ZAWSZE SŁUCHAJ SWOJEGO DZIECKA

Nasza przygoda z przedszkolem zaczęła się rok temu w kwietniu. Matylda najpierw chodziła dwa razy w tygodniu, od wrześnie była już pełnoprawnym przedszkolakiem. Chodziła zawsze chętnie, nie miała problemów z adaptacją, lubiła dzieci, zajęcia i panie. Czuła się dobrze. Mi to wystarczało, bo jej samopoczucie jest najważniejsze. Ja i kilkoro innych rodziców mieliśmy sporo zastrzeżeń, ale dopóki nie odbijało się to na dzieciach, to nie było tragedii. Do czasu.


Mati chorowała i choruje nadal, więcej jej w przedszkolu nie ma niż jest. Miała kilka długich przerw, ale za każdym razem chętnie wracała. Pisałam Ci kiedyś o Blance, nadal jest najważniejsza, nadal jest w naszym życiu. Dziewczynki się spotykają, kłócą, przepychają, ale dla siebie są najważniejsze. Kiedy w przedszkolu zaczęło dziać się źle, poprosiliśmy o spotkanie z dyrekcją - odbyło się, zmiany zostały wprowadzone, to był kwiecień. Mati cały kwiecień siedziała w domu, bo miała mieć zabieg - w tym samym czasie w przedszkolu jedna duża grupa została podzielona na dwie mniejsze. Dziewczynki zostały rozdzielone. Rozmawiałam o tym z Matyldą, próbowałam jakoś przygotować, ale gdzieś tam z tyłu głowy miałam myśl, że przecież mogę Matyldę przenieść do młodszej grupy.

Powrót do przedszkola. Wielkie rozczarowanie. Nagle Matylda nie chce chodzić, nie podoba się jej, nie widzę w niej tego entuzjazmu, który był wcześniej. Chciałam dać jej kilka dni, żeby przywykła, żeby zrozumiała, ale się rozchorowała, więc temat odszedł w zapomnienie. Początek czerwca i kolejny powrót do przedszkola. Tydzień wyjęty z życia - problemy, nerwy, stres, łzy. Codzienne wieczorne krzyki, że Mati nie chce chodzić do przedszkola, że się nudzi, że jest zmęczona, chora i wszystko ją boli. W czwartek rano apogeum - krzyk, wynoszenie z domu, stres, płacz. Wykrzyczane w łzach w aucie:"tyle razy mówiłam, że tęsknie za Blanką". Moja chęć przeczekania była bezsensowna, skoro wiedziałam, że Matylda może być w grupie z Blanką. Owszem miałam sporo obaw, bo to jednak grupa dzieci młodszych, ale w ostatecznym rozrachunku stwierdziłam, że emocje Mati są ważniejsze, niż to, że ma być z dziećmi ze swojego rocznika. Pisać będzie się uczyć w szkole, przedszkole ma się dobrze kojarzyć, ma być beztroską, mimo że z innymi zasadami niż w domu. W sobotę mieliśmy piknik - dzień rodzinki. Było mega fajnie. W niedzielę odpoczywaliśmy. Wczoraj Matylda miała być ostatni raz w swojej starej grupie. Tak byłyśmy umówione, ja miałam dograć szczegóły z Panią Dyrektor. Pod przedszkolem Blanka, idą dziewczynki za rączkę, śmieją się, żegnają ze ślimakami i nagle bam, bo trzeba się rozdzielić. Matylda w płacz, widzę te małe oczka, obiecuję, że to ostatni dzień osobno, że przecież nie mogę sama zadecydować i przenieść jej do innej grupy... Wyszłam ze łzami w oczach. Przyjechałam do domu, włączyłam monitoring i wyłam do kompa, serio. Nie zjadła śniadania, była smutna, nie bawiła się, błąkała po sali. Już miałam po nią jechać, już miałam ją zabrać i przytulić, ale dostałam maila od Pani Dyrektor, że za moment Panie przeniosą Matyldę do grupy MOTYLKÓW. Nie widziałam momentu przejścia z sali do sali, ale kiedy zobaczyłam szczęśliwą Matyldę, kiedy zobaczyłam, jak biega z dziećmi, kiedy widziałam obydwie dziewczynki razem, to wiedziałam, że jest to najlepsza decyzja, jaką podjęłam. Żałuję tylko, że uparłam się na to tygodniowe przeczekanie. Totalnie bez sensu.

Nie byłam świadoma tego, jak bardzo Matylda to wszystko przeżywa. Wczoraj po powrocie do domu było jak dawniej. Spokojnie. Normalnie. Był uśmiech, nie było złości, nerwów. Pytała mnie chyba trzydzieści razy, czy na pewno jutro też idzie do Blanki grupy, a chwilę przed zaśnięciem powiedziała:"mamusiu, możesz mówić do mnie motylku, bo przecież jestem motylkiem". Jesteś córeczko! Rano w aucie upewniała się, że nadal jest w MOTYLKACH. Chętnie poszła jak kiedyś. Bez stresu. Morał z tego taki, że zawsze, absolutnie zawsze trzeba słuchać dziecka. Ono wie, co czuje, ono wie, czego chce. Choć nie zawsze umie dokładnie powiedzieć, to patrzmy i obserwujmy, bo czasem najmniejszy sygnał może być początkiem dużego problemu. Bądź czujna i działaj, nie czekaj, bo problem sam się nie rozwiąże. To, co dla Ciebie jest błahostką, dla dziecka może być największą tragedią.

8 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze zrobiłaś, że przeniosłaś Matyldę. Po co dziecko męczyć. Musisz jednak uważać, bo jako najstarsza w grupie będzie potrafiła więcej zrobić, więc będzie najlepsza. Dopilnuj, żeby była dobrze przygotowana do szkoły, więc zrób z nią ćwiczenia, które robią w starszej grupie. Dzięki temu mając poczucie bycia najlepszą i wiedzę na dobrym poziomie, świetnie jej ta zmiana zrobi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za komentarz, nie myślałam o tym w takich kategoriach. Dzieciaki robią praktycznie wszystkie ćwiczenia takie same, tylko te manualne są dostosowane do ich wieku, ale zwrócę na to uwagę.

      Usuń
  2. Ech, przedszkole... Ja też zrobiłam błąd, bo nie ignorowałam sygnały wysyłane przed dziecko. Brałam córę na przeczekanie - dostosuje się, zrozumie, zaakceptuje... A problem okazał się o wiele większy, koszmarniejszy! To pani nauczycielka znęcała się nad dziećmi psychicznie, to ona doprowadzała je do płaczu!! Od tego roku moja córa jest w innej grupie, z innymi paniami. Ma nowe przyjaciółki i dzień w dzień idzie i wraca z przedszkola bardzo szczęśliwa. Była pani została odsunięta od pracy z dziećmi - a ja już nigdy nie zignoruje nawet najmniejszego sygnału od moich córek!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Bardzo Wam współczuję, nawet nie chcę sobie wyobrazić, co przechodziły dzieci, co czuły. Cisnął mi się na język same brzydkie słowa.

      Usuń
  3. Myślę, że decyzja o przeniesieniu córeczki była słuszna. Teraz jest szczęśliwsza i o to chodzi. U nas synek idzie do przedszkola za rok i też czasami myślę, jsk to bedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Matylda spędzała w przedszkolu pierwszy dzień, to odchodziłam od zmysłów, okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo Mati czuła się jak w raju. Powodzenia!

      Usuń
  4. Czasem zmiana jest konieczna i na dłuższą metę okazuje się trafnym wyborem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minął tydzień, zmiana na razie wychodzi na dobre - Matylda jest szczęśliwa, a to jest dla mnie najważniejsze. :-)

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger