USUNIĘCIE TRZECIEGO MIGDAŁKA

Adenotomia - to zabieg usunięcie trzeciego migdałka. Trzeci migdałek z założenia ma chronić organizm przed drobnoustrojami. Niestety czasem tak się nie dzieje i migdałek zamiast pomagać, to szkodzi. Tak właśnie było w naszym przypadku. Różne są opinie, różne są historie - my jednak zdecydowaliśmy, żeby ten migdałek usunąć. Dlaczego? Jak to wyglądało? I jak Matylda czuje się po zabiegu? Przeczytaj koniecznie dalej.


Zaczęło się od tego, że Mati przestała słyszeć. Kontrola u pediatry, skierowanie do laryngologa, wizyta i już wszystko jasne. Matylda słyszała bardzo słabo przez około dwa tygodnie, oczywiście w tym czasie z nosa leciało jej jak z kranu. Ostatni rok, to pasmo chorób, więcej w domu, niż w przedszkolu. Męczarnia i Matyldy i moja. Było słabo. Powiem szczerze, że na zabieg czekaliśmy  jak na zbawienie, pokładamy w nim wielkie nadzieje i liczymy na to, że całe to chorowanie w końcu wyhamuje. Zobaczymy. Przyczyną niedosłuchu okazał się przerośnięty migdałek.

Pierwszy termin mieliśmy w kwietniu, oczywiście tydzień przed Mati się rozchorowała - temperatura 40 stopni, brak innych objawów. Na szczęście nasza lekarka jest bardzo dociekliwa i wykluczyliśmy różne choroby. Taka sytuacja powtórzyła się dwa razy. Ustaliliśmy kolejny termin zabiegu - najpierw październik,  później sierpień. Całe wakacje Mati spędziła w domu, żeby nie kusić losu, żeby jej nie narażać, żeby do zabiegu była zdrowa. Udało się, jedziemy do szpitala.

Tydzień przed zabiegiem byliśmy na pobraniu krwi. Zbieraliśmy też zaświadczenia - od pediatry i stomatologa. Zabieg mieliśmy wyznaczony na wtorek, okazało się, że to tylko przygotowanie. Wróciłyśmy do domu. W środę rano stawiliśmy się na oddziale. Dopiero do mnie dotarło, co się będzie działo, co nas czeka i jak bardzo się boję. 

Mamy łóżko, pielęgniarka przygotowuje "motylka", mamy też tabletkę w kieliszku - czekamy na znak. Podałam Mati tabletkę i zrobiło się wesoło. Wiesz jak działa "głupi Jaś"? Jedni się wyciszają, inni zasypiają, a jeszcze inni są pobudzeni, ale bez sił. Matylda była śmieszna i chyba ten jej błogi uśmiech trzymał mnie w pionie. Była 9:02, kiedy żegnałam się z Mati przed wjazdem na salę operacyjna. To jest okropne, ona popłakiwała za mną, ja nie mogłam nic zrobić. I to było moje jedyne zastrzeżenie do szpitala, w którym byłyśmy, bo byłoby mega fajnie, gdyby Mati mogła zasypiać przy mnie. Nie popadajmy jednak w paranoje, nic złego się nie działo. Większości i tak po zabiegu nie pamiętała. Pozwolono Mati wziąć ze sobą pluszaczka, a po zabiegu pluszak wyjechał z czapką lekarską, więc chyba się przydał. 

9:46 otwierają się drzwi od sali operacyjnej, widzę Matyldę, popłakuje. Serce mi pęka. Chce mieć ją przy sobie. Tu zaczyna i kończy się mój koszmar. Pomagam pielęgniarce wjechać łóżkiem na salę, nie widzę nic, chcę być przy swoim dziecku. Matylda charczy, chrapie, furczy - płacze. Ma zmieniony głos. Płacze, przysypia, chce się przytulić, odpycha. Salowa przynosi mi poduszkę, mówi, że mogę położyć się obok Mati. Jest spokojniej. Matylda zasypia. Obudziła się na dobre około 11. Była na lekach przeciwbólowych, więc czuła się dobrze. Chciała pić, wiec się napiła - ciężko było przełykać, ale dała radę. Po chwili chciała jeść, zjadła banana. Za chwilę był obiad - zjadła zupę i drugie danie. Zaczęła się wydurniać, wiedziałam, że wszystko wraca do normy. Około 18 byliśmy już w domu. 

Matylda nadal wraca do zdrowia, ale powiem Ci szczerze, że absolutnie nic jej nie jest. W ogóle nie było. Przez dwa pierwsze dni miała problem z ziewaniem i kichaniem. Pierwszej nocy trochę płakała, ale ani razu nie dostała żadnych leków przeciwbólowych. Teraz ma małe skrzepy krwi w nosku. Dostaliśmy zalecenie, żeby przez pierwsze 5 dni nie wychodzić na dwór, a przez 14 dni nie przebywać na słońcu, nie jeść ostrych i kwaśnych potraw, nie biegać, nie skakać, nie przemęczać się, nie brać gorących kąpieli. Wszystko to, co mały człowiek lub najbardziej. 

Jestem mega dumna z Matyldy, jest moja bohaterką, moją małą twardzielką. Wiele słyszałam historii o tym, jak dzieci źle przechodziły czas po zabiegu, jak okropnie się czuły, a Mati tak naprawdę ani razu nie wspomniała, że coś jej dolega. Nie wiem, jak będzie wyglądał dalszy czas, czy będziemy faktycznie zadowoleni z zabiegu, czy Mati nie będzie chorowała, ale mimo to wiem, że zrobiłam to, co razem z kilkoma lekarzami uznaliśmy za odpowiednie. Usunięcie migdałka to bardzo łatwy zabieg, gorsza jest narkoza i emocje rodzica, bo przecież każdy ból moglibyśmy wziąć na siebie, byleby dziecko nie cierpiało. Matylda dała radę jak zawsze, ja poznałam nową siebie i liczę na to, że każda z nas na tym zyska. 

Dziewczyny, jeśli macie jakieś pytania, jestem do Waszej dyspozycji.

8 komentarzy:

  1. Kiedy córka miała bezdechy, bardzo martwiłam się, że to wina właśnie migdałka. Na szczęście lekarze to wykluczyli i teraz jest już dobrze. Razem z Laurą trzymamy kciuki za Mati :) oby już wszystko było w porządku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękujemy. Bezdechy często się pojawiają przy przerośniętych migdałkach, dobrze, że Was to ominęło.

      Usuń
  2. Szpitalne przeżycia są bardzo trudne dla dziecka i matki. Cudownie, że Wy zniosłyście je tak dzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matylda wygrała, ja nie byłam taka dzielna.

      Usuń
  3. To musi być straszne dla matki, jak siedzi od salą operacyjną i czeka. Mogę sobie to tylko wyobrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie życzę nikomu. Mimo że to naprawdę nic skomplikowanego, to jednak rodzic bardzo przeżywa.

      Usuń
  4. mieszkamy w Holandii, w zeszlym miesiacu mielismy wizyte u laryngologa, balam sie ze trzeba bedzie mojej 4letniej coreczce wycinac migdal, ale okazalo sie ze jest ok. Oczywiscie myslalam jak to by bylo jakby moje malenstwo zabierali na sale itd. wtedy kolezanka opowiedziala mi jak to tutaj wyglada, wchodzisz na sale operacyjna razem z dzieckiem, oczywiscie odpowiednio przygotowana, do momentu az zasnie jestescie razem, pozniej przy wybudzaniu wracasz na sale tak ze dziecko mysli ze mama caly czas byla obok, wydaje mi sie ze latwiej znioslabym takie rozwiazanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne rozwiązanie, tego mi zabrało u nas. Personel szpitala bardzo przyjazny, wszyscy mili i otwarci, więc to w jakiś sposób pomogło. Matylda wybudzała się już przy mnie, jedynie zasypiała sama, ale po "głupim Jasiu" była w takim stanie, że naprawdę zbyt wiele nie kojarzyła.

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger