AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

Autyzm - ile masz myśli, kiedy wypowiadasz te słowa? Albo kiedy je słyszysz? Ja, kiedy słyszę autyzm, to czuję smutek. Taki smutek, który rozwala mnie od środka. Wiesz dlaczego? Dlatego, że osób, które mają autyzm może być już blisko 400000 - sporo, prawda? Dlatego, że brakuje nam empatii, zrozumienia. Dlatego, że każdy z nas może znać osobę, która jest według nas dziwna, a tak naprawdę każdego dnia zmaga się z przeciwnościami, których my nie dostrzegamy, bo nam nie przeszkadza hałas, bo nas nie denerwuje światło, bo nas nie przerażają tłumy. A może jest inaczej? Może właśnie rozumiesz, bo nienawidzisz galerii handlowych i tego, co się tam dzieje, bo uwielbiasz swój poukładany świat i nie lubisz zmian, bo hałas wzbudza w Tobie niepokój, stres, nerwy? Nie wiem, trudno mi oceniać. Wiem jednak, że jeśli ja po całym dniu z dziećmi nie zapewnię sobie wieczorem 15 minut ciszy, to cały wieczór będę wściekła, a i jest ogromne prawdopodobieństwo, że kolejny dzień nie będzie udany. 



Wstaję z dziećmi skoro świt, najczęściej około 6 - w obecnej sytuacji jesteśmy w domu, nie wychodzimy, więc cały dzień spędzamy według planu, żeby nie oszaleć. Do łóżka kładziemy się około 19, około 20 jestem wolna. Wychodzę wtedy do kuchni, czeka na mnie Dominik i zaczyna mówić, bo przecież to jedyna chwila, kiedy możemy pogadać na spokojnie, bez przerywania. Początki były takie, że Dominik mówił, ja prosiłam o ciszę, aż w końcu dochodziło do awantury, bo ja potrzebowałam chwili wytchnienia, a tak ciężko było nam wypracować kompromis, dzięki któremu obydwoje będziemy zadowoleni. Do tej pory zdarza się, że mówię: "cicho", kiedy wydaje mi się, że jest za głośno, kiedy jeszcze nie odpoczęłam. Ja, mam tak tylko chwilę, a osoby z autyzmem tak reagować mogą zawsze. Nie wyobrażam sobie tego, jak jest im trudno, jak wiele bodźców odbierają, jaki mają problem z odnalezieniem się w tym całym świecie. Dlatego jest mi smutno, przykro, że patrzymy tylko na siebie, na czubek własnego nosa i nie liczymy się z innymi. Wyobraź sobie, że nie zapewniasz sobie chwili oddechu, jak długo wytrzymasz? Ile dasz radę? Krótko, zapewniam. 

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, który znajdziesz na stronie Fundacji JIM, kliknij, proszę w link i zobacz. Poznaj świat osób ze spektrum. Zobacz, co czują, co widzą, zmień swój punkt widzenia. Przeczytaj kilka historii, zrozum, że to nie jest wymysł, że to jest naprawdę duży problem, bo według Światowej Organizacji Zdrowia autyzm występuje u 1 na 100 dzieciaków. Dużo. Pomyśl o rodzicach tych dzieci, rodzeństwie, o wszystkich tych, którzy są w otoczeniu osób ze spektrum. Wiem, że jest ciężko. Czuję to w każdym słowie, które przeczytałam, usłyszałam. Zobacz i Ty.

Powiem Ci, że po każdej historii, którą przeczytałam, zalewałam się łzami. Kłaniam się w pas Wam - Drodzy Rodzice i obiecuję, że jeśli tylko będę w stanie, to zawsze będę szerzyła wiedzę na temat autyzmu. Wiem, że sama mogę niewiele, ale znam wiele osób, które bardzo chętnie pomagają. I będę mega dumna, jeśli uda mi się zmienić myślenie choćby jednej osoby, bo wierzę, że dzięki temu zmieni się też Wasz świat, że będzie Wam lżej i już żadne słowa osób z boku nie będą wzbudzały wstydu, strachu, czy zwykłej wściekłości. Działajmy.

Kampania społeczna Polska na Niebiesko ma za zadanie uświadamiać, pomagać zrozumieć, wspierać. 2 kwietnia obchodzony będzie Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - może warto poświecić chwilę tego dnia i pokazać swoim dzieciakom filmik, opowiedzieć, wesprzeć. To dobry moment. Sytuacja na świecie w tej chwili pokazuje nam, że musimy zwolnić, zacząć zauważać, naprawdę warto. Chcesz pomóc? Załóż niebieską opaskę "nie mów do mnie teraz" i podaruj coś od siebie. Ja pomagam, a Ty?
5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

E tam fotelik, ja jeździłam bez i żyję... Najgłupsza, najbardziej nieodpowiedzialna postawa jaką można prezentować. Fotelik często jest w stanie uratować życie Twojego Dziecka, więc jest chyba najważniejszym wyborem podczas kompletowania wyprawki. Owszem, nie musi Cię być stać na te najdroższe z pięcioma punktami w ocenie bezpieczeństwa, ale kup najlepszy z możliwych na jakie Cię stać, bo tu chodzi o bezpieczeństwo Twojej Pociechy. Jest kilka zasad, którymi bezwzględnie powinnaś się kierować, poniżej opiszę je szczegółowo.



1. Fotelik zawsze wybieramy do auta i do dziecka, nigdy do wózka. Wiem, że to wygoda, kiedy możemy zamocować fotelik na wózku i nie budząc malucha iść na zakupy, ale pamiętaj, jeśli zależy Ci na porządnym foteliku, to zacznij od jego wyboru i dopiero kupuj wózek - który dopasujesz do fotelika - nosidełka - jak zwał, tak zwał. Najczęściej na stronie producenta można znaleźć informację, czy dany model pasuje do naszego auta, jest nawet napisane, na których siedzeniach można fotelik ustawić podczas jazdy. Wszystko można znaleźć, wystarczy poszukać. A kiedy nie możesz znaleźć, to jedź, proszę do specjalistycznego sklepu, poproś o pomoc, a na pewno kupisz porządny i bezpieczny model. 

2. Przemyśl, czy rwf fotelik się u Was sprawdzi czy raczej klasyczny. Rwf, czyli mocowany tyłem do kierunku jazdy - nawet dla starszych dzieci. To ważna informacja, bo większość z nas jednak myśli, żę tyłem to do roku, a później hulaj dusza. Nie. Im dłużej dziecko jeździ tyłem, tym lepiej. Tyłem jest bezpieczniej. Publikacji na ten temat było tak wiele, że nie będę się powtarzać. Wszystkie testy mówią o tym, że tyłem jest najbezpieczniej. Mój Kajetan tyłem jeździł, kiedy miał ponad 3 lata - nie brudził fotela, było mu wygodnie i przede wszystkim byłam pewna, że robię wszystko, żeby był bezpieczny. Kaja w tej chwili już też jeździ w nowym foteliku - mamy rwf, więc jeździ tyłem. Co prawda raz była zamocowana przodem i bardziej się jej podobało, ale bezpieczeństwo ponad wszystko.

3. Pamiętaj, fotelik ma swoją datę ważności. Jaka ja byłam zdziwiona, kiedy o tym usłyszałam. Jak to fotelik ma datę ważności, a no ma. Chodzi o to, że materiały, które zostały użyte do wykonania fotelika też się zużywają i producent nie może zapewnić, że po 10 latach ten sam fotelik również będzie spełniać normy, które miał przypisywane, kiedy był nowy. Data produkcji fotelika najczęściej jest na nalepce, która jest na foteliku. W internecie jest wiele informacji na temat tego, jak odczytywać etykiety i te wszystkie cyferki.

4. W foteliku jeździmy bez kurtek. Tak. Niestety. Czasem trzeba iść nagrzać szybciej samochód, przykryć dziecko kocykiem, czy kupić jakąś dedykowaną narzutę. Testy na fotelikach są przeprowadzane po porządnym zapięciu, dopasowaniu do auta, rozebraniu dziecka z kurtek. Dlaczego? Dlatego, że pas ma przylegać do ciała, a nie do kurtki, która zmniejsza napięcia pasa. Tyle.

5. Wywal podstawki pod tyłek, wywal jakieś wynalazki. Dziecko w foteliku wg prawa jeździ do 150 cm wzrostu. Nie mniej, nie więcej. Ja mam nieco 157 cm wzrostu, wiec gdyby za moich czasów obowiązywał taki przepis, to spokojnie jeździłabym do osiemnastki, bo moja waga była dość niska w tamtym czasie, więc nie łapałabym się na nasze przedziały wagowe fotelików. Taki żart. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, czy dzieci się nie buntują, że są już takie duże, a muszą jeździć w foteliku, ale mam nadzieję, ze tłumaczycie i że mimo wszystko dzieciaki rozumieją, ze często chodzi o ich życie. 

Myślę, ze to podstawowe zasady podczas wyboru fotelika. Dbaj o swoje dzieci, bo masz sa wszystkim, co masz. Czasem sobie myślę, ze gdybym zawiniła i moim dzieciom stałaby się przeze mnie krzywda, to pisałabym do Was z psychiatryka, albo nie pisałabym wcale. 
WYPALONA MAMA

WYPALONA MAMA

Długo biłam się z myślami, czy podzielić się z Wami tym tematem, czy może lepiej zachować to dla siebie, ale obecna sytuacja sprawiła, że z każdej strony słyszy się tylko, że: "jak ja wytrzymam z dziećmi?" albo "ona chyba bardzo nie lubi swoich dzieci, że nie wie, co z nimi robić". Staram się zrozumieć obydwie strony, ale nie jestem w tej kwestii taka zasadnicza. Nie oceniam, bo sama wiem, jak jest mi ciężko. I nikt, absolutnie nikt, kto nie jest w naszych butach, kto choć przez moment nie był w takiej sytuacji jak my, nie ma prawa oceniać. Powiem więcej - każdy człowiek jest inny, każdy dom jest inny, każde przeżywane emocje są inne. Po prostu czasem przychodzi taki moment, że czujesz, że dłużej nie wytrzymasz, że nie dasz rady. Wiem, że ten temat nie dotyczy każdej z nas, ale przeczytałam też, że jest to całkiem normalne zjawisko, a psychologowie twierdzą, że mama może się wypalić, zmęczyć macierzyństwem, nawet jeśli najbardziej na świecie kocha swoje dzieci. Kluczowe jest tu wsparcie. A co jeśli tego wsparcia brak? Albo nie ma możliwości?


Mam w domu trzy małe osobowości. Jedną krzyczącą, drugą płaczącą i trzecią - której wydaje się, że nadal żyje w symbiozie z mamą. Są wszystkim, co mam - nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. Moje życie byłoby puste, smutne i chyba trochę bezwartościowe. Mimo tego, że jestem w domu 24 godziny na dobę, to mam świadomość, że dom i dzieci nie powinny być moimi jedynymi priorytetami. Niestety doszłam do takiego momentu, kiedy ten dom, ten czas spędzony z dziećmi, to ciągłe "mamo" powoduje, że trafia mnie szlag. Zmęczenie, frustracja, chwilowy brak perspektyw, brak możliwości, brak snu, zniecierpliwienie, perfekcjonizm postawiły mnie pod ścianą. Jestem świadoma tego, że dalej tak być nie może, że w całej tej sytuacji w końcu ucierpią dzieci, ale najbardziej po dupie dostaje ja. Bardzo zależy mi na tym, żebym miała siłę i chęci do spędzania czasu z dziećmi, żebym mogła odpowiadać na ich potrzeby, żebym reagowała na ich emocje, ale w tej chwili jest to dla mnie mega trudne, choć czuję też, że z dnia na dzień będzie lepiej, a kiedy skończy się ten cały syf związany z wirusem, kiedy znowu zaświeci słońce, zmieni się wszystko.

Bywam jak tykająca bomba, a w zasadzie częściej wybucham niż bym chciała. Nie pomagają wczesne pobudki, nocne karmienia, nadmiar obowiązków, niespokojna głowa, problemy, odpowiedzialność. Dziękuję sama sobie, że choć wieczory mam spokojne, bo gdybym miała siedzieć z dzieciakami do 22, a rano stresować się ich dobudzeniem, to bym już dawno oszalała. W dalszym ciągu karmię Kaję piersią, generalnie nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, ale kiedy tych nocnych karmień przy ząbkowaniu jest 10, to rano mam ochotę przykryć się kocem i płakać z bezsilności. Niestety trzeba wstać i robić swoje - śniadanie, przedszkole, leki. Umów lekarza, zadzwoń do mechanika, załatw wyniki, nie mówię już o rzeczach bardziej przyziemnych jak pusta lodówka, pranie, czy sprzątanie. Dla jednego człowieka jest tego tak dużo, że zwyczajnie odechciewa Ci się być super mamą i myślisz tylko o tym, żeby uciec gdzieś daleko. Tu się martwisz, bo jedno dziecko krzywi nóżki, drugie ma koszmary w nocy, trzecie znów przełożone szczepienie. Ciągle o czymś myślisz, ciągle coś załatwiasz. Nie ma tak, że odpoczywasz - tu pić, tu jeść, tu kupa, tu siku, tu piszemy literki, tu mam chcę takiego robota, podaj, przynieś, ukrój. Na samą myśl drętwieje mi ciało. Zapominasz kompletnie o sobie - nie masz siły na zrobienie czegokolwiek, wieczorem tylko telewizor przez 10 minut i spać. Ja wiem, że można to jakoś zorganizować, ale organizować w momencie, kiedy masz dość, to jakby strzał w kolano, bo już na samym początku jesteś na straconej pozycji. To jest rzeczywistość wielu z nas. Wbrew pozorom, kiedy pracowałam byłam jakoś bardziej do życia, bo jednak bardziej mi się chciało - naprawdę kłaniam się w pas każdej pracującej mamie, każdej samodzielnej mamie.

Czym jest wypalenie? To moment, kiedy coś co lubisz robić nagle przestaje dla Ciebie być fajne. Sprawia Ci coraz więcej trudności, a na samą myśl, że jutro znów czekają Cię te same obowiązki, robi Ci się niedobrze. I nie jest tak, że każdego dnia masz dość wszystkiego - są lepsze i gorsze chwile, ale niestety w przewadze z tymi gorszymi. Jest naprawdę ciężko, kiedy kładziesz się do łóżka z myślą, że już Ci się nie chce. I tu naprawdę nie chodzi o nastawienie, bo jak długo możesz okłamywać swoje potrzeby i wmawiać sobie, że to minie, to chwilowe. Raz? Drugi? Trzeci? Z każdym kolejnym razem Twój organizm zacznie się buntować. Kiedy Twoje kubeczki są puste, to jakim cudem chcesz obdarować nimi kogoś innego? Jak chcesz się podzielić cierpliwością, kiedy sama jesteś kłębkiem nerwów? Jak chcesz wpierać swoje dziecko, kiedy sama tego wsparcia nie masz? Nie da się, po prostu się nie da. Przeczytałam ostatnio zdanie mówiące o tym, że powinniśmy być wdzięczni złości, że się pojawia, bo przypomina nam, że musimy o siebie zadbać. I dla mnie to był kluczowy moment. Wszechświat czuwa, naprawdę.

Dlaczego własnie teraz o tym piszę? Bo będzie mi łatwiej odpuścić, bo mam nadzieję na wprowadzenie jakiegoś sensownego schematu podczas tego naszego siedzenia w domu i bardzo liczę, że doprowadzę się do porządku, małymi krokami odzyskam radość z bycia mamą, będzie mi się chciało i każdego dnia będę mogła na spokojnie popracować nad tym, co w tej chwili jest do naprawy. Mogę odpuścić różne sprawy, bo i tak siedzimy w domu, nie mam nic pilnego do załatwienia, nie muszę nigdzie wychodzić. Owszem stresuje się tym całym wirusem, ale mam zamiar odciąć się od tego na tyle na ile będę w stanie. Nie mam na to wpływu, mogę się jedynie dostosować. I mieć nadzieję, że każdy z nas weźmie sobie do serca to, co się dzieje i z tygodnia na tydzień będzie tylko lepiej. Ten nasz byt, nasze zaplanowane życie nagle zwolni, inne będą priorytety, odpuścimy trochę, docenimy to, co mamy, skupimy się na innych sprawach. Chyba tego nam trzeba, żeby przewartościować nasze życia. Już nigdy po tym wszystkim nie będzie tak samo. My już też nie będziemy tymi samymi osobami. ale to chyba dobrze. Tak miało być.

I tak już zupełnie na koniec - nie oceniaj, proszę zastanów następnym razem, kiedy usłyszysz, że jakaś mama biadoli, bo musi przez te dwa tygodnie siedzieć z dziećmi w domu i co ona biedna będzie z nimi robiła - nie wiesz, czy nie doszła do takiego momentu jak ja w swoim macierzyństwie, a wyjście do pracy było dla niej jedyną odskocznią i dzięki temu czuła, że nie zwariuje. A jak tylko usłyszała o dwóch tygodniach w domu, to zalała się potem i na samą myśl miała ciarki na plecach. Nie wiesz i się nie dowiesz, ale oczywiście ocenisz, bo co to za rodzic. Wspieram Was wszystkie, doceniam i kibicuje. Siedźmy w domu, włączajmy bajki, sprzątajmy, korzystajmy - wierzę w nas i naszą odpowiedzialność. Dodam tylko, że my w domu siedzimy od początku lutego z krótkimi przerwami, bo dzieciaki chorowały na zmianę - także można, da się. Choć nie jest łatwo, oj nie jest.



BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

BIAŁA, PROSTA SUKIENKA DO CHRZTU

Uwielbiam ubrania, które są uniwersalne. Nie lubię sukienek z przeznaczeniem na jakąś okazję. Czasem się śmieję, że moje stroje, stroje moich dzieciaków nie są standardowe - lubię inność. Sporo czasu spędziłam na znalezieniu odpowiedniej sukienki na uroczystość Kai, bardzo mi zależało, żeby była prosta, skromna i żebym mogła znaleźć rozmiar większy dla Matyldy. Nie znalazłam. Kupiłam sukienki z działu dla starszych dziewczynek i przerobiłam dla Kai. Wyglądały obłędnie, a radość Matyldy, że ma taka samą sukienkę jak siostra sprawiła, że jarałam się jak dziecko. No i najważniejsze - i Kaja i Matylda swoje sukienki ubiorą jeszcze wielokrotnie.


Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. Czasem wystarczy coś wpisać w wyszukiwarce jakiś zwrot i wyników wyszukiwania jest tyle, że nie wiesz, co masz przeglądać - jakby kolejne strony miały znikać. Pokażę Ci dziś piękne, wyjątkowe i uniwersalne rzeczy. Ubranko na chrzest powinno być wygodne, dostosowane do pogody i ładne - cała reszta się nie liczy. No dobra, ma się podobać mamie. Gdybym teraz stała przed wyborem stroju, to wybrałabym coś właśnie z mojej poniższej listy. Chociaż moim faworytem jest i tak strój dla chłopca, ale ostatnią chrzciłam dziewczynkę, więc na tym się skupiam.





I na koniec to cudo dla chłopca:


Okazuje się, że ubranko nie musi być drogie, może być piękne i nietuzinkowe, a jednocześnie może spełniać wszystkie moje powyższe założenia. Widzę maleńkiego dzidziusia w tych ubrankach, zwłaszcza w bawełnianym zestawie dziewczynkę i tym garniturku w kratę. No powiem Ci, że jest moc. 
NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

NA DZIEŃ KOBIET KUP MI LUBY...

... kwiaty, albo herbaty, albo czekoladki, albo cokolwiek chcesz. Może być ewentualnie biżuteria -  tylko złota, delikatna, minimalistyczna. Pamiętam, jak krzyczałam, że nie chcę żadnej biżuterii, bo nie noszę. Kiedy już się przekonałam, to tylko srebro, bo złoto jest tandetne. Pewnego dnia wstałam rano, spojrzałam w lustro i odkryłam, że złoto jest zdecydowanie fajniejsze niż srebro, na pewno bardziej do mnie pasuje, a ja chcę nosić delikatną biżuterię. Mówi się, że do wszystkiego trzeba dorosnąć i to właśnie chyba był ten moment, kiedy odkryłam swoją kobiecość i to, co naprawdę lubię. Minimalizm - w myśl zasady - im mniej tym więcej. Złoto. I delikatną biżuterię. To będzie post o tym, co ja mogłabym dostać, co mi się podoba - nie ma jednej uniwersalnej rady na prezenty, bo każda z kobiet jest wyjątkowa i oczekuje czegoś innego.



Po pierwsze celebrytka złota, wiadomo - chociaż naszyjniki jakiekolwiek noszę tylko okazjonalnie, ale już takie zawieszki do celebrytek, to inna bajka, bo chętnie je noszę do bransoletek, zwłaszcza, że są delikatne, a na mojej bransoletce tylko takie się dobrze prezentują. 

Bransoletka. Zawsze. Chociaż ostatnio chodzi mi po głowie taka złota na nogę. Widzę ją na opalonym ciele latem - pięknie, prawda?


I pierścionki. No, która z nas ich nie lubi? Nie jestem jakąś fanatyczką, nie potrzebuję mieć dziesięciu pierścionków, ale jeden czy dwa - ekstra. Złoto, to złoto - zawsze się obroni.


Znalazłaś tu coś dla siebie? Lubisz biżuterię? Wolisz srebro czy złoto? A może lubisz jeszcze coś innego? dzień Kobiet już blisko, podpowiedz swojemu Mężczyźnie o czym marzysz, po co ma się biedak głowić? Po co masz się wściekać, że znów nie trafił z prezentem. A może jesteś tą szczęściarą, której Ukochany robi wyjątkowe prezenty i zawsze odgaduje Twoje marzenia? 
#1 TYM SIĘ JARAM

#1 TYM SIĘ JARAM

Są osoby, rzeczy, zachowania, słowa, które wzbudzają w nas ogromne emocje - czasem pozytywne, czasem negatywne, ale kiedy są emocje, to pojawia się informacja, że coś się dzieje, że warto się zatrzymać. Postanowiłam wcielić w życie pomysł, który chodził mi po głowie od dawna. Co jakiś czas będę dzieliła się z Wami swoimi odkryciami. 

Dziś Asia - narzeczona mojego kuzyna. Kiedy patrzę na Asią, dostaję takie kopa w dupę, że mam ochotę latać. Rudowłosa piękność, dziewczyna o kręconych włosach. Pamiętam, kiedy pracowała na przeciwko mojego punktu w galerii handlowej. Siedzieliśmy z Karolem za biurkami i podziwialiśmy jej włosy. Później te włosy były już jego, a ja mogłam poznać Asię bliżej. Ma Karol szczęście, że na Aśkę trafił.

Myślisz pewnie, że z Asią pogadam o jej rudych kędziorkach. Nie, nie tym razem. Dziś Asia opowie nam swoją historię związaną z dojrzewaniem do tracenia wagi, chęcią odnalezienia mięśni. Pokaże, że można, że jesteśmy leniwi i zwyczajnie robimy sobie wymówki. Mowa tu też o mnie, bo przecież piszę i jem, a co? No chipsy i popijam colą, słabo wiem, ale zawsze sobie powtarzam, że na wszystko przyjdzie czas. Do wszystkiego trzeba dorosnąć, a później? Później się samo dzieje. No dobra, nie przedłużam, zaczynamy. 

1. Co Cię skłoniło do zmian?

Od zawsze byłam dużą kobietą, zawsze wszyscy mówili, że jestem grubej kości..., ale apogeum zaczęło się 6 lat temu, gdy przyjechałam do UK. Te wszystkie słodycze, które można było kupić za Funta, kebaby na każdym rogu, McDonald... i tak sobie jadłam i pomału tyłam. Po 2 latach zaczęłam coś dostrzegać, że chyba jednak "troszkę" jest mnie za dużo. Coś mnie tknęło i zrobiłam sobie zdjęcia w bieliźnie i odtworzyłam je na telewizorze. PRZEŻYŁAM SZOK! To właśnie był ten impuls i ten dzień, kiedy postanowiłam, że tak dalej być nie może.

2. Od czego zaczęłaś? Jest decyzja i co dalej?

Pierwszy raz w moim życiu byłam tak zdeterminowana i gotowa na nadchodzące zmiany.
Oczywiści, jak to większość Polek zaczynających swoją przygodę z fitness, odpaliłam YouTube i skalpel Ewy Chodakowskiej, zakupiłam jej książkę z przepisami i pomału starałam się wprowadzać zdrowe nawyki w swoje życie.

3. Jak wyglądały początki? Pot i łzy czy wielka motywacja?

Początki były bardzo trudne , jeżeli chodzili o aktywność fizyczną. Pamiętam, jak leżałam na macie pośrodku małego saloniku i płakałam po dosłownie 7 minutach ćwiczeń , ale nie poddawałam się. Ćwiczyłam 6 dni w tyg, każdego dnia starałam robić się co raz więcej, zaczęłam też ćwiczyć z Mel B, po kilku tyg zaczęłam wprowadzać trudniejsze treningi. Kupowałam płyty Chodakowskiej. Z dnia na dzień było co raz łatwiej. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że najtrudniej wytrwać 3 pierwsze miesiące i później jest już co raz łatwiej, więc ciągle sobie to powtarzałam. Pamiętam też, że ćwicząc miałam w głowie jedną myśl " LATO - KRÓTKIE SPODENKI, KRÓTKIE SPODENKI" i na prawdę to działało.
Co do diety, to mój chłopak, teraz już narzeczony, bardzo mi pomagał, gotował mi, przygotowywał posiłki, starał się urozmaicać mi jakoś tą dietę, ja sama zajęłam się pieczeniem fit ciast i wymyślałam sobie inne niskokaloryczne desery. No i tak kg zaczęły lecieć w dół.

4. Kiedy pojawiły się pierwsze efekty?

Pierwsze małe efekty zobaczyłam już po miesiącu, to mnie też motywowało do dalszego działania.
Takie spore zmiany nastąpiły po ok pół roku. Na wadze miałam ok 15 - 18kg mniej, ale to wciąż nie było to czego oczekiwałam, z rozmiaru uk 14/16 zjechałam do 12. Niby kg spadło sporo, ale miałam dużo niepotrzebnej skóry i wyglądałam jak galareta, więc postanowiłam zapisać się na siłownię. Tak też zaczęła się moja miłość do siłowni i do treningów siłowych.

5. Kto Cię motywuje?

Kto mnie motywuje? Chyba ja sama najbardziej się motywuje... Od samego początku robiłam to dla siebie i tak też zostało do dziś. Jak patrzę na swoje zdjęcia z przed 4 lat i na to jak wyglądam teraz, to jestem z siebie mega dumna i to mi daje kopa do dalszego działania.

6. Jak wygląda twoja dieta?

Aktualnie jestem na diecie Ketogenicznej, od razu mówię, że jest to dieta nie dla wszystkich. W zasadzie to nie jest dieta, tylko mój sposób żywienia. Polega na tym, że ograniczam spożycie węglowodanów do minimum i zastępuje je zdrowymi tłuszczami z takich produktów jak awokado, orzechy, ryby itp. Poza tym pije dużo wody i herbat ziołowych. Staram się pić 2 l wody każdego dnia.

7. Jak wyglądają Twoje treningi?

Ja od tych kilku lat jestem bardzo aktywną osobą, pomimo pracy fizycznej, w której codziennie robię po 20-30 tys kroków, staram się chodzić na siłownię co najmniej 4 razy w tyg. Czasami zdarza mi się nawet 2 razy dziennie. Jeżeli chodzi o cardio, to chodzę na lekcje spiningu 2-3 razy w tyg i do tego treningi siłowe, które uwielbiam. Oczywiście jak na kobietę przystało, najbardziej lubię dni kiedy mam trening nóg i pupy.

8. Co byś powiedziała osobom, które dopiero zaczynają?

Wszystkim początkującym osobom mogę powiedzieć, żeby bez względu na wszystko walczyły o siebie . Nie patrzyły na innych, tylko robiły swoje. Wiem, ze swojego doświadczenia, że to osoby z twojego otoczenia mogą ciągnąć cię w dół. To ty masz być szczęśliwa/y i masz prawo przeżyć swoje życie po swojemu. Trzymaj się osób, które Ci pomogą, podniosą Cię, gdy upadniesz i pójdą za tobą dalej. Na początku będzie ciężko, ale na prawdę WARTO. Ta satysfakcja, że udało Ci się osiągnąć tak wiele jest nieporównywalna z niczym innym.

9. Liczby. Ile było, a ile jest?

W krytycznym momencie było 93 kg, teraz jest 70kg przy wzroście 173 cm. Z rozmiaru 14/16 zeszłam na 8/10. Moja wymarzona waga 65 kg i właśnie o nią walczę.

10. Zdjęcia.




11. Co ze mną? Co mi radzisz? Wiesz, że nie potrzebuję tracić na wadze, bo jestem szczupła, jednak po trzech ciążach brzuch ma spory nadmiar skóry, nogi i pupa są jednak bardziej galaretką niż fajnym ciałem. Dieta? Ćwiczenia? Jak to powinno wyglądać?

Podstawa, to dieta. Jeśli będziesz ćwiczyć, to dieta z nadwyżką kaloryczną, wtedy będzie dobrze wchodzić w te partie, które będziesz ćwiczyć.


Dziękuję serdecznie Asi za każde słowo, za każde ze zdjęć. Gratuluję sukcesów i trzymam kciuki za dalsze efekty, ale się zrobiło oficjalnie. Jeśli chcecie podglądać Asię, to lećcie na INSTA, myślę, że Asia w miarę swoich możliwości również odpowie na Wasze pytania.

Dajcie mi znać, czy takie wpisy są dla Was atrakcyjne, czy się Wam podobają? Będzie mi mega miło, jeśli udostępnicie i pokażecie innym, że się da - wystarczy chcieć. 
A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

A PO CIĄŻY LECĄ MI ZĘBY

O zęby trzeba dbać, to wiadomo - przeglądy, usuwanie kamienia. Zęby są ważne, bo wyobraź sobie, że zębów nie masz, albo masz naprawdę zaniedbane. Nie piszę tu o tym, że każdy z nas ma inny odcień zębów, a raczej o próchnicy, dziurach, czy brakach w uzębieniu. Jako dzieciak do dentysty chodziłam często, mimo że o zęby dbałam. Nie wiem, może robiłam to niewłaściwie, może geny zrobiły swoje, ale mam słabe zęby. Wizyt u stomatologa nie lubię, ale chodzę, bo muszę, gdybym nie chodziła, to pewnie już dziś miałabym sztuczną szczękę. Chociaż podczas największych bólów podczas ciąży z Kają krzyczałam, że mogę wyrwać wszystkie zęby i będę nosiła protezę. Wiesz, trafiłam do takiego dentysty, że głowa mała - zrobiłam zęba i wyszłam z jeszcze większym bólem. Nie chcę myśleć o tym, co wtedy czułam, jak bardzo bolało i jak błagałam kolejnego stomatologa, żeby wizyta była już, teraz. Udało się, trafiłam do dentysty, do którego chodzimy całą rodziną. Trzymaj kciuki, bo jutro kolejna wizyta - tego zęba naprawiam już od ponad roku. Nie będę tego komentować, bo szkoda słów, ale wiem, ze jutro będzie koniec i będę mogła przejść dalej. 



Dalej, to znaczy gdzie? Przed ciążą z Kajetanem i podczas jej trwania zrobiłam wszystkie ubytki, jakie miałam. Później na przeglądach było ok, ale kiedy zostałam sama z dzieciakami, to jakby dla siebie tego czasu już nie miałam, więc troch to zaniedbałam. Poszłam dopiero z bólem, kiedy byłam już w ciąży z Kają. Poza tym zębem, który bolał niemiłosiernie miałam do zrobienia 3 ubytki, zrobiłam. Z czasów, kiedy byłam młoda, pieniędzy nie miałam, a zęby jednak chciałam mieć zrobione pozostały mi trzy ciemne plomby. Ciemne to znaczy te amalgamatowe, chciałabym je bardzo wymienić na te w kolorze zęba - jakieś to wypełnienie światłoutwardzalne czy jakoś tak. Nie znam się, nie będę udawała specjalisty, bo to kompletnie nie mój temat, chociaż po obecnych przejściach z zębami mam naprawdę sporą wiedzę. Wypełnienia, o których wspominam są dodatkowo płatne, mają inne właściwości niż te ciemne. Nakłada się je warstwowo, ponoć łatwiej je dopasować do ubytku, bo zastygają dopiero podczas użycia światła. Samo wypełnienie a być bardziej szczelne i mocniejsze. Mam nadzieję, ze tak będzie. Kiedyś mi się wydawało, że zęby po prostu powinny być zrobione, estetyka nie stanowiła dla mnie większego znaczenia, dziś jest inaczej, bo mam większą świadomość. Dziś wiem, że ząb może być zrobiony porządnie i może wyglądać też dobrze. 

Po ciąży z Kają zęby naprawdę mocno dostały po tyłku, mówiąc kolokwialnie. Wymagają naprawy, częstszych przeglądów, ale liczę na to, że jestem na dobrej drodze i pomału dojdę do momentu, kiedy będę mogła jedynie przychodzić na wizyty kontrolne. Chodząc do dentysty zabieram ze sobą Matyldę, bo bardzo się boi naprawić swoje zęby, a idąc ze mną widzi, że mama jakoś daje radę. Mati raz da sobie coś zrobić, innym razem nie za bardzo. Walczymy. Kajetan ma ząbki zdrowe, przed Kają pierwsza wizyta, żeby zacząć się oswajać. Kiedy rodzice dają przykład, to mam wrażenie, że dzieci dużo łatwiej podchodzą do pewnych spraw. Uczą się dzięki temu, co widzą, a nie, co słyszą. Słowa mają inny wydźwięk niż czyny, które mogą obserwować. Także reasumując - zęby trzeba leczyć, czy nam się podoba, czy nie. Trzeba usuwać kamień. Trzeba szczotkować. Trzeba chodzić na przeglądy. 

Swoją drogą. Jakiej używacie pasty do zębów dla dzieci? Wiesz, że dla dzieci, które mają zęby mleczne i potrafią pastę wypluć i wypłukać ząbki powinno się używać pasty z fluorem o stężeniu 1000 ppm, ja nie wiedziałam. Doczytałam ostatnio i ucieszyłam się, bo używałam różnych past i okazuje się, że raz na jakiś czas dzieci stosowały pastę z fluorem. Uf.
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger