KIEDY DZIECI CHORUJĄ

Nie chcę się żalić, usprawiedliwiać. Wiem, że inni mają gorzej, ale bywają takie momenty w macierzyństwie, że zwyczajnie człowiek nie daje rady. Rozsypuje się na milion kawałków, a zebranie się do kupy wymaga czasu. Jestem typem zadaniowca. Wyniki? Ok. Badania? Się robi. Wizyta u lekarza? Jedziemy. Najpierw działam, muszę działać, nie umiem usiąść i nic nie robić - płaczę i myślę dopiero później, kiedy do mnie dociera, co się właściwie dzieje.


Nie jestem typem matki, która z najmniejszą pierdołą biegnie do lekarza, chociaż ostatnio się tak czuję. Nie panikuję, działam. Spanikowałam raz, no może dwa - pierwszy raz, kiedy Matylda miała 6 tygodni i katar taki, że się dusiła, drugi raz - kiedy Mati spadła ze schodów... Nie biegnę do lekarza z katarem, czy kaszlem, chociaż czasem powinnam. Nie prorokuję, czekam na fakty, często duszę się sama ze sobą, bo wewnętrznie przeżywam. Bezsilność zjada mnie od środka.

Matylda nie chorowała, katar przy ząbkowaniu, temperatura, jedna jelitówka. Okaz zdrowia. Poszła do przedszkola. Był kwiecień, chodziła dwa razy w tygodni, dawaliśmy radę. Nadszedł wrzesień i się zaczęło - dwa dni w przedszkolu, dwa tygodnie w domu i tak w kółko. Kaszel, katar - niby nic poważnego, ale czuła się źle, więc do przedszkola nie chodziła, tym bardziej, że ja byłam w domu. Byłam na to przygotowana, byłam pewna, że choroby się pojawią, gdzieś tam w głowie mam, że to ja spieprzyłam jej odporność, kiedy się przeprowadziliśmy. Maleńki Kajetan, brak warunków na spacery, słabo. Teraz jest lepiej, dbamy o dietę, dbamy o aktywność, dbamy o spacery. Zobaczymy, jaki będzie kolejny sezon, ale cudów się nie spodziewam. 

Na początku roku na nogach Matyldy pojawiły się suche plamy, które kiedyś już były, niestety teraz nie mogłam sobie  z nimi poradzić. Lekarz, skierowanie do alergologa, wyniki. Czekamy na wynik panelu pediatrycznego, w czerwcu robimy kolejne testy - zobaczymy, co Matyldę uczula. Suche miejsca opanowane, ale pokazać się mogą w każdej chwili. Mati ma do wycięcia trzeci migdał, zabieg miał się odbyć 18 kwietnia. Jak się domyślasz, nie odbył się, bo Matylda zachorowała. Dostała bardzo wysokiej gorączki od nie wiadomo czego. Znów badania. Białko w moczu, powiększone węzły, badania w kierunku celiakii. To mnie totalnie zwaliło z nóg, bo przecież trzeba będzie zmienić całkowicie naszą dietę, jak ja to ogarnę... Wciąż czekam na wyniki, więc wszystko przed nami. 

Kajetan o dziwo nie łapał wszystkich katarów od Matyldy, wciąż karmiłam piersią, więc miał dodatkową ochronę. Zachorował na zapalenie ucha - antybiotyk. Nie! Nie! Nie! Krzyczałam całą sobą, Matylda swój pierwszy antybiotyk miała w tym roku w styczniu, a On nie miał jeszcze roku... Podałam, wiadomo, musiał wyzdrowieć. Dzięki wnikliwości naszej pediatry trafiliśmy do laryngologa. Leczymy refluks, który ujawnił się tak naprawdę po pierwszym roku życia Kajtka. Przez to wszystko Kajto ma wysięki w uszkach, co oznacza niedosłuch, na szczęście jest do wyleczenia, ale obawy zawsze są. Świetny laryngolog, cudowna pediatra i wraca wiara w lekarzy. 

Po co o tym wszystkim piszę? Kwiecień był bardzo trudny. Matylda cały miesiąc była w domu, brak słońca i ciągły deszcz odbierały siły. Końcówka miesiąca była taka ciężka, że nie ogarniałam podstawowych rzeczy. Powiem Ci, że mam wrażenie, że w kwietniu nie robiłam nic innego, tylko jeździłam od lekarza do lekarza, od przychodni do laboratorium. Serio, ilość tego wszystkiego tak bardzo mnie przytłoczyła, że zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie odpuścić blogowania, czy nie zamknąć bloga i dać sobie czas na regeneracje. Póki co podjęłam inną decyzję i dlatego powstał ten post. Nie wiem, kompletnie nie wiem, jak dają radę rodzice dzieci, które są poważnie chore, które wymagają ciągłej opieki, których życie wygląda sto razy gorzej niż mój ostatni miesiąc. Współczuję z całego serca i kibicuję każdemu z osobna.

Kiedy moje dzieci chorują, wali się cały mój świat.

9 komentarzy:

  1. Kochana, wyjdzie słońce, zrobi się cieplej i zobaczysz, że na pewno będzie lepiej, ja też czekam na to z utęsknieniem... trzymajcie się :-* pozdrowienia od nas ;-) Basia i Tomek :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tymczasem pada śnieg, buziaki Basiu! :-)

      Usuń
  2. O tak, niektóre dzieci muszą po prostu swoje przechorować:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Układ odpornościowy musi się nauczyć funkcjonować, dlatego potrzebny jest czas - niestety.

      Usuń
  3. Oj doskonale Cię rozumiem. Polka miała pierwszy antybiotyk w wieku chyba 1,5 roku, później przed pójściem do przedszkola, a w przedszkolu to już się posypało. Emil ledwo się urodził miał zakażenie i antybiotyk, mając 3 miesiące trafił do szpitala z zapaleniem płuc, tak rozwiniętym, że się dusił (wirus RS, który w dwa dni mocno się rozwinął). Od tamtego czasu miał już kilka razy, a ma niespełna półtora roku. To ta obezwładniająca bezradnosć, ze niby robisz wszystko by były zdrowe, a trafia się taki moment, gdy nie możesz nic. Gdy już nie masz siły.
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Życzę Wam zdrowia i trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Siły... Moje dzieci na szczęście nie chorują bardzo, ale każdy moment, kiedy jest im źle, a ja nie umiem pomóc tak jak bym chciała - jest cholernie trudny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katar, kaszel jest do przyjęcia, ale kiedy grozi dziecku utrata słuchu, to człowiek zaczyna mieć dość.

      Usuń
  5. skąd ja to znam.zawsze ciężko kiedy nie potrafimy pomóc własnemu dziecku. Póki co staram się jak mogę unikać i zapobiegać takim sytuacjom. Zaczęłam nawet profilaktycznie podawać małej probiotyk na odporność Active Flora w kropelkach. Jest dobry kiedy dziecko ma skłonność do łapania częstych infekcji albo kiedy przebywa z innymi chorymi, a w przedszkolach ostatnio istna plaga chorych maluchów. A wy dziewczyny, też coś na odporność stosujecie??

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger