BLOG

BLOG

Mój blog, moje miejsce w sieci. Pamiętam, kiedy pisałam pierwszy post i wydawało mi się, że jestem jedną z niewielu, a im bardziej zagłębiałam się w ten cały blogowy świat, tym szerzej otwierałam oczy, bo takich jak ja było tysiące. Jestem mini blogerką, pisać zaczęłam, żeby wywalić z siebie wszystkie nagromadzone emocje, kiedy pojawiała się możliwość otrzymania jakichś rzeczy w zamian za wpis, byłam zaskoczona i podekscytowana, bo posty pisały się same, a ja dodatkowo mogłam sprawić przyjemność dzieciakom. Wiesz, trzeba się wyróżniać, żeby się wybić, żeby się utrzymać. Potrzebna jest charyzma, systematyczność i wiele innych cech. Pomijam już pomysł, wiedzę, czy umiejętności, bo nad tym można popracować albo wynająć firmy, które się tym zajmą. Serio, teraz można wszystko. 


Ostatnio znajoma poprosiła mnie o podpowiedź, bo chciałaby zacząć pisać. Pierwsza moja myśl - jaki masz pomysł, co chcesz przekazać, jaką chcesz opowiedzieć historię. Później pomyślałam, chcesz pisać, to pisz - od czegoś trzeba zacząć i to jest chyba podstawa. Pomysł, czy idea zmienia się z czasem, a jeśli chcesz mieć swoje miejsce ze swoimi przemyśleniami, to po prostu pisz. Innej rady nie ma. 

Codziennie na blogowego maila dostaję wiadomości typu: "zapłać tyle i tyle, a my zrobimy wszystko za Ciebie - Twój blog będzie znany" - tylko czy mi zależy na sławie? Nie. Czy zarabiam na blogu? Tak, wpadają mi czasem jakieś dodatkowe pieniądze, ale nie są to kokosy. To raczej miły dodatek, dzięki któremu mogę sobie coś kupić ponad stan. Wiem, że znajdą się tacy, którzy zaraz mnie zlinczują, bo psuję rynek, ale żadna z tych osób nie była w moich butach i nie musi podejmować takich decyzji jak ja, więc niech każde z nas robi tak, jak uważa. 

Wspomniałam już, że są firmy, które zrobią wszystko za nas. Nie zrobią wszystkiego, bo jak ktoś, robi coś za kogoś, to mój blog nie byłby moim - bo nie pisałabym go ja, a ja tak nie chcę. Chcę być w porządku, dlatego piszę sama i teksty również wymyślam sama. Mimo to przebicie się w takiej ilości blogów jest mega trudne, dlatego postanowiłam zainteresować się tematem pozycjonowania. Przeszukałam internet, trafiłam w różne miejsca, zobaczyłam różne oferty. AFTERWEB, to firma, która w prosty i przystępny sposób opowiedziała mi jak całe to pozycjonowanie wygląda, co zrobić, żeby być na tych pierwszych stronach w wyszukiwarce, jak pisać i czym się kierować. Co prawda jestem maleńkim blogiem z niewielką liczbą wyświetleń, ale wiem po jakich słowach ludzie trafiają do mnie, wiem, co Was czytelników interesuje i teraz wiem też, jak ważne jest to pozycjonowanie. 

Nie martw się, blog się nie zmieni. Nadal będę sobą. Chwilowo, testowo wygląda to wszystko trochę inaczej, ale już niebawem wrócą emocjonujące posty i co najważniejsze - systematyczność. Mam nadzieję, że mimo wszystko ze mną będziesz. 
CZY MOJE DZIECI SĄ OCHRZCZONE?

CZY MOJE DZIECI SĄ OCHRZCZONE?

Tak. Są. Ja również jestem ochrzczona. I nie ma dla mnie znaczenia, jaką Ty podejmujesz decyzję. Chrzcisz, to twoja sprawa, nie chrzcisz - mi się z tego tłumaczyć nie musisz. szanuję każdą decyzję. Chociaż szczerze mówiąc przez chwilę zaczęłam zastanawiać się, czy skoro nie żyję zgodnie z zasadami, jakie są nam narzucone przez wiarę, to powinnam dzieci chrzcić. Zdecydowałam jednak, że skoro jesteśmy wierzący, to dzieci będą żyły również w zgodzie z naszą wiarą. Powiesz, ale Ty nie masz ślubu, więc jeden z Sakramentów pominęłaś. Owszem nie mam ślubu i póki co nie planuję. Nie chciałam, żeby dzieci były powodem, dla którego będę brała ślub. Ślub dla mnie jest czymś wielkim, wyjątkowym, to wielka deklaracja, a na to każdy musi być gotowy, ale o tym napiszę innym razem. 


Najzabawniejsze jest to, że każde z dzieciaków swój Chrzest Święty miało w innym miejscu - Matylda w Elblągu, Kajetan w Baninie, a Kaja we Frednowach - za każdym razem mieszkaliśmy w innym miejscu. Więcej. Najgorsze jest to, że to raczej nie jest nasz ostatni przystanek i miejsce zamieszkania jeszcze zmienimy, także będziemy jeździć po akty chrztu za każdym razem, kiedy będą potrzebne. 

Jedno moje dzieci mają wspólne. W prezencie każde z nich dostało srebrne obrazki na pamiątkę - te, które podlinkowałam są przykładowe. Każde z Maluchów ma swojego Anioła Stróża, który zerka z obrazka, wiem, że to tylko symbol, a ja nie jestem za bardzo sentymentalna, ale nie mogę swoich przekonań przerzucać na dzieci, bo może kiedyś dla nich te obrazki będą czymś ważnym, wyjątkowym. Nasze obrazki są specjalnie dla moich dzieci, bo mają grawer z imieniem, są zapakowane w oryginalne pudełka i schowane do szafy, żebym mogła je w przyszłości przekazać dzieciakom. Kupując taki prezent warto jest zwrócić uwagę, czy obrazek jest uniwersalny - czy można go powiesić na ścianie, postawić na półce, a może jest formą kartki z życzeniami. Wybór obrazków jest tak wielki, że naprawdę ciężko się zdecydować - ja, wybrałabym prosty, bo im mniej, tym więcej - lubię minimalizm. Piszę tu o Sakramencie Chrztu Świętego, ale takie srebrne obrazki będą świetnym prezentem na różne okazje. Pomyśl o wierzącej cioci, która taki obrazek będzie traktowała jak Ty swoją ulubioną torebkę. Znam osoby, które zawsze mają przy sobie coś, co jest związane z wiarą. Dla Ciebie, to może być dziwne, a dla takiej osoby to normalność, jak portfel w torebce. Czasem sobie myślę, że te czasy, kiedy wiara miała większe znaczenie były zdecydowanie lepsze, bo było jakoś łatwiej. Masz w niedzielę, spowiedź, pozostałe sakramenty, to było bardziej wyniosłe, podchodziło się do tego z większą powagą. Wiem, że dużo zależy od nas samych, od tego, jaki też dajemy przykład dzieciom, ale też uważam, że lepiej, jeśli jesteśmy wobec dzieci w porządku i nie zmuszamy ich do czegoś, czego sami nie robimy. Mam na myśli modlitwę, czy niedzielne nabożeństwo. Na wsi jest inaczej, na wsi wiara ma większe znaczenie - są jakieś zasady, są przyzwyczajenia. Teraz pomyślałam, że jeśli obrazek uważasz za zbędny bibelot, to proponuję pamiątkowy album z obrazkiem, do środka Rodzice będą mogli włożyć zdjęcia z Chrztu swojego dziecka. 

Nie pokażę Ci wielu zdjęć z uroczystości Kai, bo są schowane tylko dla nas. Nie mam potrzeby dzielenia się nimi, ale możesz zobaczyć na dwóch poniższych, że Kaja miała zwykłą, skromną białą sukienkę, Matyldzia miała taką samą. Kajetan miał problem z wysiedzeniem w Kościele, ale namówił Wujka i po wszystkim poszli na lody. Uprzedzam pytania, bo na pierwszym zdjęciu możecie zobaczyć lampki do wina - alkoholu na uroczystościach dziecięcych nie uznaję, ale lampka wina do obiadu nie jest niczym złym - tak to u nas wygląda. Zawsze. Chrzest, urodziny, Komunia, to nie miejsce na alkohol, to uroczystość dla dziecka i niech to ono najbardziej skorzysta. 




My wierzymy, moje dzieci przez nas również, a czy będzie tak w przyszłości, to nie wiem. Uszanuję każda decyzję swoich dzieci. jeśli uznają, że nie wierzą, a sakramenty nie są im do niczego potrzebne, to to również postaram się zrozumieć. Czasem wydaje mi się, że dzieci są biedne, bo podejmuje się za nie wszystkie decyzje, kiedy one same nie mają jeszcze prawa głosu, ale z drugiej strony, tak jest nasz świat skonstruowany i dobrze, bo życie bez jakichkolwiek zasad byłoby totalnie bez sensu. 

Znacie historie o tym, że dziecko po przyjęciu Sakramentu Chrztu Świętego nagle się zmieniło? Zrobiło się grzeczne, bo "został wygnany diabełek"? Z doświadczenia nie znam żadnej takiej historii, ale z opowieści już tak. także ciężko mi się do tego odnieść. Chrzciliście swoje dzieci? Jaki macie do tego stosunek?
NA WALENTYNKI DOSTANIESZ...

NA WALENTYNKI DOSTANIESZ...

...prezent. Wiesz, bo jak kogoś kochasz, to chcesz, żeby się cieszył. Chcesz sprawić mu przyjemność. Chcesz zobaczyć uśmiech na twarzy. Chcesz pokazać, że wierzysz w miłość, że to coś między Wami jest prawdziwe. Wiadomo, że prezent jest tylko dodatkiem, ale bardzo miłym dodatkiem. Fajnie, kiedy Twój Wybranek może mieć od Ciebie coś, co jest wybrane przez Ciebie, wyjątkowe i jedyne, kiedy wiesz, że sprawiłaś radość, że będzie to pamiątka na całe życie. 


Biję się w pierś, bo do tej pory zawsze mówiłam, że Walentynki są przereklamowane, kocha się cały rok i takie tam. Teraz jednak myślę, że warto pokazać, jak ta miłość jest wielka - dlatego wybrałam trzy modele, które są dla mnie tymi pięknymi i chciałabym, żeby jeden z nich był tym, który zdecydujesz, że wyląduje na Twoim ręku. Łał, ale pocisnęłam - myślisz, że to dobra niespodzianka? Wierzysz w zabobony? Ja, nie wierzę. Balticus zegarki, to właśnie jeden z nich chciałabym, żeby był Twoim prezentem. Wybierzesz?

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS GWIEZDNY PYŁ CHRONO

Może taki z bransoletą? Jak myślisz, spodobałby się? Nowoczesny, elegancki, a zarazem klasyczny. Mi się podoba - zwłaszcza koperta, taka trochę romantyczna, jak niebo z gwiazdami. Fajny, bo w zestawie ma skórzane paski na wymianę, także też bardzo uniwersalny.

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS VOLANS SS

\
Możesz mówić, co chcesz, ale dla mnie im mniej, tym lepiej, dlatego bardzo podoba mi się ten zegarek - biała tarcza jest bardzo czytelna, mimo swoich małych cyferek. Zegarek wygląda na staroświecki, dlatego uważam, że znajdzie wielu zwolenników. Jak myślisz, może to jest wybór idealny?

ZEGAREK MĘSKI BALTICUS CZARNY PYŁ MATOWY


Dla mnie - mój faworyt. czarny, piękny, klasyczny, z pazurem, no ideał. Matowy, uwielbiam mat. Chciałabym, żeby to właśnie ten był tym jedynym, ale decyzja nie należy do mnie, dlatego spróbuję Cię przekonać. Szafirowe szkło, wodoszczelność, wymienny pasek, fajny mechanizm - strzał w dziesiątkę. Wybierz mnie, wybierz. 

Piszę o Walentynkach, ale jak już wiesz z moich ostatnich wpisów, że zegarek jest prezentem idealnym. Nawet, jeśli będzie leżał na półce, to zawsze raz na jakiś czas będzie można z niego skorzystać. Ja mam dwa zegarki, noszę rzadko, ale cieszę się, że mam, a jak mi się zachce, to sobie zakładam w zależności od mojego humoru i stroju. Zegarek jest fajnym prezentem. Zawsze.


NAJLEPSZA LISTA WYPRAWKOWA

NAJLEPSZA LISTA WYPRAWKOWA

Właśnie dlatego, że jestem mamą kolejny już raz, a wyprawkę kompletowałam trzy razy, pozwalam sobie na ten post. Troje dzieci zobowiązuje. I choć przy Matyldzie - pierwszym dziecku - nie miałam jakichś wygórowanych oczekiwań względem wyprawki, to uważam, że to, co zebrałam dla Kai w ostatnich miesiącach ciąży było absolutnym minimum. Nie wydałam bezsensownie kasy, nie zbierałam rzeczy, których kompletnie nie potrzebuje. Wiem, co się sprawdziło, co się przydało. Skupię się dzisiaj na rzeczach dla dziecka, które przydadzą się w tych pierwszych miesiącach. Chociaż swój post w sumie powinnam skończyć zaraz po napisaniu: pierś - jedzenie, mama, miejsce do spania. Koniec. 


GET READY TO PARTY - JESTEŚ GOTOWA?

Spokojnie. Żadna z nas nie jest gotowa. Nikt nie jest gotowy, nawet jeśli uważasz, że to Twój czas i jesteś gotowa, to uwierz mi na słowo - dziecko przekona Cię, że nie jesteś i nie byłaś gotowa. Każda z nas się boi. Każda ma obawy. Każda myśli, że nie zdąży, że zostało mało czasu. Jeszcze raz - spokojnie - zdążysz. A jak nie zdążysz, to na początku dziecko nie potrzebuje zbyt wiele - wystarczy czysta pielucha, jedzenie i kochające ramiona. Tyle. Albo - aż tyle.

Życie z dzieckiem, to imprez, to jedna wielka impreza. Pomogę Ci w rozkręceniu tej imprezy. Zrobię listę wyprawkową, która spełniała w pełni moje oczekiwania w mojej trzeciej ciąży. Znajdziesz tu rzeczy, które będą absolutnym minimum. Będą tu rzeczy, które przydadzą Ci się na początku tej drogi. 

Co do szpitala?

Każdy szpital ma inne zasady, więc warto dopytać jeszcze w ciąży, co warto mieć ze sobą. Są jednak rzeczy, które dla dziecka na pewno się przydadzą:

- pampersy i mokre chusteczki, podkłady higieniczne,
- Octanispet i gaziki jałowe,
- obcinaczki do paznokci,
- przygotowane ubranka na wyjście ze szpitala (zostawiałam w domu).

Całą resztę może dokupić Tatuś, kiedy będzie taka potrzeba. Czasami szpitale wymagają, żeby mieć swoje ubranka dla maluszka - zapytaj wcześniej. Maści do piersi czy pupy, butelki, czy laktatory - dostaniesz na oddziale, albo kupisz w przyszpitalnej aptece. Uwierz mi, jestem mamą trójki dzieci - trzy razy leżałam z dzieckiem w szpitalu - poszłam, żeby urodzić i wrócić do domu. Maluszka nie kąpałam, bo flora bakteryjna, jedynie myłam. Nie ma potrzeby, żeby zabierać żele, oliwki - dziecku wystarczysz Ty i Twoja pierś, albo butelka.

Co do domu? Co do domu?

Spokój, cisza i czas tylko dla Was. Choć goście pchają się drzwiami i oknami, to wyznacz granice i powiedz, że po prostu chcecie pobyć sami. Obrażą się? Trudno. Zrozumieją? Rewelacja!

Co na początek dla maluszka:

 - miejsce do spania - u mnie kołyska - cała trójka spała do około 6-8 miesiąca w kołysce, później już ze mną - kołyska i otulacz, bo moje dzieci były otulane do snu, ale nie wszystkie maluszki lubią, więc śpiworek do spania jest ekstra rozwiązaniem i prześcieradło - nic więcej, 
- pierś albo butelka i smoczek, ewentualnie laktator - wszystko zależy od Ciebie, 
- papmersy i chusteczki - chusteczki Velvet, pampersy próbowałam z marketów - nie było żadnych zmian na skórze, więc z nich korzystam na zmianę do tej pory,
- maść do pupy w razie jakichś odparzeń - u nas Bephanten, 
- do kąpieli, jeśli dziecko nie ma żadnych atopowych zmian - żel i szampon Hipp,
- Octanisept do pępka, gaziki jałowe, 
- sól fizjologiczna do przemywania oczu, 
- podkłady do przewijania, bo dzieci lubią w tym początkowym czasie robić niespodzianki - nie zdążysz się obejrzeć, a jesteś cała brudna, 
- ubranka - to już wedle rodzica - u nas większość używanych - szkoda mi było kasy na te maleńkie ubranka, jeśli mogłam kupić używane w świetnym stanie, miałam dużo - często zakładam jakieś ubranko tylko raz, ale faktem jest, że najlepiej sprawdzają się body i półśpiochy - rozmiar 56 - tak na początek,
- wózek, chusta - co, kto lubi,
- w zależności od pogody - czasem potrzebny jest kombinezon, czasem coś ciepłego do przykrycia - stawiaj na jedno, ale porządne - niech oddycha, niech będzie ciepłe, 
- kocham bambusowe pieluchy, otulacze - sprawdzają się jako kocyki, kołderki,
- smoczek, jeśli masz zamiar podawać - u mnie cała trójka smoczkowa - nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez smoka, 
- ręcznik do kąpieli - najlepiej z kapturkiem, najprostsza wanienka,
- woda morska, witamina D, 
- z fanaberii miś, który wydaje szum, 
 - najważniejsze - kochające ramiona - bez wszystkiego tak naprawdę się dziecko obejdzie.

Gwarantuję Ci, że to jest absolutne minimum i ono naprawdę wystarczy. Wiem, że przy pierwszym dziecku ma się zapędy na posiadanie wszystkiego, ale większość rzeczy okazuje się niepotrzebna. Podobnie ze mną swoją pierwszą wyprawkę kompletowała moja przyjaciółka (ja - trzecią) - pozwalałam się jej nacieszyć, często milczałam, choć wiedziałam, że niektóre rzeczy będą leżały nieużywane - dziś się śmiejemy, że z tych rzeczy, które kupiła spokojnie mogłaby wychować trójkę dzieci. Tak to niestety wygląda, że lubimy mieć, choć często te rzeczy nie są potrzebne.

Piszę ten post i tak mi przyszło do głowy, że kiedy rodzi się dziecko, to rodzi się też rodzic, babcia, dziadek - to jest jakaś magia. Wszyscy uczymy się wszystkiego od nowa, bo przecież nikt nas nie zaprogramował na bycie dziadkiem, kiedy rodzi się pierwszy wnuk. Był Dzień Dziadka i Dzień Babci, dla mnie to jest zawsze święto - choć ja już mogę jedynie zapalić znicz, to pokazuję zawsze moim Dzieciom, że robienie prezentów jest naprawdę fajne. Uczę, że obdarowywanie powinno wyglądać tak, że każdy dostaje to, co lubi. I tak np.moja Mama co roku dostaje fotokalendarz, to jest dla niej najlepszy prezent i nie mam zamiaru z tym dyskutować, za to Dziadek lubi robić nalewki, wina i w tym roku pomyśleliśmy, że fajnym prezentem będzie karafka z grawerem. Fajny pomysł? Dla mnie rewelacja, bo na karafce możemy napisać, co tylko chcemy. Grawer na szkle wykonywany jest rysowaniem szła - żłobieniem w nim - napis jest trwały i bardzo oryginalny. Piszę o tylko jednej możliwości z okazji święta babci i dziadka, ale tak naprawdę prezent z każdej okazji z indywidualnym napisem będzie tym wyjątkowym. Pomyśl sobie, że mama, która dostanie karafkę np.w ramach podziękowań ślubnych już do końca życia będzie wspominała tę chwilę bardzo emocjonalnie, albo chrzestna, która w dzień chrztu otrzyma podziękowania w takiej oryginalnej formie. Dla mnie to jest sztos. Od razu pojawia mi się myśl w głowie, że dziecko dające prezent w porozumieniu z obdarowanym będzie mogło spróbować tego wina właśnie w tej karafce, kiedy nadejdzie odpowiedni już czas - mnie to rozczula. Pomyśl sobie, że przychodzi ten dzień osiemnastych urodzin i wnuk z dziadkiem podczas jedzenia tortu próbują wino, które było zrobione ileś tam lat temu. Widzisz to? Ja, bardzo. Może wynika to z tego, że moi Dziadkowie i Babcie odeszli bardzo szybko i zwyczajnie po ludzku tęsknię za takimi chwilami, nie wiem - ciężko mi powiedzieć, ale mimo wszystko uważam to za magiczną chwilę i magiczny czas. A Ty? Czujesz te emocje?
UNIWERSALNY POMYSŁ NA PREZENT DLA MĘŻCZYZNY

UNIWERSALNY POMYSŁ NA PREZENT DLA MĘŻCZYZNY

Ile razy zdarzyło Ci się dać komuś pieniądze w ramach prezentu, bo bałaś się, że nie trafisz, a osoba obdarowana nie będzie zadowolona? Ile razy było tak, że dałaś komuś prezent, a jego mina mówiła, że to nie jest to? Ile razy sama dostałaś coś, co kompletnie do Ciebie nie pasuje, nie jest w Twoim guście, albo zwyczajnie nie jest Ci potrzebne? Chyba każda z nas ma jakąś śmieszną historie związaną właśnie z prezentami. Ja mam, ale na razie nie opowiem, bo jeszcze jest za szybko. Pomyślałam sobie jednak, że można stworzyć listę uniwersalnych prezentów, z których na pewno coś wybierzesz, a osoba, do której niespodzianka trafi na pewno będzie zadowolona, albo chociaż sprzeda ten prezent, bo ktoś go na pewno kupi. 


Stworzę kilka takich uniwersalnych list, żeby można było zerknąć i wybrać coś, co ucieszy mamę, siostrę, brata, czy męża. Od takich standardowych książek, płyt czy kart podarunkowych, można wybrać rzeczy, które będą pasowały do danej osoby. Musisz wiedzieć, czy nosi zegarki, czy używa spinek, a może marzy o złotym łańcuszku. Wszystko zależy od Twoich funduszy, chęci i pomysłowości. Pierwszy będzie mężczyzna - mało istotne jest to, czy to najważniejszy facet w Twoim życiu, brat, czy kuzyn, a może jakiś wujek, który nosi skórę i to złoto pasowałoby idealnie - dobra, poleciałam trochę stereotypowo, ale pamiętaj, prezent ma ucieszyć kogoś, kto go dostanie, druga sprawa - kupuj prezenty takie, z których sama byś się ucieszyła. Pomysł na prezent dla mężczyzny:

  • breloczek - tu jako nieśmiertelnik, powiem Ci, że mam do takich ogromny sentyment, bo dobrze pamiętam te czasy, kiedy robiły furorę na blokowisku, w którym mieszkałam - mam kuzyna, który miał kilka nieśmiertelników, do każde podchodził z dużą czułością, jestem pewna, ze teraz po latach jak dostałby ode mnie taki breloczek, to byłby mega zadowolony,

  • spinki - to już prezent, który nie trafi do każdego, ale jeśli wiesz, że mężczyzna, któremu szukasz prezentu nosi koszule i używa spinek, to będzie to prezent idealny,

  • zegarek - nie wierzę, że jest jakiś facet, który dostałby zegarek i nie byłby zadowolony, nawet, jeśli ten zegarek miałby leżeć w szafce, to zawsze dobrze jest go mieć, zwłaszcza, jeśli jest to model, który ma dużo bajerów,

  • bransoletka - skórzana, sznurkowa, to też prezent dla mężczyzny, który założy taką biżuterię, ale myślę, że w każdej rodzinie znajdzie się ktoś, kto nosi, więc na pewno i taki prezent znajdzie swojego idealnego odbiorce,

  • złoto - dla wujka złoto, wiem, jak się kojarzy taka biżuteria - tombak i nic więcej, ale wiem też, że ma swoich zwolenników, w mojej rodzinie widzę już kilku mężczyzn, którzy bardzo się cieszą, kiedy otwierają swoje pudełko, a w środku znajdują złotą czy srebrną biżuterię,


Pamiętaj, że jeśli robisz prezent osobie, na której Ci zależy, to powinnaś się postarać, bo nie ma nic gorszego niż zawiedziona mina i udawana radość. Wiesz, to nie jest tak, że ktoś nie docenia Twojego prezentu, tu po prostu chodzi o to, że sam fakt otrzymania czegoś jest przyjemny, ale jak czasem zobaczysz co, to jest, to masz ochotę krzyczeć z bezsilności. Dlatego starajmy się, żeby ta druga osoba była naprawdę zadowolona.
KIEDY SAMA PODCINASZ SOBIE SKRZYDŁA

KIEDY SAMA PODCINASZ SOBIE SKRZYDŁA

Było już dobrze, było tak dobrze, jak jeszcze nigdy nie było. Byłam spokojna, spełniona, szczęśliwa, chciałam latać - czułam, że przeniosę góry, że wszystko przede mną, że dam radę i choć ta pewność siedzi gdzieś tam we mnie głęboko, to jednak nie jest tak, jak było. John Lennon powiedział: "Na końcu wszystko będzie dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec." - tym się kieruję, to po prostu jeszcze nie koniec. Mimo wszystko postanowiłam się odciąć, zakończyć pewien etap, żałoba skończona, bo wiem, że dłużej tak nie mogę, nie dam rady. To nie jest tak, że ze wszystkim jest do dupy, jest dobrze, ale nie tak dobrze, jak być powinno. Wiesz, mam inny punkt odniesienia, wiem, czego nie chcę, wiem, dlaczego jest mi źle, wiem też, jak się czułam. Stawiam kreskę i idę dalej, ale najpierw opowiem i pożegnam to, co było. Choć na zewnątrz jestem raczej twardą babą, to emocje zjadają mnie od środka, dlatego czasem muszę napisać, opowiedzieć, żeby przestać o tym myśleć. Głowa działa trochę tak, że skoro jest zapisane, to nie muszę już o tym myśleć. U mnie działa.



Nie chcę poczucia winy, które każdego dnia towarzyszyło mi od kiedy wyprowadziłam się z domu. Patrzyłam na swoje dzieci i łzy napływały mi do oczu, bo to nie jest normalna rodzina. Czym jest normalna rodzina? Mama i tata - razem? A mama i dzieci, to co? To nie rodzina? Bolało. I nadal boli, ale wiem, że nic lepszego nie mogłam dać swoim dzieciom, bo żadne dziecko nie powinno żyć w domu bez miłości. Wzięłam życie we własne ręce, wzięłam odpowiedzialność za siebie i za dzieci. Później reszta potoczyła się sama. Dziś już nie patrzę na dzieci i oczy nie są pełne łez. Przetrawiłam, przepracowałam. Jest ok. 

Przesunęłam swoje granice, z czego nie jestem zadowolona, bo doprowadziło to do tego, że większość ludzi uznała, że można mi wejść na głowę. Dobrze jest być elastycznym, żeby jakoś to życie przeżyć, ale kiedy ludzie dostają palec, to najchętniej biorą całą rękę. Kiedy zaczęłam ponownie wyznaczać granice, bo nie czułam się komfortowo, to okazuje się, że to ze mną jest coś nie tak i tak w ogóle, to o co mi chodzi, skoro do tej pory było dobrze. Było, ale już nie jest i nie będzie, bo nie godzę się na przesuwanie moich granic z korzyścią dla innych. 

Pozwoliłam wejść do swojego życia z butami osobom, które powinny stać z boku i wchodzić tylko wtedy, kiedy im na to pozwalam. Słucham innych, przez to zrobiłam się podatna na ich opinie. Pozwoliłam wypowiadać się w zły sposób na tematy, o których ludzie nie mieli pojęcia. Odważnie jednak kroczyli po kruchym lodzie, na szczęście ocknęłam się i absolutnie nikt nie ma prawa mówić czegokolwiek na temat, o którym nie wie nic. Siedziałam cicho, bo lubię obserwować i słuchać, moja czujność została uśpiona, do czasu. Jestem pewna swego i pewnych tematów nie podejmuję z nieodpowiednimi osobami. Koniec.

Nie ma co się oszukiwać, Kaja nie była planowanym dzieckiem. Nie umiem nawet opisać tej burzy emocji w mojej głowie, kiedy zrobiłam test, ale jedno wiedziałam - jak tylko dziecko się urodzi, to wszystko samo się ułoży. I choć ciężko mi było to sobie poukładać, choć wiele nocy przepłakałam, to sekundę po porodzie wiedziałam, że to najlepsza, najpiękniejsza i najwspanialsza przygoda. Takie podsumowanie zmian w moim życiu. Pamiętam, jak dziś, kiedy na nią patrzę, kiedy ją tulę i płaczę, bo w głowie pojawia się myśl, że jedna decyzja i mogło jej nie być. Absolutnie nie mam na myśli aborcji. Jako trzydziestolatka zaliczyłam wpadkę, dziś to najśmieszniejsze zdanie, jakie sama wypowiadam. Cała ta sytuacja bardzo mocno na mnie wpłynęła, odbiła się na mnie i na mojej pewnosci. To było moje podcięcie sobie skrzydeł. 

Nie umiałam mówić my. Do dziś mam z tym problem. Jestem ja i dzieci. Ale MY? Chyba wynika to trochę z mojego lęku. Z wcześniejszych doświadczeń, taka forma pancerza. Zakochałam się. Poczułam coś, czego nie umiem opisać. I to chyba było najtrudniejsze, bo jak to tak, ja? Matka dwójki dzieci? Samotna matka, lepiej - stara panna z dwójką dzieci. Ciężko mi mówić o swoich uczuciach, ale tak - spotkałam na swojej drodze osobę, która denerwuje mnie każdego dnia, udusić mam go ochotę co kilka minut, ale odkładam to na inny czas, bo bardzo bym tęskniła.

Ze skrajności w skrajność. Znów jestem mamą, a w zasadzie próbuję siebie przeprosić i dostrzec w sobie kobietę, przyjaciółkę, córkę - bo bycie mamą jest ekstra, ale na dłuższą metę bycie tylko mamą, to najbardziej męczące i najtrudniejsze zadanie. Wciąż nie umiem znaleźć tego złotego środka - żeby spełniać się jako kobieta, a jednocześnie być mamą. Jest mi przykro, że znów zatraciłam siebie, że poświeciłam się jednej roli, a zapomniałam o tym, żeby dbać też o siebie - niby powtarzałam sobie:"zaopiekuj się sobą", ale od słów do czynów była bardzo długa droga. Dużo się we mnie zmieniło, jestem z tego dumna, ale pojawiło się też sporo obaw, bo jest inaczej niż było. Nie boi się ten, co nic ni robi - dlatego mój strach będzie mnie znów motywował. Wiem, czego nie chcę, próbuję odnaleźć to, czego chcę. Czuję, że najlepsze jeszcze przede mną. I tego się trzymam.

To dopiero początek. Był już koniec, teraz jest teraz, a przyszłość nadejdzie. Pomału. 
KIEDY DZIECI NIE MA ZE MNĄ

KIEDY DZIECI NIE MA ZE MNĄ

Przeszłam kilka etapów - od radości po totalny smutek. Na początku bywały chwile, kiedy nie mogłam się doczekać, aż będę mogła odetchnąć sama ze sobą. Było też tak, że kiedy wychodziły dzieci, wychodziłam też ja, żeby nie myśleć. Płakałam. Tęskniłam. Nie umiałam sobie ułożyć w głowie, że dzieci jadą do taty, że nie są ze mną, że nie wiem, jak funkcjonują... Teraz za każdym razem obiecuję sobie - odpocznę - kiedy tyko wychodzą, ja łapie jakiegoś podświadomego nerwa i czekam tylko na niedzielę, żeby Dzieci znów były przy mnie. Nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie przechodził. 


Wiesz, jak często słyszałam:"ale Ty masz fajnie, masz wolny weekend". Owszem, fajnie - raz, dwa, trzy... Kiedy dzieci jadą na święta, kiedy dzień mamy spędzasz bez nich, albo kiedy nie widzisz swoich dzieci tydzień, to serce zaczyna się upominać, czujesz pustkę i chciałabyś inaczej. Trudniej jest też dlatego, że kiedy dzieci jadą na wakacje do babci, to wiesz, że to Twój wybór, Twoja decyzja i że są u babci, a kiedy jadą do taty, to prawie za każdym razem masz w głowie, że to nie jest normalna rodzina, że nie tak powinno wyglądać dzieciństwo. Dzieci są rozdarte, choć bardzo staram się, żeby odczuwały nasze rozłąki jak najmniej. Poczucie bezpieczeństwa, bliskość, cierpliwość, to wszystko czego dzieciaki potrzebują. Muszę być ponad to, ja nie jestem ważna, granice moich dzieci są najważniejsze. Walczę o nie jak lwica, dbam każdego dnia.

Męczące są te wyjazdy. Ja, to ja - jakoś sobie ułożę, ale dziecko. Dziecko ma rozwalony rytm, musi się dostosować do dwóch domów, do dwóch metod wychowania. Wściekam się, że dzieci muszą jeździć, że spędzają tyle czasu w aucie. Denerwuje się, że jest między nami taka odległość. Ciężko mi jest, kiedy wracają do domu i nagle nasze przyzwyczajenia są rozwalone, bo u taty jest inaczej. To co było wypracowane, znów wymaga mojego wkładu, żeby odbudować to, co dla nas już było normalne. Kieruje się zasadą, że dzieci lubią przewidywalność - staram się, żeby zawsze było tak samo, żeby nie burzyć już i tak trudnego dzieciństwa. Zawsze po powrocie od taty dzieci śpią ze mną, jeśli tylko mają na to ochotę, to pozwalam - to tylko jedna noc, a jak dużo zmienia.

Boje się. Potwornie się boję, że nie będzie mnie przy nich, kiedy coś się wydarzy. Boję się tych wyjazdów, bo jednak różne rzeczy się dzieją na drodze, a nie na wszystko mamy wpływ. Boję się. I ten strach czasem potwornie paraliżuje. Różne scenariusze mam w głowie, wyobraźnia lubi płatać figle. Teraz, kiedy idzie zima, kiedy na dworze coraz szybciej jest ciemno, boję się sto razy bardziej.

Było nam trudniej, kiedy moje relacje z tatą dzieciaków nie były normalne. I choć staraliśmy się nie kłócić przy dzieciach, to było napięcie - dzieci to wyczuwały. W małych główkach różne były myśli, ja odpuściłam, ale kiedy coś mnie niepokoi, to mówię o tym głośno, bo nic nie jest ważne, tylko dzieci. Nigdy nie mówię źle o tacie dzieciaków, bo nie chcę mieć absolutnie żadnego wpływu na to, jak czują dzieci. Nie mówię źle, ale też nie koloryzuję, bo relację z dzieckiem trzeba wypracować samemu. Kilka razy zdarzyło mi się zadzwonić do dzieci, kiedy były u taty i nie był to najlepszy pomysł, bo Matylda daje radę, ale Kajetan tęskni. Chcę, żeby czas u taty, był czasem u taty.

Tęsknię. O tęsknocie mogłabym napisać poemat. Tu jest ogrom emocji. Smutek, radość, żal, ból. Nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie przechodził. Chcesz, a nie możesz. Kiedy nie było jeszcze Kai, to czas wypełniałam sobie po brzegi. Teraz niby mam zajęcie, bo przy maluchu tego czasu mam zdecydowanie za mało, ale w głowie ciągle przewija się myśl - gdzie są moje dzieci. Jest mi trudniej, bo Kaja zostaje, dzieci jadą, nie ma ich z nami. Jest mi smutno, że nie mogą być z nami cały czas, że Kaja jedzie z nami, a Matylda? A Kajetan? To naprawdę trudne. Tęsknota, poczucie winy, smutek, tak często to odczuwam. Czasem chciałabym inaczej...

Kiedy dzieci nie ma ze mną, czuję pustkę. Kiedy dzieci nie ma ze mną, chcę, żeby jak najszybciej wróciły. I gdybym tylko miała na to wpływ, gdybym tylko patrzyła na siebie, to dzieci mogłyby być ze mną cały czas. Jednak dzieciaki są najważniejsze, wiec liczą się tylko ich emocje i odczucia, nic więcej. Także co 2-3 tygodnie tęsknie, stresuje się i wciąż obiecuję, że odpocznę. Jak tu odpoczywać, kiedy nie umiesz się odnaleźć w nowej rzeczywistości...
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger