URODZIŁAM SAMA - JESTEM PRAWDZIWĄ MATKĄ

Do tej pory nie robiły na mnie wrażenia afery internetowe. Nie wypowiadałam się w kwestii malowania paznokci, karmienia piersią, czy zakładania rajstop. Stoję z boku, obserwuję, ale nie mam potrzeby udzielania się i obstawania po czyjejś stronie. Zwyczajnie, to nie moja bajka.

Postanowiłam jednak, że w tym temacie się wypowiem, bo szlag mnie trafia. Wkurzam się na samą myśl. Od kilku dni całe internety huczą nt. cięcia cesarskiego. "Prawdziwe matki" krzyczą, że tylko one mają racje, bo rodziły naturalnie i dzięki temu są prawdziwymi kobietami. Wiecie, że cesarka to nie poród? Jakaś paranoja normalnie. Zastanawiam się, kim są osoby, który tworzą takie akcje. Jak matki mogą dzielić same siebie na te, które są lepsze i gorsze? O co chodzi?

Sama urodziłam naturalnie bez znieczulenia (a szkoda), ale nie jest to dla mnie powód do dumy. Urodziłam, jak miliony kobiet na świecie. Cieszę się, że Matylda jest zdrowa i nie miałyśmy żadnych komplikacji. Kilka dni przed ewentualną próbą wywołania porodu, lekarka poinformowała mnie, że jeśli się nie uda, to będziemy operować - byłam przerażona, ale wiadomo, że życie Mati byłoby najważniejsze. Na szczęście poród rozpoczął się sam. Kilka lat wcześniej miałam zabieg na przepuklinę - kilka szwów na brzuchu. Po wszystkim czułam się jak wrak. Zgięta w pół chodziłam prze tydzień, więc pewnie z tego wynikał mój lęk do operacji. Od początku było dla mnie oczywiste, że chcę rodzić sama, ale nie linczuję kobiet, które podejmują inne decyzje. Dajcie ludziom możliwość wyboru. Nawet jeśli kobieta ma cesarkę na własne życzenie, to też jej sprawa - jej kasa i nic nikomu do tego, niech tylko nie stęka później, jak jej źle i niedobrze, bo blizna ciągnie, bo ruszyć się nie może. Pamiętajcie, że cesarskie cięcie, to poważna operacja.

Zdaję sobie sprawę z tego, że cięć cesarskich jest bardzo dużo. Operacje ze wskazaniem ratują życie dziecka, matki - są jedyną możliwością, żeby dzieciątko przyszło na świat. W szpitalu po porodzie leżały ze mną dwie kobiety po cięciu. Obydwie wiedziały, że tak być musi. Współczułam im strasznie. Ja dwie godziny po porodzie byłam wykąpana i prawie w pełni sprawna. One ledwie się ruszały. Wiem, że to też kwestia odporności na ból, ale kiedy widziałam, jak mdleją, zalewa je pot i nie są w stanie same opiekować się dzieckiem, to byłam przerażona. I moje krzyki na porodówce, że mają mnie ciąć odeszły w niepamięć, bo nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak ja bym funkcjonowała. Dziś wiem, że dla mnie cesarka to ostateczność, ale nigdy nie powiem, że matka, która nie urodziła sama, nie jest matką, albo że poród siłami natury dodaje kobiecości. Błagam, dajcie spokój - niech wyznacznikiem kobiecości i tego, czy jestem matką nie będą porody, karmienie piersią, czy długość nóg.

Poprosiłam dwie bliskie mi osoby, żeby napisały o swoich porodach - obydwie rodziły przez cc. Chciałam, żeby pokazały, że one też przeżywają poród, a rozłąka z dzieckiem jest czym okropnym. Obydwie czuły ból, obydwie cierpiały.

M.: "Mój poród do łatwych nie należał, wydawać by się mogło, że wszystko miałam zaplanowane. Chodziłam do szkoły rodzenia, miałam świetną panią ginekolog i nawet swoją położną. Dzisiaj już wiem, że postąpiłabym zupełnie inaczej, ale że był to mój pierwszy raz, zupełnie zdałam się na fachowców. Poród nie zaczął się sam, był wywoływany w 41 tygodniu. Dlaczego? Teraz już wiem, że jeszcze było na to za wcześnie, ale akurat moja ginekolog miała wtedy dyżur i stwierdziła, że spróbujemy urodzić. Do szpitala stawiłam się rano, dostałam kroplówkę z oksytocyną i się zaczęło. Skurcze były okropne, myślałam, że kręgosłup mi rozerwie, po jakimś czasie pojawiła się moja ginekolog i przebiła mi wody płodowe. Rozwarcie postępowało bardzo wolno. Po godz. 21 było tylko 7 centymetrów, a ja już byłam wycieńczona. O 21.45 padła decyzja, że robimy cesarkę. Byłam ostatnią dziewczyną, która rodziła tego dnia, a było nas 7 i wierzcie lub nie tylko dwie dziewczyny urodziły wtedy naturalnie. Po cesarce było ciężko. Ciężko się podnieść i wyprostować. Córcię tak na prawdę zobaczyłam dopiero rano, jak mi ją przynieśli, dobrze że mój mąż miał wolne i rano do mnie od razu przyjechał. To on był pierwszą osobą, która ją przewijała, bo ja nie byłam w stanie od razu podnieść się z łóżka. Kolejne dni po wypisaniu ze szpitala też nie były łatwe, bo rana nie chciała się dobrze goić i musiałam chodzić do chirurga na jej czyszczenie, koszmarne uczucie jak ktoś ci nacina na nowo i grzebie w ranie."

K.: "W momencie kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaczęły mi przychodzić myśli związane z porodem, jak to będzie, jak to przeżyje itp. Cały czas nie odpuszczałam myśli o tym, że będę rodzić inaczej niż naturalnie, było to jakby zakodowane w mojej głowie, że inna opcja nie wchodzi w rachubę. Zapisałam się do szkoły rodzenia, żeby dowiedzieć się jak najwięcej, jak to przejść i przygotować się jak najlepiej (o ile można się przygotować). Chodziłam co 4 tygodnie do lekarza i nic nie wskazywało na to, że będę rodzić inaczej. Moja Pani Doktor pod koniec ciąży oznajmiła mi, że jednak nie mogę rodzić sama,mój świat w tym momencie się zawalił. Nie dopuszczałam myśli do siebie, że mam mieć cc, chociaż było już wcześniej podejrzenie, że w taki sposób może trzeba będzie rozwiązać ciąże.Wskazanie do cc było z powodu wcześniejszej operacji na jajnik, która odbyła się rok przed zajściem w ciąże i było duże prawdopodobieństwo, że rana pooperacyjna mogłaby się rozejść. Na początku strasznie się buntowałam, płakałam, że nie chce przezywać tego ponownie, mam na myśli bólu po operacji, wkłucia w kręgosłup i te wszystkie rzeczy związane z samą operacją. Wcześniejsze operacje, a może nawet nie same operacje, tylko już po, przeżyłam strasznie, więc miałam traumę związana z tym faktem. Drugą rzeczą było to, że poczułam się jak niepełnowartościowe kobieta, że nie przeżyje tego wszystkiego, co wiąże się z porodem naturalnym. Każdego dzień biłam się z myślami, jak to będzie, jak ja to przeżyje i do tego dziecko, skoro ostatnio ledwo co sama się poruszałam. Gdy nadszedł dzień cc byłam już pogodzona. Zostałam przyjęta do szpitala, bo poszłam na wyznaczony termin, chociaż nie było miejsc na patologii i położyli mnie na porodówkę. Na porodówce zostało mi podłączone ktg i miałam czekać na swoją kolej, bo najpierw szły przypadki pilne. Zostałam wzięta na sale operacyjna jako 3, miałam szczęście, bo trochę bym poczekała - w tym dniu było 9 cc. Moja lekarka mnie wcisnęła i sama przeprowadzała moje cc. Cieszyłam się, że to ona, bo jednak mnie zna i tak w ogóle raźniej. Samo cc odbyło się prawie bez komplikacji, chociaż mały mi się zaklinował pod zrębem i nie mogli go wyciągnąć, trochę grozy przeżyłam, ale się udało. Gdy już przyszedł mój synuś na świat poczułam ulgę i szczęście, że już będziemy razem, pokazali mi go na sekundę i zabrali. Po przewiezieniu na salę pooperacyjną byłam już sama, bez dziecka, bez męża - całkowity zakaz wizyt i to trochę było przerażające, bo przez chwile chociaż chciałam być z mężem i z Kubusiem, ale niestety zakaz to zakaz.Kubę przywieźli mi o godzinie 16 na próbę karmienia, a urodził się 12.35, więc trochę czasu minęło, może wyda się to trochę dziwne, ale cieszyłam się, że mogę odpocząć. Po karmieniu pół godzinnym zabrali małego i zobaczyłam go dopiero o 8 rano dnia następnego. Moje obawy i niepokoje nagle zniknęły, chęć przebywania, opiekowania się swoim maleństwem zabiła cały ból związany z cc. Nie miałam większych problemów z podnoszeniem dziecka, z chodzenie, wstawaniem do niego - miłość i szczęście po prostu zagłuszyły wszystkie rzeczy negatywne. Z każdym dniem było coraz lepiej, doszłam szybko do siebie, po 4 dniach wyszliśmy do domu i już było super. Z perspektywy czasu nie zamienił bym się chyba z osobami, które rodziły naturalnie, chociaż nie forma porodu jest najważniejsza. Najważniejsze, że nosimy nasze pociechy przez 9 miesięcy pod sercem i kochamy od pierwszego dnia ich istnienia. Nie czuję się na ta chwile gorzej od dziewczyn rodzących naturalnie, jestem tak samo pełnowartościowa kobieta jak one i wiem że następna ciąża tez będzie rozwiązywana w ten sam sposób."

Znam obydwie dziewczyny i ich dzieci, nie zauważyłam, żeby w relacji matka - dziecko coś kulało. Dzieci są wypieszczone i kochane. A dziewczyny są wyjątkowymi matkami. Dziewczyny - bardzo Wam dziękuję za Wasze słowa <3.

Każda z nas jest wyjątkowa.

Każda z nas jest prawdziwa.

Każda, jest najlepszą matką dla swojego dziecka.

4 komentarze:

  1. Też jestem "drugiej matka kategorii" i moja historia jest bardzo, bardzo podobna do historii M, choć u mnie wywoływane trwało znacznie dłużej, bo prawie tydzień: kroplowek, balonów i innych sposobów by zmusić mój organizm do porodu. Cała noc bardzo bolesnych, krzyżowych skurczów by w końcu i 10:45 zadecydować o cięciu. Zielone wody, córka zakażona Ecoli, antybiotyk w pierwszej dobie życia, podejrzenie poważnego niedotlenienia i miesiące rehabilitacji. Taki miałam wspaniały poród przez cc. Trwał w zasadzie tydzień, a na pewno tą jedną, ciężką noc, podczas gdy dziewczyny z mojej sali zmieniały się jak w kalejdoskopie... Niektóre rodziły w dwie godziny dzieci ważące niecałe 3 kg. To naprawdę nie jest temat do licytacji i przykre, że dorosłe kobiety- matki zachowują się jak nastolatki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie zrozumiem fenomenu tak wielu prób wywoływania porodu... Mam wrażenie,że lekarze nie liczą się z konsekwencjami :-( I ten antybiotyk w pierwszych chwilach... Mój poród stanął w miejscu,też dostałam oksy,ale zareagowałam ekspresowo,bolało wiadomo,ale to nie to samo co stan po operacji...

      Usuń
  2. Ja w sumie to szybko dowiedziałam się, ze będę miała cc bo mała była przekręcona, ale w ogóle nie byłam do tego przygotowana, wchodząc na sale bez bóli, bez żadnych oznak fizycznych, że to poród nie spodziewałam się, ze przez takie piekło przejdę. Bolące badanie przez 5 lekarzy. Długi czas oczekiwania, na swoją kolej, potem patrzenie na krew i krzyki, płacze bo akurat przywieźli dziewczynę która miała tak silne nagłe bóle, że ''wypluła'' dziecko chyba w 5 minut. Następnie nie mogli mi wbić w rękę wenflonu, więc pani sobie wbijała, wyciągała i tak chyba z 10 minut, o cewnikowaniu już nie wspomnę. Na sali znów nie mogli mi się wbić w kręgosłup, wiec myślałam, że oszaleję po paru bolesnych próbach oznajmili, że muszą zrobić znieczulenie ogólne. To był koszmar potem kolejne dni w szpitalu, kiepska opieka, brak pomocy, ból. Ogólnie złe samopoczucie fizyczne jak i psychiczne. Każdy chciałby rodzić naturalnie, ale niestety nie każdy może, ale to nie znaczy, że jest złą matką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam i mam ciarki :-( Ile bólu musiałaś znieśc... Nigdy tego nie zrozumiem, jak po takich przejściach, inne matki mogą nazywać kobiety po cc "matkami gorszej kategorii"...

      Usuń

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger