DAŁAM RADĘ

Marudziłam, narzekałam, stękałam, a i tak posprzątałam i swoje zrobiłam. Fakt, że zajęło mi to dobry tydzień, ale gotowe :-) Przez ostatnie 3 dni byłam sama z Matyldą i aż uwierzyć nie mogę, że tyle udało mi się zrobić, grzeczne mam dziecko. Jeszcze tylko skończyć to, co zaczęłam (Wam też pokażę, co matka uszyła) - schować maszynę i obiecuję sobie, że zaczynam odpoczywać. Od kiedy Mati jest z nami, zastanawiałam się, jak to jest, że ja nie padam wieczorem na twarz ze zmęczenia, ale teraz już wiem, teraz wieczorem marzę tylko o łóżku.

Od niedzieli zaczynam piec :-) Ja Wam nie pisałam, ale ja uwielbiam piec - niestety teraz robię to rzadko. Wiadomo Dzieć najważniejszy. A co będziemy piec? Będzie sernik z białą czekoladą, będzie metrowiec (musi być!), będzie ciasto kruche z pianką i malinami i specjalnie dla M. będzie sernik na zimno - o! Się matka napracuje.

Wigilia - jeszcze kilka dni i Wigilia. Generalnie od kiedy nie jestem dzieckiem, jakoś nie czekam na święta. Te będą inne, te będą wyjątkowe, bo pierwszy raz z Naszym Maleństwem i mimo Mati nie będzie kumała, co się dzieje, to chcę się postarać, chcę już teraz pokazać Matyldzie, że święta, to czas wyjątkowy i rodzinny :-) No właśnie, a w nawiązaniu do Wigilii, to co ja będę jadła? Karmię piersią, więc niestety wiele potraw nie spróbuję :-( Co Wy jadłyście na Wigilii? Macie jakieś sprawdzone przepisy, którymi mogłybyście się podzielić? 

Idę nadrabiać zaległości u Was!

ZMĘCZENIE MATERIAŁU

Jestem zmęczona, nie wiem, czy wynika to z pogody, pory roku... Nie mam na nic siły, ani ochoty, nic mi się nie chce. Jestem pedantką, walnięta w głowę perfekcjonistką - zawsze przed świętami sprzątałam dom na błysk, teraz też bym chciała, ale Mati mi na to nie pozwala.

W nocy Matusia śpi bardzo dobrze, ale w ciągu dnia śpi po max 30 minut i to jeszcze najlepiej u mnie na rękach. Nie zaśnie sama, nie ma mowy, żebym mogła Ją odłożyć do kołyski, bo i tak zaraz się obudzi - nie mam pomysłu, co zrobić, jak oduczyć, jak nauczyć...  Sprzątam już od 5 dni i mam wrażenie, że końca nie widać, a gdzie tu jeszcze jakieś pakowanie prezentów, przygotowanie jedzonka, no i najważniejsze pieczenie - jak ja mam cokolwiek upiec? :-(
 Może to taki dzień, może to taki wieczór, ale nie mam żadnych pomysłów, żadnych chęci... 
Wiem, wiem - marudzę, ale muszę się trochę wyżalić, bo zwariuje. Chciałabym iść do fryzjera, nawet nie mam siły się umówić. Nie cieszę się na te święta, mam nadzieję, że im bliżej będzie 24 XII, tym bardziej poczuje radość z naszych pierwszych wspólnych świąt. Idę odpocząć, zregenerować siły. 

Zaniedbałam też Wasze blogi, nie mam kiedy poczytać, popisać - biję się w pierś - obiecuję poprawę. 
W CHUŚCIE NOSZONA

W CHUŚCIE NOSZONA

Kilka dni po "wprowadzeniu" się NOWEGO CZŁOWIEKA do naszego domu okazało się, że to właśnie TA MAŁA ISTOTKA zajmuje cały czas, że to ONA ustala zasady - na początku mnie to przerażało, ale z dnia na dzień było lepiej. Już w ciąży zastanawiałam się nad tym, czy będę chciała nosić Matyldę w chuście/nosidle, no i oczywiście, czy Mati będzie się to podobało. Niespełna kilku dniowy bobasek miał już swoją prywatną chustę tkaną :-) Nauczyłam się motać, ale dzidziusiowi się nie spodobało. Spróbowałam jeszcze kilka razy i chusta poszła w odstawkę, plułam sobie w brodę, że bez sensu wydałam pieniądze, ale też cieszyłam się, bo nie kupiłam najdroższej chusty.

Chusta leżała i leżała, próbowałam ją złamać, zrobiła się łatwiejsza w wiązaniu, bardziej miękka, ale to też nic nie dało. Później mieliśmy trochę problemów z Matyldy drzemkami i okazało się, że to chusta była naszym wybawieniem. Pewnej soboty, będąc już na skraju wyczerpania nerwowego przypomniało mi się, że mamy chustę. Wyciągnęłam, omotałam Matyldę i kilka minut później dzidzia spała.


W chuście Matylda na dworze jak na razie była tylko raz - było nam miło i przyjemnie. I nareszcie Mati widziała świat z innej perspektywy, jak patrzyła na ptaszki - fajnie było.


Teraz chusta jest jedynym sposobem na spacyfikowanie Małej. Może płakać, marudzić, nie móc zasnąć, a omotanie działa na wszystko, tylko najważniejsze jest, żeby będąc zawiniętą mieć w buziaku smoka - ok - skoro tak pasuje, to matka się zgadza :-)

Zastanawiamy się nad zakupem nosidła ergonomicznego. Oglądamy i oglądamy - ciągle zwlekam, polecacie jakieś? Ja jestem za Tulą, bo są nie dość, że porządne, to jeszcze przepiękne, ale widziałam też jakieś nosidła Womar, czy Manduca. Znacie? Polecacie?

BYŁ MIKOŁAJ

BYŁ MIKOŁAJ

Dzięki cudownej akcji "Mamowo Blogowej Wymianki Mikołajkowej" organizowanej przez Agnieszkę z blogu Adaś + Nas Dwoje odwiedził nas Mikołaj.

Naszym Mikołajem była Mama SynAlka z blogu Synalek&CórciaJulcia - serdecznie dziękujemy!

A takie oto wspaniałości otrzymaliśmy:


Matyldowe wspaniałości, książeczka kontrastowa jest ciągle na topie, a przytulanko - lala jest hitem :-) Pierwszy raz widzieliśmy, żeby Mati się czymś tak zachwycała. Strzał w 10!


A tu coś dla Mamy i dla Taty :-) Tata ucieszył się ze słodkości - uwielbia je - zje każdą ilość. A ja mogę się zrelaksować w kąpieli - zapach peelingu jest zabójczy - dziękujemy Agnieszko.

BYWA CIĘŻKO

Kocham swoją córkę całym sercem, życie bym za Nią oddała, jest spełnieniem moich marzeń, dopełnieniem mnie, ale bywają takie chwile, że mam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie...

Dlaczego się o tym nie mówi? Dlaczego MATKI siedzą cicho, a otwierają się dopiero, jak ta druga zacznie narzekać. Nagle się okazuje, że myślimy podobnie, że podobnie czujemy, że przeżycia też mamy podobne, smutne to trochę, bo przecież w kupie siła.

Kiedy zachodzimy w ciąże, chyba do końca nie zdajemy sobie sprawy z tego, co nas czeka. Cieszymy się jak szalone, przygotowujemy pokoik, szykujemy wyprawkę, odpoczywamy. Ja dodatkowo chciałam spędzić jak najwięcej czasu z moim partnerem, żebyśmy mogli się sobą nacieszyć tylko we dwoje.

Oczywiście naczytałam się w ciąży jakichś poradników, złotych myśli i nie wiadomo jeszcze czego - teraz mówię niestety, bo pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym zdała się na własną intuicję. Urodziłam, chciałam jak najszybciej wrócić do domu, chciałam jak najszybciej zastosować wszystkie "rady" - o zgrozo, co ja sobie wtedy myślałam. Po przyjeździe do domu okazało się, że nie jest tak jak sobie wymarzyłam, że dziecie nasze samo sobie wszystko ustala i to my musimy się dostosować, dodatkowo hormony dawały o sobie znać. Pierwsze 2 tygodnie były tragiczne. Nie umiałam się cieszyć z tego małego człowieczka, było mi ciężko i źle. Bolały mnie piersi, miałam wysoką temperaturę, Matylda chciała być ciągle przy cycu, bałagan w domu, brak obiadu, czasami nawet nie mogłam pójść do łazienki - teraz sobie myślę, że to były ŻADNE problemy. Nie umiałam się pogodzić z tym, że muszę być ciągle dostępna, że nie mam chwili dla siebie, że skończyło się nasze dawne życie, bo ewidentnie się skończyło, ale zaczęło się nowe, teraz lepsze, fajniejsze, bardziej wartościowe :-)

Teraz się wszystko poukładało i choć nie mam posprzątane w domu, nie zawsze jest obiad, to nie oddałabym tego życia za żadne skarby! Pewnie, że czasem mam dość, że wspomnę sobie, jak było fajnie, kiedy mogłam spać do 10! Kiedy mogłam sobie wyjść z domu bez tego całego osprzętu, albo jak wymyśliłam sobie, że gdzieś pojedziemy tak spontanicznie. Musiałam to napisać i będę o tym czasem pisać, żeby Matylda nie miałam złej i sfrustrowanej matki, robi mi się lżej.

Wiem, że to dopiero początki, że pewnie będzie raz lepiej, raz gorzej, ale z dnia na dzień znam tego mojego malucha coraz bardziej, coraz bardziej ją kocham, coraz bardziej się zaprzyjaźniamy, no i najważniejsze, że ja już tak nie panikuję - troszkę się uspokoiłam :-)
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger