CIEMNOGRÓD SZPITALNY

Jestem po pobycie w szpitalu. Część z Was na pewno czytała, że po niepokojącym KTG dostałam skierowanie na oddział. Spędziłam tam prawie tydzień, jedynym pocieszeniem było to, że do domu wrócę już z Maleńkim Człowiekiem. Szpital to zło. No, może nie sam szpital, ale pacjenci, a w zasadzie pacjentki. Oddział patologii ciąży, to patologia, ale na pewno nie ciąży. To ciemnogród! Chcecie wiedzieć dlaczego? Zapraszam :-)

Do porodu wybrałam szpital wojewódzki. Po pierwsze ze względu na swoją lekarkę, po drugie, dlatego, że kojarzyłam kilka położnych, po trzecie i najważniejsze jest tam OIOM noworodkowy. Wiecie, jakie jest zdanie o takich szpitalach - moloch, w którym przewija się ogrom pacjentów. Wszyscy narzekają, ale każdy tam idzie. Lekarze beee, pielęgniarki beee, opieka generalnie do dupy, ale miejsc brak. No właśnie, z racji miejsc zostałam przyjęta na oddział ginekologiczny, następnego dnia zostałam przeniesiona, bo byłam "dużą ciążą". Jeszcze na IP pogawędziłam z przemiłą Położną - na temat zmian, narzekania i marudzenia. Kobieta pracuje tam od lat, widziała już wiele i potwierdziła, że większość rodzących narzeka na opiekę, ale jak przychodzi czas porodu, to wybiera ten szpital. Uwierzcie mi, nie taki diabeł straszny. I w ciąży z Mati i teraz miałam okazję leżeć na patologii, nie spotkałam ŻADNEJ niemiłej położnej, czy pielęgniarki. Owszem różne miały humory, ale każdy z nas jest tylko człowiekiem.

Na patologii leżałam z fajnymi młodymi dziewczynami - One pierwsza ciąża, ja już weteranka, bo druga :-p. Każda przestraszona, każda zmartwiona czymś innym, ale wspierałyśmy się. To wsparcie jest ważne, jest mega ważne, żeby spędzić ten czas lepiej, delikatniej, żeby odczarować wszystko, co złe. Dziewczyny dziękowały mi, że ich nie straszę, nie opowiadam bredni. Mówiłam, jak jest, ale nie stwarzałam historii. Trudno uwierzyć, ale kobiety żyją w dziwnym przekonaniu. Każdej poród był najgorszy, najtrudniejszy. Każda z nich najbardziej cierpiała. I to straszenie, co te kobiety opowiadają. Wymyślają takie opowieści, że jak słuchają tego pierworódki, to robią się blade, purpurowe, a na koniec krzyczą, że chcą cesarkę, bo nie urodzą. Oczywiście wszystko, co złe, przeżyła koleżanka koleżanki... Dziewczyny, nie straszcie, nie opowiadajcie głupot. Dajcie każdej kobiecie przeżyć poród na swój sposób. 

Patologia ciąży jest niczym w porównaniu z tym, co się działo na położnictwie. Trafiłam na salę z dwiema młodymi dziewczynami. Takim, które żyją w przekonaniu, że wiedzą wszystko najlepiej. Poza tym, że u jednej facet siedział od rana do nocy, a ja wstając do Kajtka czułam się dość mocno skrępowana, bo wiadomo, jak jest po porodzie..., to opowiadali takie bzdury, że uszy więdły. 
Wiecie, że ser jest ciężkostrawny i nie można go jeść, kiedy karmimy piersią? I zupy pomidorowej z ryżem też jeść nie wolno, a no i smażonego absolutnie nie. I w ogóle najlepiej nic nie jeść. Co z tego, że dziewczyna w kółko powtarzała, jaka jest głodna i zapychała się żelkami, ciastkami i jakimiś dziwnymi batonami... A wiedziałyście, że nie można używać po porodzie podpasek ze skrzydełkami? No i maści na brodawki są po to, żeby nie robiły się zastoje. A najlepsze było to:"nie wyj, bo już mnie wkurwiasz - hahaha" albo "nie dam Ci jeść, nie wyj, bolą mnie cycki - one teraz cierpią, nie dostaniesz". Nie wiedziałam z kim mam do czynienia, więc postawiłam pomóc dziewczynie. Narzekała na ból piersi, delikatnie mówię, żeby poszła pod prysznic, ciepła woda itd., na koniec zimna, no i niech przystawia mała, tym bardziej, że urodziła się z niską wagą, popatrzyła na mnie jak na wariatkę i powiedziała, że się już kąpała... Więcej się nie odezwałam. 

Pomijając fakt pacjentek, które pierdzielą jak potłuczone, które mają misje i wiedzą wszystko najlepiej, to jest też coś, co bardzo miło mnie zaskoczyło w samym szpitalu. Kiedy urodziłam Mati, to konsultantka laktacyjna była, ale trzeba było się z nią umawiać i jej szukać. Teraz zaś dwa razy dziennie chodziła po wszystkich salach - pytała, rozmawiała, doradzała - ogromna zmiana na plus. Przychodził również psycholog, rozmawiał z nami, obserwował. Świetne zmiany. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej takich inicjatyw, które pomogą młodym mamom - wsparcie po porodzie jest niezwykle ważne.

Dziewczyny, jak było u Was?
Jakie są Wasze szpitale?
Mogłyście liczyć na pomoc personelu?
Jestem bardzo ciekawa, jak działają inne szpitale.


11 komentarzy:

  1. Ja urodziłam w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie i na położne i pielęgniarki nie mogę narzekać. Byłam też 3 razy na patologii, miałam problemy z krwią, warunki tam gorsze, 7 piętro w lato pod dachem, masakra. .... ale za każdym razem, gdy leżałam trafiała na bardzo fajne dziewczyny ☺ przynajmniej czas lepiej mijał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że towarzystwo na sali jest ważne - Dziewczyny szukają wsparcia i same je dają :-)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Nie dziwi mnie fakt, że pomoc laktacyjna została zaalarmowana i postawiona w stan gotowości bo to co słyszy się od młodych dziewczyn, które usłyszały coś od cioci,sąsiadki itd zakrawa o paranoje. XXI wiek a czasami bariera ciemnogrodu :/ Przy drugim porodzie było znacznie gorzej więc na swoim doświadczeniu i porównaniu z pierwszym - masakra. No ale każdy ma prawo do swoich odczuć i przeżyć. Rozmawiając z innymi przyszłymi matkami zawsze mówię o tych zupełnie dwóch różnych doświadczeniach przy porodzie,które i tak zakończone zostały cesarkami. I tu rzeczywiście uważam,że położne nie doczytały i nie zwróciły należytej uwagi to może drugi poród nie byłby taką traumą :/ Szpital w Iławie 8 lat temu był jaki był ale personel - REWELACJA. Rok temu rodziłam w Ostródzie i odradzam. Personel ? Przemieszany i mili i nie mili - różnie ale jeśłi chodzi o czystość... UCIEKAĆ jak najdalej brrrr . Pozdrawiam K.W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karola, pisząc ten post miałam raczej na myśli, że owszem własne doświadczenia jak najbardziej, ale historie wyssane z palca, bo koleżanka koleżanki powiedziała..., to przechodzi ludzkie pojecie. Gdyby ktoś mnie zapytał o poród, a miałabym obraz dwóch zupełnie innych przejść, to na pewno bym o tym opowiedziała, jednak sama z siebie bym nie straszyła pierworódek, które i tak się boją. Każdy szpital inny, w każdym można trafić na te pracujące za karę i te będące tam z powołania :-)

      Usuń
  4. Ja do szpitala trafiłam w nocy - myślałam, że to poród okazało się, że dopiero się zaczyna i jeszcze trochę potrwa więc położyli mnie na patologii z pacjentką w sali która chrapała bardziej niż oddział wojska. Ale nie to było najgorsze. Oczywiście rano jeszcze przed obchodem zleciały się wszystkie z patologii żeby poznać nową, czyli mnie - ja już ze skurczami mocno wkurzona i obolała, a te zaczęły mnie straszyć: jak będzie boleć, że dzisiaj zły lekarz jest, że położna do kitu - i wiesz co? to gadanie było bardziej męczące niż sam poród ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, o to mi chodziło - po co tak pieprzyć bez sensu, a rodzącą doprowadzać do szału - nie ogarniam tego, naprawdę.

      Usuń
  5. Przy drugim porodzie ze mną była dziewczyna, która bardzo chciała karmić piersią ale nie potrafiła jej podać - to tak jak ja przy pierwszym dziecku. Tłumaczyłam jej, że nie ma się denerwować i próbować, że najgorszym co może być to podać maluchowi butelkę. I przyszła wkurzona pielęgniarka, że mała ciągle beczy i że ma podać butelkę a nie jej męczyć. Normalnie ręce mi opadły i już się nie odzywałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. 2 pierwsze porody miałam w Gdyni - personel w weekend mało pomocny - ale tylko co poniektóre panie, bo tak to nie narzekała, choć małe zapalenie piersi załapałam przy pierworodnym, bo nikt w weekend mi nie pokazał jak małego dobrze przystawić do piersi - dopiero w poniedziałek doradca mi pokazała. Jednak ogólnie miło wspominam i poród i pobyt w szpitalu tamtejszym. Tym razem rodziłam w Kościerzynie i tu rewelacja jak dla mnie! Przy porodzie położna mi się taka trafiła, że konie można z nią kraść! Nawet jak już leżałam w pokoju z synkiem, to położna nas 3 razy odwiedziła, zobaczyć jak mały się ma, jak ja się mam, no i w ogóle panie biegały zarówno do dzieci jak i do kobiet po 2 razy na dzień, w nocy też przychodziły więc ogólnie rewelacja. Jestem mega zadowolona z takiego personelu i takiej pomocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weekendy ponoć w wielu miejscach są "leniwe". Mniejsze szpitale, mniej oblegane są często dużo lepsze i przyjemniejsze, bo bardziej im zależy.

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger