KUPUJESZ DOM?

Kupiliśmy dom. Mały kawałek podłogi w zabudowie szeregowej. Będzie ogródek i poziomki, a i miejsce na czereśnie będzie. Za płotem mamy choinki, spadł śnieg, było magicznie - uwierzcie. Tyle w skrócie. Dalej już nie jest tak kolorowo, dalej są dziury i doły...



Domek mieliśmy odebrać w sierpniu, odebraliśmy we wrześniu. Ile stresu i nerwów za nami, wie tylko ten, kto kupowała dom czy mieszkanie. Czas nas gonił, po przecież zaraz miał się pojawić Kajtek, a chcieliśmy jeszcze przed jego narodzinami się przeprowadzić. Wszystko szybko, wszystko w pośpiechu.

Wybiła godzina zero, wchodzimy. Remont. Remont, który mam wrażenie nigdy się nie skończy. Ciągle mi się wydaje, że spać z wiertarką będę do śmierci. Pędzle i farby podczas obiadu to moja codzienność. Wszystko to kwestia kasy, bo gdybyśmy tylko mieli worek bez dna, to nadal mieszkalibyśmy u siebie, a domek by się remontował. Sam. My pokazywalibyśmy tylko palcem. O!

Obudziłam się, sen się skończył. Mieszkamy w kurzu i bałaganie, bo ciężko cokolwiek ogarnąć, kiedy każda rzecz nie ma jeszcze swojego miejsca - czekamy na szafy. Ciężko szukać czegokolwiek w kartonach, kiedy jeden stoi na drugim. Na szczęście mamy meble kuchenne, ale nie myślcie sobie, że jest tak pięknie, bo jak jedno jest ok, to kolejne wymaga poprawki. W naszym wypadku ściana przy indukcji... Dłuższa historia. Do zrobienia przed nami jeszcze tak wiele, że za nim skończymy wszystko, to pewnie to pierwsze będzie już wymagało remontu.

Kupno domu w ciąży to pikuś w porównaniu z remontowaniem domu z noworodkiem przy piersi i dwulatką, która oczekuje ciągłej uwagi. Hormony robią swoje, a ja pomału jestem tak zmęczona, że wieczorem zasypiam na stojąco. Najgorsze jest to, że całymi dniami jestem sama, więc ogarnięcie czegokolwiek graniczy z cudem. M. w domu jest tylko w weekendy i czasem dwie noce w tygodniu - taka praca, niebawem będzie lepiej. Oby!

W ciąży chciałam małe płytki, dziś wybrałabym inne. W ciąży chciałam ciemną ścianę, dziś zrobiłabym białą. W ciąży chciałam szary blat, dziś wybrałabym inny - mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Dwa tygodnie temu mówiłam, że chciałabym do świąt zrobić kuchnię i salon, ale tak na tip top, wczoraj powiedziałam, że zależy mi tylko na salonie, żeby mieć gdzie postawić choinkę. Pewnie za kilka dni stwierdzę, że na święta wyjedziemy i nie róbmy już nic. Jest ciężko, mega ciężko. Marzę tylko o tym, żeby nic nie musieć i móc usiąść ze świadomością, że wszystko jest zrobione, bo teraz niestety muszę wybierać - albo piszę post, albo maluję. O czasie dla siebie nawet nie wspomnę. To duże wyzwanie i ogromna próba dla nas. Gdybyśmy byli małżeństwem, to pewnie już zastanawialibyśmy się nad rozwodem :-D.

Koleżanka mówi mi ostatnio, że mnie podziwia. Zastanawia się, jak daję radę, Kochana - nie wiem, nie mam pojęcia, ale wiem, że jeszcze trochę i będę do Was pisała z psychiatryka, o ile dadzą mi dostęp do internetu. Dla perfekcjonisty, to za wiele. Wiecie, ile nocy przepłakałam, bo tu krzywo, tam nie jest dokładnie, a tu za szeroko... Śmieje się czasem przez łzy, bo wiem, że nie mam na wszystko wpływu, bo niektóre rzeczy muszę zaakceptować - chyba sobie to napiszę na tablicy, żeby nie zapomnieć. Jest trudno, bardzo trudno.

Po burzy wychodzi słońce.
Czekam na wiosnę i na skończony salon.
Tak naprawdę, to są trzy rzeczy, które pomagają mi przetrwać ten czas:
* wieczór na fotelu przy piecu,
* wiosna i kawa na dworze,
* zapach choinki.
Ciężko jest się cieszyć, ale jeszcze się uśmiechnę, jeszcze nadejdzie chwila szczęścia.

Trzymajcie kciuki.

EDIT

Po interwencji jednej z Czytelniczek - dziękuję :-) - zmodyfikowałam tytuł, popełniłam błąd, bo dom w ciąży być nie może.

6 komentarzy:

  1. Remont+ciaza tez przez to przechodze i tez mam wrazenie ze juz nigdy sie to nie skonczy... ze dziecko urodzi sie z pedzlem w reku i zapyta gdzie pomalowac... przeklinam swojego mezczyzne ze pozwolil mi wogole wpasc na ten cudowny pomysl powiekszenia przestrzeni ale z drugiej strony jak juz jakas mala rzecz zostaje skonczona to jaka to radosc i ulga, i nadzieja ze moze jednak ten plac budowy zamieni sie w cos wysnionego i kieeedys to wszystko sie skonczy :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby skończyło się jak najszybciej :-D

      Usuń
  2. Trzymamy kciuki za dalszy ciąg remontu, tyle już zrobiliście ze teraz będzie już z górki. Perfekcjonistom zawsze jest trudno pogodzić się Z niedoskonalosciami ale i tak wierzę w Ciebie będzie dobrze. Motywację na najbliższe 3 miesiące mamy bardzo podobne: choinka i święta,wiosna i kawa w ogrodzie choć nie swoim �� i zakupy dla maluszka. Dobrze ze jest coś co pomaga żyć z dnia na dzień ����

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomaga, ale sama wiesz, że czasem kop w dupę by się przydał, żeby przestać marudzić :-D

      Usuń
  3. Karolina będzie dobrze :) I u mnie wykończeniówka przypadła na czas drugiej ciąży, więc doskonale cię rozumiem :)
    My mieszkamy w swoim domku prawie pięć lat. Wiele bym zmieniła, wiele zostawiła jak jest. To co mi się odwidziało: zmieniam, poprawiam, tuninguję,bo dom jak kobieta- zmiennym jest :) :) :)
    Pozdrawiam i siły życzę :) Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się tego trzymać :-)
      "Dom jak kobieta - zmiennym jest" :-D

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger