JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

JESTEM MAMĄ, NIE MAM KIEDY

Wymówka za wymówką - tu nie mam czasu, tu nie wiem jak, po co, nie potrzebuje, chciałabym, ale... To taki standard dla zasiedziałej w domu mamy. Z każdym kolejnym dniem jest zdecydowanie trudniej wrócić do siebie, na rynek pracy, do życia. Przestrzeń wypełniona pieluchami, zaspokajaniem potrzeb małych ludzi - ciężko jest wygospodarować chwilę dla siebie. A gdzie moje potrzeby? Gdzie miejsce na mój rozwój? Bardzo trudno pogodzić to wszystko z opieką nad dziećmi i ogarnianiem domu, ale jestem pewna, ze każda z nas jest mistrzynią organizacji i jeśli bardzo czegoś chce, to znajdzie czas na wszystko. Dość wymówek, pora działać. Owszem, czasami trzeba coś odpuścić - sprzątanie czy super obiad, ale warto. Na końcu okaże się, że warto. Dzieci najedzą się kanapką, dom się nie zawali bez odkurzania, a łóżko niepościelone, wieczorem będzie wybawieniem. Jestem mamą, nie mam kiedy - zmień na - jestem mamą, zawsze znajdę chwilę.


Żyjemy w czasach, kiedy psychoterapie, testy osobowości, pomoc w odnalezieniu się na rynku pracy są na wyciągnięcie ręki. Chwilowo jest trudniej z powodu pandemii, ale pomału i systematycznie wszystko wraca do normy. Mamy jednak książki, internet, różne platformy, które wychodzą na przeciw naszym oczekiwaniom. Ja, poza książkami, które staram się coraz częściej brać do ręki, z dużą ochotą przeglądam internet w poszukiwaniu miejsc, które umożliwią mi poznanie siebie. Takim sposobem trafiłam na narzędzie diagnostyczne do badania osobowości PERSO.IN. Kiedy porozmawiałam z Panią Patrycją jedną z trenerek, która jest psychologiem, to wiedziałam, że bardzo chcę skorzystać z możliwości wykonania tego testu.

Technicznie wygląda to tak, że dodajemy do koszyka wybrany przez nas pakiet - wypełniamy test, otrzymujemy raport i mamy dwie możliwości - możemy sami przeanalizować opis testu, albo umawiamy się z wybranym trenerem i w czasie jednogodzinnej sesji omawiamy całość. Powiem Ci szczerze, że dla mamy, która siedzi w domu i cały jej czas, to dzieci - taka rozmowa jest wyzwaniem, ale też bardzo pozytywnym doświadczeniem, bo wychodzimy trochę ze swojej strefy komfortu, a to wszystko są pierwsze kroki do dużych zmian.






Czego się dowiedziałam o sobie? Badanych jest 5 obszarów - ludzie, doświadczenia, obowiązki, stymulatory i trudności. Kiedy omawiałam test z Panią Patrycją, to największą frajdę miałam, kiedy okazywało się, że coś, co ja widzę jako moją wadę, mogę w bardzo łatwy sposób obrócić na cechę, która przyda mi się w życiu. Więcej. Opis całego testu jest też fajną formą pokazania się swojej rodzinie, partnerowi, mężowi z zupełnie innej strony -  zwłaszcza, kiedy znacie się mało, a życie jednak Was połączyło. To duże ułatwienie w zaprezentowaniu siebie z tej dobrej i z tej nieco gorszej strony. Zobaczyłam też, jakie są moje mocne strony, nad czym powinnam popracować, a co jest zupełnie nie dla mnie. 33 strony, które mówią tylko o mnie - bardzo dobrym krokiem jest wykonanie tego testu, kiedy chcemy zmian, kiedy jesteśmy na rozdrożu i nie wiemy, w którą stronę iść. Wykonanie testu pozwala też na ulepszenie kontaktów z innymi, komunikacja robi się łatwiejsza, a do Ciebie dociera, że nikt nie jest wróżką i żeby komuś coś przekazać, trzeba rozmawiać. Nic więcej. Uświadamiasz sobie również, że z pewnych osób i rzeczy powinnaś zrezygnować, a dla innych powinnaś się zbliżyć. Odkrywasz, że Ci, którzy są dookoła Ciebie niekoniecznie mają dobre zamiary. Fajnym doświadczenie było też to, że widzisz jaką masz postawę wobec innych ludzi, albo jak otwarta jestem na inne doświadczenia, czy jak reaguje na trudne sytuacje i emocje. Wiem, co jest moją mocną stroną, wiem, nad czym powinnam pracować. Po wykonaniu testu, po analizie, po poukładaniu sobie wszystkiego w głowie poczułam chęć do działania. Myślę, że to dobry moment i warto wykorzystać możliwości, które pojawiają sie w naszym życiu. W mojej głowie pojawiło się sporo nowych pomysłów. Myślę, że z czasem wszystko poukłada się na tyle, żebym mogła wrócić na odpowiednie tory.
RODZYNKI W CZEKOLADZIE

RODZYNKI W CZEKOLADZIE

Mijają dni, tygodnie, niedługo miesiące. Dla nas czas się zatrzymał. Żyjemy w zwolnionym tempie, czekając, aż się obudzimy. Niestety, nie budzimy się. Sen jest rzeczywistością. Dookoła życie toczy się dalej, nic się nie zatrzymało. Pamiętam, jak w wolnej chwili weszłam na fb i zobaczyłam uśmiechnięte buzie - tu lody, tam szczęście, gdzie indziej trochę złości. Wściekłam się na ten cały internet, bo mocno dotarło do mnie, że prawdziwe życie jest tu, nie tam. Że prawdziwe emocje są tu, nie tam. Że tam jest koloryzowanie, a tu jest potworny ból. Trochę się obraziłam i nabrałam jeszcze większego dystansu.



Niech ten internet choć trochę będzie prawdziwy, niech pokazuje prawdziwe życie. Wiele razy przekonałam się też, jak bardzo pomaga mi pisanie. Jak ułatwia poukładanie myśli. Zapisane, powiedzmy, że przepracowane. Wiem, że byłabyś ze mnie dumna i z ochotą przeczytałabyś każde moje słowo. Jak rok temu, kiedy pisałam o Tobie w Dniu Mamy

Mamo, zawsze dzwoniłaś w dniu dziecka, składałaś mi życzenia. Mówiłaś, że dla Ciebie zawsze będę dzieckiem. W tym roku cisza huczała mi w uszach jak nigdy. Łapie się na tym, że chcę do Ciebie zadzwonić, chcę napisać, sprawdzam, czy jesteś aktywna na messengerze. Po chwili dociera do mnie, że nie będziesz aktywna już nigdy.

Jeszcze chwilę temu wierzyłam. Działałam. Jeszcze chwilę temu łapałam się każdej opcji, bo bardzo chciałam Ci pomóc. Wiedziałam, że nie mogę zrobić zbyt wiele, bo widziałam, jak gaśniesz. Do odejścia najbliższego człowieka na świecie nie da się przygotować. Bezradność, która towarzyszy od rana do wieczora tak bardzo boli, tak bardzo wyniszcza, że nadchodzi taki moment, kiedy wiesz, że cierpienie i strach powinno się już skończyć. Mimo wszystko żadna chwila nie jest odpowiednia. Rozmowy z lekarzem i słowa:"przekierujcie myślenie i po prostu bądźcie". To jest koszmar, kiedy chcesz, a nie możesz. Jesteś, ale natura nie pozwala Ci tylko być. W końcu dociera do Ciebie, że BYCIE jest jedyną rzeczą, którą możesz zrobić. I wtedy jesteś. Jesteś tak bardzo, że aż boli.

To wszystko jest jak film. Byłam, widziałam, ale po każdym otwarciu oczu próbuje sobie przypomnieć, czy to wszystko miało miejsce. Działałam jak w amoku. Nie przetrawiłam, nie poukładałam, nie dociera do mnie, że Ciebie już z nami nie ma. Czuję się, jakby mi serce pękło, jakbym straciła część siebie. Wiem, że nauka życia bez Ciebie potrwa bardzo długo. Wiem też, że Twoje odejście odbije się na mnie za jakiś czas, kiedy wszystkie blokady puszczą. Dlatego staram się już dziś zaopiekować się sobą i swoimi maluchami, bo one też czują, też płaczą, też tęsknią.

Kiedy zapytałaś: "co dziś tak dużo gości?", odetchnęłam, bo wiedziałam, że nie jesteś świadoma tego, co się dzieje. My wiedzieliśmy. Każda chwila, kiedy odzyskiwałaś świadomość była tak cenna, jak żadna inna. Wiem, że chciałaś, żebyśmy byli razem, przy Tobie. Wiem, że na tym najbardziej Ci zależało. I ten środowy wieczór, kiedy wspominaliśmy stare czasy przy Tobie, a Ty pytałaś o swoją niunię… Wciąż słyszę te słowa, widzę Twoje oczy. Dziękuję, że jesteś naszą Mamą, że to właśnie na Ciebie trafiliśmy. Dziękuję za opiekę, serce, miłość. Za wartości, zasady. Za otwarte ramiona i czas nam poświęcony. Jestem też trochę zła, bo przecież tyle życia przed nami, a Ciebie już nie ma. Miałaś być, widzieć, wspierać. Wiem, że czuwasz i już zawsze będziesz.

Każda relacja jest inna. Z każdym rodzicem ma się inne relacje. Czasem tęskni się tak, że rozrywa serce, a czasem ta tęsknota jest mniejsza. Nie wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego – tatę, bliską babcię, czy siostrę. Wiem, jak to jest stracić Mamę. Wiem też, że każdy z nas cierpi, że przeżywa. Nie będę umniejszać, czy porównywać, bo każde odejście jest inne. Ja, czuję się jak bezpański pies, bo mama, to dom, a dom bez mamy… Bardzo to trudne, kiedy wstajesz rano i nie możesz iść, zadzwonić. Kiedy wiesz, że już nigdy.

Przeglądając Twoje rzeczy, znalazłam wszystkie listy, które do Ciebie pisałam. Ile razy Cię w nich przepraszałam, ile razy tłumaczyłam swoje zachowania, ile razy próbowałam zrozumieć swoje emocje. Dziękuję, że je zatrzymałaś, dziękuję, że mogłam je znów przeczytać. Teraz, kiedy sama jestem mamą.

Tak bardzo chciałabym usłyszeć Twój głos, poczuć znów Twoje ciepłe policzki, wściekać się na Ciebie, bo przyszła 15 raz w ciągu kilku godzin, albo żebyś powiedziała: "daj mi Matyldę na noc, wyśpisz się, odpoczniesz". Już nikt nigdy nie zrozumie mnie tak jak Ty, kiedy krzyczałam, że chcę iść do pracy, już nikt nie będzie wiedział tak, jak Ty wiedziałaś. Czasem wystarczyło mrugnięcie okiem i każda z nas wiedziała. To takie magiczne porozumienie. Dziękuję za wieź, którą z Tobą stworzyłam. Dziękuję, że zawsze byłaś. Tęsknie i tęsknić nie przestanę. Po prostu nauczę się żyć bez Twoich skrzydeł, bo jak żyć bez Mamy? Normalnie? Zwyczajnie? Nie da się, bo w sercu jest taka pustka, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyłam.

Pozostawiłaś nam piękne wspomnienia. Będziemy je pielęgnować, rozmawiać o Tobie. Byłaś najlepszą Babcią na świecie, nie mogłabym sobie wymarzyć dla swoich Dzieci lepszej. Nie udawałaś, nie kłamałaś, kochałaś całą sobą. Ufałam Ci, wiedziałam, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Byłaś jedyną osobą, z którą bez obaw zostawiałam dzieci. Wściekałam się na te słodycze, które dawałaś dzieciakom, ale doceniałam bardzo, że szanujesz moje zdanie. Pozwalałaś mi wychowywać dzieci po swojemu, żyć tak jak chciałam. Nigdy nie narzucałaś swojego zdania, nie osaczałaś. Zawsze byłaś.

Bardzo tęsknimy, bardzo nam Ciebie brakuje, Mamo. Wierzę, że tak miało być, że jesteś szczęśliwa i ze spokojem spoglądasz na nas. Nie cierpisz. Nie męczysz się. Czuwasz. Zjadłam własnie pół paczki Twoich ulubionych rodzynek w czekoladzie, pachniały Tobą, smakowały jakoś bardziej. Dziękuję, że nauczyłaś mnie cieszyć się z małych rzeczy.

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

CZY WIDZISZ TO, CO MASZ OBOK?

Widzę i wiem, że ten dziwny czas zmienił nas wszystkich. Jesteśmy daleko od siebie, a tak naprawdę bliżej niż kiedykolwiek. Ludzie, którzy są dla nas najważniejsi, teraz są doceniani sto razy bardziej. Tych, których nie chcemy w naszych życia, odsunęliśmy jeszcze dalej, bo szkoda życia na toksyczne relacje. Mamy czas na przemyślenia, mam czas na różne emocje. Boimy się, tęsknimy i czujemy się zagubieni. Dla mnie ostatni tydzień, ostatnie dni, to jakby podróż w sam środek mojej głowy. To jakby otwarcie wszystkich szuflad wypełnionych wspomnieniami. To też kilka lat mojego życia, które teraz wróciło ze zdwojoną siłą. Dużo myślę, sporo płaczę, zadaję pytania, odpowiadam, błądzę i znajduję drogę. Najważniejsze jednak jest to, że widzę światełko w tunelu.



Przepracowywałam przez ostatnie dni kilka aspektów swojego życia. Jednym z nich są dzieci, relacje z nimi, jakościowy czas spędzony z nimi i wiele innych. To, że każda z nas kocha swoje dzieci najbardziej na świecie, to jest oczywiste. To,że kochamy je tak samo bardzo, jak mamy je ochotę wystrzelić w kosmos, to też wiadomo. Są jednak rzeczy, o których nie myślimy, nad którymi się nie skupiamy. 

Powiedz szczerze. Umiesz sobie wyobrazić, że dziś ostatni raz kładziesz swoje dziecko do snu? Dziś, kiedy robisz to jak maszyna, jak automat? Dziś, kiedy nie myślisz o tym, że to jest OSTATNI RAZ. Ostatni raz, bo jutro dziecko stwierdzi, ze chce zasypiać z książką, którą sobie sam przeczyta.

Albo. Czy jesteś przygotowana na to, że jutro budzisz się rano i nie masz tego wszystkiego, co masz dzisiaj? Na pewno nie jesteś, bo to totalna abstrakcja. Pisze o skrajnościach, ale czasami, żeby dotrzeć, trzeba sobie uświadomić, że nic nie jest nam dane na zawsze. Jesteś dzisiaj zdrowa? A skąd pewność, że jutro też będziesz? My wczoraj rano chcieliśmy dla odmiany pojechać do maka, nie odpaliło nam auto, a przecież zawsze odpalało. Widzisz te małe buźki, które czują zawód i smutek, bo obiecałaś, bo się cieszyły, a tu niestety - trzeba naprawić samochód. To są małe rzeczy, małe sprawy, ale tak jest ze wszystkim. Z życiem, ze szczęściem, ze zdrowiem, z miłością, z dziećmi. Absolutnie ze wszystkim. Czas ucieka, a my ciągle na coś czekamy. Nie czekajmy, działajmy. Doceniajmy. Cieszmy się. 

Piszę o mega prostych sprawach, ale to właśnie te rzeczy jest najtrudniej dostrzec, bo ciągle skupiamy się na czymś innym. Wiem, że jak tylko spojrzysz na wszystko szerzej, jak dostrzeżesz to, co najistotniejsze, to zrozumiesz o czym mówię. Zwolnij, proszę. Skup się na tym, co dobre. Na tym, co masz. I doceń. Każdą chwilę, każdy dzień. Wszystko. Z małych rzeczy zbudowany jest świat. 




Nauczyłam się cieszyć czasem spędzonym tylko z Kają. Kiedy dzieciaki jadą do swojego taty, to ja zawsze czuję pustkę. Czasem moja pustka  jest tak wielka, że absolutnie nie umiem funkcjonować. Teraz już tak nie jest. Teraz cieszę się chwilą sam na sam z Kają. Teraz cieszę się, kiedy jestem mamą jakby jednego dziecka, choć serce dalej jest podzielone i jego część zawsze jedzie z dziećmi. Nieocenione jest to zmniejszenie odpowiedzialności, kiedy zajmuję się tylko jednym dzieckiem. Doceniam. Korzystam i cieszę się. Bardzo chcę, żeby już zawsze tak było. 


Nasz zestaw do wózka - Coco Bird - jednorożce górą.
8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

8 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SWOJEJ RODZINIE PODCZAS PANDEMII

Nikt z nas nie spodziewał się, że przyjdzie nam żyć w czasach, kiedy najlepiej byłoby siedzieć w swoich czterech ścianach i przeczekać ten najgorszy moment. Nikt z nas nie był na to przygotowany. Nikt nie myślał o tym, co się może wydarzyć. Ja też nie. Z dnia na dzień musieliśmy przystosować się do nowej rzeczywistości. Najpierw trochę w strachu, w panice, później coraz bardziej świadomie, coraz bardziej akceptując to, co się dzieje dookoła. Choć ostatni czas jest dla mnie dość trudny, to staram się widzieć światełko w tunelu i wyciągam wnioski. Staram się zakładać różowe okulary i w małych rzeczach odnajdywać dobro. Czasem się udaje, a czasem wcale. Jest jednak kilka rzeczy, dzięki którym się uśmiecham. Wszystkie dotyczą mojej rodziny.


Da się siedzieć w domu. Dzieci przystosowują się niezwykle szybko do otaczającego nas świata, to my dorośli mamy z tym dużo większy problem. Ja z dziećmi w domu byłam równo 40 dni. Nie chcieliśmy ryzykować, nie mogliśmy pozwolić sobie na luzowanie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla nas najważniejsze jest zdrowie i życie najbliższych, często najbliższych z wieloma obciążeniami. Jestem wdzięczna, że mam i miałam możliwości, że mogłam sobie pozwolić na bycie w domu.

Moje dzieci nie są niejadkami - w zasadzie, to nigdy nie były, ale momenty jedzeniowe miały różne - czasem jedzą więcej, czasem mnie. Podczas izolacji jadzę zdecydowanie dużo. Fakt, nie jadły praktycznie słodyczy, a jak już jadły, to raczej te zdrowo, co wpływało bardzo pozytywnie na apetyt. Jedzone były nawet rzeczy, które w normalnej rzeczywistości jakoś bardzo nie odpowiadały kubkom smakowym. Wszystko jest w naszych głowach. Chwilami nie zdążyłam ogarnąć po śniadaniu, a już musiałam przygotowywać kolejny posiłek. Kosmos.

Potrzebny jest schemat. Dzieci lubią powtarzalność, ja też lubię mieć plan. Każdy dzień niby taki sam, a jednak inny. Codziennie coś robimy - odpoczywamy w weekendy, wtedy jest totalny luz, na szczęście w poniedziałek wracamy do naszego starego schematu i robi się spokojniej. 

Dzieci potrafią zmęczyć się w domu. Moje skaczą, biegają, tańczą, śpiewają. Myślę, że kanapa w salonie będzie niebawem do wymiany, nie wiedziałam, że można tyle skakać. Mnie bolą nogi, kiedy patrzę na Kajetana, kiedy znów skacze. Włączamy muzykę i tańczymy, ćwiczymy, wygłupiamy się i wieczorem jesteśmy padnięci. 

Kiedy się nudzimy jesteśmy najbardziej kreatywni. Widzę to w moich dzieciach, widzę to w sobie, ale widzę też w znajomych. Nagle osoby, które nie gotują, nie pieką, nie szyją - odkrywają w sobie nowe talenty. To ma moc, bo mamy więcej czasu, więcej chęci i próbujemy. Ja, mam już zaplanowany cały ogródek u moich rodziców - w końcu wakacje mamy spędzić w tym roku na działce, więc musimy mieć, co robić. Może nawet kupimy namiot i będziemy tam spać. 

Pracujemy nad emocjami, dzieci uczą się przez to, co widzą, a nie przez to, co słyszą. Nie lubię siebie, kiedy zostaję wyprowadzona z równowagi, a panowanie nad emocjami jest wtedy ostatnią rzeczą o jakiej myślę. A z drugiej strony lubię takie sytuacje, bo dają powód do rozmowy, do pokazania dzieciom, że mama ma też swoje granice, że bywa zmęczona i czasem ma dość. Widzę teraz więcej, widzę, czego brakuje moim dzieciom, widzę, z czym mają problem. W normalnej rzeczywistości trudno było czasem dostrzec, gdzie jest problem. Teraz jest łatwiej. 

Każdy z nas potrzebuje chwili dla siebie i samotności. Dzieci też. Mega trudno jest wygospodarować czas tylko dla siebie, kiedy cały czas jesteś w tych samych czterech kątach. W jednym pomieszczeniu jedno dziecko, w drugim drugie, w kolejnym trzecie. Nigdzie nie jesteś sama. Widzę też, że Matylda - dziecko, które lubi być w stadzie, nagle potrzebuje pobawić się sama i robi to coraz częściej. Wiem, że jest ciężko, bo ja sama nie jestem nawet w toalecie, ale chociaż 10 minut wieczorem bardzo doceniam. 

Śmieszne memy, które mówią o tym, że po wszystkim będą rozwody, alkoholizm albo ciąże, to sama rzeczywistość. Nagle zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Jedno albo obydwoje z partnerów jest w domu cały czas, to obciążające. Idealnie teraz widać, kto, co robi w domu. Widać też, kto, ile energii wkłada w organizacje domową. Łatwiej jest zaangażować dzieci do pomocy, łatwiej pokazać, że podział obowiązków jest ważny. Ale tez jest mega ciężko pogodzić się z tym, że nie zmienia się otoczenie, że ciągle tylko dom, dom i dom. A jak dom, to i obowiązki.

Wirus się nie skończy. Możemy jedynie zaakceptować to, jak wygląda teraz nasze życie, trzymać się zasady, że im mniej, tym lepiej, dbać o higienę i przestrzegać zasad, a jakoś to będzie. W naszych rękach jest, żeby to jakoś było jak najlepsze. Róbmy dobro, sprawiajmy sobie małe przyjemności i cieszmy z najmniejszych rzeczy. Doceniajmy. 
#2 TYM SIĘ JARAM

#2 TYM SIĘ JARAM

Są takie książki, które warto przeczytać, które warto mieć, do których warto wracać. To książki, które niby mówią o tym, co już wiemy, co jest oczywiste, ale czasem potrzebujemy, żeby ktoś nam o tym przypomniał. Uwielbiam książki, porady i słowa Jespera Juula - płynie z nich mądrość, pokazują kierunek - nie oceniają, nie krytykują, nie szufladkują. Terapeuta rodzinny, pedagog, którego niestety już z nami nie ma, na szczęście pozostała twórczość, która w dalszym ciągu będzie nam pomagała. Jeśli nie znasz Jespera Juula, to zachęcam do sięgnięcia choćby po jedną książkę tego autora, sporo się nauczysz, sporo się dowiesz. Dziś opowiem Ci o jednej z książek, którą przeczytałam całkiem niedawno. Niech nie zmyli Cię tytuł, to nie jest książka tylko o związkach, to książka o każdej relacji, to książka o rodzicielstwie, to książka o pokorze. 
 Pokażę Ci dziś kilka moich ulubionych fragmentów, kilka stron, do których uwielbiam wracać, które dla mnie mają niezwykłą moc, które powodują, że przypominam sobie, co w życiu jest ważne, utwierdzam się w przekonaniu, że idę dobrą drogą. To takie moje drogowskazy. 



Kiedy wydaje się nam, że musimy myśleć identycznie, że relacja mamy z dzieckiem i taty z dzieckiem musi być taka sama, to wracam do powyższych cytatów, bo relacja nie musi być taka sama. Więcej. Ona powinna być inna. Dzieci mają łatwość dostosowywania się, dzięki temu poznają świat, bo z mamą inaczej, z tatą inaczej i wszędzie indziej też będzie inaczej. To jest fajne, bo różnorodność nas uczy. Trafiłam tu też na świetny fragment o tym, jak myśleć i czuć po rozstaniu - wiadomo, że dziecko wtedy musi czuć, że mimo wszystko mama i tata nadal kochają, a to co się dzieje, to nie jest wina dziecka. Kiedy taki maluch usłyszy zapewnienie, że odpowiedzialność za sytuację ponoszą rodzice, to na pewno się uspokoi, widzę to po moich dzieciach - przetestowałam, działa. 




Kiedy chcemy wspierać, kiedy chcemy rozmawiać, a nie do końca wiemy jak - wystarczy słuchać i odnosić się do tego, co dziecko mówi. Kajetan ma etap, kiedy trudno mu zrozumieć, że kończymy oglądać bajki, albo że idziemy spać - jest rozpacz - wtedy przytulam i mówię, wiem, że to jest najgorsza rzecz dzisiaj, nie ma nic gorszego. Kajetan odpowiada:"no", przytula się jeszcze mocniej i płacz, żal za moment mija. Dla mnie to takie proste, a widzę jak dziecku bardzo pomaga, jak czuje się zrozumiane. Potrzeba wsparcia zaspokojona. Dzieci lubią czuć się wysłuchane, lubią, kiedy widzą, że reagujemy na to, co mówią, że ich zdanie jest dla nas ważne, dlatego dopytuję, słucham, patrzę, kiwam głową. Czasem jest to trudne, bo przecież bywamy zajęci, ale kiedy stosuje się do tego, co jest w mojej głowie, to widzę efekty. I wtedy każdy dzień jest łatwiejszy.




Proste komunikaty. Kiedy drę japę - sprzątamy, to dzieci patrzą na mnie, jak na kosmitkę, ale kiedy powiem - chcę, żebyś odłożył klocki na miejsce - to zaraz klocki są w pudełku. Czary. Tak samo jak, nie mam ochoty bawić się z dziećmi, albo kiedy mam coś do zrobienia i powiem nic nie znaczące: "cicho", to mogę być pewna, że za chwilę znów będzie szaszor, ale kiedy powiem: "chcę teraz obrać ziemniaki, idźcie do siebie do pokoju, pokolorujcie", to wielkim prawdopodobieństwem jest, że będę miała te 7 minut na obranie ziemniaków. Owszem, to nie działa zawsze, owszem, muszę przypominać, ale widzę, że z czasem przynosi efekty. I nie odnosi się to tylko do dzieci, tak działa każda relacja - mów konkretnie, łatwo, prosto, a sama będziesz zdziwiona, że można się dogadać, że to działa. Powiem Ci szczerze, że dla mnie to jest odkrycie, bo niby wiem, niby coś rozumiem, ale to babskie "domyśl się" siedzi gdzieś też we mnie i kiedy nagle mój komunikat dociera sto razy bardziej niż milion innych słów, to to jest osiągnięcie. Da się.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

AUTYZM. 400000. WSPIERAM.

Autyzm - ile masz myśli, kiedy wypowiadasz te słowa? Albo kiedy je słyszysz? Ja, kiedy słyszę autyzm, to czuję smutek. Taki smutek, który rozwala mnie od środka. Wiesz dlaczego? Dlatego, że osób, które mają autyzm może być już blisko 400000 - sporo, prawda? Dlatego, że brakuje nam empatii, zrozumienia. Dlatego, że każdy z nas może znać osobę, która jest według nas dziwna, a tak naprawdę każdego dnia zmaga się z przeciwnościami, których my nie dostrzegamy, bo nam nie przeszkadza hałas, bo nas nie denerwuje światło, bo nas nie przerażają tłumy. A może jest inaczej? Może właśnie rozumiesz, bo nienawidzisz galerii handlowych i tego, co się tam dzieje, bo uwielbiasz swój poukładany świat i nie lubisz zmian, bo hałas wzbudza w Tobie niepokój, stres, nerwy? Nie wiem, trudno mi oceniać. Wiem jednak, że jeśli ja po całym dniu z dziećmi nie zapewnię sobie wieczorem 15 minut ciszy, to cały wieczór będę wściekła, a i jest ogromne prawdopodobieństwo, że kolejny dzień nie będzie udany. 



Wstaję z dziećmi skoro świt, najczęściej około 6 - w obecnej sytuacji jesteśmy w domu, nie wychodzimy, więc cały dzień spędzamy według planu, żeby nie oszaleć. Do łóżka kładziemy się około 19, około 20 jestem wolna. Wychodzę wtedy do kuchni, czeka na mnie Dominik i zaczyna mówić, bo przecież to jedyna chwila, kiedy możemy pogadać na spokojnie, bez przerywania. Początki były takie, że Dominik mówił, ja prosiłam o ciszę, aż w końcu dochodziło do awantury, bo ja potrzebowałam chwili wytchnienia, a tak ciężko było nam wypracować kompromis, dzięki któremu obydwoje będziemy zadowoleni. Do tej pory zdarza się, że mówię: "cicho", kiedy wydaje mi się, że jest za głośno, kiedy jeszcze nie odpoczęłam. Ja, mam tak tylko chwilę, a osoby z autyzmem tak reagować mogą zawsze. Nie wyobrażam sobie tego, jak jest im trudno, jak wiele bodźców odbierają, jaki mają problem z odnalezieniem się w tym całym świecie. Dlatego jest mi smutno, przykro, że patrzymy tylko na siebie, na czubek własnego nosa i nie liczymy się z innymi. Wyobraź sobie, że nie zapewniasz sobie chwili oddechu, jak długo wytrzymasz? Ile dasz radę? Krótko, zapewniam. 

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, który znajdziesz na stronie Fundacji JIM, kliknij, proszę w link i zobacz. Poznaj świat osób ze spektrum. Zobacz, co czują, co widzą, zmień swój punkt widzenia. Przeczytaj kilka historii, zrozum, że to nie jest wymysł, że to jest naprawdę duży problem, bo według Światowej Organizacji Zdrowia autyzm występuje u 1 na 100 dzieciaków. Dużo. Pomyśl o rodzicach tych dzieci, rodzeństwie, o wszystkich tych, którzy są w otoczeniu osób ze spektrum. Wiem, że jest ciężko. Czuję to w każdym słowie, które przeczytałam, usłyszałam. Zobacz i Ty.

Powiem Ci, że po każdej historii, którą przeczytałam, zalewałam się łzami. Kłaniam się w pas Wam - Drodzy Rodzice i obiecuję, że jeśli tylko będę w stanie, to zawsze będę szerzyła wiedzę na temat autyzmu. Wiem, że sama mogę niewiele, ale znam wiele osób, które bardzo chętnie pomagają. I będę mega dumna, jeśli uda mi się zmienić myślenie choćby jednej osoby, bo wierzę, że dzięki temu zmieni się też Wasz świat, że będzie Wam lżej i już żadne słowa osób z boku nie będą wzbudzały wstydu, strachu, czy zwykłej wściekłości. Działajmy.

Kampania społeczna Polska na Niebiesko ma za zadanie uświadamiać, pomagać zrozumieć, wspierać. 2 kwietnia obchodzony będzie Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - może warto poświecić chwilę tego dnia i pokazać swoim dzieciakom filmik, opowiedzieć, wesprzeć. To dobry moment. Sytuacja na świecie w tej chwili pokazuje nam, że musimy zwolnić, zacząć zauważać, naprawdę warto. Chcesz pomóc? Załóż niebieską opaskę "nie mów do mnie teraz" i podaruj coś od siebie. Ja pomagam, a Ty?
5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

5 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD PODCZAS WYBORU FOTELIKA SAMOCHODOWEGO

E tam fotelik, ja jeździłam bez i żyję... Najgłupsza, najbardziej nieodpowiedzialna postawa jaką można prezentować. Fotelik często jest w stanie uratować życie Twojego Dziecka, więc jest chyba najważniejszym wyborem podczas kompletowania wyprawki. Owszem, nie musi Cię być stać na te najdroższe z pięcioma punktami w ocenie bezpieczeństwa, ale kup najlepszy z możliwych na jakie Cię stać, bo tu chodzi o bezpieczeństwo Twojej Pociechy. Jest kilka zasad, którymi bezwzględnie powinnaś się kierować, poniżej opiszę je szczegółowo.



1. Fotelik zawsze wybieramy do auta i do dziecka, nigdy do wózka. Wiem, że to wygoda, kiedy możemy zamocować fotelik na wózku i nie budząc malucha iść na zakupy, ale pamiętaj, jeśli zależy Ci na porządnym foteliku, to zacznij od jego wyboru i dopiero kupuj wózek - który dopasujesz do fotelika - nosidełka - jak zwał, tak zwał. Najczęściej na stronie producenta można znaleźć informację, czy dany model pasuje do naszego auta, jest nawet napisane, na których siedzeniach można fotelik ustawić podczas jazdy. Wszystko można znaleźć, wystarczy poszukać. A kiedy nie możesz znaleźć, to jedź, proszę do specjalistycznego sklepu, poproś o pomoc, a na pewno kupisz porządny i bezpieczny model. 

2. Przemyśl, czy rwf fotelik się u Was sprawdzi czy raczej klasyczny. Rwf, czyli mocowany tyłem do kierunku jazdy - nawet dla starszych dzieci. To ważna informacja, bo większość z nas jednak myśli, żę tyłem to do roku, a później hulaj dusza. Nie. Im dłużej dziecko jeździ tyłem, tym lepiej. Tyłem jest bezpieczniej. Publikacji na ten temat było tak wiele, że nie będę się powtarzać. Wszystkie testy mówią o tym, że tyłem jest najbezpieczniej. Mój Kajetan tyłem jeździł, kiedy miał ponad 3 lata - nie brudził fotela, było mu wygodnie i przede wszystkim byłam pewna, że robię wszystko, żeby był bezpieczny. Kaja w tej chwili już też jeździ w nowym foteliku - mamy rwf, więc jeździ tyłem. Co prawda raz była zamocowana przodem i bardziej się jej podobało, ale bezpieczeństwo ponad wszystko.

3. Pamiętaj, fotelik ma swoją datę ważności. Jaka ja byłam zdziwiona, kiedy o tym usłyszałam. Jak to fotelik ma datę ważności, a no ma. Chodzi o to, że materiały, które zostały użyte do wykonania fotelika też się zużywają i producent nie może zapewnić, że po 10 latach ten sam fotelik również będzie spełniać normy, które miał przypisywane, kiedy był nowy. Data produkcji fotelika najczęściej jest na nalepce, która jest na foteliku. W internecie jest wiele informacji na temat tego, jak odczytywać etykiety i te wszystkie cyferki.

4. W foteliku jeździmy bez kurtek. Tak. Niestety. Czasem trzeba iść nagrzać szybciej samochód, przykryć dziecko kocykiem, czy kupić jakąś dedykowaną narzutę. Testy na fotelikach są przeprowadzane po porządnym zapięciu, dopasowaniu do auta, rozebraniu dziecka z kurtek. Dlaczego? Dlatego, że pas ma przylegać do ciała, a nie do kurtki, która zmniejsza napięcia pasa. Tyle.

5. Wywal podstawki pod tyłek, wywal jakieś wynalazki. Dziecko w foteliku wg prawa jeździ do 150 cm wzrostu. Nie mniej, nie więcej. Ja mam nieco 157 cm wzrostu, wiec gdyby za moich czasów obowiązywał taki przepis, to spokojnie jeździłabym do osiemnastki, bo moja waga była dość niska w tamtym czasie, więc nie łapałabym się na nasze przedziały wagowe fotelików. Taki żart. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, czy dzieci się nie buntują, że są już takie duże, a muszą jeździć w foteliku, ale mam nadzieję, ze tłumaczycie i że mimo wszystko dzieciaki rozumieją, ze często chodzi o ich życie. 

Myślę, ze to podstawowe zasady podczas wyboru fotelika. Dbaj o swoje dzieci, bo masz sa wszystkim, co masz. Czasem sobie myślę, ze gdybym zawiniła i moim dzieciom stałaby się przeze mnie krzywda, to pisałabym do Was z psychiatryka, albo nie pisałabym wcale. 
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger