PLANY DOMOWO REMONTOWE

Wydawać by się mogło, że skoro mieszkamy na nowym już prawie dwa lata, to poza skoszeniem trawy nie mamy nic do roboty. Pewnie by tak było, gdybyśmy mieli worek pieniędzy. Niestety kasy nie mamy, większość prac remontowych robimy własnymi rękami. Czasem mam wrażenie, że już zawsze będziemy mieli coś do zrobienia i pewnie się nie mylę, bo jak skończymy jedno, to kolejne będzie znów wymagało naprawy. Taka jest rzeczywistość. Podwijamy rękawy i do roboty.


Kiedy się wprowadzaliśmy, a musisz wiedzieć, że po odebraniu kluczy mieliśmy na to miesiąc, to robiliśmy wszystko na szybko, żeby było, żeby nie wydać za dużo pieniędzy, żeby móc zamieszkać w miarę ogarniętej przestrzeni. Śmiech na sali, serio. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, jak wiele błędów popełniliśmy, ale to temat na inny wpis. Teraz planujemy, myślimy dziesięć razy, zanim podejmiemy decyzję. Jeśli nie jesteśmy pewni, odpuszczamy. I to jest dobra droga.

Na ten rok, na te wakacje zaplanowaliśmy kilka zmian. Musieliśmy wszystko dobrze przemyśleć, żeby nie wydawać niepotrzebnie kasy, ale też żeby tej kasy nam starczyło na to, co sobie wymyśliliśmy. 

Koniecznością okazało się powiększenie podjazdu pod domem, bo jedno auto stało zawsze w błocie. Nie dość, że był problem z wsiadaniem i wysiadaniem, to jeszcze auto się mogło zakopać. Podjazd - jest! I powiem Ci szczerze, że nigdy w żuciu nie podejrzewałam siebie o taką radość z położenia kilku kostek polbruku. Cieszyłam się jak dzieciak.

Przedpokój nie wyglądał źle, ale był smutny i nie taki o jakim marzyliśmy. Małym kosztem postanowiliśmy go ożywić. Jest już prawie gotowy, na pewno niebawem pokażę Ci go w całej okazałości. 

Ogród, to moja zmora. Wiem, czego chcę, ale ani fundusze, ani moje zdolności ogrodnicze mi na to nie pozwalają. Działam bardzo instynktownie, czytam i próbuję swoich sił w ogrodnictwie. Na razie idzie mi słabo, ale siedziska z palet już mamy, czekam na ciepły wieczór i wypijamy razem z M. pierwszą lampkę wina na tarasie. 

Kuchnię chciałam naprawić, jak tylko zobaczyłam te okropne grafitowe płytki na podłodze i żałuję, że tego nie zrobiliśmy od razu. Trudno, podłogę wymienimy, jak będziemy wiedzieli, co ma na niej być. Teraz zajęliśmy się naprawieniem krzywego blatu, położeniem płytek na ścianie, których bardzo nie chciałam, a jednak to one zrobią klimat. Kuchnia będzie spełnieniem moich marzeń. Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie gotowa. 

W salonie wciąż nam brakuje idealnego dywanu i stolika. Stolik mamy już w głowie, muszę tylko przekonać M., że warto go zrobić już, teraz. Wymarzony dywan kosztuje zbyt dużo, więc szukam alternatywy.

Podłoga na strychu, to praca na jesień, żeby móc w końcu odgruzować naszą małą toaletę, koniecznie musimy położyć deski u góry. Po cichu liczę, że kiedyś będzie tam nasza sypialnia. <3 Stąd pomysł na drewnianą podłogę. 

Toaleta na dole - maleńkie pomieszczenie, w którym obecnie jest nasz składzik budowlany. Była już gotowa do użytku, ale ze względu na brak miejsca na wszystkie zaprawy, narzędzia i farby, to stwierdziliśmy, że właśnie to pomieszczenie wykorzystamy. Oczywiście po wyniesieniu z niej wszystkiego konieczne będzie malowanie i naprawienie kilku dziur w ścianach, ale w końcu będziemy mogli funkcjonować na dwie łazienki. 


Bardzo chcieliśmy odgrodzić się od drogi i sąsiada obok - niestety nasze wymarzone ogrodzenie jest tak kosztowne, że musi jeszcze poczekać na kilka srebrników. Ogrodzenie będzie, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Tymczasem M. zbudował prowizoryczny płot między tyłem a przodem domu, żeby dzieciaki mogły swobodnie bawić się na dworze. Do zrobienia jest jeszcze mnóstwo prac, ale ogarniemy z czasem. Priorytetem są schody, bo na betonie zniszczyliśmy już sporo skarpetek. Będzie pięknie, w końcu w to wierzę.

Byłoby cudownie, gdybyśmy mieli worek pełen monet, gdybyśmy mogli wprowadzić się do wykończonego domu, gdybyśmy nie musieli zastanawiać się czy wakacje, czy może schody. Jest jednak inaczej, dlatego cieszymy się tym, co mamy i małymi krokami dążymy do celu. Swoją drogą, ja bardzo lubię remontować, więc taki stan mógłby trwać i trwać, tylko żeby pieniędzy nie ubywało. I dziwię się tylko, że M. mnie jeszcze nie udusił. 

5 komentarzy:

  1. Z ogrodem mam dokłądnie tak samo jak ty, ani moja wyobraźnia ani zawartośc portfela nie pozwalają zrobić z nim czegoś fajnego, do tego mam całkiem spory taras do zagospodarowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to robienie na szybko. My się wprowadzaliśmy (do części mojego starego domu, teraz osobnego mieszkania, więc trudniej to wyremontować) około 4 lata temu, a w remoncie jesteśmy cały czas. Urządzony w pełni i tak jak chciałam jest tylko pokój dzieciaków. Sypialnia w remoncie od roku (było inaczej, ale zamienialiśmy pokoje). Kuchnia do wymiany, korytarz w ogóle od 4 lat nie ruszony. Tak samo pralnia- tam mam dziury na rury w ścianach do dziś. Ale po trochu i po kolei będzie pięknie. Pewnie co się jedno skończy, to drugie trzeba robić. Dom to skarbonka :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam to szczęście, że wprowadziłam się do mieszkania z rynku wtórnego w którym absolutnie nic nie musiałam robić, poza wstawieniem mebli oczywiście. Teraz, po kilku latach czeka mnie remont generalny i właśnie główną przeszkodą jest brak worka z monetami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale macie już ten dom! To wielka sprawa :) Trzymam kciuki za realizację wszystkich postanowień domowo remontowych i za zawartość świnki skarbonki, niech się pasie i pozwala spełniać marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzieś kiedyś czytała, że kiedyś Grecy zostawiali specjalnie jedną ścianę domu w surowym stanie, bo w momencie, kedy dom był skończony, gospodarza czekała już tylko śmierć. Z tej perspektywy wykańczanie w nieskończoność daje dużo lepszą perspektywę. A korytarz bomba.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger