WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

WIEŚ TO STAN UMYSŁU, TU SIĘ ŻYJE INACZEJ

Pamiętam moment, kiedy wyprowadzałam się z mojej rodzinnej miejscowości, największym zaskoczeniem w nowej rzeczywistości było to, że sąsiedzi w bloku nie mówią sobie "dzień dobry", że nikt z nikim nie żyje tak jak na wsi, że każdy zamyka się w czterech ścianach i żyje sam ze sobą. Szybko się do tego przyzwyczaiłam i muszę przyznać, że bardzo mi to odpowiadało. Po latach życia na wsi, gdzie każdy wie lepiej, co się w Twoim życiu dzieje, bardzo potrzebowałam zmiany. Zapierałam się, że nigdy na wieś nie wrócę. Nie, nie i jeszcze raz nie. Aż tu nagle życie zdecydowało za mnie, a ja z podkulonym ogonem pytałam Mamę, czy znajdzie miejsce dla mnie i dzieciaków u siebie. Wróciłam. Wieś i życie tutaj stało się naszą codziennością. I choć minęły już dwa lata, to ja dalej mam problem z dostosowaniem się. Jak się żyje na wsi? Inaczej. Czy gorzej, czy lepiej, to każdy musi sam ocenić. Pokażę Ci dzisiaj kilka aspektów, które musisz wziąć pod uwagę, kiedy mieszkasz na wsi. Dla jasności, nie pisze o wsi, która jest noclegownią przy dużym mieście, piszę o takiej wsi z mentalnością wiejską, o dobrych i złych stronach i o tym, na co trzeba brać poprawkę, żeby nie zwariować. 


Zacznę może od tej dobrej strony, bo to nie jest tak, że mieszkanie w zamkniętym środowisku, to jakaś kara i jest tragicznie. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy i minusy. 

Poznaj 7 faktów o tym, jak się żyje na wsi

1. Wieś, to ludzie - ludzie, to relacje. Z każdym jest inna, ale możesz być pewny, że mieszkając na wsi zawsze, absolutnie zawsze otrzymasz pomoc. Kiedy potrzebujesz wsparcia, kiedy potrzebujesz pomocy, to sąsiedzi na pewno przy Tobie będą. Jedni z dobrego serca, inni z ciekawości, ale nie jest to ważne. Ważny jest efekt końcowy. 

2. Podwórko, świeże powietrze, ogródki - to jest MISTRZOSTWO świata. Uwielbiam to, że od samego rana, kiedy tylko mam ochotę mogę siedzieć na działce, czy na ławce przy domu. Masz ochotę na pomidora, zawsze ktoś ma w szklarni. Chcesz bukszpan, o tu sąsiadka ma krzaczek. Dobry kurczak, a za płotem - niedługo będą do kupienia. Jajka od wiejskich kur, na pewno u kogoś dostaniesz. Zdrowsze jedzenie, tańsze życie. 

3. Ludzie, którzy wiedzą o Tobie więcej niż Ty sam, jak trudno mi było znów do tego przywyknąć, że na wsi każdy o każdym ma dużo do powiedzenia. Jak trudno nabrać dystansu i nie stać się babą, która chodzi i klepie głupoty, bo jednak środowisko zobowiązuje. Wiem, że dla większości moich sąsiadów jestem kosmitką, bo żyję własnym życiem, bo uwielbiam moje cztery ściany, bo mamy zasady i wg niż żyjemy. Jesteśmy, kiedy chcemy być. Pokazujemy i dajemy tylko tyle, ile uważamy za stosowne.

4. Teorie spiskowe, jak tylko się coś wydarzy, to możesz być pewny, że powstanie z tego niezła historia. Śmieszne jest to, że jedno małe wydarzenie staje się tutaj historią do opowiadania wszystkim dookoła. Każdy coś dopowie, każdy wrtąci kilka zdań i powstają takie bajki, że Disney by nie napisał takiego scenariusza. 

5. Osoby, które żyją życiem innych. Wiedzą, co jesz, o której jesz. Swoich błędów nie widzą, a Twoje największe osiągnięcia tak zdeptają, że będziesz przepraszać, że Ci się udało. W każdej wsi jest baba, która roznosi ploty, która pieprzy takie głupoty, że brak słów. Nakręci temat, powie tu, powie tam, a później odwraca kota ogonem tak, żeby się tylko oczyścić. Ostatnio np.dowiedziałam się, że coś powiedziałam, ale od osoby, która mnie wprost zapytała, czy tak było. Jak zbierałam szczękę z podłogi, to wiem tylko ja. Wszyscy się znamy, lubimy mniej lub bardziej - wystarczy napisać, zapytać, cokolwiek - i sprawa wyjaśniona. No, ale nie, lepiej nakręcić temat, jak w polityce - przekierować myślenie. 

7. Małe sklepiki, brak dostępu do niektórych produktów, bo zwyczajnie nie każdy na wsi je kupuje - do tego nie przywykłam, nie przyzwyczaiłam się i już chyba nie przyzwyczaję. Do dużego miasta ze sklepami, do których chodziłam mam daleko, więc zakupy najczęściej robię przez internet - ja mam większy wybór, dzieciaki radochę, że są pudełka, można rozpakowywać. Sklep ze zdrową żywnością, to miejsce do którego zaglądam najczęściej - po pierwsze dlatego, że jak się do czegoś przyzwyczaję, to nie lubię zmieniać, a po drugie dlatego, że zawsze znajdę produkty, które mnie interesują. 




8. Kocham wieś i wiem, że to jest moje miejsce i choć teraz, kiedy dzieci są małe, to wolałabym mieszkać w mieście, to wiem, że starość spędzę na wsi. Nie wyobrażam sobie mieszkania w bloku w mieście bez dostępu do ogródka. Tak samo jak teraz nie wyobrażam sobie wożenia dzieci na zajęcia dodatkowe każdego dnia do miasta. No dramat. Chociaż wiem, że się da. 

Gdzie jest Wasze miejsce? Wolicie miasto czy wieś? Potwierdzicie, że ludzie na wsi żyją inaczej?
GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

GDYBY RAZ W MIESIĄCU ZROBIĆ COŚ TYLKO DLA SIEBIE

Każda z nas, która jest mamą doskonale wie, jak trudno jest wygospodarować chwilę tylko dla siebie. Łatwiej jest, kiedy dzieciaki są już starsze, trochę się same sobą zajmą, nie potrzebują mamy do wszystkiego. Przyszła mi dziś do głowy taka myśl, że bycie mamą w naszych czasach jest bardzo wyczerpujące, ale z drugiej strony może też być fajne, miłe i przyjemne - tylko potrzeba wprawy. Wprawy w odpoczywaniu. Wprawy w ogarnianiu czasu. Wprawy w robieniu minimum. Wprawy we wszystkim. W teorii jestem mistrzem, gorzej jest, jeśli chodzi o praktykę. Jest mi trudniej, bo uwielbiam mieć porządek. Więcej, ja uwielbiam mieć swój porządek - swój jest tu słowem klucz. Nie jest łatwo i łatwo nie będzie, ale małymi krokami można dojść do wszystkiego. 



Każda z nas lubi coś innego. Dla każdej z nas coś innego będzie tym upragnionym. Jedna z nas pójdzie na masaż. Inna posprząta chatę. Jeszcze inna dzięki drobiazgowi, który doceni jej codzienny trud będzie czuła, że ma moc. Musisz znaleźć swój sposób na odpoczynek, chwilę relaksu i to, co sprawi, że będziesz szczęśliwa, spełniona i gotowa na kolejne dni. 

Gdybym dzisiaj mogła zrobić coś tylko dla siebie, gdybym była spokojna, że dzieci są w dobrych rękach, że nikt za mną nie tęskni, że są najedzone, zadowolone i szczęśliwe, to najpierw bym posprzątała mieszkanie - jak kiedyś. Później ogarnęłabym siebie - też jak kiedyś. Na koniec wypiłabym lampkę wina w tym wysprzątanym pokoju i cieszyła się, że chociaż przez 15 minut jest tak, jak lubię. Włączyłabym serial, poleżała chwilę, a później ochoczo przygotowałabym się na tą długo wyczekiwaną randkę, która byłaby najbardziej nudna i przewidywalna, bo zaplanowana sto lat temu. Jedynym niby zaskoczeniem byłby prezent, który wybrałabym sobie sama w Murrano, bo przecież ja najlepiej wiem, czego chcę i co mi się podoba. Tak serio, to zawsze chcę niespodzianki, ale kiedy już ktoś próbuje mnie zaskoczyć, to jestem niezadowolona, więc po co się wysilać, jak łatwiej jest kupić coś, co mi się przyda. Nienawidzę niepraktycznych prezentów, albo takich, które leżą w szafie, bo wiem, że czegoś w życiu nie ubiorę, czy nie dotknę. No dobra, a co dalej? Dostałam prezent niespodziankę. Teraz szampan, kolacja. Mogłabym iść do kina albo na koncert. I pewnie już zaraz bym chciała wracać do dzieci, ale gdybym nie musiała, to rano śniadanie i wtedy, to już na bank do dzieci. 

Na koniec. Tak zupełnie serio, to powiem Ci tylko, że na wszystko przyjdzie czas. I Ty i ja odzyskamy siebie trochę bardziej, niech tylko dzieci trochę podrosną, niech będą trochę bardziej samodzielne. Wiem, że dziś wydaje Ci się to zupełnie nierealne, ale taki czas nadejdzie szybciej niż się spodziewasz. Bycie mamą, to piękna przygoda, ale trudna jak nic innego. Kiedy tylko poczujesz, że nadchodzi moment krytyczny, to zaopiekuj się sobą, bo w tym całym rozgardiaszu, to właśnie mama, która jest z dziećmi w domu potrzebuje najwięcej chwil tylko dla siebie.
JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

Wymówka za wymówką - tu nie mam czasu, tu nie wiem jak, po co, nie potrzebuje, chciałabym, ale... To taki standard dla zasiedziałej w domu mamy. Z każdym kolejnym dniem jest zdecydowanie trudniej wrócić do siebie, na rynek pracy, do życia. Przestrzeń wypełniona pieluchami, zaspokajaniem potrzeb małych ludzi - ciężko jest wygospodarować chwilę dla siebie. A gdzie moje potrzeby? Gdzie miejsce na mój rozwój? Bardzo trudno pogodzić to wszystko z opieką nad dziećmi i ogarnianiem domu, ale jestem pewna, ze każda z nas jest mistrzynią organizacji i jeśli bardzo czegoś chce, to znajdzie czas na wszystko. Dość wymówek, pora działać. Owszem, czasami trzeba coś odpuścić - sprzątanie czy super obiad, ale warto. Na końcu okaże się, że warto. Dzieci najedzą się kanapką, dom się nie zawali bez odkurzania, a łóżko niepościelone, wieczorem będzie wybawieniem. Jestem mamą, nie mam kiedy - zmień na - jestem mamą, zawsze znajdę chwilę.


Żyjemy w czasach, kiedy psychoterapie, testy osobowości, pomoc w odnalezieniu się na rynku pracy są na wyciągnięcie ręki. Chwilowo jest trudniej z powodu pandemii, ale pomału i systematycznie wszystko wraca do normy. Mamy jednak książki, internet, różne platformy, które wychodzą na przeciw naszym oczekiwaniom. Ja, poza książkami, które staram się coraz częściej brać do ręki, z dużą ochotą przeglądam internet w poszukiwaniu miejsc, które umożliwią mi poznanie siebie. Takim sposobem trafiłam na narzędzie diagnostyczne do badania osobowości PERSO.IN. Kiedy porozmawiałam z Panią Patrycją jedną z trenerek, która jest psychologiem, to wiedziałam, że bardzo chcę skorzystać z możliwości wykonania tego testu.

Technicznie wygląda to tak, że dodajemy do koszyka wybrany przez nas pakiet - wypełniamy test, otrzymujemy raport i mamy dwie możliwości - możemy sami przeanalizować opis testu, albo umawiamy się z wybranym trenerem i w czasie jednogodzinnej sesji omawiamy całość. Powiem Ci szczerze, że dla mamy, która siedzi w domu i cały jej czas, to dzieci - taka rozmowa jest wyzwaniem, ale też bardzo pozytywnym doświadczeniem, bo wychodzimy trochę ze swojej strefy komfortu, a to wszystko są pierwsze kroki do dużych zmian.






Czego się dowiedziałam o sobie? Badanych jest 5 obszarów - ludzie, doświadczenia, obowiązki, stymulatory i trudności. Kiedy omawiałam test z Panią Patrycją, to największą frajdę miałam, kiedy okazywało się, że coś, co ja widzę jako moją wadę, mogę w bardzo łatwy sposób obrócić na cechę, która przyda mi się w życiu. Więcej. Opis całego testu jest też fajną formą pokazania się swojej rodzinie, partnerowi, mężowi z zupełnie innej strony -  zwłaszcza, kiedy znacie się mało, a życie jednak Was połączyło. To duże ułatwienie w zaprezentowaniu siebie z tej dobrej i z tej nieco gorszej strony. Zobaczyłam też, jakie są moje mocne strony, nad czym powinnam popracować, a co jest zupełnie nie dla mnie. 33 strony, które mówią tylko o mnie - bardzo dobrym krokiem jest wykonanie tego testu, kiedy chcemy zmian, kiedy jesteśmy na rozdrożu i nie wiemy, w którą stronę iść. Wykonanie testu pozwala też na ulepszenie kontaktów z innymi, komunikacja robi się łatwiejsza, a do Ciebie dociera, że nikt nie jest wróżką i żeby komuś coś przekazać, trzeba rozmawiać. Nic więcej. Uświadamiasz sobie również, że z pewnych osób i rzeczy powinnaś zrezygnować, a dla innych powinnaś się zbliżyć. Odkrywasz, że Ci, którzy są dookoła Ciebie niekoniecznie mają dobre zamiary. Fajnym doświadczenie było też to, że widzisz jaką masz postawę wobec innych ludzi, albo jak otwarta jestem na inne doświadczenia, czy jak reaguje na trudne sytuacje i emocje. Wiem, co jest moją mocną stroną, wiem, nad czym powinnam pracować. Po wykonaniu testu, po analizie, po poukładaniu sobie wszystkiego w głowie poczułam chęć do działania. Myślę, że to dobry moment i warto wykorzystać możliwości, które pojawiają sie w naszym życiu. W mojej głowie pojawiło się sporo nowych pomysłów. Myślę, że z czasem wszystko poukłada się na tyle, żebym mogła wrócić na odpowiednie tory.
RODZYNKI W CZEKOLADZIE

RODZYNKI W CZEKOLADZIE

Mijają dni, tygodnie, niedługo miesiące. Dla nas czas się zatrzymał. Żyjemy w zwolnionym tempie, czekając, aż się obudzimy. Niestety, nie budzimy się. Sen jest rzeczywistością. Dookoła życie toczy się dalej, nic się nie zatrzymało. Pamiętam, jak w wolnej chwili weszłam na fb i zobaczyłam uśmiechnięte buzie - tu lody, tam szczęście, gdzie indziej trochę złości. Wściekłam się na ten cały internet, bo mocno dotarło do mnie, że prawdziwe życie jest tu, nie tam. Że prawdziwe emocje są tu, nie tam. Że tam jest koloryzowanie, a tu jest potworny ból. Trochę się obraziłam i nabrałam jeszcze większego dystansu.



Niech ten internet choć trochę będzie prawdziwy, niech pokazuje prawdziwe życie. Wiele razy przekonałam się też, jak bardzo pomaga mi pisanie. Jak ułatwia poukładanie myśli. Zapisane, powiedzmy, że przepracowane. Wiem, że byłabyś ze mnie dumna i z ochotą przeczytałabyś każde moje słowo. Jak rok temu, kiedy pisałam o Tobie w Dniu Mamy

Mamo, zawsze dzwoniłaś w dniu dziecka, składałaś mi życzenia. Mówiłaś, że dla Ciebie zawsze będę dzieckiem. W tym roku cisza huczała mi w uszach jak nigdy. Łapie się na tym, że chcę do Ciebie zadzwonić, chcę napisać, sprawdzam, czy jesteś aktywna na messengerze. Po chwili dociera do mnie, że nie będziesz aktywna już nigdy.

Jeszcze chwilę temu wierzyłam. Działałam. Jeszcze chwilę temu łapałam się każdej opcji, bo bardzo chciałam Ci pomóc. Wiedziałam, że nie mogę zrobić zbyt wiele, bo widziałam, jak gaśniesz. Do odejścia najbliższego człowieka na świecie nie da się przygotować. Bezradność, która towarzyszy od rana do wieczora tak bardzo boli, tak bardzo wyniszcza, że nadchodzi taki moment, kiedy wiesz, że cierpienie i strach powinno się już skończyć. Mimo wszystko żadna chwila nie jest odpowiednia. Rozmowy z lekarzem i słowa:"przekierujcie myślenie i po prostu bądźcie". To jest koszmar, kiedy chcesz, a nie możesz. Jesteś, ale natura nie pozwala Ci tylko być. W końcu dociera do Ciebie, że BYCIE jest jedyną rzeczą, którą możesz zrobić. I wtedy jesteś. Jesteś tak bardzo, że aż boli.

To wszystko jest jak film. Byłam, widziałam, ale po każdym otwarciu oczu próbuje sobie przypomnieć, czy to wszystko miało miejsce. Działałam jak w amoku. Nie przetrawiłam, nie poukładałam, nie dociera do mnie, że Ciebie już z nami nie ma. Czuję się, jakby mi serce pękło, jakbym straciła część siebie. Wiem, że nauka życia bez Ciebie potrwa bardzo długo. Wiem też, że Twoje odejście odbije się na mnie za jakiś czas, kiedy wszystkie blokady puszczą. Dlatego staram się już dziś zaopiekować się sobą i swoimi maluchami, bo one też czują, też płaczą, też tęsknią.

Kiedy zapytałaś: "co dziś tak dużo gości?", odetchnęłam, bo wiedziałam, że nie jesteś świadoma tego, co się dzieje. My wiedzieliśmy. Każda chwila, kiedy odzyskiwałaś świadomość była tak cenna, jak żadna inna. Wiem, że chciałaś, żebyśmy byli razem, przy Tobie. Wiem, że na tym najbardziej Ci zależało. I ten środowy wieczór, kiedy wspominaliśmy stare czasy przy Tobie, a Ty pytałaś o swoją niunię… Wciąż słyszę te słowa, widzę Twoje oczy. Dziękuję, że jesteś naszą Mamą, że to właśnie na Ciebie trafiliśmy. Dziękuję za opiekę, serce, miłość. Za wartości, zasady. Za otwarte ramiona i czas nam poświęcony. Jestem też trochę zła, bo przecież tyle życia przed nami, a Ciebie już nie ma. Miałaś być, widzieć, wspierać. Wiem, że czuwasz i już zawsze będziesz.

Każda relacja jest inna. Z każdym rodzicem ma się inne relacje. Czasem tęskni się tak, że rozrywa serce, a czasem ta tęsknota jest mniejsza. Nie wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego – tatę, bliską babcię, czy siostrę. Wiem, jak to jest stracić Mamę. Wiem też, że każdy z nas cierpi, że przeżywa. Nie będę umniejszać, czy porównywać, bo każde odejście jest inne. Ja, czuję się jak bezpański pies, bo mama, to dom, a dom bez mamy… Bardzo to trudne, kiedy wstajesz rano i nie możesz iść, zadzwonić. Kiedy wiesz, że już nigdy.

Przeglądając Twoje rzeczy, znalazłam wszystkie listy, które do Ciebie pisałam. Ile razy Cię w nich przepraszałam, ile razy tłumaczyłam swoje zachowania, ile razy próbowałam zrozumieć swoje emocje. Dziękuję, że je zatrzymałaś, dziękuję, że mogłam je znów przeczytać. Teraz, kiedy sama jestem mamą.

Tak bardzo chciałabym usłyszeć Twój głos, poczuć znów Twoje ciepłe policzki, wściekać się na Ciebie, bo przyszła 15 raz w ciągu kilku godzin, albo żebyś powiedziała: "daj mi Matyldę na noc, wyśpisz się, odpoczniesz". Już nikt nigdy nie zrozumie mnie tak jak Ty, kiedy krzyczałam, że chcę iść do pracy, już nikt nie będzie wiedział tak, jak Ty wiedziałaś. Czasem wystarczyło mrugnięcie okiem i każda z nas wiedziała. To takie magiczne porozumienie. Dziękuję za wieź, którą z Tobą stworzyłam. Dziękuję, że zawsze byłaś. Tęsknie i tęsknić nie przestanę. Po prostu nauczę się żyć bez Twoich skrzydeł, bo jak żyć bez Mamy? Normalnie? Zwyczajnie? Nie da się, bo w sercu jest taka pustka, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyłam.

Pozostawiłaś nam piękne wspomnienia. Będziemy je pielęgnować, rozmawiać o Tobie. Byłaś najlepszą Babcią na świecie, nie mogłabym sobie wymarzyć dla swoich Dzieci lepszej. Nie udawałaś, nie kłamałaś, kochałaś całą sobą. Ufałam Ci, wiedziałam, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Byłaś jedyną osobą, z którą bez obaw zostawiałam dzieci. Wściekałam się na te słodycze, które dawałaś dzieciakom, ale doceniałam bardzo, że szanujesz moje zdanie. Pozwalałaś mi wychowywać dzieci po swojemu, żyć tak jak chciałam. Nigdy nie narzucałaś swojego zdania, nie osaczałaś. Zawsze byłaś.

Bardzo tęsknimy, bardzo nam Ciebie brakuje, Mamo. Wierzę, że tak miało być, że jesteś szczęśliwa i ze spokojem spoglądasz na nas. Nie cierpisz. Nie męczysz się. Czuwasz. Zjadłam własnie pół paczki Twoich ulubionych rodzynek w czekoladzie, pachniały Tobą, smakowały jakoś bardziej. Dziękuję, że nauczyłaś mnie cieszyć się z małych rzeczy.

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

Widzę i wiem, że ten dziwny czas zmienił nas wszystkich. Jesteśmy daleko od siebie, a tak naprawdę bliżej niż kiedykolwiek. Ludzie, którzy są dla nas najważniejsi, teraz są doceniani sto razy bardziej. Tych, których nie chcemy w naszych życia, odsunęliśmy jeszcze dalej, bo szkoda życia na toksyczne relacje. Mamy czas na przemyślenia, mam czas na różne emocje. Boimy się, tęsknimy i czujemy się zagubieni. Dla mnie ostatni tydzień, ostatnie dni, to jakby podróż w sam środek mojej głowy. To jakby otwarcie wszystkich szuflad wypełnionych wspomnieniami. To też kilka lat mojego życia, które teraz wróciło ze zdwojoną siłą. Dużo myślę, sporo płaczę, zadaję pytania, odpowiadam, błądzę i znajduję drogę. Najważniejsze jednak jest to, że widzę światełko w tunelu.



Przepracowywałam przez ostatnie dni kilka aspektów swojego życia. Jednym z nich są dzieci, relacje z nimi, jakościowy czas spędzony z nimi i wiele innych. To, że każda z nas kocha swoje dzieci najbardziej na świecie, to jest oczywiste. To,że kochamy je tak samo bardzo, jak mamy je ochotę wystrzelić w kosmos, to też wiadomo. Są jednak rzeczy, o których nie myślimy, nad którymi się nie skupiamy. 

Powiedz szczerze. Umiesz sobie wyobrazić, że dziś ostatni raz kładziesz swoje dziecko do snu? Dziś, kiedy robisz to jak maszyna, jak automat? Dziś, kiedy nie myślisz o tym, że to jest OSTATNI RAZ. Ostatni raz, bo jutro dziecko stwierdzi, ze chce zasypiać z książką, którą sobie sam przeczyta.

Albo. Czy jesteś przygotowana na to, że jutro budzisz się rano i nie masz tego wszystkiego, co masz dzisiaj? Na pewno nie jesteś, bo to totalna abstrakcja. Pisze o skrajnościach, ale czasami, żeby dotrzeć, trzeba sobie uświadomić, że nic nie jest nam dane na zawsze. Jesteś dzisiaj zdrowa? A skąd pewność, że jutro też będziesz? My wczoraj rano chcieliśmy dla odmiany pojechać do maka, nie odpaliło nam auto, a przecież zawsze odpalało. Widzisz te małe buźki, które czują zawód i smutek, bo obiecałaś, bo się cieszyły, a tu niestety - trzeba naprawić samochód. To są małe rzeczy, małe sprawy, ale tak jest ze wszystkim. Z życiem, ze szczęściem, ze zdrowiem, z miłością, z dziećmi. Absolutnie ze wszystkim. Czas ucieka, a my ciągle na coś czekamy. Nie czekajmy, działajmy. Doceniajmy. Cieszmy się. 

Piszę o mega prostych sprawach, ale to właśnie te rzeczy jest najtrudniej dostrzec, bo ciągle skupiamy się na czymś innym. Wiem, że jak tylko spojrzysz na wszystko szerzej, jak dostrzeżesz to, co najistotniejsze, to zrozumiesz o czym mówię. Zwolnij, proszę. Skup się na tym, co dobre. Na tym, co masz. I doceń. Każdą chwilę, każdy dzień. Wszystko. Z małych rzeczy zbudowany jest świat. 




Nauczyłam się cieszyć czasem spędzonym tylko z Kają. Kiedy dzieciaki jadą do swojego taty, to ja zawsze czuję pustkę. Czasem moja pustka  jest tak wielka, że absolutnie nie umiem funkcjonować. Teraz już tak nie jest. Teraz cieszę się chwilą sam na sam z Kają. Teraz cieszę się, kiedy jestem mamą jakby jednego dziecka, choć serce dalej jest podzielone i jego część zawsze jedzie z dziećmi. Nieocenione jest to zmniejszenie odpowiedzialności, kiedy zajmuję się tylko jednym dzieckiem. Doceniam. Korzystam i cieszę się. Bardzo chcę, żeby już zawsze tak było. 


Nasz zestaw do wózka - Coco Bird - jednorożce górą.
8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

Nikt z nas nie spodziewał się, że przyjdzie nam żyć w czasach, kiedy najlepiej byłoby siedzieć w swoich czterech ścianach i przeczekać ten najgorszy moment. Nikt z nas nie był na to przygotowany. Nikt nie myślał o tym, co się może wydarzyć. Ja też nie. Z dnia na dzień musieliśmy przystosować się do nowej rzeczywistości. Najpierw trochę w strachu, w panice, później coraz bardziej świadomie, coraz bardziej akceptując to, co się dzieje dookoła. Choć ostatni czas jest dla mnie dość trudny, to staram się widzieć światełko w tunelu i wyciągam wnioski. Staram się zakładać różowe okulary i w małych rzeczach odnajdywać dobro. Czasem się udaje, a czasem wcale. Jest jednak kilka rzeczy, dzięki którym się uśmiecham. Wszystkie dotyczą mojej rodziny.


Da się siedzieć w domu. Dzieci przystosowują się niezwykle szybko do otaczającego nas świata, to my dorośli mamy z tym dużo większy problem. Ja z dziećmi w domu byłam równo 40 dni. Nie chcieliśmy ryzykować, nie mogliśmy pozwolić sobie na luzowanie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla nas najważniejsze jest zdrowie i życie najbliższych, często najbliższych z wieloma obciążeniami. Jestem wdzięczna, że mam i miałam możliwości, że mogłam sobie pozwolić na bycie w domu.

Moje dzieci nie są niejadkami - w zasadzie, to nigdy nie były, ale momenty jedzeniowe miały różne - czasem jedzą więcej, czasem mnie. Podczas izolacji jadzę zdecydowanie dużo. Fakt, nie jadły praktycznie słodyczy, a jak już jadły, to raczej te zdrowo, co wpływało bardzo pozytywnie na apetyt. Jedzone były nawet rzeczy, które w normalnej rzeczywistości jakoś bardzo nie odpowiadały kubkom smakowym. Wszystko jest w naszych głowach. Chwilami nie zdążyłam ogarnąć po śniadaniu, a już musiałam przygotowywać kolejny posiłek. Kosmos.

Potrzebny jest schemat. Dzieci lubią powtarzalność, ja też lubię mieć plan. Każdy dzień niby taki sam, a jednak inny. Codziennie coś robimy - odpoczywamy w weekendy, wtedy jest totalny luz, na szczęście w poniedziałek wracamy do naszego starego schematu i robi się spokojniej. 

Dzieci potrafią zmęczyć się w domu. Moje skaczą, biegają, tańczą, śpiewają. Myślę, że kanapa w salonie będzie niebawem do wymiany, nie wiedziałam, że można tyle skakać. Mnie bolą nogi, kiedy patrzę na Kajetana, kiedy znów skacze. Włączamy muzykę i tańczymy, ćwiczymy, wygłupiamy się i wieczorem jesteśmy padnięci. 

Kiedy się nudzimy jesteśmy najbardziej kreatywni. Widzę to w moich dzieciach, widzę to w sobie, ale widzę też w znajomych. Nagle osoby, które nie gotują, nie pieką, nie szyją - odkrywają w sobie nowe talenty. To ma moc, bo mamy więcej czasu, więcej chęci i próbujemy. Ja, mam już zaplanowany cały ogródek u moich rodziców - w końcu wakacje mamy spędzić w tym roku na działce, więc musimy mieć, co robić. Może nawet kupimy namiot i będziemy tam spać. 

Pracujemy nad emocjami, dzieci uczą się przez to, co widzą, a nie przez to, co słyszą. Nie lubię siebie, kiedy zostaję wyprowadzona z równowagi, a panowanie nad emocjami jest wtedy ostatnią rzeczą o jakiej myślę. A z drugiej strony lubię takie sytuacje, bo dają powód do rozmowy, do pokazania dzieciom, że mama ma też swoje granice, że bywa zmęczona i czasem ma dość. Widzę teraz więcej, widzę, czego brakuje moim dzieciom, widzę, z czym mają problem. W normalnej rzeczywistości trudno było czasem dostrzec, gdzie jest problem. Teraz jest łatwiej. 

Każdy z nas potrzebuje chwili dla siebie i samotności. Dzieci też. Mega trudno jest wygospodarować czas tylko dla siebie, kiedy cały czas jesteś w tych samych czterech kątach. W jednym pomieszczeniu jedno dziecko, w drugim drugie, w kolejnym trzecie. Nigdzie nie jesteś sama. Widzę też, że Matylda - dziecko, które lubi być w stadzie, nagle potrzebuje pobawić się sama i robi to coraz częściej. Wiem, że jest ciężko, bo ja sama nie jestem nawet w toalecie, ale chociaż 10 minut wieczorem bardzo doceniam. 

Śmieszne memy, które mówią o tym, że po wszystkim będą rozwody, alkoholizm albo ciąże, to sama rzeczywistość. Nagle zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Jedno albo obydwoje z partnerów jest w domu cały czas, to obciążające. Idealnie teraz widać, kto, co robi w domu. Widać też, kto, ile energii wkłada w organizacje domową. Łatwiej jest zaangażować dzieci do pomocy, łatwiej pokazać, że podział obowiązków jest ważny. Ale tez jest mega ciężko pogodzić się z tym, że nie zmienia się otoczenie, że ciągle tylko dom, dom i dom. A jak dom, to i obowiązki.

Wirus się nie skończy. Możemy jedynie zaakceptować to, jak wygląda teraz nasze życie, trzymać się zasady, że im mniej, tym lepiej, dbać o higienę i przestrzegać zasad, a jakoś to będzie. W naszych rękach jest, żeby to jakoś było jak najlepsze. Róbmy dobro, sprawiajmy sobie małe przyjemności i cieszmy z najmniejszych rzeczy. Doceniajmy. 
#2 TYM SIĘ JARAM

#2 TYM SIĘ JARAM

Są takie książki, które warto przeczytać, które warto mieć, do których warto wracać. To książki, które niby mówią o tym, co już wiemy, co jest oczywiste, ale czasem potrzebujemy, żeby ktoś nam o tym przypomniał. Uwielbiam książki, porady i słowa Jespera Juula - płynie z nich mądrość, pokazują kierunek - nie oceniają, nie krytykują, nie szufladkują. Terapeuta rodzinny, pedagog, którego niestety już z nami nie ma, na szczęście pozostała twórczość, która w dalszym ciągu będzie nam pomagała. Jeśli nie znasz Jespera Juula, to zachęcam do sięgnięcia choćby po jedną książkę tego autora, sporo się nauczysz, sporo się dowiesz. Dziś opowiem Ci o jednej z książek, którą przeczytałam całkiem niedawno. Niech nie zmyli Cię tytuł, to nie jest książka tylko o związkach, to książka o każdej relacji, to książka o rodzicielstwie, to książka o pokorze. 
 Pokażę Ci dziś kilka moich ulubionych fragmentów, kilka stron, do których uwielbiam wracać, które dla mnie mają niezwykłą moc, które powodują, że przypominam sobie, co w życiu jest ważne, utwierdzam się w przekonaniu, że idę dobrą drogą. To takie moje drogowskazy. 



Kiedy wydaje się nam, że musimy myśleć identycznie, że relacja mamy z dzieckiem i taty z dzieckiem musi być taka sama, to wracam do powyższych cytatów, bo relacja nie musi być taka sama. Więcej. Ona powinna być inna. Dzieci mają łatwość dostosowywania się, dzięki temu poznają świat, bo z mamą inaczej, z tatą inaczej i wszędzie indziej też będzie inaczej. To jest fajne, bo różnorodność nas uczy. Trafiłam tu też na świetny fragment o tym, jak myśleć i czuć po rozstaniu - wiadomo, że dziecko wtedy musi czuć, że mimo wszystko mama i tata nadal kochają, a to co się dzieje, to nie jest wina dziecka. Kiedy taki maluch usłyszy zapewnienie, że odpowiedzialność za sytuację ponoszą rodzice, to na pewno się uspokoi, widzę to po moich dzieciach - przetestowałam, działa. 




Kiedy chcemy wspierać, kiedy chcemy rozmawiać, a nie do końca wiemy jak - wystarczy słuchać i odnosić się do tego, co dziecko mówi. Kajetan ma etap, kiedy trudno mu zrozumieć, że kończymy oglądać bajki, albo że idziemy spać - jest rozpacz - wtedy przytulam i mówię, wiem, że to jest najgorsza rzecz dzisiaj, nie ma nic gorszego. Kajetan odpowiada:"no", przytula się jeszcze mocniej i płacz, żal za moment mija. Dla mnie to takie proste, a widzę jak dziecku bardzo pomaga, jak czuje się zrozumiane. Potrzeba wsparcia zaspokojona. Dzieci lubią czuć się wysłuchane, lubią, kiedy widzą, że reagujemy na to, co mówią, że ich zdanie jest dla nas ważne, dlatego dopytuję, słucham, patrzę, kiwam głową. Czasem jest to trudne, bo przecież bywamy zajęci, ale kiedy stosuje się do tego, co jest w mojej głowie, to widzę efekty. I wtedy każdy dzień jest łatwiejszy.




Proste komunikaty. Kiedy drę japę - sprzątamy, to dzieci patrzą na mnie, jak na kosmitkę, ale kiedy powiem - chcę, żebyś odłożył klocki na miejsce - to zaraz klocki są w pudełku. Czary. Tak samo jak, nie mam ochoty bawić się z dziećmi, albo kiedy mam coś do zrobienia i powiem nic nie znaczące: "cicho", to mogę być pewna, że za chwilę znów będzie szaszor, ale kiedy powiem: "chcę teraz obrać ziemniaki, idźcie do siebie do pokoju, pokolorujcie", to wielkim prawdopodobieństwem jest, że będę miała te 7 minut na obranie ziemniaków. Owszem, to nie działa zawsze, owszem, muszę przypominać, ale widzę, że z czasem przynosi efekty. I nie odnosi się to tylko do dzieci, tak działa każda relacja - mów konkretnie, łatwo, prosto, a sama będziesz zdziwiona, że można się dogadać, że to działa. Powiem Ci szczerze, że dla mnie to jest odkrycie, bo niby wiem, niby coś rozumiem, ale to babskie "domyśl się" siedzi gdzieś też we mnie i kiedy nagle mój komunikat dociera sto razy bardziej niż milion innych słów, to to jest osiągnięcie. Da się.

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger