GÓWNO! NIE ORGANIZACJA!

GÓWNO! NIE ORGANIZACJA!

Jest grudzień. Świąteczny czas. Przyjazny czas. I to chyba najbardziej skłoniło mnie do poruszenia tego tematu. Do zabrania głosu. Generalnie trudno jest mnie sprowokować, żebym wypowiedziała się na te dość kontrowersyjne tematy, ale trochę tego za dużo. Ile można, wszystko ma swoje granice. Serio. Niby są dwie płci - kobiety i mężczyźni, ale każde z nas ma swoje odnogi. Jedną z nich jest kobieta - matka - wszechwiedząca, oceniająca. Najwięcej ich w internecie, najwięcej na forach dla mam. Nie wiem, czy szukają poklasku, czy karmią się tym, że krzywdzą innych, czy może zwyczajnie podbudowują swoje ego. Nie wiem i szczerze, to gówno mnie to obchodzi, ale mam dość tych najmądrzejszych, tych, które robią najlepiej, które nie rozumieją, że dzieci są różne, że sytuacje są różne i nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Zapytasz, dlaczego się tak unoszę - a dlatego, że w ciągu dosłownie kilku dni trafiłam na kilkanaście wypowiedzi tak bardzo oceniających inne mamy, tak bardzo krzywdzących inne kobiety, że zwyczajnie nie wytrzymałam. Do tego w kręgu mojej rodziny, moich znajomych jest sporo mam, które mówią o tym, że ciocie, babcie, mamy - wszystko, co robią te młode mamy krytykują, porównują i powodują gorsze samopoczucie kobiet, które tak naprawdę potrzebują wsparcia, bo przecież dopiero odnajdują się w nowej roli.


Droga Mamo Wszechwiedząca, 

piszę do Ciebie, do Ciebie i do Ciebie też, jest Was wiele. Każda z Was ma swoje racje, każda zapewne ma jakieś doświadczenie. Czasami powiecie coś nieświadomie, czasami źle dobierzecie słowa - ok, rozumiem. Zmęczenie robi swoje. Mimo to uważam, że odrobina empatii byłaby wskazana. Zwłaszcza, że pewnie całkiem niedawno byłaś tą młoda, zagubioną mamą. Pamiętaj Moja Droga, że każde dziecko jest inne. Pamiętaj, że każda sytuacja jest inna. Pamiętaj, że często mamy są zostawione same sobie i naprawdę nie mają żadnej pomocy. Oczywiście, że masz prawo do swojego zdania, tylko błagam, wyraź je tak, żeby nikogo nie krzywdzić, nie oceniać, bo nie pomagasz.

To, że Twoje dziecko spało od początku w swoim łóżeczku, że nie było dzieckiem wymagającym, że miałaś czas na wszystko, nie upoważnia Cię do wyrażania swoich osądów i rzucania hasłami, że "z niemowlakiem, to ja się ciągle nudziłam" - cudownie, że miałaś takie dziecko. Naprawdę Ci zazdroszczę, bo moje np. nie spało wcale w swoim łóżeczku, 3/4 dnia spędzało przy piersi, a zrobienie kupy w samotności było wyczynem. Kiedy słyszę tekst, że "wszystko jest kwestią organizacji", to autentycznie robi mi się słabo. Wiesz dlaczego? Dlatego, że ja zwyczajnie wolałam być wyspana niż wykąpana, dlatego, że obiad z dwóch dań jedliśmy jak była możliwość wyjścia do baru mlecznego albo dziadków w niedzielę, więcej - obiad w ogóle czasami był luksusem. Śniadanie jedzone z dzieckiem na ręku, kawa pita przez cały dzień. Trzyminutowy prysznic. To była moja rzeczywistość.

O organizacji możemy mówić w pracy, w życiu jet inaczej, bo dziecko to żywa istota z różnymi humorami, dolegliwościami i pakietem przeróżnych emocji. Kiedy słyszę, że mamy wstają przed dziećmi, to zastanawiam się, o której ja musiałabym wstawać, bo moje dzieci budzą się skoro świt - jest ekstra, jeśli wstaną o 6, żeby wstać przed maluchami, to chyba wstawałabym o czwartej (!), a dla mnie to nierealne. Drugą sprawą są drzemki. Droga Mamo, jedne dzieci śpią po 3 h, inne śpią po 20 minut. Jedne dzieciaki śpią do czwartego roku życia, inne śpią do drugich urodzin. I uwierz mi, że wieczorem marzę tylko o tym, żeby dzieciaki poszły do łóżek, a ja żebym mogła wyciągnąć nogi na kanapie, mimo bałaganu i zlewu pełnego garów. Moje zasoby snu już dawno się wyczerpały i o ile latem jest całkiem ok, to jesienią czy zimą bywa naprawdę ciężko. Każda z nas ma inaczej, każda ma inne granice, każda inaczej reaguje na brak snu, na zmęczenie, na frustrację. Nie szufladkujmy się, bo to nie ułatwia. Co gorsza często bardzo źle wpływa na samopoczucie kobiety, bo czuje się nieidealna, bo nie daje rady, a mama w internecie pisze, że ma codziennie obiad z dwóch dań. Dobrze, że ma, oby mąż doceniał, oby nie robiła tego obiadu kosztem swojego zdrowia. Każde zasoby się kiedyś kończą...

Nie oszukujmy się - życie z niemowlakiem i życie z dzieckiem szkolnym wygląda zupełnie inaczej. Starszak pomoże, niemowlak wymaga. Dla mnie doba jest za krótka na wszystko, a nie pracuję zawodowo, ale faktem jest, że kiedy pracowałam, to paradoksalnie wydawało mi się, że tego czasu miałam więcej. Tylko w weekend okazywało się, że dom nie był sprzątany od miesiąca, a ja nie jestem w stanie nic zrobić, bo dzieci też mnie potrzebują. Bycie rodzicem, to najtrudniejsze zadanie w naszym życiu, najbardziej pracochłonne, najbardziej odpowiedzialne. Znam mamy, które pracują, które się spełniają, ale kosztem dzieci niestety - nie ma złotego środka. Żadna z nas nie jest upoważniona do oceniania, do głoszenia osądów, bo ja dawałam radę... Ty dawałaś, inna mama nie i tak też jest ok, dlatego więcej pokory Droga Mamo. I zrozumienia. Każdemu będzie żyło się lepiej. Wykorzystaj może ten świąteczny czas i znajdź w sobie trochę więcej empatii.


                                                                   Mama Dzieci nie do końca wymagających
CZEGO NAJBARDZIEJ BRAKUJE MI NA WSI?

CZEGO NAJBARDZIEJ BRAKUJE MI NA WSI?

Rok temu w listopadzie wróciłam ze wsi na wieś - tak się śmieję. Z domu do bloku. Z nowego na stare. I chociaż moja rodzinna wioska nie jest miejscem na końcu świata, to jednak po kilku latach spędzonych w mieście ciężko było mi się odnaleźć. Było kilka powodów - pierwszy i chyba w tamtym momencie najważniejszy, to ludzie - wiesz, jak jest na wsi - każdy o każdym wszystko wie, a nawet wie więcej niż Ty sama, odzwyczaiłam się od tego, ale dziś już się nie przejmuję, bo nikt mojego życia za mnie nie przeżyje. Po drugie - wszędzie daleko - gdziekolwiek nie chciałabym się wybrać, to muszę dojechać - nie będę wspominała nawet o jakichś atrakcjach - basen, łyżwy, czy głupie lody. Po trzecie - zakupy - uwierz mi na słowo, że są takie rzeczy, których do tej pory nie znalazłam tutaj na miejscu, nawet w mieście. Męczące to bardzo, zwłaszcza jeśli jesteś przyzwyczajona do pewnej grupy produktów, a tu nagle ich po prostu nie ma. Po czwarte - nadal zakupy, ale w sensie dowozu do domu - raz w miesiącu robiłam wielką listę zakupów, otwierałam stronę sklepu na "T" i zamawiałam z dowozem do domu. O, jaka to oszczędność i czasu i pieniędzy. Tutaj wszystko się zmieniło, uczyłam i nadal uczę się tego życia na nowo. Z pomocą jednak przychodzą sklepy internetowe, w których składam zamówienie i bez problemu artykuły są dostarczane do domu. Przykładem może być sklep Bee - kupisz tu kosmetyki naturalne, zdrową żywność, artykuły do domu, a nawet książki. 


100% pasta orzechowa, czarna pasta do zębów, czy kaszka zbożowa, to artykuły, o które pytają u nas w domu wszyscy. W ciągu dosłownie kilku dni 3 razy znajomi pytali o czarną pastę - gdzie kupiłaś, gdzie kupiłaś. Pasta orzechowa jest najlepsza do ciasta. Żurawina i rodzynki idą w ilościach hurtowych, uwielbiamy wszyscy. Napój migdałowy z kaszką jest ideałem. Nowością dla mnie jest ECO mydło, czy płyn do naczyń - obłędny zapach, a obawiałam się, że nie będę czuła nic poza octem, bo z chemią naturalną kojarzy mi się ocet i soda. Żele pod prysznic, scrub do ciała - klikasz "do koszyka", robisz przelew i czekasz na paczkę. Nie wiem, czy Ty też tak masz, ale ja zawsze się jaram każdą nawet najmniejszą przesyłką. Ile to radości, kiedy niby wiesz, a jednak udajesz, że nie i rozpakowujesz wszystko z uśmiechem na twarzy - uwielbiam ten moment i to udawane zaskoczenie. A kiedy okazuje się, że w pudełku są jakieś gratisy, to włącza się we mnie gen "typowej grażyny" i opowiadam wszystkim, jak to dostałam błyszczyki do ust w pudełeczku od miodu i w pszczółce, jak to D. ucieszył się z Yerba Mate w puszce, bo mógł rozpocząć dzień bez kawy i jaka gorzka jest zielona herbata bez cukru. No żyć nie umierać. Kupować i cieszyć się z drobnostek. Doceniać. Doceniać nawet podczas zakupów.




Powroty są trudne, ale z czasem się wszystko układa. Nabiera rozpędu. Niby stare, a tak kompletnie nowe, bo niby stare  bloki, ale kiedyś, to ja szłam do mamy, a teraz sama nią jestem. Na wszystko przychodzi czas, trzeba tylko go sobie dać i pozwolić na spokojnie przyzwyczaić się do nowego. Bo nowe, nie oznacza, że gorsze - często nowe od początku jest lepsze, tylko nie potrafisz tego dostrzec. I nawet, jeśli na wsi brakuje Ci sklepu i artykułów, które w nim kupujesz, to żyjesz w czasach, kiedy praktycznie nie ma przeszkód, a wszystko jest dostępne dosłownie za rogiem. 
DŁUGIE, JESIENNE WIECZORY

DŁUGIE, JESIENNE WIECZORY

Przyszła jesień. Długie, nudne wieczory. Próby zorganizowania dzieciom czasu tak, żeby się wymęczyły i żeby się nie nudziły. Pamiętam, jak w pierwsze długie popołudnia pisałam na facebooku, że kompletnie nie wiem, co począć z tymi moimi bąblami, że się nudzimy, że nie ma, co robić. Zaczęłam nawet kombinować, czy może nie zapisać dzieci na jakieś zajęcia dodatkowe, ale zdałam sobie sprawę z tego, że to będzie rozwiązanie, w którym ja nie będę brała udziału, a skoro jestem w domu, to spędźmy ten czas razem. Miałam jakiś kryzys twórczy i dopiero po kilku dniach wpadłam na pomysł, że przecież możemy razem gotować, robić kartki na święta, czytać, czy grać w gry. Wtedy też przypomniało mi się, że jakiś czas temu dostaliśmy nowości od Wydawnictwa Babaryba - książki przeleżały lato, bo latem, to z czytaniem bywa różnie, ale teraz okazały się świetnym pomysłem. Zerknijcie jakie nowości pojawiły się w ofercie wydawnictwa.


1. Jedź! Jedź! Stój! - Charise Mericle Harper - nie dość, że świetnie uczy kolorów, to wprowadza zagadnienie sygnalizacji świetlnej. Pojawiające się kropki idealnie odzwierciedlają światła, każda informuję, co powinniśmy robić, kiedy widzimy dany kolor. Naprawdę fajna i rozwijająca pozycja. Kajetan jest nią zachwycony, zwłaszcza, że są tam koparki, betoniarki i wszystkie inne ciężkie sprzęty. Myślę, że to dobry prezent na Mikołajki albo jako dodatek do prezentu świątecznego. Chłopcy będą zachwyceni.




2. Super M - Dawid Ryski - bardzo prosta i mądra książka. Uwielbia ją Matylda. Czytamy ją chyba najczęściej. Przekazuje sporo wartości, pokazuje, ile każda mama jest w stanie zrobić, dodaje skrzydeł, kiedy dzieci na koniec krzyczą:"to mama" - widać, że doceniają ogrom pracy, jaki jest przed mamą każdego dnia. Mama superbohaterka, każda z nas chyba powinna się nią czuć, każda z nas powinna czuć, że ktoś widzi nasze zaangażowanie, a nie ma lepszych krytyków niż dzieci. Proste słowa, dużo miłości. Czytajcie, ja się wzruszam za każdym razem.




3. Amory, zaloty i podboje - Szymon Drobniak & Maria Łepkowska - to już kolejna książka napisana w bardzo przystępny sposób na temat spraw, o których trudno się mówi. Wcześniejsze Pupy i Gęby doprowadzały nas do łez, ze śmiechu oczywiście, tu nie jest inaczej. Książka raczej dla starszego dziecka, ale powiem Wam szczerze, że Matylda bardzo lubi słuchać o tym, jak zwierzątka się rozmnażają, jak z kwiatka powstaje kwiatek. Myślałam, że do czytania tych książek będziemy musieli jeszcze poczekać, okazuje się, że jednak nie, bo jeśli dziecko ma jakąś zajawkę, to warto w nim rozwijać te zainteresowania. A i Kajetan nie pozostaje obojętny, bo wszystkim ilustracjom przygląda się z dużą aprobatą.




4. Jedziemy na wycieczkę - Peter Knorr & Doro Gobel - książki bez tekstu są o tyle fajne, że za każdym razem możemy wymyślać nowe historie, bardzo mocno możemy rozwijać wyobraźnię dziecka i jego kreatywność. Jest las, jest wycieczka, jest ognisko. Same przygody i atrakcje, bo co może być lepszego od obcowania z przyrodą. Są konie, są łódki, są też rowery. Można się bawić, można korzystać. Wspólnie opowiadać i szukać ukrytych małych obrazków - tak najbardziej lubią czytać właśnie tę pozycję Kajetan i Matylda.




5. Statki, łodzie, motorówki - Peter Knorr & Doro Gobel - kolejna obrazkowa pozycja. Tu jednak akcja rozgrywa się na wodzie, więc poznać możemy różne sprzęty wodne. Możemy wejść na jeden z pokładów i poczuć się jak na rejsie. Dużo się dzieje - możemy iść na lody, do kawiarni, możemy popływać kutrem, pontonem czy promem. Każdy mały człowiek chciałby przeżyć taką przygodę. Duża ilość pojazdów, duża ilość atrakcji, wszystko to, co lubimy najbardziej. Zostań jedną z postaci i daj ponieść się przygodzie.



KAROLINA, DLACZEGO WYPROWADZIŁAŚ SIĘ Z DOMU?

KAROLINA, DLACZEGO WYPROWADZIŁAŚ SIĘ Z DOMU?

Tytułowe pytanie, jest tym, które zadajesz mi najczęściej, od kiedy napisałam, że zmieniliśmy adres. I najpierw nie odpisywałam wcale na wiadomości, które moim zdaniem za bardzo naruszały moją prywatność, ale dziś jestem gotowa, żeby Ci odpowiedzieć i opowiedzieć o tym, co się wydarzyło.


Jeśli oczekujesz jakichś spektakularnych zwrotów akcji, to tu ich nie znajdziesz. Jeśli szukasz sensacji, bo liczysz na jakieś historie o biciu, piciu, czy zdradach, to też nic takiego się tu nie pojawi. Ot zwyczajne życie.

To w takim razie dlaczego wyprowadziłam się z domu

Po pierwsze dlatego, że dom nie był mój. Nie no żartuję, przecież wiem, że nie o to pytałaś. Chciałabym Ci opowiedzieć jakąś łzawą historię, bo tak byłoby najłatwiej, ale nie, nie opowiem, bo takiej historii nie ma. Jest zwyczajnie. Czasami dwoje ludzi, którzy spotkają się na swojej drodze nie do końca do siebie pasują, a wręcz powiedziałabym, że odbiegają od siebie pod każdym względem. Jedno lubi jajecznicę na maśle, drugie woli z boczkiem. Wiesz, co mam na myśli? Tak, dokładnie to, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. I ja dojrzałam. Dojrzałam na tyle, że po pięciu latach bycia tylko mama zrozumiałam, że nie tędy droga, że nie taki przykład chcę dawać swoim dzieciom, że pragnę pokazać i Matyldzie i Kajetanowi, że warto zawalczyć o siebie. Do końca życia nie zapomnę dnia, kiedy podjęłam decyzję o wyprowadzce. Poczułam, jakbym dostała jakiegoś olśnienia. Nagle zaczęło mi się chcieć. I choć moja wyprowadzka na początku nie była drogą bez powrotu, to kilka sytuacji, które miały miejsce zaraz po niej uświadomiły mi, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Dla dzieci i dla siebie. 

Decyzji o rozstaniu nie podejmuje się w dziesięć minut. Taka decyzja musi być przemyślna, przeanalizowana i przełknięta. Musisz być pewna, czego chcesz i do czego dążysz. Życie nie zawaliło mi się na głowę w kilka chwil, kiepsko było przez długi czas, ale najistotniejsze dla mnie jest to, że dziś, kiedy staję przed lustrem, to mogę powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby dzieci miały pełną rodzinę. Nie udało się. Wiadomo, że nie marzyłam o tym, żeby Matylda i Kajetan wychowywali się w rodzinie, gdzie tata jest raz na jakiś czas, ale czasami życie decyduje za nas. 

Były dwie sytuacje, które pozwoliły mi zrozumieć, co jest ważne i w którym miejscu powinnam być. Rok temu byłam na weselu, na weselu, które dla mnie już zawsze będzie symboliczne. Tak się złożyło, że byłam tam sama i gdyby nie to, że spotkałam moją całą najbliższą rodzinę, to na pewno nie wybrałabym się sama. Poszłam też dlatego, że Pan Młody, to facet, z którym spędziłam całe dzieciństwo. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miałoby mnie tam nie być. No musiałam świętować razem z nimi. Spędziłam cudowną noc - tańczyłam, śpiewałam, było wspaniale. Od rodziny w kółko słyszałam:"Karolina, jesteś taka jak dawniej" - to dodało mi skrzydeł. I wiesz co? Zatęskniłam za sobą. Zatęskniłam tak bardzo, że długo nie mogłam się odnaleźć w tej mojej domowej rzeczywistości. Myślami ciągle byłam gdzie indziej. Chwilę później doszło do strasznej tragedii w naszej rodzinie. I to chyba był moment, kiedy ja naprawdę zrozumiałam, że życie jest zbyt krótkie, żeby być nieszczęśliwym, żeby być smutnym, żeby nie widzieć kolorów.

Takie właśnie w dużym skrócie są powody mojej wyprowadzki. Wiem, że pewnie jesteś rozczarowana, bo nie wylałam wiadra pomyj, bo nie okazało się nic strasznego, ale wiem też, że takich kobiet jak ja jest bardzo dużo. I każda z nas potrzebuje wiedzieć, że nie robi nic złego, kiedy myśli o sobie, bo Twoja radość życia, jest również radością życia Twoich dzieci. Ja dla swoich zrobię wszystko, nauczę, pokażę, opowiem - będę. Będę nawet wtedy, kiedy nie będą potrafiły zrozumieć, dlaczego mama nie jest z tatą. 

Jan Paweł II powiedział: "jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie." Każda z nas powinna w to wierzyć, każda!

CZY ROBIMY SOBIE PREZENTY NA MIKOŁAJKI?

CZY ROBIMY SOBIE PREZENTY NA MIKOŁAJKI?

Zbliża się grudzień, magiczny czas, wesoły, kolorowy i mam nadzieję pełen puszystego śniegu. Mikołajki tuż, tuż... Trzeba wyczyścić buty, ustawić przy oknie i z niecierpliwością czekać, czy rano nie znajdę w swoim rózgi. Konsekwentnie od kilku już lat trzymam się zasady, że "w buta" dostaje się skromne prezenty albo same słodycze - duży, wymarzony prezent zarezerwowany jest na koniec grudnia. I w tym roku nie będzie inaczej, chociaż może zamiast słodyczy - będą jakieś puzzle, gry, czy książki. Jeszcze jest czas, zobaczymy. Mimo to przygotowałam dla Ciebie małą podpowiedź z inspiracjami, co możesz podarować pięciolatce, trzylatkowi, noworodkowi oraz młodej mamie. Tatę zostawię na później, bo przecież nie możemy o nim zapomnieć. 


PIĘCIOLATKA - to taka już trochę duża dziewczyna, a jednak jeszcze kierują nią żądze małego dzidziusia. Niby chce być jak mama, bo lalkę trzeba przebrać, umyć i iść z nią na spacer, a jednak ciągle chce być Twoją maleńką dziewczynką. Niby chciałaby już decydować sama, ale czasami lepiej, kiedy to decyzję podejmie mama, bo tak jest łatwiej. Nie ma tu dobrej rady, dobrego rozwiązania, każda kobietka jest inna, dlatego pokażę Ci, co na pewno ucieszyłoby Matyldę:


* PUZZLE EDUKACYJNE - MAPA ŚWIATA - jest zajawka, jest - wszelkie mapy, atlasy są ciągle w użyciu, więc takie puzzle sprawdziłby się idealnie,

* PASTA DO ROBIENIA BALONÓW - MAGIC GOO - wszystko z czego można tworzyć, rozwijać sprawność paluszków też jest na wagę złota, a te balony wydają się świetną opcją, sama chętnie bym się nimi pobawiła, 

* WÓZEK Z ODKURZACZEM - jestem pewna, że to byłby hit nad hitami, bo bycie dorosłą przecież jest takie fajne, 

* MOJE WŁASNE PUZDERKO NA BIŻUTERIĘ - bo która księżniczka nie chce mieć swojej biżuterii, która z małych kobiet nie lubi świecidełek.


TRZYLATEK - wiesz, że zawsze myślałam, że syn - chłopiec będzie dla mnie wyzwaniem pod względem prezentów - bałam się tego bardzo, bo co ja kupię dla chłopca. Kajetan jednak ma tak sprecyzowane zainteresowania, że nie mam z tym najmniejszego problemu. Lista Chłopaka wymarzonych prezentów jest tak długa, że mogłabym to spokojnie rozłożyć na kilka lat. Mimo to postaram pokazać Ci się kilka z tych naj, naj:


* CZARNY CHARAKTER KLOCKI - coś dla małego konstruktora, 

* STRAŻAK SAM II FIGURKI - nie zna chłopca, który nie lubiłby chociaż przez chwilę Strażaka Sama, Kajetan cały czas mówi, że będzie ratował ludzi i gasił pożary, 

* TRANSFORMERS CIĘŻARÓWKA OPTIMUS - robot, każdy robot jest tym, który na pewno uszczęśliwi Kajetana, 

* JEŻDŻĄCY POCIĄG/TRAMWAJ - chłopcy chyba z tego nigdy nie wyrastają, znam dorosłych, którzy chętnie bawią się torami i pociągami, a ten dodatkowo jeździ sam.


NOWORODEK - NIEMOWLAK - trochę już wyrosłam z zabawek dla tej grupy wiekowej, ale z tym jest jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina:


* GRYZAK WODNY TWARDY/MIĘKKI ŻYRAFKA - doceni je każda mama ząbkującego malucha, u mnie obydwoje i Matylda i Kajetan uwielbiali wszelkie gryzaki, a ten dodatkowo jest bardzo ładny, lubię takie stonowane kolory,

* SZCZOTECZKA SILIKONOWA - o jak ja sobie przypomnę, jak bardzo uwielbiała ją Matylda, jak bardzo pomagała jej przy ząbkowaniu, jak od początku wyrabiała w Małej nawyk szczotkowania zębów - medal dla tego, kto ją wymyślił, 

* GRZECHOTKA KULKI CZARNO BIAŁE - jest tak fajna i uniwersalna w swojej prostocie, że chyba nie muszę nic więcej pisać, no ideał,

* SZCZOTKA I GRZEBIEŃ Z NATURALNEGO WŁOSIA - wcale nie chodzi tu o czesanie małej czuprynki, chodzi o to, żeby prezent był przydatny, bo wiadomo, że przy takim maluchu bardzo łatwo popaść w przesadę, także ja stawiam na prezenty, które są faktycznie potrzebne.


MAMA - pewnie dziwisz się, że w poście dla dzieci umieszczam mamę, ale robię to z jednego bardzo ważnego powodu - o mamie się często zapomina, często to mama ogarnia wszystko i siebie stawia na szarym końcu, dlatego postanowiłam pokazać Ci kilka rzeczy, które mogą się przydać, a jeśli chcesz wyręczyć mamę w kompletowaniu wyprawki właśnie dla niej, to śmigaj szybko na stronę - https://hancia.pl/Dla-mamy-c329 - gdzie znajdziesz wszystko, co niezbędne w szpitalu i na początku tej dość trudnej przygody:


* TORBA DLA MAMY I NA WÓZEK - jak ja się długo opierałam typowej maminej torbie, wyszłam z założenia, że nie jest mi potrzebna i koniec - o jak ja się myliłam - torba dla mamy jest niezbędna,  ma tyle przegródek, możliwości, a do tego jak wygląda jeszcze kobieco, to nawet się nie zastanawiaj, kupuj koniecznie i noś, nie będzie żałować, 

* LAKTATOR ELEKTRONICZNY - miałam zwykły ręczny, używałam sporadycznie, ale teraz wiem, że było to moim dużym błędem, bo przez to zamknęłam się w czterech ścianach i czekałam z niecierpliwością, kiedy moje dzieciaki zaczną jeść coś innego poza moim mlekiem - laktator jest potrzebny chociażby po to, żeby mama mogła wyjść na chwilę do ludzi - koniec, kropka,

* WHISBEAR MIŚ - miś z szumem, miałam, korzystałam, tzn. Kajetan korzystał - pewnie dziwi Cię dlaczego właśnie tu go umiejscowiłam, a nie w przedziale "noworodek", zrobiłam to dlatego, że dzięki niemu mama może być bardziej wyspana, więc chyba nie muszę Ci tłumaczyć, jaki to ma sens, prawda?

* HUŚTAWKA - LEŻACZEK - wiem, jakie są zdania na jego temat, że się nie powinno używać, że dzieci mają mieć swobodne ruchy itd., mimo to jednak uważam, że warto mieć w domu takie urządzenie i korzystać z niego z głową, bo wypicie ciepłej kawy, czy zjedzenie śniadania w ciszy jest luksusem, a huśtawka może pomóc chociaż na chwilę. 


Mam nadzieję, że spodobały Ci się moje pomysły. Nie są zbyt wygórowane, a na pewno ucieszą małych i tych nieco większych ludzi. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony hancia.pl - zachęcam Cię do zerknięcia na nią, bo jestem pewna, że znajdziesz jeszcze sporo atrakcyjnych rzeczy, które będą idealne nie tylko na zbliżające się Mikołajki.
OSTATNIE MIESIĄCE W KILKU KADRACH

OSTATNIE MIESIĄCE W KILKU KADRACH

Kilka ostatnich miesięcy w kilku różnych ujęciach. Przeglądałam wczoraj zdjęcia w telefonie i aż trudno mi uwierzyć, że niby tylko rok, a zmian cała masa. Nie dociera do mnie, że w tak krótkim czasie, tyle może się zmienić. To był trudny, ale zarazem bardzo pouczający czas w naszym życiu. Ludzie bywali, byli, a niektórzy też będą. Pojawiali się i odchodził. Każdy bez wyjątku wniósł coś do naszego życia, to dla nas nauka. Czerpiemy z tego garściami. Zobaczcie, jak to było. 























James Patterson - Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystko udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki – rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość – to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.
FOTOKALENDARZ - WSPOMNIENIA W KALENDARZU

FOTOKALENDARZ - WSPOMNIENIA W KALENDARZU

Uwielbiam robić prezenty. Zawsze się długo do tego przygotowuję, bo chcę, żeby osoba obdarowana była naprawdę zadowolona. Często moi bliscy zastanawiają się, jak to jest, że trafiam - a ja po prostu obserwuję, analizuję, słucham i działam, kiedy nadchodzi odpowiedni moment. Lubię prezenty, które nie są zwyczajne. Uwielbiam poświęcić trochę czasu, żeby prezent miał przesłanie, żeby wzruszał, żeby był na lata, żeby osoba, która go otrzyma zawsze, kiedy na niego spojrzy pomyślała o mnie i o dobrych momentach. Dlatego idealnym prezentem dla Dziadków jest fotokalendarz. Wspomnienia w kalendarzu - zdjęcia. To coś, co zawsze zachwyca.


Moja Mama zawsze się wzrusza, kiedy dostaje prezenty, a kiedy prezent przywołuje wspomnienia w kalendarzu, to już w ogóle. Zdjęcia, które są użyte w fotokalendarzu najczęściej są poukładane tak, żeby przypominały te najcudowniejsze chwile. Do tej pory zawsze fotokalendarz Dziadkowie dostawali na swoje święto w styczniu, w tym roku postanowiłam inaczej, kiedy trafiłam na ofertę Pixbook, bo cena wydała mi się atrakcyjna, a w związku z tym ciekawość jakości wzrosła. Urodziny zbliżały się wielkimi krokami, potrzebowałam czegoś ekstra, zwłaszcza, że dla Mamy zdjęcia są zawsze najbardziej trafionym prezentem. Wybrałam zdjęcia, stworzyłam projekt w kreatorze, z którym poradzi sobie każdy, zamówiłam i czekałam na przesyłkę. Ja byłam zachwycona, Mama też - kolejny prezent mogę zaliczyć do udanych.



Od długiego czasu zbierałam się do zamówienia fotoksiążki dla Kajetana. Matylda dostała swoją na drugie urodziny, Kajetan też miał otrzymać rok temu, ale sytuacja jakoś nie za bardzo sprzyjała do zrobienia czegokolwiek. Trzecie urodziny wydały się idealnym pretekstem. Między urodzinami Babci, a Kajetana jest 5 dni, więc zamówienie złożyłam za jednym zamachem. Ile łez i wspomnień przywołały zdjęcia małego Kajtusia, to wiem tylko ja, zwłaszcza, że ten ostatni rok był pełen zmian w naszym życiu. Zrobiłam fotoksiążkę dla Kajtusia. Będzie miał chłopak pamiątkę. Oglądamy ją razem, opowiadam Kajtkowi co, gdzie i kiedy. Matylda bardzo mnie wspomaga, bo często jakoś nie kojarzę faktów, a kiedyś dziwiłam się swojej Mamie, że czegoś nie pamięta z naszego dzieciństwa. Zobacz, jakiego mam cudnego chłopczyka, jaką chłopczyk ma wspaniałą siostrę i w ogóle, jaka to fajna pamiątka.




Mam nadzieję, że post Ci się podoba, a sama też uwielbiasz robić prezenty. Napisz mi koniecznie, jaki był najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek przygotowałaś. I powiedz, czy lubisz takie sentymentalne prezenty.
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger