WSZYSTKO SIĘ KIEDYŚ KOŃCZY

Wiem, że nie uwierzysz. Wiem, że jesteś w takim momencie, kiedy wydaje Ci się, że Twoje życie się skończyło, a Tobie nie zostało już nic innego, jak być zwyczajną mamą. Wiem, że kiedy siedzisz trzecią godzinę z dzieckiem przy piersi, to marzysz tylko o tym, żeby mieć chwilę spokoju. Wszystko to wiem i rozumiem. Też tak miałam. Po urodzeniu Matyldy nie umiałam tego zaakceptować, miotałam się, płakałam, myślałam, że jestem więźniem własnego życia. Było ciężko, mega ciężko. Kiedy pojawił się Kajetan wiedziałam, że wszystko jest na chwile, że czas tak szybko płynie, że nie zdążę się nawet zorientować, a chłopczyk będzie mówił i biegał jak szalony. 


Jestem matką - kwoką - "ubezwłasnowolniłam" się trochę na własne życzenie. Niby wiem, że dzieciom nie stanie się krzywda, kiedy zostaną z kimś innym, ale jednak wolę, kiedy mam i Matyldę i Kajtka obok siebie. Lubię mieć wszystko pod kontrolą. Dużo czasu musiało upłynąć, za nim zdecydowałam, że Mati zostanie z Babcią, a już zostawienie jej samej na noc, graniczyło z cudem. Jednak udało się. Z Kajtkiem było mi trochę łatwiej, ale za to Chłopczyk nie lubił za bardzo zostawać z kimś innym. Bywałam zmęczona, sfrustrowana, ale tłumaczyłam sobie, że niebawem się to zmieni, że korzystam póki mogę. Korzystałam. Od pewnego jednak czasu mój mały chłopczyk zaczął się bardzo mocno dogadywać z tatą, więc postanowiłam kuć żelazo... Okazja nadarzyła się bardzo szybko.

W piątek się umówiłyśmy. Do niedzieli modliłam się, żeby nic się nie wydarzyło, żeby nie pojawiła się żadna gorączka, jelitówka, czy inne dziadostwo. Uf, udało się. Wybiła godzina 0! Wstałam pełna energii, ogarnęłam się, zostałam odwieziona na autobus. Tak, tak - pojechałam autobusem - skoro mam się zrelaksować, oderwać, to nie ma mowy o aucie. Swoją drogą, wycieczka komunikacją miejską, to fajne doświadczenie. Spędziłam 5 h poza domem, sama, bez dzieci. Wiesz, co to dla mnie znaczy? Jeśli nie wiesz, to wyobraź sobie, jak mogłam się czuć po roku siedzenia w domu z dwójką dzieci, po roku bycia na każde zawołanie. Nie liczę krótkich wyjść na zakupy, które trwały całą godzinę... Potrzebowałam chwili wytchnienia. Potrzebowałam pobyć sama dla siebie. Potrzebowałam pobyć z kimś dorosłym. Pogadałam z przyjaciółką, zjadłam pyszną pizze, wypiłam nawet ulubionego drinka piwnego w Pizza Hut. Pięć godzin poza domem - ajjj... Odwiedziłam kilka sklepów, stwierdziłam, że moja garderoba wymaga wymiany. Samo to, że mogłam się ubrać inaczej, pomalować, pomyśleć tylko o sobie - szaleństwo. Doceniam i poproszę częściej.


Odzyskałam wolność. Na spokojnie wyszłam z domu, dzieci zostały z tatą. Jak się okazuje nawet za bardzo za mną nie tęskniły. Bawiły się cudownie. Ja też.

Nawet, jeśli teraz jest Ci bardzo ciężko. Nawet, jeśli wydaje Ci się, że już nigdy nie wyjdziesz z domu, to uwierz mi na słowo, wyjdziesz. Wyjdziesz i spędzisz wyjątkowe chwile. Wyjdziesz, a wracała będziesz na skrzydłach. W głowie będziesz planowała kolejne wyjście. Ja już planuję. I układam plan na dłuższe wyjście, muszę tylko sprawdzić, jak Kajetan poradzi sobie z wieczornym zasypianiem bez mojego mleka. Jeszcze chwila i wyjadę na weekend. Oczyma wyobraźni już wyjechałam. Pamiętaj, wszystko się kiedyś kończy, a Ty jeszcze zatęsknisz za czasem, kiedy Twój Maluch potrzebował tylko Ciebie...

8 komentarzy:

  1. Nie doceniamy tego, co mamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od zawsze pragnęłam być matką. W wieku kilkunastu lat byłam pewna, że w wieku 22 lat już dawno będę matką. Niestety nie jestem, okazało się, że to nie takie proste ;) Myślę jednak, że jak już zostanę matką to właśnie taką typową kwoką, ale wiem też, że gdy będę potrzebowała wyjść to nie będzie z tym żadnego problemu. Będę miała z kim zostawić dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę z całego serca, żebyś została mamą jak najszybciej :-*

      Usuń
  3. Bardzo dobrze, że znalazłaś chwilę dla siebie! Czasami takie momenty są potrzebne, aby odetchnąć od codzienności, odpocząć i zdobyć nowa energię do działania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ja miałam z tym poczuciem ubezwłasnowolnienia spory problem po urodzeniu dziecka. Dziś dzieć ma lat 4 , a ja fruwam. Uwielbiam ten moment, gdy stęskniona do niego wracam z jakiegoś służbowego wyjazdu. Ile ja mam wtedy w sobie cierpliwości mmmmm.

    Pozdrawiam wszystkie mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, ta cierpliwość jest mega potrzebna! :-)

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger