JAK NIE MONTOWAĆ BLATU

Wielokrotnie pisałam, że część rzeczy, które robiliśmy urządzając dom, były na chwilę. Inaczej miało być z kuchnią i łazienką - oba te pomieszczenia miały być zrobione od razu na 100% - nie udało się. Łazienka jest nadal bez umywalki, z niedokończonymi płytkami, kuchnia miała źle przycięty blat i okropną podłogę. Zbieraliśmy, ciułaliśmy - udało się. Jest kasa na blat. Chciałam zwykły, czarny blat. Znalazłam. Zamówiłam. Czekałam na dostawę. 

Zamówiłam bezpośrednio u producenta. Wybrałam czarny, matowy, z delikatną strukturą - O TAKI. Blat dojechał szybko, swoje musiał odstać, wiesz- nabierał mocy urzędowej. W między czasie położyliśmy płytki na ścianie, brakowało już tylko wymarzonego blatu. Zaczęliśmy poszukiwania fachowca do zamontowania blatu. Powiem Ci, że byłam pewna, że będzie z tym problem, bo komu się będzie chciało robić sam blat, a tu niespodzianka, bo chętnych było kilku. Postanowiliśmy wziąć kogoś z polecenia, bo przecież tak najłatwiej. Przyjechał fachowiec, obejrzał, wymierzył, sprawiał wrażenie ogarniętego. Za kilka dni przyjechał z blatem. I się zaczęło. 


Chłopak zamocował blat. Schodzę do piekarnika, bo piekło się ciasto - piekarnika nie mogę otworzyć - blat źle docięty. "O jak dobrze, że Pani piekła akurat, to mogę przyciąć jeszcze" i dociął, ale tak, że "będę to musiał woskiem przejechać, bo mi się nie podoba, podjadę któregoś dnia" - rzekł pan fachowiec. Otwierałam oczy coraz szczerzej i nie wierzyłam w to, co do mnie mówił. Czekałam spokojnie, aż skończy. Myślę sobie, dobra, oddychaj, spokojnie. Ale za nic nie umiałam być spokojna, bo to mój wymarzony blat, moja piękna kuchnia właśnie została spieprzona. Gotowałam się. Chłopaczek nitro w słoiczku mi zostawia do czyszczenia silikonu, uwierz mi, silikon był wszędzie, ale takie ilości, że pewnie ze 3 blaty tej wielkości bym obrobiła. To naprawdę jest nic, bo jak odjeżdżał, to blat był tak poobklejany taśmą, że nic bym tam nie zauważyła, ale dało mi do myślenia jego "strasznie kruchy ten blat, słaba jakość materiału" i zaczęłam patrzeć. To, co zobaczyłam, to totalny śmiech na sali. Uszkodzony laminat prawie na każdym łączeniu i przy samych ścianach. Zniszczone nasze szafki, bo jakoś słabo wychodziło panu docinanie. Płytki upieprzone tak, że do dziś nie jestem w stanie ich doprowadzić do porządku. Cuda pokazały się też pod silikonem. Jednym słowem dramat. Jak się pewnie spodziewasz, kuchnia w dalszym ciągu jest nie dokończona. Żyjemy w takim remontowym syfie już 3 miesiące, blat miał być ostatnią rzeczą, którą zrobimy i zacznę się cieszyć moją cudowną kuchnią. Tu półeczki, tu zegar, tu jakaś tacka, tu kilka słoiczków, a tym czasem boję się robić cokolwiek, bo kompletnie nie wiemy, co dalej. Nie mamy innego wyjścia, jak chyba zamówić nowy blat. To wszystko totalnie nie mieści mi się w głowie. Zawsze myślałam, że te wszystkie programy typu "usterka", to ustawieni fachowcy, guzik prawda, to się dzieje na prawdę. Co do jakości blatu, to ciężko mi się wypowiedzieć, ale skoro silikon ścierałam z niego dość ostrym narzędziem, to chyba nie może być aż taki kruchy i wykonany ze słabego materiału.

Każdy, kto mnie zna, wie, że jestem perfekcjonistką i takie ubytki będą mnie wkurzały tak długo, jak ten blat będę widziała. Poza tym wiesz, jeśli ktoś się bierze za robotę, to chyba wie, co robi. Panu się wydawało, że przymkniemy oko. Ktoś rzucił hasłem, że jak usłyszał, że blat jest do wymiany, to pomyślał, że znając mnie, to jakieś maleńkie pierdółki, a kiedy zobaczył blat na własne oczy, to nie ogarnął, jak można tak koncertowo spieprzyć robotę. Zostawiłam Ci ostatnie zdjęcie na koniec, żebyś miała dokładny obraz tego, co się wydarzyło z moim blatem.


Powiem Ci szczerze, że nie wiem, jak uchronić się przed takimi pseudo fachowcami, bo koleś wyglądał naprawdę na ogarniętego, miał sporo sprzętu, wydawało się, że wiedział, co robi. Poza tym, był z polecenia, więc rozumiesz, dlaczego mu zaufałam. Dobrze, że jest internet i choć trochę można sprawdzić, kogo wpuszczamy do domu.

4 komentarze:

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger