NIE MUSISZ DŹWIGAĆ ZAKUPÓW - MAM NA TO SPOSÓB

NIE MUSISZ DŹWIGAĆ ZAKUPÓW - MAM NA TO SPOSÓB

Która z nas nie chciałaby mieć czystego i zadbanego domu? Która z nas nie chciałby mieć chwili dla siebie? Która z nas nie chciałby mieć zrobionych zakupów nie wychodząc z domu? Która z nas nie chciałaby musieć dźwigać? Każda! Każda z nas marzy o takim dniu, kiedy nic nie musi, kiedy nie ma żądnych list "to do". Nie zaradzę na wszystkie nasze domowe obowiązki, ale pokażę Ci mój sposób na zaoszczędzenie trochę czasu. 



Zacznij od powieszenia kartki na lodówce, w pobliżu musisz mieć również długopis. Zapisuj na tej kartce wszystkie artykuły, które kończą się w domu z podziałem na chemię i żywność. Dziś zajmę się chemią, bo na żywność nie mam jeszcze dobrze wypracowanego sposobu. 

Na kartce zapisuję wszystko to, czego nie mam w domu. raz w miesiącu siadam do komputera i robię zakupy. Zamawiam wszystko przez internet - CLINEO. Zaczynając od papieru toaletowego, a kończąc na udrażniaczu rur. Wszystko. Poświęcam chwilę, ale zyskuję tych chwil dużo więcej. Każda z nas wie, jakim zjadaczem czasu jest wyjazd na zakupy. Tym bardziej, jeśli do najbliższego, większego marketu masz jakieś 15 km. Ja? Ja nie marnuję czasu, którego i tak mam jak na lekarstwo. Zamawiam, nie dźwigam, bo zakupy wniesie mi Pan Kurier, rozpakowuje i mam z głowy. Można? Pewnie, że można - wyst
arczy chcieć. 

Nauczyłam się też kupować na zapas. Papier toaletowy, ręczniki papierowe, czy płyny do płukania - zaoszczędzam dzięki temu pieniądze, bo korzystam z promocji. Kupuję też duże płyny, czy koncentraty. 


Płyn uniwersalny do mycia Ajax w butelce 5 litrowej, dla mnie bomba. Myję tym płynę klatkę schodową, bo niestety, ale u mnie na wsi klatki schodowe myją mieszkańcy. Płyn dobrze myje, ładnie pachnie i jest bardzo wydajny, a to ma ogromne znaczenie, kiedy na klatce w bloku  z wielkiej płyty zbierają się różne zapachy. 

Wspomniałam też o udrażniaczu rur, dla mnie to jest świetny wynalazek. I tak, wiem, można sodą, można ekologicznie, ale uwierz mi, że czasem się po prostu nie da. Mam stare mieszkanie, zamieszkiwane wcześniej przez kilka innych rodzin. Udrażniacz był koniecznością. Najczęściej miałam taki w granulkach, tym razem pokusiłam się o taki w żelu Ludwik. Wlewam płyn, zostawiam na kilkanaście minut, przelewam gorącą woda i gotowe. Koniecznie pamiętaj o umyciu dobrze powierzchni, w której rura była udrażniana, ponieważ opary unoszą się na całej powierzchni, a przecież nie chciałaby wejść do wanny i kąpać się w chemii. No nikt by nie chciał. 

Wiele jest takich artykułów, z których możesz korzystać zamawiając przez internet. Dodatkowym pozytywem jest to, że nie masz w torbach chemii razem z żywności, bo wiadomo jak jest na zakupach z dziećmi - wchodzisz szybko i wychodzisz jeszcze szybciej, nie myślisz wtedy o segregowaniu zakupów. I jeszcze ejdno, nie wydasz niepotrzebnych pieniedzy, bo marketing sklepowy działa tak, żebyś kupiła nawet to, czego nie potrzebujesz, tutaj wybierasz tylko konkretne produkty. 


Rozumiem, że czasem jest lepiej dotknąć, ale biorąc pod uwagę właśnie środki czystości, to na pewno przez lata wypracowałaś już jakiś schemat i masz swoje ulubione, dlatego zachęcam Cię do spróbowania chociaż raz zrobić zakupy przez internet, nie dźwigać i cieszyć się wolną chwilą. Jestem pewna, że będziesz bardzo chętnie korzystała z mojej metody, tym bardziej, kiedy zobaczysz, ile możesz zyskać.

Teraz mój sposób na osad po kawie i herbacie - pokażę Ci na przykładzie kubków, ale sprawdzi się również na łyżeczkach. Każda z nas się z tym zmaga, zwykłe mycie nie daje rady, zmywarka też zawodzi, ale osad wygląda tak, jakby naczynia były nie umyte. Ja osobiście, jak tylko widzę na kubku jakiekolwiek przebarwienie, to wystawiam naczynia i działam. Teraz psikam moim kiczenem, odstawiam na chwilę i zwyczajnie myję - efekt murowany. Popatrz. Poniżej są zdjęcia przed i po. Płyn przyjemnie pachnie, nie jest chemiczny i działa, a to przecież najważniejsze. Działa również na tłuszcz i sadzę.






Na koniec mam dla Ciebie kod rabatowy, 10% na wszystkie artykuły niebędące w promocji. Wpisz podczas zamówienia kod KUPON2Q, czas masz do końca czerwca. 
PODZIWIAM CIĘ KAŻDEGO DNIA MAMO

PODZIWIAM CIĘ KAŻDEGO DNIA MAMO

W tym roku niestety nie mogę złożyć Ci życzeń osobiście, choć bardzo bym chciała Mamo. Czasami tak jest, że życie pisze scenariusze, które zawsze były jakby obok. Mam prezent, ale czym jest czekoladka czy biżuteria w porównaniu ze słowami i obecnością. Słowa. To one sięgają najgłębiej, to one pokazują, mówią - czasem bolą, czasem uskrzydlają, dlatego powstaje ten wpis. Będę do niego wracać i Ty czytaj go jak najczęściej Mamo, żebyś wiedziała, jak ważna jesteś dla nas. 



Ty wiesz, zawsze wiedziałaś. Boże, jak mnie to wkurzało, że Ty wiedziałaś. Wiedziałaś, kiedy ja nie wiedziałam albo nie chciałam wiedzieć. Czułaś, do dziś czujesz. Znasz się na ludziach. Masz radar, który na moje szczęście i nieszczęście odziedziczyłam po Tobie. Czasami tylko spojrzałaś i wiedziałaś, że: "to nie jest koleżanka dla Ciebie", "z ładnej miski się nie najesz" i "a nie mówiłam, że tak będzie". Dziś Ci za to dziękuję, bo wszystko to mnie ukształtowało. Nauczyło mieć twardą dupę, ale serce mam tak samo miękkie jak Twoje. Dlatego tak dobrze Cię rozumiem i wiem, czym Cię wkurzyć. Tak samo jak Ty. Wiesz, kiedy jestem wściekła, kiedy wstałam lewą nogą, czy nie jest tak jak sobie umyśliłam. Nikt mnie nie zna tak jak Ty. 

Nigdy nie oceniałaś. Nigdy się nie wtrącałaś. Zawsze mogłam podejmować decyzję sama, a od Ciebie słyszałam: "jakąkolwiek decyzję podejmiesz, będę stała za Tobą murem", choć często uważałaś inaczej niż ja. Moje decyzje były zawsze moimi, a Ty stałaś z otwartymi ramionami i czekałaś, kiedy przyjdę z płaczem. Byłaś, kiedy rezygnowałam ze studiów, byłaś, kiedy opłakiwałam kolejną "wielką miłość", byłaś, gdy rodziły się dzieci, byłaś, kiedy zostałam sama z dziećmi, byłaś, kiedy płakałam, bo "jestem w ciąży". Tak wiele razy Cię zawiodłam, a Ty zawsze jesteś. Zawsze mogę na Ciebie liczyć, na Tobie polegać. 

Złościsz się na mnie, bo jestem szczera i czasem powinnam ugryźć się w język, ale to Ty nauczyłaś mnie, że lepiej najgorsza prawda, niż małe kłamstwo. Ty przekazałaś mi wartości, to dzięki Tobie doceniam to, co mam, to dzięki Tobie wiem, że dobra materialne nie są najważniejsze, a siła jest w rodzinie.

Kiedy sama zostałam mamą, tak bardzo doceniłam Twoją pracę. Zrozumiałam, co czułaś przez te wszystkie lata. Dotarło do mnie, ile pracy włożyłaś w nasze wychowanie. Poczułam, czym jest strach, lęk, czym jest obawa o swoje dziecko. Zrozumiałam, co to znaczy, że chce się dla kogoś jak najlepiej. Tylko Ty mnie rozumiesz, kiedy mówię: "Boże, jak ja bym chciała iść do pracy". 

Chciałam, żebyś poczuła się kobietą, żebyś pomyślała o sobie. Piękna. Odważna. Niezastąpiona. Jedyna. Nie pozwalam Ci wątpić w siebie i w swoje możliwości, bo nie znam drugiej takiej osoby jak Ty. Nie znam nikogo tak silnego jak Ty. Niech te kilka zdjęć, moje słowa i dzień razem spędzony będzie moimi życzeniami z głębi serca, bo wiesz Mamo, mówię Ci to za rzadko, ale bardzo Cię kocham.

Jestem pewna, że Ania i Krzysiek również przyłączają się do moich słów. 




O ZWIĄZKACH I ICH ROZPADZIE

O ZWIĄZKACH I ICH ROZPADZIE

Nie jest to post, w którym dowiesz się, czy odejść od męża, nie jest to też post, który w jakikolwiek sposób będę przekonywała Cię, że warto zostać przy swoim mężczyźnie. Odpowiem Ci dziś na najczęściej zadawane mi pytania. Są takie, które powtarzają się w każdej wiadomości, są też takie, które są błaganiem o pomoc. Nie będę bawiła się w terapeutę, bo nie mam do tego kompetencji, pokażę Ci jedynie, że można, że się da i że wszystko w Twoich rękach, a życie się nie kończy, życie się dopiero zaczyna. Są gorsze i lepsze momenty, ale to Ty decydujesz, czy dasz radę, czy nie. Zaakceptuj siebie, swoje emocje i do przodu. Nie przeciągam.


Oj, co się stało?

W zasadzie, to nie stało się nic. Kompletnie nic. Nie byłam bita, krzywdzona, zdradzana. Po prostu czasami tak jest, że ludzie do siebie nie pasują, próbują, ale się nie udaje. Mijają lata i zamiast być lepiej, to jest gorzej - taki syndrom gotującej się żaby - dostosowanie. Są dzieci, jest rodzina - nie takiej chciałaś przyszłości, aż nadchodzi dzień, kiedy już wiesz, nabierasz pewności, podejmujesz decyzję i działasz. Rozmawiasz, pakujesz się, znów rozmawiasz, nie palisz mostów, ale czujesz ulgę, kiedy zamykasz drzwi. To koniec. Koniec tamtego życia, początek Twojego nowego, pięknego i spokojnego czasu. Oczywiście nie od razu. Na wszystko przyjdzie czas - dużo pracy, chęci i emocji, walka o samego siebie. Będzie dobrze.

Nie mieszkasz już w Gdańsku?

Nie, nie mieszkam. Razem z dziećmi wróciłam do mojej rodzinnej miejscowości.

Zdradził Cię?

Nie. A nawet jeśli i ja o tym nie wiem, to co by to zmieniło, gdybym dowiedziała się dziś? Nic, kompletnie nic. Ludzie wokół mnie myślą inaczej, ale oceniać jest łatwiej innych niż samych siebie, dlatego nie biorę tego do głowy.

Jak się wyprowadziłaś? Jak to zorganizowałaś?

Podjęłam decyzję, przyjechałam do rodziny, żeby porozmawiać, żeby mieć wsparcie i żeby wiedzieć, że mam dokąd wrócić. Wróciłam do domu, pomału zaczęłam pakować swoje i dzieci rzeczy, zabrałam to, co najpotrzebniejsze, wyjechałam. W między czasie szukałam dla nas jakiegoś miejsca, żeby zbyt długo nie siedzieć na głowie rodzicom, przy okazji, kiedy tylko mogłam zabierałam resztę naszych rzeczy.

Wizyta u prawnika i co dalej?

Jeśli jesteście małżeństwem, to będzie trudniej, formalnie trudniej, ale do przejścia. Wizyta u prawnika i będziesz wiedzieć wszystko. I tu znowu - różne są sytuacje, ale kiedy w miarę zgodnie do wszystkiego podchodzicie, to ustalenie miejsca pobytu dzieci przy Tobie, alimenty, określenie spotkań Rodzica z Dziećmi i tyle.

Co robiłaś po kolei, kiedy już zdecydowałaś?

Działałam jak w amoku, serio, wszystko nabrało takiego tempa, że nie miałam czasu na zastanawianie się, co dalej, co po kolei. Wiedziałam czego chcę i do tego dążyłam, widziałam w oddali cel, to pomagało.

Co pracą, co z pieniędzmi?

Pracy nie miałam, kasy też nie. Rodzina, rodzina i jeszcze raz rodzina, gdyby nie Oni, to byłoby zdecydowanie trudniej. Próbowałam dwukrotnie podjąć pracę, niestety z racji przedszkola moich dzieciaków było to niemożliwe. Nic kosztem dzieci, one dodają mi skrzydeł.

Nie wiedziałam, bardzo mi przykro. 

Nie lubię, kiedy Ci przykro, bo mi przykro nie jest. Świadoma decyzja, przemyślana i podjęta totalnie bez emocji. Tak miało być.

Od dawna czułam, że jest coś nie tak. Nie wrzucałaś Waszych zdjęć, nie pisałaś o Was. Byłaś tylko Ty i Dzieci.

Blog był i jest moją odskocznią, dlatego tych zdjęć nie było. Chociaż jak się głębiej nad tym zastanowię, to faktycznie może coś w tym było.

Nie żałujesz?

Miałam jeden moment kryzysowy, kiedy wynajęłam mieszkanie i zaczęłam je ogarniać. Stare mieszkanie kontra moje piękne, nowe wnętrza w wymarzonym domu. Jedna noc łez, poukładanie wszystkiego w głowie i do przodu. Wątpliwości minęły tak samo szybko jak się pojawiły. Generalnie wyznaję zasadę, że niczego nie żałuję - bo wszystko co dzieje się w moim życiu, to nauka, doświadczenia i krok do przodu.

Dużo Cię to kosztowało?

Pieniędzy? Nie, bo ich nie miałam. Emocji? Nerwów? Stresu? Do dziś się zbieram i uważam, że jeszcze wiele lat będę sobie to wszystko układała.

Czy powinnam odejść od Męża?

Tak? Nie? Nie wiem. Nie mi to oceniać. Dla mnie najważniejszą rzeczą było uświadomienie sobie, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Dzisiaj stojąc przed lustrem wiem, że nic więcej już nie mogłam. Nie rozdrapuję, nie zastanawiam się. Wiem też, że wszystko ma swoje granice i po prostu przychodzi taki dzień, kiedy masz pewność, kiedy już się nie zastanawiasz. Wtedy działaj. I pamiętaj, to ma być Twoja decyzja, nikogo innego. Są różne sytuacje, ale zakładam, że jesteś w podobnej do mojej i dlatego o to pytasz.

Nie robisz kroku w tył, robisz krok do przodu.

To myśl, której trzymałam się od samego początku. I każdego dnia sobie to powtarzam. Dziękuję Mojemu Bratu, że tak bardzo we mnie wierzył i wierzy. Wątpliwości były, są i będą, ale kiedy jest wsparcie, to można wszystko.

Po burzy zawsze wychodzi słońce i wiem, że będziesz zadowolona z podjętej decyzji.

Nie znam Kobiety, która po podjęciu takiej decyzji żałuje. Słońce wyjdzie prędzej czy później, ale wyjdzie.

Co dalej?

Scenariusza nie miałam. Nie wiedziałam, co przyniesie nowy dzień. Scenariusz napisało życie, tak wiem, jestem dorosła, wiedziałam, co robię, ale czy ja mówiłam już, że nigdy niczego nie żałuję? No właśnie! Więc nie żałuję, tak miało być. Każdy z nas powinien choć raz w życiu zrobić coś, co nie wypada i nie żałować. Serio. 
WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

WYPRAWKA PIERWSZY I TRZECI RAZ - CZYM SIĘ RÓŻNI

Wyprawka kompletowana pierwszy raz jest doprecyzowana, przemyślana i zdecydowanie za duża. Wydaje nam się, że potrzebujemy wszystkiego, co gorsza, że potrzebujemy tego wszystkiego na już. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Maluszek nie potrzebuje tysiąca kocyków, ogromu zabawek i tych wszystkich, pięknych, idealnych ubranek. Wyprawkę dla Matyldy miałam skompletowaną na długo przed porodem, dla Kajetana w dniu narodzin nie brakowało mi niczego, za to dla Kai wyprawka była minimalistyczna i tak naprawdę załatwiłam ją podczas jednych zakupów. Miałam swoje "must have", które wiedziałam, że się przyda i sprawdzi. 


Z racji tego, że Kaja dzieli pokój z nami, bardzo chciałam stworzyć dla Niej mały kącik. Mała, przyjazna przestrzeń dla nowego członka rodziny. Nie chciałam wydawać ogromnych pieniędzy, więc wszystko zrobiłam własnymi rękami - baldachim uszyłam, makramę zrobiłam, miśki zawiesiłam i jest. 


Kosz ze stelażem na biegunach - koniecznie. Wiem, że są dzieci, które w nim nie śpią, moje spały i Kaja też śpi. Uwielbiam kosz za to, że mogę go zabrać wszędzie. Do kuchni, do łazienki, mogę postawić przy łóżku. Ideał. 


Śpiworek mumia, miałam dla Kajetana, mam dla Kai. To jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie zimy i jesieni. Owinę, zawinę i nie muszę się spinać z kurtkami, czapkami. dziecku jest ciepło, mi wygodnie. Można? Można!



Chusta. Wolne ręce, dzidzia przy mnie, bliskość. Wszystko, co najlepsze. Nie będę się teraz rozpisywać o wadach i zaletach chusty elastycznej i kółkowej, bo o tym szykuję oddzielny post, ale zdradzę Ci, że to moje pierwsze zderzenie z kółkami i jestem bardzo, bardzo na tak.

Wózek - chciałam mały, lekki, nowoczesny i dostosowany do moich potrzeb, padło na Bugaboo Bee. 

Nie wyobrażam sobie również macierzyństwa bez dużego bambusowego otulacza, bez aspiratora do nosa, bez smoczka i bez karmienia piersią. 

Wiesz, co Ci jeszcze powiem? Że absolutnie żadna z kobiet, która będzie kompletowała swoją pierwszą wyprawkę nie będzie się liczyła ze zdaniem innej mamy, dlatego, że te zakupy i to wszystko jest mega przyjemne. Dlatego dziewczyny kupujcie, szalejcie i wyżywajcie się zakupowo, bo przy kolejnych wyprawkach będzie to wyglądało zupełnie inaczej. 


OSTATNICH DWANAŚCIE MIESIĘCY

OSTATNICH DWANAŚCIE MIESIĘCY

Czy nowy miesiąc jest dobrym powodem do podsumowania ostatniego roku? Ani dziś poniedziałek, ani Nowy Rok, ani nawet nowy rozdział. Szykuję serię wpisów, trochę wyjaśniających, trochę pokazujących. Dziś jednak chciałabym opowiedzieć, a raczej pokazać nasz ostatni rok w zdjęciach. Dlaczego dziś? Dlaczego rok? Już tłumaczę. Rok temu o tej porze już wiedziałam. Bałam się, płakałam, nie wiedziałam, jak to życie poskładać. Niby wiedziałam, ale jednak nie dopuszczałam do siebie myśli. Niby wszystko miało się zmienić, ale ja wypierałam to, co było już tak oczywiste. Rok temu serce zabiło mocniej, łez było zdecydowanie za dużo, oddech przyspieszył, a oczy nie chciały widzieć tego, co było jednoznaczne. Dwie kreski na teście - strach, lęk, załamanie. Dziś, rok później - dziękuję, że tak się stało. Dziś czuję się spełniona. Dziś nie zmieniłabym nic, nie cofnęłabym czasu, nie podjęłabym innych decyzji. Dziś mam pewność, dziś wiem. Dziękuję Kajusiu, że to mnie wybrałaś na swoją mamę. Dziękuję. Nie będę pisała więcej. Pokażę. Na słowa będzie jeszcze czas. Chciałabym Cię tylko delikatnie wprowadzić w zmiany jakie zaszły w naszym życiu.


















Lubisz nas na FB?
Śledzisz nasz Instagram?


W PLANSZÓWKI GRAMY - ALEXANDER

W PLANSZÓWKI GRAMY - ALEXANDER

Były książki teraz czas na gry planszowe Alexander. Planszówki, to świetny sposób na wspólne spędzanie czasu. Wiesz, jak ja się jaram, że te moje szkraby są coraz starsze i coraz więcej rozumieją, a co za tym idzie, możemy grać w coraz więcej gier. Gry były niezastąpione, kiedy urodziła się Kaja, a przy piersi spędzała znaczną część dnia, ja wtedy mogłam razem z nią siedzieć i jednocześnie choć trochę być z dzieciakami. W planszówkach lubię dowolność zasad, bo kiedy jakaś gra jest jeszcze za trudna dla dzieci, to wspólnie wymyślamy swoje zasady, a to bardzo ułatwia, ponieważ możemy grać we wszystko i nie martwić się, że dana gra nie jest dla moich maluchów. Poniżej są gry, w które ostatnimi czasy graliśmy najczęściej. Ułożone są w kolejności od tej najczęściej używanej. 



RACH CIACH!

Kolorowe kulki, które musimy nabijać na patyczek w odpowiedniej kolejności, to sposób na małe ludki, które są w ciągłym biegu. Uczy kolorów, rozwija pamięć, ale też świetnie sprawdza się jako gra zręcznościowa. Oczywiście najfajniejszy w zestawie jest dzwonek, kto pierwszy ułoży, ten używa dzwonka, rewelacja. Zestaw kart, dzięki którym nakładamy kulki w odpowiedniej kolejności na patyczek. Bardzo fajna i rozwijając gra. Jestem pewna, że zachwyci i starszych i młodszych graczy.



MINY JAK CYTRYNY 

Nie znam dziecka, które nie lubiłoby stroić min, do tego lustro i mamy świetną zabawę. Zestaw skłania do ćwiczenia mimiki twarzy, ale też fajnie uczy odczytywać emocje. Grymasy, które są na kartach musimy odwzorować tak, żeby pozostali gracze mogli odnaleźć nasz wyraz twarzy na pozostałych kartach. Gra, która uczy i bawi. Dobra zabawa gwarantowana.


MOJE NA GÓRZE

Generalnie chodzi o to, żeby jak najszybciej dotrzeć do mety, pomóc nam w tym mają łapki, tzn.łapka, która jest na górze stosu powinna należeć do nas. Jest klepsydra odmierzająca czas, są karty z pytaniami i co najmniej trzech zawodników, którzy powinni udzielać odpowiedzi uderzając łapkami o podkładkę. Ten z graczy, który jest na samej górze wygrywa rundę. Dobra zabawa dla nieco starszych dzieci, bo niektóre pytania są zbyt trudne dla moich szkrabów, jednak mimo to uderzanie łapkami okazuje się zdecydowanie fajniejsze.


BIZNES junior

Jako dziecko grałam w Eurobiznes, jak ja lubiłam tą grę - uwielbiałam ten cały przebieg, ale najfajniejsze były pieniądze. Inwestowanie, budowanie, kupowanie działek. Pobieranie opłat, liczenie pieniędzy - wszystko jak w prawdziwym życiu. Dzieci lubią ten rodzaj zabawy, chociaż Kajetan jest jeszcze trochę za mały. Co prawda gra, próbuje, ale szybko traci cierpliwość i się nudzi. Nie szkodzi, wrócimy do niej za jakiś czas.


Robaczki, polubcie koniecznie profil Alexander Toys na FB - co piątek są tam świetne nagrody do wygrania. Wszystkie gry dostępne są TUTAJ!
AROMATYCZNY PĘCZAK Z GRZYBAMI

AROMATYCZNY PĘCZAK Z GRZYBAMI

Lubisz zapach grzybów? Ja uwielbiam. Aromat sprawia, że czuję się beztrosko. Powoduje we mnie same pozytywne emocje. Przypominam sobie czasy, kiedy z Rodzicami chodziłam do lasu, kiedy Mama uczyła mnie rozróżniać odmiany grzybów, kiedy widziałam muchomory i krzyczałam, że uciekamy, bo nas zatrują. Grzyby, to same dobre chwile. Beztroska, zapach, który nadaje wyrazu. Pokaże Ci dzisiaj przepis na bardzo prostą potrawę, którą możesz jeść jako danie główne, albo zamiast ziemniaków jako dodatek do mięsa, czy surówek. 



KASZA PĘCZAK Z GRZYBAMI - KASZOTTO

Potrzebujesz:

* 2 filiżanki kaszy pęczak,
* suszone grzyby,
* czosnek,
* koncentrat grzybowy Devaldano,
* sól i pieprz
* opcjonalnie żurawina.

Kaszę pęczak płuczemy w zimnej wodzie. Do słonej, gotującej się wody wrzucamy dwie duże łyżki koncentratu grzybowego - dodajemy kaszę i gotujemy, aż kasza będzie miękka. Odlewamy wywar zostawiając odrobinę na dnie garnka. Grzyby suszone moczymy w wodzie, kroimy, razem z drobno pokrojony czosnkiem podsmażamy na patelni, przyprawiamy solą i pieprzem. Ugotowaną kaszę wrzucamy do garnka z resztą wywaru, stawiamy na maleńki ogień, dodajemy podsmażone grzyby z czosnkiem i do całości jeszcze dwie łyżki koncentratu grzybowego. Mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem i cieszymy się cudownym zapachem i świetnym smakiem. Napisałam opcjonalnie żurawina. Jeśli lubicie dodatki, to żurawina fajnie się sprawdzi, położona obok na talerzu doda smaku i nada całości delikatnie kwaśnego smaku. 

Możesz wrzucić kawałki kurczaka, zjeść z gulaszem albo tak jak ja, samo podane na talerzu. 


Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger