że dla wielu, to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to nowość. Chciałabym się zaprzyjaźnić z naszą działką, chciałabym sprawić sobie frajdę uprawą owoców i warzyw. Wiem też, że bardzo dużo się muszę nauczyć, bo doświadczenie w tej kwestii mam słabe, ale jeśli nie będę próbowała, to na pewno się nie nauczę. 


Co jeszcze na działce? Dużo bobu. W poprzednie lato pierwszy raz mieliśmy go na działce, wyszedł świetny i bardzo dobry. Chciałabym go tak dużo, żeby móc zamrozić i zjadać ze smakiem w zimie. Na pewno ogórki, żeby zrobić kiszone, bo pyszne i zdrowe. Pomidory koktajlowe, te to co roku niosę do domu wiadrami - robię z nich przecier, sok, który później dodaję do zupy i sosów. Rzodkiewka, sałata, żeby zajadać swoje witaminy na kanapkach. Marchew, pietruszka, por i seler, żeby zupy gotować ze swoimi warzywami. I do soków wszystkie warzywa się przydadzą. Koniecznie buraki, chociaż kilka. Obiecałam dzieciakom w tym roku, że zrobię dla nich kawałek działki, na której będą mogły posiać swoje warzywa - będą mieli frajdę. Już planowali, rysowali na kartkach, jak to wszystko ma wyglądać. Nawet Matylda pytała, czy skupiłam już warzywa. Także plany są, chęci też. Czekamy do wiosny i działamy, żeby później korzystać jak na tych zdjęciach niżej.


INTERNET JEST DUŻY, ALE NIESTETY NIE JEST DLA KAŻDEGO

INTERNET JEST DUŻY, ALE NIESTETY NIE JEST DLA KAŻDEGO

Tytuł posta trochę przewrotny, bo przecież każdy z nas może decydować o sobie. Internet, to nieograniczony dostęp do wszystkiego, dosłownie. Mimo to trzeba pamiętać, że internet, to nie tylko nasz komputer, to też informacje, które czytamy, które udostępniamy, to zdjęcia, słowa, często nasze myśli. Internet wiele pamięta, czasem więcej niż nam się wydaje, bo przecież są treści archiwalne, ale nie o tym dziś. Skąd w ogóle ten post? Dlaczego o tym piszę? Już Ci tłumaczę. Po opublikowaniu wpisu o tym, jak wyglądała nasza kwarantanna, jak Dominik przechodził Covid i jak to wyglądało z mojej perspektywy, otrzymałam wiadomość, która w skrócie brzmiała: "dałaś się zmanipulować, wirusa nie ma, a ty wierzysz w każdą głupotę, którą przeczytasz w internecie". Z uśmiechem na twarzy odpisałam, że dostaję za to gruby hajs i nikt nie zmieni mojego zdania. Serio? Może nie jestem w tym internecie nie wiadomo jak długo, na pewno brakuje mi wiedzy, ale umiem rozpoznać, co jest zwykłym fałszem, od tego, co jest poparte badaniami naukowymi. 


Najpierw miałam nie poruszać tego tematu, bo i tak nie przekonam nikogo, kto ma tylko jeden punkt widzenia. Teraz jednak pomyślałam, że przerażające jest to, że są ludzie, którzy wierzą we wszystko, co widzą na fejsbuku, co zobaczą na jakichś filmikach, które najczęściej są stare i kompletnie niezwiązane z obecną sytuacją. Są ludzie, którzy wierzą Pani Zdzisi, która coś napisała w internecie, zamiast zaufać specjalistom? Bez żadnych dowodów, potwierdzeń? Gdzie w tym wszystkim nauka? Gdzie lata badań? 

Pandemia. Rok 2020 pięknie zweryfikował znajomości. Określił ludzi, dramatycznie nas podzielił, pokazał na jakim poziomie jest społeczeństwo. Najbardziej dobija jednak fakt, że nie potrafimy rozmawiać, bo przecież zdania możemy mieć różne. Możemy myśleć inaczej, ale kiedy pojawia się temat wirusa i szczepień, to zaczynają się takie dyskusje, które nierzadko kończą się trzaskaniem drzwiami. Za wszelką cenę każdy chce być mądrzejszy i chce udowodnić swoją rację. W takiej sytuacji najłatwiej zadać pytanie o źródło wiedzy i temat się ucina, bo: "ktoś, gdzieś wrzucił na fejsbuku i ja to widziałam i tam tak powiedzieli..." - no także zakończmy temat, bo ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi. Marzy mi się, żeby każdy szanował drugiego człowieka i to, że może myśleć inaczej, żeby nie było obrzucania błotem, wyśmiewania się i odsuwania od siebie jeszcze bardziej, bo chyba wspólnie powinno nam zależeć na tym, żeby wrócić do normalności, żeby w końcu żyć tak jak dawniej - na pewno inaczej, bo nie da się już żyć tak jak kiedyś.

Są też rozmowy na poziomie. Rozmowa z sobą bardzo inteligentną, oczytaną i mającą pojęcie na wiele tematów, ale akurat tematem szczepień i Covidu była średnio zainteresowana. Przeczytała gdzieś o powikłaniach po szczepionce - gorączka, ból w miejscu szczepienia - i jak generalnie staram się nie wchodzić w dyskusje na ten temat, tak wtedy wyjątkowo się odezwałam. Prawie się pokłóciliśmy, bo podniosłam trochę głos, ta osoba źle to odebrał (myślała, że na siłę chcę ją przekonać do zaszczepienia się - choć tak, uważam, że powinniśmy się zaszczepić!). Powiedziałam wtedy, ze przecież to są możliwe objawy po szczepieniach, że dzieci mają gorączki, że mają zaczerwienienia, że smaruje się miejsce wkłucia, że podaje się środki przeciwbólowe i z tego nikt nie robi tragedii. Trochę nie kumam tego całego oburzenia w momencie, kiedy na temat samej szczepionki ma się znikomą wiedzę. Wystarczy poszperać, poszukać badań naukowych, poświęcić chwilę, żeby później móc się wypowiadać i mieć argumenty.

Może temat Covidu zakończę tak  - z faktami się nie dyskutuje, one są i koniec. Drugą sprawą jest to, jak Polska, jak rząd z pandemią sobie nie radzi...

Wiesz, jak czasem patrzę, co ludzie wypisują w internecie, na co sobie pozwalają, to zastanawiam się, kto siedzi po drugiej stronie. Obrażanie, wyzwiska, brak podstawowej wiedzy. Serio? Swoją frustrację trzeba wywalać przez internet? Ja choć nie biegam, to bym pobiegała, żeby mi głupoty do głowy nie przychodziły. Dlatego uważam, że są ludzie, którzy bardzo dobrze robią nie zakładając kont na portalach społecznościowych - internet nie jest dla każdego.

I to nie jest tak, że internet to zło wcielone i w ogóle powinniśmy przestać z niego korzystać. Wręcz przeciwnie. To niesamowite źródło wiedzy, perspektyw, w obecnych czasach możliwość kontakt z najbliższymi. Byłabym hipokrytką, gdybym Tobie pisała, że internet jest do bani, a sama korzystała z tego, co mi daje. Poza tym przecież ja sama tu piszę, sama udostępniam jakieś treści, czasem zarabiam, więc po prostu internet jest potrzebny, jest świetny, ale trzeba umieć dostosować treści, trzeba umieć przesiewać informacje i często kierować się swoim rozsądkiem.

COŚ DLA MAŁYCH, COŚ DLA DUŻYCH. KOSMETYKI DLA KAŻDEGO

COŚ DLA MAŁYCH, COŚ DLA DUŻYCH. KOSMETYKI DLA KAŻDEGO

W tym roku Święta będą inne. Trudne. Pandemia wszystkim krzyżuje plany. Wywiera na nas presję odpowiedzialności, zwiększania świadomości, ale też inaczej odczuwamy bliskość z rodziną. Widzimy, kto jest ważny, a kogo w naszym życiu nie potrzebujemy. Na początku wszyscy się śmiali, że będzie więcej rozwodów, teraz śmeszków jest już coraz mniej, bo ludzie faktycznie źle znoszą siedzenie w domu. Większość z nas te Święta spędzi w swoich domach, w swoim towarzystwie, będzie inaczej, ale chyba każdy z nas dołoży wszelkich starań, żeby mimo wszystko ten czas był wyjątkowy. Wyjątkowy może być klimat, wyjątkowy może być zapach, ale wyjątkowe mogą też być prezenty. Dzieci cieszą się z zabawek, wiadomo, ale są też takie dzieci, które mają wszystko i zabawki nie robią na nich wrażenia. Jest też młodzież, prawie dorośli ludzie, którzy mają sprecyzowane wymagania, często nie na naszą kieszeń, ale chcemy ich obdarować czymś, co sprawi im przyjemność - mam kilka pomysłów, które na pewno się sprawdzą. No i są też nasi mężczyźni, którzy czasem wiedzą, co chcą, a czasem chcą być zaskakiwani. Mam to szczęście, że Dominik ma wiele zainteresowań i zawsze trafię z prezentem. Poza tym sam mi podpowiada, co by mu się przydało. No i nieskromnie mówiąc, ja po prostu umiem i lubię robić prezenty. Uważnie słucham, koduję, a później słyszę: "wow, pamiętałaś". Mega to miłe. Dla osób, które z robieniem prezentów nie mają tak łatwo jak ja, mam mały poradnik prezentowy z kilkoma fajnymi pomysłami. 


Mężczyźni. Duże dzieci. Ucieszą się z konsoli, nowego gadżetu, sprzętu do ćwiczeń. Kiedy facet ma pasję, to jest zdecydowanie łatwiej. Mi się trafił taki Egzemplarz, który cieszy się absolutnie ze wszystkiego. Wiem, mam mega łatwo, bo zawsze coś wymyślę. Jak nie ubrania, to kosmetyki, jak nie kosmetyki, to książki czy płyty. Druga sprawa, że poprosiłam kiedyś Dominika o zrobienie listy jego wymarzonych prezentów - są tam i te mega drogie, i te, które można kupić zawsze. Ja zrobiłam taką samą listę. Fajna to sprawa, bo można uniknąć tych totalnie niechcianych prezentów. Dzięki temu dowiedziałam się, że muszę odłożyć trochę grosza, bo mój mężczyzna ma też takie marzenia, na które muszę trochę oszczędzać. W tym roku ze względu na pandemię postanowiłam, że prezent będzie większy niż zwykle, bo zwyczajnie ten rok jest inny i sama potrzebuję małej odskoczni. Wiem, że prezent, to tylko rzecz, że nie muszę być wylewna, jednak w tej chwili mam ochotę na zrobienie czegoś innego i tak też zamierzam zrobić. Dodatkiem do prezentu standardowo będą skarpetki, bo jak to tak Święta bez skarpetek? No nie, muszą być. Co roku są. Dołożę też fajny kosmetyk, nie wiem jeszcze dokładnie jaki, ale na pewno wybiorę coś z poniższej listy, bo są to rzeczy, które Dominik używa i na pewno będzie zadowolony. Co wybrałam? No popatrz, same perełki.
1. Zestaw Biotherm - kosmetyki w kosmetyczce, fajny i porządny zestaw dla każdego mężczyzny. Ja wiem, że facet, to jeden kosmetyk do wszystkiego, ale jak wskażesz mu drogę, pokażesz, że można inaczej, to na pewno to doceni. I może najpierw będzie się sprzeciwiał, ale z czasem zrozumie i doceni. Wiem, co mówię.
2. Woda toaletowa Guess - delikatny zapach, który będzie odpowiadał większości mężczyzn. Kupiłam go kiedyś okazyjnie, ale nie w tak fajnej cenie jak ta z mojego linku. Promocja mega, a jak nie będzie odpowiadał Twojemu Wybrankowi, to zawsze możesz przekazać dalej. 
3. Zestaw z kosmetyczką Bvlgari - woda toaletowa i balsam po goleniu. Ładny, dobrze pachnie, ekstra wygląda i praktyczny, bo ta kosmetyczka przyda się jeszcze wiele razy.
4. Woda toalteowa Carolina Herrera - zapach, który skradł moje serce lata temu. Drzewo sandałowe robi robotę, jest dość trudny, jeśli tak mogę napisać o perfumach. Ile ja się naszukałam tej nuty, która siedziała gdzieś tam z tyłu mojej głowy, to wiem tylko ja, ale jak już na niego trafiłam, to wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby mój mężczyzna również pokochał ten zapach. 
5. Maszynka do golenia Gillette - tu chyba nie ma co mówić, każdy facet potrzebuje maszynki, a ta ma dodatkowo wkłady, więc wystarczy na pewno na długo. 
6. Woda toaletowa Diesel - uwielbiam ten zapach. Nuty tak się komponują ze skórą Dominika, że trudno zapomnieć ten zapach. Dla mnie istny obłęd. 
7. Woda toaletowa Hugo Boss - używałam damskiej wersji tego zapachu, bardzo byłam ciekawa, jak pachnie wersja męska. No powiem Ci, że pachnie, dobrze pachnie.


Wyznaję taką zasadę, że prezent ma się podobać osobie obdarowanej, to mój priorytet, dlatego wybierając prezent dla kogoś nie spinam się nad składami, nie próbuję przemówić, że ten kosmetyk jest lepszy, albo to jedzenie ma fajniejszy skład. Znam osoby, które używają tych samych marek od lat i nie ma opcji, żeby cokolwiek zmienili. Znam też osoby, które uważają, ze im droższe tym lepsze, a dzięki temu podnoszą swój standard życia. Nie przekonuję. Niech każdy żyje własnym życiem. Niech każdy ma swoje przyzwyczajenia. Owszem, jeśli zostaję poproszona o zdanie, to zawsze się wypowiadam i mówię, dlaczego wybieram to, a nie to, ale co faktycznie zostanie kupione, to decyzja osoby, z którą rozmawiam. Stąd decyzja, że rzeczy, które kupuję dla kogoś mają być tymi wybranymi dla moich bliskich, nie dla mnie. Druga sprawa. Umówmy się - ja mam specyficzny gust. Może tak. W małej miejscowości moje wybory często zostają odbierane jako dziwne. I nie chodzi tu tylko o mnie, ale też o moje poglądy, czy o dobra materialne, jakie mam - wózek Kai, samochód, którym jeździłam, czy zdanie na temat wychowania dzieciaków. To, co podoba się mi, odpowiada mi, a nie wszystkim. Dlatego tak ważne jest dostosowanie wyborów do oczekiwań naszych bliskich. 


Młodzież. Dzieci. Dziewczynki. Chłopcy. Pytam. Często pytam o małe i duże marzenia. Słucham i próbuję spełniać. Wiadomo, że czasem jest trudno dogodzić, bo dzieci w dzisiejszych czasach mają wszystko, ale zdarzają się takie małe rzeczy, o które nikt nie pyta, o których nikt nie wie. Czasem wystarczy zadać tylko pytanie pomocnicze, przeanalizować, pokazać i wspólnie można wymyślić wspaniały prezent. Jeśli chodzi o maluszki, to tu zawsze pytam rodziców. I powiem Ci tak - wolę dostać pięć paczek pampersów, niż kolejne ubranka, których nie ubiorę. Zabawki? I tak walają się po kątach. Kosmetyki? Owszem, ale po uzgodnieniu z rodzicem. czasem kosmetyki są drogie, więc tym bardziej fajny prezent. Chwila dla prawie dorosłej dziewczyny? No jasne! Świeczki, kule ko kąpieli, to wszystko uczy, że warto myśleć o sobie. Poniżej moja lista prezentów, które chętnie bym otrzymała dla moich dzieciaków - czasem jako dodatek, a czasem jako prezent główny. 


1. Dla małej modnisi - zestaw pomadek - moja Matylda byłaby zachwycona. Kolorowe, trzy różne, no bomba.
2. Szczotka jedna z naszych wielu - Matylda nadal ma problemy z kołtunami, ale Tangle Teezer daje radę. 
3. Relaksująca kąpiel, bomby musujące wyglądają tak, że chce się je zjeść - pachną też obłędnie. Sprawdzone info, serio.
4. Jak wanna i kąpiel, to świeczka - mała dama będzie zachwycona. Polecam koniecznie Yankee. Pachną tak, że zmysły przenoszą Cię do krainy snów.
5. No i tak wirusowo, żeby nie było, że zapomniałam w jakim okresie żyjemy - żel do dezynfekcji i maseczki - dla chłopca i dla dziewczynki.
6. Która z dziewczynek nie lubi LOL - ja takiej nie znam, u każdej nadchodzi moment, kiedy LOL robi się ekstra, a pomalowane paznokcie są szczytem marzeń. 


Mam nadzieję, że coś z mojej listy trafi i do Waszych gustów. Są to rzeczy, które ja wybrałabym dla moich bliskich, część już mam i będę czekać na reakcje. Wierzę, że sprawię przyjemność w te dziwne Święta. 

GDYBY MIKOŁAJ NIE POTRZEBOWAŁ PODPOWIEDZI?

GDYBY MIKOŁAJ NIE POTRZEBOWAŁ PODPOWIEDZI?

Święta już blisko. Zaraz się zacznie: "co Ci kupić na święta?" - dla mnie najgorsze pytanie na świecie. Serio, nienawidzę na nie odpowiadać, bo ja albo wszystko mam, albo niczego nie potrzebuję. Biżuterii praktycznie nie nosze, ubrania kuuję sama - zawsze! Nienawidzę niepotrzebnych bibelotów, które się kurzą. Generalnie mam tak, że jesli czegoś potrzebuję, to sobie kupuję, tyle. Mój partner ma przekichane, bo wiesz, ja bardzo bym chciała, żeby mnie zaskoczył i zrobił coś wyjątkowego, ale robienie mi niespodzianek, to chyba rzecz niemożliwa - mam radar, zawsze wiem, gdy coś się święci. A gdyby Mikołaj nie potrzebował podpowiedzi? No, nie - ze mną się to nie uda, dlatego tworzę moją kosmetyczną listę prezentową. Dlaczego kosmetyczną? Uznałam, że kosmetyki będą najlepszym pomysłem, bo zawsze się przydadzą! Nie chcę czegoś, co będzie leżało w szafie. Drogi Mikołaju, poproszę coś z mojej listy, na pewno będę zadowolona. 


Uwielbiam praktyczne prezenty, powtarzam to od zawsze. Nie lubię prezentów świątecznych dla całej rodziny, albo co gorsza - facet dostaje skarpety, a kobieta miskę do kuchni. Prezent dla kobiety ma być prezentem dla kobiety, a nie dla całej rodziny, do tego z przeznaczeniem do kuchni. Jeśli same tak decydujecie, to w porządku, nic mi do tego, ale kiedy słyszę:"co chcesz na święta, może zestaw naczyń?", to od razu mówię, że nie ma potrzeby, że dziękuję, że czekolada wystarczy. Kurde! Gary kupię sobie sama, jakie będę chciała i kiedy będę potrzebowała. Tyle.

Podzieliłam wpis na trzy kategorie - ciało, twarz, makijaż i na końcu pokażę Ci mój ulubiony zapach. Wszystkie kosmetyki, które znajdziesz we wpisie są do kupienia w ELNINO, znajdziesz tam nie tylko kosmetyki dla kobiet, zaopatrzysz tam też swojego starego, a nawet dzieciaki.


CIAŁO - na pewno masz swoje ulubione peelingi, albo balsam, który kochasz ponad wszystko, a może masz swój jeden jedyny krem, którego nigdy nie zdradzasz? Powiem Ci szczerze, że kiedyś nie przywiązywałam wagi do tego, jakich kosmetyków używam - dziś jestem bardziej świadoma. Wolę jeden porządny balsam, niż trzy różne, z których i tak nie jestem zadowolona. 


1. Mój ulubiony zestaw Ziaja - obłędny zapach, jakby jadła pianki, których nie lubię, ale zapach uwielbiam. W zestawie jest krem do rąk, mydło, peeling oraz galaretka do kąpieli. Kupuję trochę oczami, kolor peelingu jest totalnie mój, dlatego go kupiłam, okazał się strzałem w dziesiątkę.
2. Peeling Dermacol - tu niestety też najpierw zapach - siostra mnie zaraziła - wszystko co arbuzowe jest dla mnie. Kocham.
3. Mam problem z przesuszonymi dłońmi, kiedy byliśmy na kwarantannie poprosiłam siostrę, żeby kupiła mi jakiś krem w aptece, zależało mi, żeby był z mocznikiem. Przywiozła mi ten Ziaja, jest tani, świetnie sobie radzi i doskonale nawilża. Naprawdę polecam.
4. Nawilżający krem do stóp, to coś czego nie może zabraknąć w mojej pielęgnacji, zwłaszcza teraz zimą. Tego kremu CeraVe dostał próbkę podczas którychś zakupów w aptece, powiem tylko tyle miazga.
5. Lubię takie wynalazki. Znowu Ziaja, mam bardzo dobre zdanie na temat tej firmy, bardzo chętnie kupuję. Fajne uczucie, kiedy myjesz się galaretką, którą najchętniej byś zjadła.
6. Zestaw olejków Kneipp do kąpieli, ale my stosujemy je też do masażu, są świetne i bardzo fajnie nawilżają. 


MAKIJAŻ - tu nie pokażę Ci pewnie nowinek, bo jednak maluję się bardzo rzadko, ale mam kilka swoich ulubionych kosmetyków, większość dostałam od koleżanek, bo ja to jednak jestem ignorantką w tym temacie.


1. To mój luksus, nie mam zbyt wielu kosmetyków, które kosztują więcej niż 50 zł - nie mam, bo rzadko się maluję i szkoda mi kasy. Szybciej minie data ważności, niż ja kosmetyk zużyję. Jednak, kiedy ma się dobre koleżanki, to i kosmetyki miewa się dobre - dziękuję Magda, dzięki Tobie mogłam sobie pozwolić na odrobinę luksusu i racja mój kolor jest i ciepły i zimny, świetnie się prezentuje. Mam odcień 999 - Dior.
2. Róże do policzków - aż 8 kolorów - paletka Makeup Revolution odpowiada mi dlatego, że jest taka różnorodna.
3. Kredka do brwi Makeup Revolution ze szczoteczką, kiedy już się pomaluje, to lubię delikatnie podkreślić brwi.
4. Czasem rozświetlacz, czasem bronzer, to zależy, od sytuacji, średnio znam się na konturowaniu, ale ciągle się uczę, więc może przyjdzie moment, kiedy wszystko połączę. Zobaczymy. Rozświetlacz Dermacol bardzo mi odpowiada kolorystycznie, bo nie jest żółty.
5. Mam cerę z tendencją do przetłuszczania się, dlatego bardzo lubię pudry transparentne, nie dają koloru, a jednak świetnie wykańczają makijaż. Lubię delikatny, matowy makijaż. Ten z Makeup Revolution spełnia moje oczekiwania.
6. Rzadko używam ciężkich podkładów, wolę kremy - ten jest BB z Collistar, bardzo go lubię, bo kryje tak jak lubię i nie obciąża skóry.
7. Jak już się pomaluję, to makijaż trzeba zmyć, więc ten zestaw Collistar z tuszem i kredką jest czymś z czego każda z nas będzie zadowolona. mam ten zestaw od roku i jest naprawdę fajny,
8. I pomadka, której używam chyba najczęściej. Jest matowa i naprawdę bardzo wytrzymała. Mam odcień z numerkiem 640 L'Oreal , dla mnie kolor idealny. Bardzo pasuje do mojego koloru ust i mocno się nie wyróżnia.


TWARZ - tu od pewnego czasu zapoznaje się z tematem, poznaję sposoby pielęgnacji, testuję kosmetyki, widzę, co się sprawdza, a co jednak jest bez sensu, wciąż się uczę, więc nie nazwę się specjalistą, ale wiem dużo więcej niż wiedziałam rok temu. I teraz sobie myślę, ze jeśli w prezencie dostałabym zestaw moich ulubionych kosmetyków do twarzy, to byłabym mega zadowolona, dlatego że na bank je zużyję.


1. Maseczka L'Oreal - dla mnie koniecznie oczyszczająca. Używałam tej może dwa razy, póki co jest naprawdę fajna, chociaż wiadomo, że najwięcej będę mogła powiedzieć za jakiś czas.
2. Tonik rozjaśniający Ren, to mój ulubieniec - nie umiem sobie wyobrazić, że nie nałożę na twarz rano toniku. Fajnie ściąga mi skórę, ale nie wysusza, co jest mega istotne.
3. Peeling z kwasami, zaczynałam od mniejszego stężenia, teraz już jest ok to. Oczywiście nie zapominajmy o nawilżaniu, bo nasza skóra się o to upomni. Miałam wcześniej inne serum, teraz używam tego z Revolution - jestem zadowolona. Nigdy nie miałam takiej fajnej skóry twarzy, jaką mam teraz.
4. Tego serum z Revox nie używam codziennie, używam go raz na jakiś czas - chociaż wiem, że pewnie powinnam stosować inaczej, to jednak nie mam aż tylu przebarwień, żeby było konieczne w mojej codziennej pielęgnacji. Witamina C, to mistrz świata dla naszej skóry - bardzo niedoceniany mistrz. 
5. I dla mnie najważniejsze - stosuję dwa razy dziennie - żel oczyszczający do mycia twarzy od SebaMed - jest świetny. Skórę mam wygładzoną. wyraźnie oczyszczoną, a na tym najbardziej mi zależy.


ULUBIONY ZAPACH BVLGARI OMNIA - chyba każda z nas taki ma. Lubię na zimę inny i na lato też inny - chociaż miewam też okresy, kiedy zapachy działają mi na nerwy i nie używam wcale. No i mam tak, że jak mi jakiś zapach odpowiada, to będę go używała tak długo, aż mi się znudzi. 




To jest mój jeden jedyny. Jest specyficzny, nie pasuje każdemu, mi jednak odpowiada idealnie. Dostałam go od koleżanki, wybierała na czuja, powiedziała dokładnie tak: "jakoś mi ten zapach do Ciebie pasował" - mam go od dobrych 4 lat i póki co, nie wyobrażam sobie, żebym pachniała inaczej. Jest niby delikatny, niby rześki, a jednak bardzo aromatyczny. Taki mój, totalnie mój. 


Nie będę Wam ściemniała, że używam samych najlepszych kosmetyków, nie będę wymyślała, że wszystko, co najdroższe jest w mojej kosmetyczce. Używam kosmetyków, na które mnie stać, które odpowiadają mi i mojej kieszeni. Nie będę czarowała, że wszystkie te kosmetyki są najlepsze i nie znajdziecie niczego lepszego. Na pewno znajdziecie, na pewno znajdziecie najlepsze dla Was, to jest istotne, żeby zawsze dobierać kosmetyki pod siebie. Chociaż uważam, że większość z mojej listy będzie bardzo uniwersalna i przyda się Wam, Waszym Siostrom, czy Mamom. W domu na półce mam również inne kosmetyki, bo czasem coś mnie skusi, żeby kupić, albo chcę coś bardzo wypróbować. Mimo to uważam, ze najważniejsza jest pielęgnacja, do tego fajna dieta i dużo wody, a skóra i ciała i twarzy robi się zupełnie inna. Ja o swoją skórę twarzy dbam od maja, uwierz mi na słowo, zmiana jest ogromna. owszem zmagam się jeszcze z jakimiś przebarwieniami, naturalnie wciąż pojawiają się jakieś parszywe krosty, ale teraz doskonale wiem, jak sobie z nimi radzić. Powiem Ci jeszcze coś ważnego, bo zaraz mi pewnie zarzucisz, że składy niektórych z tych kosmetyków są słabe. Od kiedy jestem mamą, to najbardziej dbam o swoje dzieci, ja używam tego, co mi odpowiada. Dzieci mają dobrą dietę. Dzieci mają dobre kosmetyki, a mama? Mama jak to mama, kiedy ma czas, to myśli, kiedy tego czasu jest mnie, to cieszy się, że ma szampon i żel do mycia. Taka jest prawda. Smutna, ale prawdziwa. Chociaż z drugiej strony - czy smutna? Chyba nie do końca, bo tej jest prawdziwe życie, najważniejsze, żeby w tym wszystkim odnaleźć swoją normalność.

Drogi Mikołaju, nie wiem, czy byłam na tyle grzeczna, żeby chcieć czegokolwiek. Z resztą, Ty przecież doskonale wiesz, że ja wszystko mam, a tego czego nie mam, to mieć po prostu nie mogę. Nad całą resztą pracuję każdego dnia. Pracuję też nad sobą, a efekty, które widzę, są dla mnie najlepszym prezentem, bo to inwestycja we mnie, w nas, więc Mikołaju, Ty się nie stresuj, jakoś to będzie. Każdy dzień przybliża nas do celu - są dni gorsze i lepsze, a jedyne czego naprawdę nam potrzeba, to spokój. A kiedy nie ma spokoju, to myśl razem ze mną, że "wszystko mija, nawet najdłuższa żmija". O i tyle chciałam do Ciebie - Mikołaju. Spełniaj życzenia moich dzieci, bo ich radość jest najlepszym prezentem.

WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

Pamiętam moment, kiedy wyprowadzałam się z mojej rodzinnej miejscowości, największym zaskoczeniem w nowej rzeczywistości było to, że sąsiedzi w bloku nie mówią sobie "dzień dobry", że nikt z nikim nie żyje tak jak na wsi, że każdy zamyka się w czterech ścianach i żyje sam ze sobą. Szybko się do tego przyzwyczaiłam i muszę przyznać, że bardzo mi to odpowiadało. Po latach życia na wsi, gdzie każdy wie lepiej, co się w Twoim życiu dzieje, bardzo potrzebowałam zmiany. Zapierałam się, że nigdy na wieś nie wrócę. Nie, nie i jeszcze raz nie. Aż tu nagle życie zdecydowało za mnie, a ja z podkulonym ogonem pytałam Mamę, czy znajdzie miejsce dla mnie i dzieciaków u siebie. Wróciłam. Wieś i życie tutaj stało się naszą codziennością. I choć minęły już dwa lata, to ja dalej mam problem z dostosowaniem się. Jak się żyje na wsi? Inaczej. Czy gorzej, czy lepiej, to każdy musi sam ocenić. Pokażę Ci dzisiaj kilka aspektów, które musisz wziąć pod uwagę, kiedy mieszkasz na wsi. Dla jasności, nie pisze o wsi, która jest noclegownią przy dużym mieście, piszę o takiej wsi z mentalnością wiejską, o dobrych i złych stronach i o tym, na co trzeba brać poprawkę, żeby nie zwariować. 


Zacznę może od tej dobrej strony, bo to nie jest tak, że mieszkanie w zamkniętym środowisku, to jakaś kara i jest tragicznie. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy i minusy. 

Poznaj 7 faktów o tym, jak się żyje na wsi

1. Wieś, to ludzie - ludzie, to relacje. Z każdym jest inna, ale możesz być pewny, że mieszkając na wsi zawsze, absolutnie zawsze otrzymasz pomoc. Kiedy potrzebujesz wsparcia, kiedy potrzebujesz pomocy, to sąsiedzi na pewno przy Tobie będą. Jedni z dobrego serca, inni z ciekawości, ale nie jest to ważne. Ważny jest efekt końcowy. 

2. Podwórko, świeże powietrze, ogródki - to jest MISTRZOSTWO świata. Uwielbiam to, że od samego rana, kiedy tylko mam ochotę mogę siedzieć na działce, czy na ławce przy domu. Masz ochotę na pomidora, zawsze ktoś ma w szklarni. Chcesz bukszpan, o tu sąsiadka ma krzaczek. Dobry kurczak, a za płotem - niedługo będą do kupienia. Jajka od wiejskich kur, na pewno u kogoś dostaniesz. Zdrowsze jedzenie, tańsze życie. 

3. Ludzie, którzy wiedzą o Tobie więcej niż Ty sam, jak trudno mi było znów do tego przywyknąć, że na wsi każdy o każdym ma dużo do powiedzenia. Jak trudno nabrać dystansu i nie stać się babą, która chodzi i klepie głupoty, bo jednak środowisko zobowiązuje. Wiem, że dla większości moich sąsiadów jestem kosmitką, bo żyję własnym życiem, bo uwielbiam moje cztery ściany, bo mamy zasady i wg niż żyjemy. Jesteśmy, kiedy chcemy być. Pokazujemy i dajemy tylko tyle, ile uważamy za stosowne.

4. Teorie spiskowe, jak tylko się coś wydarzy, to możesz być pewny, że powstanie z tego niezła historia. Śmieszne jest to, że jedno małe wydarzenie staje się tutaj historią do opowiadania wszystkim dookoła. Każdy coś dopowie, każdy wrtąci kilka zdań i powstają takie bajki, że Disney by nie napisał takiego scenariusza. 

5. Osoby, które żyją życiem innych. Wiedzą, co jesz, o której jesz. Swoich błędów nie widzą, a Twoje największe osiągnięcia tak zdeptają, że będziesz przepraszać, że Ci się udało. W każdej wsi jest baba, która roznosi ploty, która pieprzy takie głupoty, że brak słów. Nakręci temat, powie tu, powie tam, a później odwraca kota ogonem tak, żeby się tylko oczyścić. Ostatnio np.dowiedziałam się, że coś powiedziałam, ale od osoby, która mnie wprost zapytała, czy tak było. Jak zbierałam szczękę z podłogi, to wiem tylko ja. Wszyscy się znamy, lubimy mniej lub bardziej - wystarczy napisać, zapytać, cokolwiek - i sprawa wyjaśniona. No, ale nie, lepiej nakręcić temat, jak w polityce - przekierować myślenie. 

7. Małe sklepiki, brak dostępu do niektórych produktów, bo zwyczajnie nie każdy na wsi je kupuje - do tego nie przywykłam, nie przyzwyczaiłam się i już chyba nie przyzwyczaję. Do dużego miasta ze sklepami, do których chodziłam mam daleko, więc zakupy najczęściej robię przez internet - ja mam większy wybór, dzieciaki radochę, że są pudełka, można rozpakowywać. Sklep ze zdrową żywnością, to miejsce do którego zaglądam najczęściej - po pierwsze dlatego, że jak się do czegoś przyzwyczaję, to nie lubię zmieniać, a po drugie dlatego, że zawsze znajdę produkty, które mnie interesują. 




8. Kocham wieś i wiem, że to jest moje miejsce i choć teraz, kiedy dzieci są małe, to wolałabym mieszkać w mieście, to wiem, że starość spędzę na wsi. Nie wyobrażam sobie mieszkania w bloku w mieście bez dostępu do ogródka. Tak samo jak teraz nie wyobrażam sobie wożenia dzieci na zajęcia dodatkowe każdego dnia do miasta. No dramat. Chociaż wiem, że się da. 

Gdzie jest Wasze miejsce? Wolicie miasto czy wieś? Potwierdzicie, że ludzie na wsi żyją inaczej?
GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

Każda z nas, która jest mamą doskonale wie, jak trudno jest wygospodarować chwilę tylko dla siebie. Łatwiej jest, kiedy dzieciaki są już starsze, trochę się same sobą zajmą, nie potrzebują mamy do wszystkiego. Przyszła mi dziś do głowy taka myśl, że bycie mamą w naszych czasach jest bardzo wyczerpujące, ale z drugiej strony może też być fajne, miłe i przyjemne - tylko potrzeba wprawy. Wprawy w odpoczywaniu. Wprawy w ogarnianiu czasu. Wprawy w robieniu minimum. Wprawy we wszystkim. W teorii jestem mistrzem, gorzej jest, jeśli chodzi o praktykę. Jest mi trudniej, bo uwielbiam mieć porządek. Więcej, ja uwielbiam mieć swój porządek - swój jest tu słowem klucz. Nie jest łatwo i łatwo nie będzie, ale małymi krokami można dojść do wszystkiego. 



Każda z nas lubi coś innego. Dla każdej z nas coś innego będzie tym upragnionym. Jedna z nas pójdzie na masaż. Inna posprząta chatę. Jeszcze inna dzięki drobiazgowi, który doceni jej codzienny trud będzie czuła, że ma moc. Musisz znaleźć swój sposób na odpoczynek, chwilę relaksu i to, co sprawi, że będziesz szczęśliwa, spełniona i gotowa na kolejne dni. 

Gdybym dzisiaj mogła zrobić coś tylko dla siebie, gdybym była spokojna, że dzieci są w dobrych rękach, że nikt za mną nie tęskni, że są najedzone, zadowolone i szczęśliwe, to najpierw bym posprzątała mieszkanie - jak kiedyś. Później ogarnęłabym siebie - też jak kiedyś. Na koniec wypiłabym lampkę wina w tym wysprzątanym pokoju i cieszyła się, że chociaż przez 15 minut jest tak, jak lubię. Włączyłabym serial, poleżała chwilę, a później ochoczo przygotowałabym się na tą długo wyczekiwaną randkę, która byłaby najbardziej nudna i przewidywalna, bo zaplanowana sto lat temu. Jedynym niby zaskoczeniem byłby prezent, który wybrałabym sobie sama w Murrano, bo przecież ja najlepiej wiem, czego chcę i co mi się podoba. Tak serio, to zawsze chcę niespodzianki, ale kiedy już ktoś próbuje mnie zaskoczyć, to jestem niezadowolona, więc po co się wysilać, jak łatwiej jest kupić coś, co mi się przyda. Nienawidzę niepraktycznych prezentów, albo takich, które leżą w szafie, bo wiem, że czegoś w życiu nie ubiorę, czy nie dotknę. No dobra, a co dalej? Dostałam prezent niespodziankę. Teraz szampan, kolacja. Mogłabym iść do kina albo na koncert. I pewnie już zaraz bym chciała wracać do dzieci, ale gdybym nie musiała, to rano śniadanie i wtedy, to już na bank do dzieci. 

Na koniec. Tak zupełnie serio, to powiem Ci tylko, że na wszystko przyjdzie czas. I Ty i ja odzyskamy siebie trochę bardziej, niech tylko dzieci trochę podrosną, niech będą trochę bardziej samodzielne. Wiem, że dziś wydaje Ci się to zupełnie nierealne, ale taki czas nadejdzie szybciej niż się spodziewasz. Bycie mamą, to piękna przygoda, ale trudna jak nic innego. Kiedy tylko poczujesz, że nadchodzi moment krytyczny, to zaopiekuj się sobą, bo w tym całym rozgardiaszu, to właśnie mama, która jest z dziećmi w domu potrzebuje najwięcej chwil tylko dla siebie.
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger