KAROLINA, DLACZEGO WYPROWADZIŁAŚ SIĘ Z DOMU?

KAROLINA, DLACZEGO WYPROWADZIŁAŚ SIĘ Z DOMU?

Tytułowe pytanie, jest tym, które najczęściej zadajesz mi, od kiedy napisałam, że zmieniliśmy adres. I najpierw nie odpisywałam wcale na wiadomości, które moim zdanie za bardzo naruszały moją prywatność, ale dziś jestem gotowa, żeby Ci odpowiedzieć i opowiedzieć o tym, co się wydarzyło.


Jeśli oczekujesz jakichś spektakularnych zwrotów akcji, to tu ich nie znajdziesz. Jeśli szukasz sensacji, bo liczysz na jakieś historie o biciu, piciu, czy zdradach, to też nic takiego się tu nie pojawi. Ot zwyczajne życie.

To w takim razie dlaczego wyprowadziłam się z domu

Po pierwsze dlatego, że dom nie był mój. Nie no żartuję, przecież wiem, że nie o to pytałaś. Chciałabym Ci opowiedzieć jakąś łzawą historię, bo tak byłoby najłatwiej, ale nie, nie opowiem, bo takiej historii nie ma. Jest zwyczajnie. Czasami dwoje ludzi, którzy spotkają się na swojej drodze nie do końca do siebie pasują, a wręcz powiedziałabym, że odbiegają od siebie pod każdym względem. Jedno lubi jajecznicę na maśle, drugie woli z boczkiem. Wiesz, co mam na myśli? Tak, dokładnie to, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. I ja dojrzałam. Dojrzałam na tyle, że po pięciu latach bycia tylko mama zrozumiałam, że nie tędy droga, że nie taki przykład chcę dawać swoim dzieciom, że pragnę pokazać i Matyldzie i Kajetanowi, że warto zawalczyć o siebie. Do końca życia nie zapomnę dnia, kiedy podjęłam decyzję o wyprowadzce. Poczułam się, jakbym dostała jakiegoś olśnienia. Nagle zaczęło mi się chcieć. I choć moja wyprowadzka na początku nie była drogą bez powrotu, to kilka sytuacji, które miały miejsce zaraz po niej uświadomiły mi, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Dla dzieci i dla siebie. 

Decyzji o rozstaniu nie podejmuje się w dziesięć minut. Taka decyzja musi być przemyślna, przeanalizowana i przełknięta. Musisz być pewna, czego chcesz i do czego dążysz. Życie nie zawaliło mi się na głowę w kilka chwil, kiepsko było przez długi czas, ale najistotniejsze dla mnie jest to, że dziś, kiedy staję przed lustrem, to mogę powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, żeby dzieci miały pełną rodzinę. Nie udało się. Wiadomo, że nie marzyłam o tym, żeby Matylda i Kajetan wychowywali się w rodzinie, gdzie tata jest raz na jakiś czas, ale czasami życie decyduje za nas. 

Były dwie sytuacje, które pozwoliły mi zrozumieć, co jest ważne i w którym miejscu powinnam być. Rok temu byłam na weselu, na weselu, które dla mnie już zawsze będzie symboliczne. Tak się złożyło, że byłam tam sama i gdyby nie to, że była tam cała moja najbliższa rodzina, to na pewno nie wybrałabym się sama. Poszłam też dlatego, że Pan Młody, to facet, z którym spędziłam całe dzieciństwo. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miałoby mnie tam nie być. No musiałam świętować razem ze wszystkimi. I bach, stało się - poszłam. Spędziłam cudowną noc - tańczyłam śpiewałam, było wspaniale. Od rodziny w kółko słyszałam:"Karolina, jesteś taka jak dawniej" - to dodało mi skrzydeł. I wiesz co? Zatęskniłam za sobą. Zatęskniłam tak bardzo, że długo nie mogłam się odnaleźć w tej mojej domowej rzeczywistości. Myślami ciągle byłam gdzie indziej. Chwilę później doszło do strasznej tragedii w naszej rodzinie. I to chyba był moment, kiedy ja naprawdę zrozumiałam, że życie jest zbyt krótkie, żeby być nieszczęśliwym, żeby być smutnym, żeby nie widzieć kolorów.

Takie właśnie w dużym skrócie są powody mojej wyprowadzki. Wiem, że pewnie jesteś rozczarowana, bo nie wylałam wiadra pomyj, bo nie okazało się nic strasznego, ale wiem też, że takich kobiet jak ja jest bardzo dużo. I każda z nas potrzebuje wiedzieć, że nie robi nic złego, kiedy myśli o sobie, bo Twoja radość życia, jest również radością życia Twoich dzieci. Ja dla swoich zrobię wszystko, nauczę, pokażę, opowiem - będę. Będę nawet wtedy, kiedy nie będą potrafiły zrozumieć, dlaczego mama nie jest z tatą. 

Jan Paweł II powiedział: "jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie." Każda z nas powinna w to wierzyć, każda!

CZY ROBIMY SOBIE PREZENTY NA MIKOŁAJKI?

CZY ROBIMY SOBIE PREZENTY NA MIKOŁAJKI?

Zbliża się grudzień, magiczny czas, wesoły, kolorowy i mam nadzieję pełen puszystego śniegu. Mikołajki tuż, tuż... Trzeba wyczyścić buty, ustawić przy oknie i z niecierpliwością czekać, czy rano nie znajdę w swoim rózgi. Konsekwentnie od kilku już lat trzymam się zasady, że "w buta" dostaje się skromne prezenty albo same słodycze - duży, wymarzony prezent zarezerwowany jest na koniec grudnia. I w tym roku nie będzie inaczej, chociaż może zamiast słodyczy - będą jakieś puzzle, gry, czy książki. Jeszcze jest czas, zobaczymy. Mimo to przygotowałam dla Ciebie małą podpowiedź z inspiracjami, co możesz podarować pięciolatce, trzylatkowi, noworodkowi oraz młodej mamie. Tatę zostawię na później, bo przecież nie możemy o nim zapomnieć. 


PIĘCIOLATKA - to taka już trochę duża dziewczyna, a jednak jeszcze kierują nią żądze małego dzidziusia. Niby chce być jak mama, bo lalkę trzeba przebrać, umyć i iść z nią na spacer, a jednak ciągle chce być Twoją maleńką dziewczynką. Niby chciałaby już decydować sama, ale czasami lepiej, kiedy to decyzję podejmie mama, bo tak jest łatwiej. Nie ma tu dobrej rady, dobrego rozwiązania, każda kobietka jest inna, dlatego pokażę Ci, co na pewno ucieszyłoby Matyldę:


* PUZZLE EDUKACYJNE - MAPA ŚWIATA - jest zajawka, jest - wszelkie mapy, atlasy są ciągle w użyciu, więc takie puzzle sprawdziłby się idealnie,

* PASTA DO ROBIENIA BALONÓW - MAGIC GOO - wszystko z czego można tworzyć, rozwijać sprawność paluszków też jest na wagę złota, a te balony wydają się świetną opcją, sama chętnie bym się nimi pobawiła, 

* WÓZEK Z ODKURZACZEM - jestem pewna, że to byłby hit nad hitami, bo bycie dorosłą przecież jest takie fajne, 

* MOJE WŁASNE PUZDERKO NA BIŻUTERIĘ - bo która księżniczka nie chce mieć swojej biżuterii, która z małych kobiet nie lubi świecidełek.


TRZYLATEK - wiesz, że zawsze myślałam, że syn - chłopiec będzie dla mnie wyzwaniem pod względem prezentów - bałam się tego bardzo, bo co ja kupię dla chłopca. Kajetan jednak ma tak sprecyzowane zainteresowania, że nie mam z tym najmniejszego problemu. Lista Chłopaka wymarzonych prezentów jest tak długa, że mogłabym to spokojnie rozłożyć na kilka lat. Mimo to postaram pokazać Ci się kilka z tych naj, naj:


* CZARNY CHARAKTER KLOCKI - coś dla małego konstruktora, 

* STRAŻAK SAM II FIGURKI - nie zna chłopca, który nie lubiłby chociaż przez chwilę Strażaka Sama, Kajetan cały czas mówi, że będzie ratował ludzi i gasił pożary, 

* TRANSFORMERS CIĘŻARÓWKA OPTIMUS - robot, każdy robot jest tym, który na pewno uszczęśliwi Kajetana, 

* JEŻDŻĄCY POCIĄG/TRAMWAJ - chłopcy chyba z tego nigdy nie wyrastają, znam dorosłych, którzy chętnie bawią się torami i pociągami, a ten dodatkowo jeździ sam.


NOWORODEK - NIEMOWLAK - trochę już wyrosłam z zabawek dla tej grupy wiekowej, ale z tym jest jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina:


* GRYZAK WODNY TWARDY/MIĘKKI ŻYRAFKA - doceni je każda mama ząbkującego malucha, u mnie obydwoje i Matylda i Kajetan uwielbiali wszelkie gryzaki, a ten dodatkowo jest bardzo ładny, lubię takie stonowane kolory,

* SZCZOTECZKA SILIKONOWA - o jak ja sobie przypomnę, jak bardzo uwielbiała ją Matylda, jak bardzo pomagała jej przy ząbkowaniu, jak od początku wyrabiała w Małej nawyk szczotkowania zębów - medal dla tego, kto ją wymyślił, 

* GRZECHOTKA KULKI CZARNO BIAŁE - jest tak fajna i uniwersalna w swojej prostocie, że chyba nie muszę nic więcej pisać, no ideał,

* SZCZOTKA I GRZEBIEŃ Z NATURALNEGO WŁOSIA - wcale nie chodzi tu o czesanie małej czuprynki, chodzi o to, żeby prezent był przydatny, bo wiadomo, że przy takim maluchu bardzo łatwo popaść w przesadę, także ja stawiam na prezenty, które są faktycznie potrzebne.


MAMA - pewnie dziwisz się, że w poście dla dzieci umieszczam mamę, ale robię to z jednego bardzo ważnego powodu - o mamie się często zapomina, często to mama ogarnia wszystko i siebie stawia na szarym końcu, dlatego postanowiłam pokazać Ci kilka rzeczy, które mogą się przydać, a jeśli chcesz wyręczyć mamę w kompletowaniu wyprawki właśnie dla niej, to śmigaj szybko na stronę - https://hancia.pl/Dla-mamy-c329 - gdzie znajdziesz wszystko, co niezbędne w szpitalu i na początku tej dość trudnej przygody:


* TORBA DLA MAMY I NA WÓZEK - jak ja się długo opierałam typowej maminej torbie, wyszłam z założenia, że nie jest mi potrzebna i koniec - o jak ja się myliłam - torba dla mamy jest niezbędna,  ma tyle przegródek, możliwości, a do tego jak wygląda jeszcze kobieco, to nawet się nie zastanawiaj, kupuj koniecznie i noś, nie będzie żałować, 

* LAKTATOR ELEKTRONICZNY - miałam zwykły ręczny, używałam sporadycznie, ale teraz wiem, że było to moim dużym błędem, bo przez to zamknęłam się w czterech ścianach i czekałam z niecierpliwością, kiedy moje dzieciaki zaczną jeść coś innego poza moim mlekiem - laktator jest potrzebny chociażby po to, żeby mama mogła wyjść na chwilę do ludzi - koniec, kropka,

* WHISBEAR MIŚ - miś z szumem, miałam, korzystałam, tzn. Kajetan korzystał - pewnie dziwi Cię dlaczego właśnie tu go umiejscowiłam, a nie w przedziale "noworodek", zrobiłam to dlatego, że dzięki niemu mama może być bardziej wyspana, więc chyba nie muszę Ci tłumaczyć, jaki to ma sens, prawda?

* HUŚTAWKA - LEŻACZEK - wiem, jakie są zdania na jego temat, że się nie powinno używać, że dzieci mają mieć swobodne ruchy itd., mimo to jednak uważam, że warto mieć w domu takie urządzenie i korzystać z niego z głową, bo wypicie ciepłej kawy, czy zjedzenie śniadania w ciszy jest luksusem, a huśtawka może pomóc chociaż na chwilę. 


Mam nadzieję, że spodobały Ci się moje pomysły. Nie są zbyt wygórowane, a na pewno ucieszą małych i tych nieco większych ludzi. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony hancia.pl - zachęcam Cię do zerknięcia na nią, bo jestem pewna, że znajdziesz jeszcze sporo atrakcyjnych rzeczy, które będą idealne nie tylko na zbliżające się Mikołajki.
OSTATNIE MIESIĄCE W KILKU KADRACH

OSTATNIE MIESIĄCE W KILKU KADRACH

Kilka ostatnich miesięcy w kilku różnych ujęciach. Przeglądałam wczoraj zdjęcia w telefonie i aż trudno mi uwierzyć, że niby tylko rok, a zmian cała masa. Nie dociera do mnie, że w tak krótkim czasie, tyle może się zmienić. To był trudny, ale zarazem bardzo pouczający czas w naszym życiu. Ludzie bywali, byli, a niektórzy też będą. Pojawiali się i odchodził. Każdy bez wyjątku wniósł coś do naszego życia, to dla nas nauka. Czerpiemy z tego garściami. Zobaczcie, jak to było. 























James Patterson - Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystko udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki – rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość – to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.
FOTOKALENDARZ - WSPOMNIENIA W KALENDARZU

FOTOKALENDARZ - WSPOMNIENIA W KALENDARZU

Uwielbiam robić prezenty. Zawsze się długo do tego przygotowuję, bo chcę, żeby osoba obdarowana była naprawdę zadowolona. Często moi bliscy zastanawiają się, jak to jest, że trafiam - a ja po prostu obserwuję, analizuję, słucham i działam, kiedy nadchodzi odpowiedni moment. Lubię prezenty, które nie są zwyczajne. Uwielbiam poświęcić trochę czasu, żeby prezent miał przesłanie, żeby wzruszał, żeby był na lata, żeby osoba, która go otrzyma zawsze, kiedy na niego spojrzy pomyślała o mnie i o dobrych momentach. Dlatego idealnym prezentem dla Dziadków jest fotokalendarz. Wspomnienia w kalendarzu - zdjęcia. To coś, co zawsze zachwyca.


Moja Mama zawsze się wzrusza, kiedy dostaje prezenty, a kiedy prezent przywołuje wspomnienia w kalendarzu, to już w ogóle. Zdjęcia, które są użyte w fotokalendarzu najczęściej są poukładane tak, żeby przypominały te najcudowniejsze chwile. Do tej pory zawsze fotokalendarz Dziadkowie dostawali na swoje święto w styczniu, w tym roku postanowiłam inaczej, kiedy trafiłam na ofertę Pixbook, bo cena wydała mi się atrakcyjna, a w związku z tym ciekawość jakości wzrosła. Urodziny zbliżały się wielkimi krokami, potrzebowałam czegoś ekstra, zwłaszcza, że dla Mamy zdjęcia są zawsze najbardziej trafionym prezentem. Wybrałam zdjęcia, stworzyłam projekt w kreatorze, z którym poradzi sobie każdy, zamówiłam i czekałam na przesyłkę. Ja byłam zachwycona, Mama też - kolejny prezent mogę zaliczyć do udanych.



Od długiego czasu zbierałam się do zamówienia fotoksiążki dla Kajetana. Matylda dostała swoją na drugie urodziny, Kajetan też miał otrzymać rok temu, ale sytuacja jakoś nie za bardzo sprzyjała do zrobienia czegokolwiek. Trzecie urodziny wydały się idealnym pretekstem. Między urodzinami Babci, a Kajetana jest 5 dni, więc zamówienie złożyłam za jednym zamachem. Ile łez i wspomnień przywołały zdjęcia małego Kajtusia, to wiem tylko ja, zwłaszcza, że ten ostatni rok był pełen zmian w naszym życiu. Zrobiłam fotoksiążkę dla Kajtusia. Będzie miał chłopak pamiątkę. Oglądamy ją razem, opowiadam Kajtkowi co, gdzie i kiedy. Matylda bardzo mnie wspomaga, bo często jakoś nie kojarzę faktów, a kiedyś dziwiłam się swojej Mamie, że czegoś nie pamięta z naszego dzieciństwa. Zobacz, jakiego mam cudnego chłopczyka, jaką chłopczyk ma wspaniałą siostrę i w ogóle, jaka to fajna pamiątka.




Mam nadzieję, że post Ci się podoba, a sama też uwielbiasz robić prezenty. Napisz mi koniecznie, jaki był najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek przygotowałaś. I powiedz, czy lubisz takie sentymentalne prezenty.
JESIEŃ - JAKI JEST PLAN?

JESIEŃ - JAKI JEST PLAN?

Jestem typem zadaniowca. Uwielbiam planować, notować i wykreślać. Robienie list "to do" opanowałam do perfekcji, chociaż często ilość rzeczy do zrobienia mnie przerasta. Lubię wykonywać powierzone mi zadania, czuję się wtedy spełniona. Bycie rodzicem nie ułatwia, ale dzięki temu nauczyłam się odpuszczać, wybierać priorytety, bo gdyby było inaczej, to chodziłabym wiecznie zmęczona, niezadowolona i sfrustrowana. Tak samo jest z blogiem, kiedy już założę sobie, że wracam, że będę, że tęsknię do tej mojej pisaniny, to zadzieje się coś, co skutecznie uniemożliwia mi moje założenia. Stąd też decyzja o tym wpisie, bo wolę zrobić plan, jakoś poskładać to, co istotne, a jednocześnie mieć świadomość na czym stoję i w którą stronę chcę iść i Tobie dać wskazówki o tym, czego się możesz spodziewać. 




Najczęściej jestem na Instagramie, trochę to paradoks, bo pamiętam, jak broniłam się przed założeniem tam konta. Fajną opcją jest dodawanie "relacji" - krótkich filmików, w których mogę do Was pogadać, w których mogę pokazać nasz dzień, nasze chwile. Jak zobaczyć te filmiki - zapytasz. Po wejściu na moje konto w lewym, górnym rogu jest moja twarz - kliknij w nią i wtedy pokażą Ci się aktualne filmiki, dostępne są przez 24 h. Super opcją jest też możliwość zrobienia transmisji na żywo - chociaż robiłam takie 2 albo 3, to wiem, że cieszą się sporym zainteresowaniem - może czas nad tym popracować. Link do naszego insta zostawiam Ci TU.

Facebook - to tu najczęściej do mnie piszecie, to tu udostępniam wartościowe treści, to tu pojawiają się najszybciej zajawki o nowych wpisach, to na fp najczęściej zadaje Ci pytania, na które szukam odpowiedzi, radzę się. Chciałabym, żeby tak pozostało. Plan jest taki, żeby w każdy piątek pisać Ci o tym, co mnie inspiruje, kto pomaga w trudnych chwilach, pokazywać, co mnie zachwyciło i dzielić się z Tobą tym, co dla mnie ważne. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie atrakcyjne - link TU.

Co do samego bloga, to wpisy na ten moment będą pojawiały się dwa razy w tygodniu, wiem, że to zdecydowanie za mało, ale w tej chwili nie mogę na siebie wziąć więcej, zwyczajnie nie dałabym rady. Roboczo wpisy miałyby pojawiać się we wtorki i czwartki. W środy będę udostępniała stare wpisy, jest co wspominać. Raz w miesiącu w soboty chciałabym opowiedzieć Ci historię z życia wziętą - o nas, o życiu, o macierzyństwie, o byciu samodzielną mamą - będę pisała anonimowo, będą tematy tabu. Wiem, że takie wpisy pomagają i liczę na to, że dzięki temu będziemy ze sobą bliżej. 

Daj mi tylko znać, kiedy najczęściej jesteś na Facebooku - rano, wieczorem? Chciałabym dostosować się do Ciebie z publikacjami. 
JEST TROCHĘ TAK, JAKBYM MIAŁA SWÓJ POKÓJ

JEST TROCHĘ TAK, JAKBYM MIAŁA SWÓJ POKÓJ

Kilka miesięcy temu Matylda zapytała mnie, kiedy znów będzie miała swój pokój. Przyzwyczajona od maleńkości do swojego miejsca po przeprowadzce musiała dzielić pokój z Bratem. Nie tylko pokój, bo nawet łóżko mieli wspólne. Pytanie o własny pokój pojawiało się na tyle często, że poważnie zaczęłam rozważać zmianę mieszkania, jednak warunki finansowe w tamtym czasie kompletnie nam na to nie pozwalały. Mimo to postawiłam sobie za cel, że pokój dzieciaków zorganizuję tak, żeby każde z nich czuło się w nim jak najlepiej. 


Zorganizowanie przestrzeni na zaledwie ośmiu metrach kwadratowych jest sporym wyzwaniem, ale jak wiesz - nie ma rzeczy niemożliwych. Zaczęłam od zmiany koloru ścian. Po pierwsze dlatego, że były zniszczone, źle przyklejona tapeta, która odklejała się przy najmniejszym dotknięciu, po drugie były fioletowe - kolor pomniejszał i tak małe pomieszczenie, a poza tym estetycznie kompletnie do nas nie pasowały. Ściany są białe- najpiękniejsze, uniwersalne i minimalistyczne. Kolejne były rolety - mamy słoneczne mieszkanie, więc są one koniecznością - mieliśmy pomarańczowe, które pokoju nie zaciemniały prawie wcale, stąd decyzja o roletach zaciemniających - miałam, uwielbiałam i nie wyobrażam sobie innych. Noc jest nocą, a nie półmrokiem. Później łóżka- nie chciałam piętrowego, bo po pierwsze byłaby wieczna walka o to, kto ma spać u góry, po drugie nadal nie byłoby "dwóch pokoików" w jednym pomieszczeniu, dlatego dwa łóżka były koniecznością. Duże dla Mati, bo miałam materac, mniejsze dla Kajetana, żeby nie zabierać przestrzeni - istotna była wysokość łóżka, żeby zmieściły się pod spodem pudła z zabawkami. Podzielonymi zabawkami. Na koniec zostały dodatki. Stare ramki, pierwsze litery imion dzieciaków, pamiątki, kilka obrazków, girlanda i od razu zrobiło się przytulniej. Planujemy jeszcze zrobić małe biurko dla dwójki, które będzie na miejscu tego białego stoliczka, żeby i Kajetan i Matylda mogli jednocześnie tworzyć swoje arcydzieła. Jest prosto, skromnie i uniwersalnie. 



Choć dzieciaki zawsze miały oddzielne pokoje, to bawiły się przeważnie w jednym. Także miejsce do zabawy nie stanowiło większego problemu. Mimo to pomieszane zabawki Kajetana i Matyldy stawały się bardzo często powodem do kłótni. Możliwość podzielenia pokoju na pół i ustawienia po każdej ze stron rzeczy dzieciaków okazała się strzałem w dziesiątkę. Każdy ma swoje, podzielone, postawione, oddzielone. Wspólne są tylko książki, bo jakoś o nie się dzieciaki nie kłócą. Pokój jest mały, ale spokojnie spełnia swoją funkcję. Jest miejsce do spania, do tworzenia, do zabawy, czyli jest miejsce do wszystkiego. Dzieciaki są naprawdę zadowolone, a ja? Ja się jaram, kiedy słyszę:

"Mamusiu, jest trochę tak, jakby każde z nas miało swój pokój". <3
PRZEDSZKOLNEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY - KAPCIE

PRZEDSZKOLNEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY - KAPCIE

Pamiętam, jak dziś, kiedy wybierałam pierwsze kapcie do przedszkola dla Matyldy. Nie wiem dlaczego, ale postawiłam sobie za punkt honoru, że będą porządne, ładne i naprawdę fajne. Jakoś kapcie były dla mnie bardzo istotne, ale nie umiem Ci powiedzieć, czym to było spowodowane. Kiedy zapytałam Was o zdanie, to usłyszałam, że nie powinny być na zamek, bo dziecko nie da rady, nie powinny być na rzep, bo się niszczy - najlepiej wkładane. Z doświadczenia jednak wiem, że te wkładane nawet z odpowiednio dobranym rozmiarem nie do końca są takie fajne. Zdałam się na intuicję i nie żałuję, bo od tamtej pory nie zastanawiam się już nad wyborem kapci, tylko biegnę do Slippers Family i wybieram te, które aktualnie podobają się dzieciakom. 


Wołam małych ludków do komputera - będziemy wybierać kapcie. Kajetan z daleka krzyczy, że chce "ciarne", ja cała w stresie, bo pamiętam, że rok temu mało było jednokolorowych - a już zwłaszcza czarnych. Wchodzę na stronę i rzuca mi się w oko kolekcja Basic - Czarna Pantera, z doborem rozmiaru nie miałam problemu, bo Młody miał sandałki od Slippersów, więc wystarczyło zmierzyć stópkę, sprawdzić, czy nic się nie zmieniło i zamawiamy. Kajetan mówi, że nogi w tych kapciach są szybkie, więc nie możecie wątpić, że to pantera. 




Z Matyldą niestety nie było już tak łatwo, bo ile modeli widziała, tyle chciała. Każdy kolor się podobał, każdy do czegoś pasował, każdy odpowiadał. Zaczęła od żółtych, skończyła na szarych w gwiazdki z kolekcji Premium. Ten model Matylda wybrała rok temu, niestety musielibyśmy na niego chwilę czekać, a Mati nie miała żadnych kapci do przedszkola - nie chciałam kupować nic dodatkowe, więc zdecydowała wtedy, że weźmie inny model. Nie miałam żadnych sprzeciwów, bo i różowe, i żółte, i te szare w gwiazdki bardzo mi odpowiadały. U Matyldy miałam też problem z rozmiarem, bo mieściła się między 27/28, a między tymi rozmiarami jest spora różnica w centymetrach - zdałam się jednak na doradztwo w sklepie i rozmiar mamy dobrany idealnie. 




Nie będę się rozpisywała, dlaczego znów wybrałam Slippersy, wkleję Ci tylko link do poprzedniego postu o tych właśnie kapciach (tutaj) - znajdziesz tam więcej technicznych informacji. Pokażę Ci tylko kapcie, które Matylda nosiła od początku swojej przedszkolnej przygody. Zdementuję od razu kilka mitów. Pierwszy, że dziecko nie da rady z zamkiem - owszem na początku Mati miewała z nim problemy, ale później nie stanowiło to żadnej różnicy. Drugi, rzep się brudzi i psuje - no brudzi się, żadnego odkrycia tu nie ma, ale wystarczy go wyczyścić tak samo, jak pierze się kapcie i działa bez zarzutu. Trzeci - kapcie są sztywne - absolutnie nie są sztywne, są bardzo dobre dla małej stópki, dzięki temu, że są zapinane z przodu, bardzo łatwo dopasowują się i do szczupłej nóżki i do tej nieco większej. Nie polecałabym Ci tych kapci, gdybym nie była ich pewna. Szare były z nami jako pierwsze, to właśnie te zapinane z tyłu na zamek, różowe są zeszłoroczne i obecne w gwiazdki. Sama możesz zobaczyć, że nie ma żadnych przetarć, że są stabilne, szwy trzymają, nie są powyginane. Naprawdę solidne kapcie.


Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger