DAŁAM RADĘ

Marudziłam, narzekałam, stękałam, a i tak posprzątałam i swoje zrobiłam. Fakt, że zajęło mi to dobry tydzień, ale gotowe :-) Przez ostatnie 3 dni byłam sama z Matyldą i aż uwierzyć nie mogę, że tyle udało mi się zrobić, grzeczne mam dziecko. Jeszcze tylko skończyć to, co zaczęłam (Wam też pokażę, co matka uszyła) - schować maszynę i obiecuję sobie, że zaczynam odpoczywać. Od kiedy Mati jest z nami, zastanawiałam się, jak to jest, że ja nie padam wieczorem na twarz ze zmęczenia, ale teraz już wiem, teraz wieczorem marzę tylko o łóżku.

Od niedzieli zaczynam piec :-) Ja Wam nie pisałam, ale ja uwielbiam piec - niestety teraz robię to rzadko. Wiadomo Dzieć najważniejszy. A co będziemy piec? Będzie sernik z białą czekoladą, będzie metrowiec (musi być!), będzie ciasto kruche z pianką i malinami i specjalnie dla M. będzie sernik na zimno - o! Się matka napracuje.

Wigilia - jeszcze kilka dni i Wigilia. Generalnie od kiedy nie jestem dzieckiem, jakoś nie czekam na święta. Te będą inne, te będą wyjątkowe, bo pierwszy raz z Naszym Maleństwem i mimo Mati nie będzie kumała, co się dzieje, to chcę się postarać, chcę już teraz pokazać Matyldzie, że święta, to czas wyjątkowy i rodzinny :-) No właśnie, a w nawiązaniu do Wigilii, to co ja będę jadła? Karmię piersią, więc niestety wiele potraw nie spróbuję :-( Co Wy jadłyście na Wigilii? Macie jakieś sprawdzone przepisy, którymi mogłybyście się podzielić? 

Idę nadrabiać zaległości u Was!

ZMĘCZENIE MATERIAŁU

Jestem zmęczona, nie wiem, czy wynika to z pogody, pory roku... Nie mam na nic siły, ani ochoty, nic mi się nie chce. Jestem pedantką, walnięta w głowę perfekcjonistką - zawsze przed świętami sprzątałam dom na błysk, teraz też bym chciała, ale Mati mi na to nie pozwala.

W nocy Matusia śpi bardzo dobrze, ale w ciągu dnia śpi po max 30 minut i to jeszcze najlepiej u mnie na rękach. Nie zaśnie sama, nie ma mowy, żebym mogła Ją odłożyć do kołyski, bo i tak zaraz się obudzi - nie mam pomysłu, co zrobić, jak oduczyć, jak nauczyć...  Sprzątam już od 5 dni i mam wrażenie, że końca nie widać, a gdzie tu jeszcze jakieś pakowanie prezentów, przygotowanie jedzonka, no i najważniejsze pieczenie - jak ja mam cokolwiek upiec? :-(
 Może to taki dzień, może to taki wieczór, ale nie mam żadnych pomysłów, żadnych chęci... 
Wiem, wiem - marudzę, ale muszę się trochę wyżalić, bo zwariuje. Chciałabym iść do fryzjera, nawet nie mam siły się umówić. Nie cieszę się na te święta, mam nadzieję, że im bliżej będzie 24 XII, tym bardziej poczuje radość z naszych pierwszych wspólnych świąt. Idę odpocząć, zregenerować siły. 

Zaniedbałam też Wasze blogi, nie mam kiedy poczytać, popisać - biję się w pierś - obiecuję poprawę. 
W CHUŚCIE NOSZONA

W CHUŚCIE NOSZONA

Kilka dni po "wprowadzeniu" się NOWEGO CZŁOWIEKA do naszego domu okazało się, że to właśnie TA MAŁA ISTOTKA zajmuje cały czas, że to ONA ustala zasady - na początku mnie to przerażało, ale z dnia na dzień było lepiej. Już w ciąży zastanawiałam się nad tym, czy będę chciała nosić Matyldę w chuście/nosidle, no i oczywiście, czy Mati będzie się to podobało. Niespełna kilku dniowy bobasek miał już swoją prywatną chustę tkaną :-) Nauczyłam się motać, ale dzidziusiowi się nie spodobało. Spróbowałam jeszcze kilka razy i chusta poszła w odstawkę, plułam sobie w brodę, że bez sensu wydałam pieniądze, ale też cieszyłam się, bo nie kupiłam najdroższej chusty.

Chusta leżała i leżała, próbowałam ją złamać, zrobiła się łatwiejsza w wiązaniu, bardziej miękka, ale to też nic nie dało. Później mieliśmy trochę problemów z Matyldy drzemkami i okazało się, że to chusta była naszym wybawieniem. Pewnej soboty, będąc już na skraju wyczerpania nerwowego przypomniało mi się, że mamy chustę. Wyciągnęłam, omotałam Matyldę i kilka minut później dzidzia spała.


W chuście Matylda na dworze jak na razie była tylko raz - było nam miło i przyjemnie. I nareszcie Mati widziała świat z innej perspektywy, jak patrzyła na ptaszki - fajnie było.


Teraz chusta jest jedynym sposobem na spacyfikowanie Małej. Może płakać, marudzić, nie móc zasnąć, a omotanie działa na wszystko, tylko najważniejsze jest, żeby będąc zawiniętą mieć w buziaku smoka - ok - skoro tak pasuje, to matka się zgadza :-)

Zastanawiamy się nad zakupem nosidła ergonomicznego. Oglądamy i oglądamy - ciągle zwlekam, polecacie jakieś? Ja jestem za Tulą, bo są nie dość, że porządne, to jeszcze przepiękne, ale widziałam też jakieś nosidła Womar, czy Manduca. Znacie? Polecacie?

BYŁ MIKOŁAJ

BYŁ MIKOŁAJ

Dzięki cudownej akcji "Mamowo Blogowej Wymianki Mikołajkowej" organizowanej przez Agnieszkę z blogu Adaś + Nas Dwoje odwiedził nas Mikołaj.

Naszym Mikołajem była Mama SynAlka z blogu Synalek&CórciaJulcia - serdecznie dziękujemy!

A takie oto wspaniałości otrzymaliśmy:


Matyldowe wspaniałości, książeczka kontrastowa jest ciągle na topie, a przytulanko - lala jest hitem :-) Pierwszy raz widzieliśmy, żeby Mati się czymś tak zachwycała. Strzał w 10!


A tu coś dla Mamy i dla Taty :-) Tata ucieszył się ze słodkości - uwielbia je - zje każdą ilość. A ja mogę się zrelaksować w kąpieli - zapach peelingu jest zabójczy - dziękujemy Agnieszko.

BYWA CIĘŻKO

Kocham swoją córkę całym sercem, życie bym za Nią oddała, jest spełnieniem moich marzeń, dopełnieniem mnie, ale bywają takie chwile, że mam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie...

Dlaczego się o tym nie mówi? Dlaczego MATKI siedzą cicho, a otwierają się dopiero, jak ta druga zacznie narzekać. Nagle się okazuje, że myślimy podobnie, że podobnie czujemy, że przeżycia też mamy podobne, smutne to trochę, bo przecież w kupie siła.

Kiedy zachodzimy w ciąże, chyba do końca nie zdajemy sobie sprawy z tego, co nas czeka. Cieszymy się jak szalone, przygotowujemy pokoik, szykujemy wyprawkę, odpoczywamy. Ja dodatkowo chciałam spędzić jak najwięcej czasu z moim partnerem, żebyśmy mogli się sobą nacieszyć tylko we dwoje.

Oczywiście naczytałam się w ciąży jakichś poradników, złotych myśli i nie wiadomo jeszcze czego - teraz mówię niestety, bo pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym zdała się na własną intuicję. Urodziłam, chciałam jak najszybciej wrócić do domu, chciałam jak najszybciej zastosować wszystkie "rady" - o zgrozo, co ja sobie wtedy myślałam. Po przyjeździe do domu okazało się, że nie jest tak jak sobie wymarzyłam, że dziecie nasze samo sobie wszystko ustala i to my musimy się dostosować, dodatkowo hormony dawały o sobie znać. Pierwsze 2 tygodnie były tragiczne. Nie umiałam się cieszyć z tego małego człowieczka, było mi ciężko i źle. Bolały mnie piersi, miałam wysoką temperaturę, Matylda chciała być ciągle przy cycu, bałagan w domu, brak obiadu, czasami nawet nie mogłam pójść do łazienki - teraz sobie myślę, że to były ŻADNE problemy. Nie umiałam się pogodzić z tym, że muszę być ciągle dostępna, że nie mam chwili dla siebie, że skończyło się nasze dawne życie, bo ewidentnie się skończyło, ale zaczęło się nowe, teraz lepsze, fajniejsze, bardziej wartościowe :-)

Teraz się wszystko poukładało i choć nie mam posprzątane w domu, nie zawsze jest obiad, to nie oddałabym tego życia za żadne skarby! Pewnie, że czasem mam dość, że wspomnę sobie, jak było fajnie, kiedy mogłam spać do 10! Kiedy mogłam sobie wyjść z domu bez tego całego osprzętu, albo jak wymyśliłam sobie, że gdzieś pojedziemy tak spontanicznie. Musiałam to napisać i będę o tym czasem pisać, żeby Matylda nie miałam złej i sfrustrowanej matki, robi mi się lżej.

Wiem, że to dopiero początki, że pewnie będzie raz lepiej, raz gorzej, ale z dnia na dzień znam tego mojego malucha coraz bardziej, coraz bardziej ją kocham, coraz bardziej się zaprzyjaźniamy, no i najważniejsze, że ja już tak nie panikuję - troszkę się uspokoiłam :-)

PLAN DNIA

Ku pamięci!

Do tej pory nasz - a raczej Matyldy plan dnia wyglądał tak:

* pobudka około 7:00-8:00 - od razu karmienie (jedzonko generalnie na żądanie, ale wychodziło nam co 2 h, jeśli Mati potrzebowała częściej, to oczywiście tak też dostawała)

* przez około godzinę gadamy ze sobą, tulimy się, urządzamy poranną toaletę Matyldy, przebieramy się i zmieniamy miejsce urzędowania na pokój dzienny

* zawsze około godziny po karmieniu Mati domagała się spania, więc zaczynało się usypianie

* na spacery chodzilyśmy 2 razy dziennie - o 11:00 albo o 12:00 (zależy, o której Mati wstała rano) i o 15:00 albo o 16:00 - spacer na ogół trwał 1,5-2 h

* w ciągu dnia jak jesteśmy w domu, to dużo ze sobą rozmawiamy, Mati wszędzie "idzie" ze mną, wszystko robimy razem, czasem jak chciałam choć chwilę odsapnąć, to Mati leżała na kocyku albo na macie

* Matylda nigdy nie spała już od 18 - tej, około 18:40 kąpiemy się i zawsze o 19:00 idziemy spać, wcześniej usypianie trwało godzinę, ale z dnia na dzień się skracało i teraz zajmuje nam 30 minut razem z karmieniem

* w nocy Matylda budzi się raz 2:00-3:00-4:00 (wybiera sobie jedną z godzin) - karmie ją i odkładam do kołyski, zasypia sama :-), później budzi się mniej więcej o 6:00 - znów Mati wcina i jest odkładana do kołyski, zasypia i koło się zamyka :-)

Teraz trochę się pozmieniało, bo Mati w ciągu dnia je co 3 h - dalej na żądanie, ale generalnie dzień polega na tym, że jest karmienie - aktywność - sen, tylko teraz sen jest rzadziej. Jak unormuje się to znów porządnie, to o tym też napiszę. Noce dalej wyglądają tak samo, budzi się raz, czasem się zdarzy, że obudzi się dwa razy.

Matylda nie należy do dzieci, które śpią długo, najdłuższa jej drzemka trwa 40 minut, chyba że jesteśmy na spacerze, to śpi więcej - najważniejsze, że jakoś unormował nam się ten sen i w końcu wiem, jak Mati chce zasypiać ;-)

Matylda jest cudowna i kochana, dużo się śmieje, kocham ją nad życie, dzięki NIEJ nasze życie jest lepsze :-)

***
No i najważniejsze wyniki konkursu - zwyciężczynie dostały już wiadomość na maila - wszystkim dziękuję za udział :-)
ZMIANY

ZMIANY

Minął nam wspólny 3 miesiąc poza brzuszkiem. Wiele się zmieniło przez ten czas, ja też się zmieniłam. Nie jestem już chyba tak spanikowana, taka przestraszona i najważniejsze - nie jestem już taka poddenerwowana. Mam wrażenie, że nastała pewna harmonia, która pewnie jeszcze milion razy się zmieni, ale na dzień dzisiejszy jest super.

Matylda jest karmiona piersią, karmię ją na żądanie, ale wychodziło nam co 2 godziny, żeby mała była najedzona, potrzebowała około 10 minut ssania - nagle pewnego dnia przystawiam ją jak co dzień co 2 h, ale Mati ssie tylko 3-5 min, więc zaczęłam sie zastanawiać, co jest grane. Chwilę mi zajęło dojście do tego o co chodzi (dokładnie 2 dni) - Matylda chce teraz jeść co 3 godziny (jak potrzebuje częściej, to oczywiście dostaje) i przez około 7-8 min :-) Nie, nie - nie robimy wszystkiego z zegarkiem w ręku, wszystko jest elastyczne, ale mniej więcej wiem, ile potrzeba czasu, żeby Niuńka wypluła cycka z buzi :-) 

Matylda od pierwszych dni w domu śpi w swoim łóżeczku/kołysce, może 3 razy spała z nami, a w zasadzie ze mną, bo Matusiowy Tata ma problemy ze snem i śpimy w oddzielnych pokojach teraz. Ja z Matylda, Tata w naszej sypialni. Od kilku tygodni zbieram się z zamiarem powrotu do swojego łóżka, ale ciągle mam jakieś obawy... - a może to wygoda, bo teraz, jak tylko Mati się obudzi, to dostaje cyca i śpi dalej (zasypia sama w kołysce - ale tylko w nocy), a śpiąc w swojej sypialni będę musiała wstawać, chodzić. No, ale najwyższa już pora, żeby przytulić się do M., a nie do poduszki :-) 

Pierwszy raz od nie pamiętam jak dawna piję kawę rano, dodatkowo mogę napisać post, a Matylda najpierw chwile drzemała, a teraz zabawia się na macie - chwilo trwaj :-) Matę mamy świetną, sama mam ochotę się czasem nią pobawić. Ile my tych mat oglądaliśmy, jak długo się zastanawialiśmy nad wyborem tej odpowiedniej, ale udało się - kupiliśmy w końcu matę firmy LAMAZE - KOSMICZNA SYMFONIA. Mata jest ekstra, ma wyraźne wzory, wielkie i kontrastowe oczy stworów, każda z zawieszek ma w środku jakiś dźwiękowy akcent (piszczy, szeleści, stuka), ma też lusterko, które Matylda uwielbia, no i dodatkowo 2 melodyjki oraz możliwość poruszania pałąkami maty - wtedy stwory same się poruszają. Polecam ją z czystym sumieniem, nie jest najtańsza, ale są też droższe, nam udało się kupić w promocji.



TATUSIOWO NAM

TATUSIOWO NAM

Tata Matyldy - Tata zakochany w córci do granic możliwości. Przewija, nosi, całuje, troszczy się - kocha nad życie. Wielka radość mnie ogarnia, kiedy na NICH patrzę, kiedy widzę, jak Dziecie me uśmiecha się do Ojca, jak Ojciec się cieszy, gdy widzi swe dziecie, jak dumny jest Ojciec, kiedy po raz kolejny słyszy:"ale Ona jest do Ciebie podobna", "czysty tatuś" - córunia Tatunia. 


Kiedy decydowaliśmy się na dziecko nie umiałam sobie wyobrazić, jak to będzie. Wiedziałam, że Michał jest bardzo dobrym człowiekiem, że jest bardzo czuły i wrażliwy, ale nigdy jakoś specjalnie nie interesował się dziećmi, owszem czasem coś zagadał do maluszków, ale generalnie wolał być z boku. Aż tu nagle w szpitalu dosłownie w sekundzie stał się najlepszym ojcem świata. Jak On na Nią patrzył, oczy Mu się świeciły, serce radowało. Jak Małą oglądał lekarz, to stał w drzwiach i marudził (tak - marudził), że za długo ją badają, że na pewno nam ją podmienią, pytał mnie nawet, czy pamiętam, jak Mała wygląda :-D Był taki boski, pierwszy raz Go takiego widziałam :-).

Po przyjeździe z Matyldą do domu, to Ojciec był tym, który zachował zimną krew, tym, który matkę doprowadzał do porządku, bo matka jest wariatką, matka panikowała (może to hormony) - nieważne - ważne, że potrafił, że się starał, że był w stanie podsunąć jakiś pomysł, jakieś racjonalne rozwiązanie - jak On mi wtedy pomógł - z całego serca dziękuję :-).

Teraz, teraz...Tatuś pracuje, mało widzi dziecie nasze, ale jak przychodzi weekend, czy dzień wolny, to zawsze mogę na niego liczyć - zajmuje się Tyldką najlepiej jak umie, chodzi przy niej, skacze, gada, przytula - uwielbiam takie dni, uwielbiam na Nich patrzeć - kocham te chwile, te momenty :-).
3 MIESIĄCE

3 MIESIĄCE

Jesteś z nami 3 miesiące, niby tak krótko, a jednak bardzo długo :-) Piękny kwartał - nasz pierwszy wspólny kwartał poza moim brzuszkiem. Nie pamiętam już, jak to było bez Ciebie, teraz Ty jesteś najważniejsza, teraz wszystko kręci się wokół Ciebie - jesteś naszym PĘPKIEM ŚWIATA :-) Owszem, czasem bywają takie dni, że mam ochotę uciec, zniknąć..., ale wystarczy Twój jeden uśmiech, Twoje jedno spojrzenie :-).

Najbardziej lubię poranki, jesteś wtedy taka uśmiechnięta, taka wypoczęta, uśmiechasz się ciągle i ciągle gadasz - gadasz jak najęta, ale masz to po mnie - MATKA GADUŁA :-) I czasem jak tak gadasz, to boję się, co będzie, jak zaczniesz już mówić - zamęczysz nas chyba :-) W nocy budzisz się jeden raz, czasem dwa razy, ale wystarczy, że do Ciebie podejdę - uśmiechniesz się tak szczerze (jakbyś mówiła: "dobrze, że jesteś mamo"), to nawet nie myślę o niewyspaniu, o zmęczeniu :-) Ani razu nie płakałaś w nocy i oby tak zostało, za to w dzień czasem dajesz mi popalić, nie wiem wtedy, co zrobić, jak Ci pomóc. Twój płacz jest tak trudny do zniesienia, chcę wtedy jak najszybciej zaspokoić Twoje potrzeby, żeby nie widzieć tej smutnej minki.

Kiedy się urodziłaś, byłaś taka maleńka, taka delikatna, taka bezbronna, tak się Ciebie bałam, tak bardzo bałam się tego nowego świata, tego nowego życia, a dziś, a dziś oddałabym życie za Ciebie, jesteś wszystkim co najlepsze, najwspanialszym Cudem :-) Tatuś Twój jest najcudowniejszym facetem pod słońcem, Ty jesteś dopełnieniem nas - jesteście całym moim wszechświatem :-)

Kończąc 3 miesiące jesteś już wielkim człowiekiem:
* ważysz 5600 g
* mierzysz 61 cm
* obwód główki 40 cm, obwód klatki piersiowej 40,5 cm - nie możesz tak szybko rosnąć, bo jak tak dalej pójdzie, to przerośniesz matkę i jak ja będę na Ciebie krzyczała patrząc do góry? Przecież ja mam tylko 157 cm wzrostu :-)

Od kilku dni na topie są Twoje paluszki, uwielbiasz je, uwielbiasz na nie patrzeć, uwielbiasz się nimi bawić, a jak z nimi rozmawiasz - wspaniale.











MATCZYNE DYLEMATY

Każda matka ma jakiś dylemat. Nosić - nie nosić, lulać - nie lulać, usypiać przy piersi - nie usypiać, można tak w nieskończoność, a zwłaszcza, kiedy doradzają "najmądrzejsi" - czyli bezdzietni, albo rodzice, którzy mają swoje pociechy już odchowane. Ja nie umiem patrzeć jak Matylda płacze, nie umiem tego słuchać, jak zwierze chce od razu jej pomóc. Nie mogę patrzeć na jej skrzywioną buźkę, współczuję mamom, które dały się namówić do uczenia dziecka samodzielnego zasypiania metodą wypłakiwania. Biedne dzieci i biedni rodzice.

Jaka ja byłam mądra, jak nie miałam dziecka..., aż mi wstyd teraz za to, co wygadywałam, ale dzielę swoje życie na to przed Mati i na to po jej narodzinach. Od kiedy Mała jest z nami pozwalam sobie na zmianę swoich poglądów :-) Nie będę lulać - bujać, nie będę spała z dzieckiem (i nie śpię, ale śpię w jej pokoju), nie będę nosić na rękach, bo się przyzwyczai, tych moich NIE BĘDĘ jest tyle samo, co zmian mojego zdania. Życie wszystko samo weryfikuje, Mała sama sobie mnie ustawiła :-) 

W ciąży przeczytałam "Język niemowląt" - jakie macierzyństwo wydało mi się proste. Śmiałam się, że u nas będzie idealnie, a szkoda mi było mam, których tej książki nie czytały. Myślałam sobie, że będę miała super sposób na dzieciątko i w ogóle nie będzie płakało, jakże się pomyliłam. Okazało się, że jakiś trzygodzinny łatwy plan nie jest wcale taki łatwy, a samodzielne zasypianie może wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku. Owszem, byłoby super, gdyby Mati od początku usypiała sama, ale nie mam sumienia patrzeć na nią jak płacze, przecież moje ramiona przynoszą jej ulgę. Pewnie nie raz wrócę do myśli o tym, że nauczę ją samą zasypiać, ale po pierwszych próbach szybko zrezygnuję :-)

W sobotę moja córka ponownie zastrajkowała, chce spać, ale nie wie jak, więc wróciłyśmy do punktu wyjścia :-( Znów płacz i próba ukojenia, nic nie pomaga. Aż tu nagle przypomina mi się, że jak Matusia miała kilka dni, to kupiłam chustę, ale niestety wtedy szkrabkowi zupełnie nie spodobało się w niej motanie. Wyciągnęłam, zawiązałam, zapakowałam małą i voila 10 minut mała śpi :-) Oczywiście pojawił sie kolejny dylemat, pozwalać spać w chuście, czy nie, bo może będę musiała tak ciągle, no ale przecież do 18 - stki nie będę musiała usypiać :-D Pomyślałam, pogadałam i będę ją tak usypiać, będę pozwalała jej tak spać. Skoro jest jej tak dobrze, skoro tego jej trzeba, to dlaczego mam odbierać jej komfort bycia przy mnie, nie ukrywam, że i mi sprawia to przyjemność :-) Obydwie czujemy swoja bliskość i jest tak niesamowicie dobrze. I na koniec mądre słowo: "przecież Matylda jest tylko raz noworodkiem - niemowlaczkiem" :-)

W pełni świadoma mówię, że będę tulić, nosić, bujać, lulać, całować, dotykać, reagować na płacz - będę to robić dla Ciebie Maleńka :-*

PROBLEM Z ZASYPIANIEM C.D.

Problem z zasypianiem sam się rozwiązał, moja córcia jest najwspanialszym i najgrzeczniejszym Aniołkiem pod słońcem :-).

Okazuje się, że Niunia chciała zasypiać zupełnie sama, włączam tylko kołysanki, układam w kołysce, utulam i po chwili Maleństwo śpi. A ja nadgorliwa, niedoświadczona matka kombinowałam jak koń pod górę..., bo przecież to niemożliwe, żeby Mati nie potrzebowała mnie do snu, zwyczajnie jej przeszkadzałam zasnąć, denerwowałam Ją i już! Codziennie się Jej uczę :-) Podchodzę do wszystkiego w swoim życiu bardzo zadaniowo i często dostaję przez to po głowie, bo przecież nie wszystko będzie tak, jak sobie zaplanuję, a do tego wszystkiego ten beznadziejny perfekcjonizm - strasznie to męczące. Nareszcie pojawił się KTOŚ, kto jest w stanie doprowadzić mnie do porządku - mowa oczywiście o moim dziecku :-) 

PROBLEM Z ZASYPIANIEM

Mój Aniołek od jakiegoś czasu ma ogromne problemy z zasypianiem w ciągu dnia. Jest bardzo zmęczona, ledwo na oczy patrzy, ale walczy. Robiłyśmy też wyniki, wszystko jest w porządku. 

Męczy strasznie siebie, a wiadomo, że jak Ona płacze, to i mi się udziela :-( Nie pomaga zupełnie nic, noszenie na rękach, bujanie, wożenie w wózku po domu, odkładanie jej - czasem się śmieje, że jakby ktoś mnie nagrał, co ja z nią wyczyniam, to stwierdziłby, że jestem nienormalna. Śpi tylko na dworze, jak jesteśmy na spacerze, ale przez ostatnich kilka dni była paskudna pogoda i nie mogłyśmy wychodzić na długie spacery. A co będzie zimą, to nawet nie chcę sobie wyobrażać. Owszem, może z tego wyrośnie, może wszystko jej minie, ale też chciałabym jakoś Jej ulżyć i sobie oczywiście, bo po całym dniu walki, można mieć dość wszystkiego :-( 

I w związku z tym, może macie jakieś sprawdzone pomysły/sposoby, które u Was działały? Może znajdzie się coś, czego ja jeszcze nie próbowałam.

A moje drugie pytanie, czy zdarzyło się Wam słyszeć, albo same miałyście taki przypadek, żeby 3 - miesięcznemu dziecku wychodziły zęby?

Miłego dnia

PORÓD

Miałam cichą nadzieję, że skoro ciąża nie była łatwa, to może chociaż poród będzie lekki :-) .

Oczywiście urodziłam po terminie, ale na około 2 tygodnie przed nim miałam mieć pierwszą próbę wywołania, ponieważ Malutka bardzo się już męczyła z tak małą ilością wód płodowych. Pech chciał, że 2 dni przed planowaną datą M. miał bardzo poważny wypadek :-( Dużo nie brakowało, a dzisiaj jeździłby na wózku :-( Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze - jest cały i zdrowy :-) Od około 34 tygodnia ciąży Pani Doktor kazała się bardzo oszczędzać, bo poród może rozpocząć się w każdej chwili, więc znów odpoczywałam. W dniu wypadku czułam się kiepsko i byłam praktycznie pewna, że coś się zadzieje, po tym jak  dostałam telefon, że M. jest w szpitalu wszystkie dolegliwości odeszły w mgnieniu oka. Stanęłam na baczność i byłam w pełni sprawna. Poszłam do pani Doktor z zapytaniem, czy możemy przełożyć próbę wywołania, bo musiałam być dostępna przez 24 h na dobę. Po wykonaniu badania Pani Doktor stwierdziła, że powinnam leżeć, ale to niestety nie było możliwe. Porozmawiałam z córeczką, poprosiłam, żeby jeszcze troszkę została w brzuszku, wytłumaczyłam, że musimy poczekać na Tatusia i że obecnie jest w najlepszy hotelu, więc niech jeszcze po korzysta. Widać Mała mocno sobie wzięła do serca moje prośby, bo urodziła się ostatecznie po terminie, bez wywoływania :-) Byłam już w szpitalu, ale poród na całe szczęście rozpoczął się sam :-)
Odnośnie samego porodu, to byłam nastawiona na o wiele gorsze doznania. Owszem bolało, ale bez przesady, da się przeżyć. Niestety rodziłam bez znieczulenia, ale widać można :-) Miałam przecudowną Położną - Młoda Kobietka - widać, ze praca była jej powołaniem, aż się chciało z Nią współpracować :-) Sam poród trwał na dobrą sprawę 3 h, nie obyło się bez krzyku, ale warto było :-)

Nasza Niunia przyszła na świat 08-08-2013 r. o godzinie 11:55, ważyła 3020 g i mierzyła 53 cm, oczywiście 10 punktów zdobyła :-) Mój Mały Aniołek, Moje Największe Szczęście, Mój Skarbek, Mój Maleńki Lumpek :-) Dopiero po urodzeniu dziecka człowiek jest w stanie stwierdzić, jak bardzo można KOGOŚ kochać, jak KTOŚ jest ważniejszy od nas samych. Dopiero teraz jestem w stanie zrozumieć własną Mamę, dopiero teraz wiem, co czuła, dopiero teraz potrafię Ją tak naprawdę docenić :-) Dziękuję Mamo :-* 

Miłego wieczoru Mamusie!

CIĄŻA

W moim przypadku ciąża nie obyła się bez przygód niestety. Było to 9 ciężkich miesięcy (no może 7), ale warto było, warto było czekać, warto było leżeć, warto było się przemęczyć :-).

Nareszcie zobaczyliśmy te dwie upragnione kreski na teście - udało się :-) Na samym początku czułam się świetnie, myślałam sobie, że zawsze mogę chodzić w ciąży, do czasu... 
Po pierwszej wizycie u Pani Doktor okazało się, że mam w brzuszku 2 małe serduszka, że zamiast jednej dzidzi - będą dwie - pierwszy moment - przerażenie, jak my damy radę, co teraz będzie, chwila ciszy i nagle zaczęliśmy planować, jak ustawimy łóżeczka w pokoiku, jaki kupimy samochód, żeby zmieściły się dwa bobaski :-) 
Byliśmy w trakcie gruntownego remontu, pewnego ranka pojechałam pochodzić po sklepach (wybrać dodatki do salonu i sypialni), niestety zakupy zupełnie się nie udały - zemdlałam przy kasie, przyjechało pogotowie i mój Michał, przestraszyliśmy się bardzo. Okazało się, że mam ucisk na żyłę i niestety mdlałam bardzo często, zawsze i wszędzie, do tego zawroty głowy i mdłości, wszystkie objawy książkowe... Doszło do tego, że nie wstawałam z łóżka przez 8 h, jak M.był w pracy, zostawiał mi jedzenie i picie - jakoś funkcjonowałam. Któregoś dnia zaczęłam plamić, więc pojechaliśmy na wizytę do Pani Doktor, okazało się, że jednej dzidzi już nie ma :-(, a drugą musimy "reanimować" i wtedy się zaczęło - ciągłe leżenie, leki, wyniki, badania - dużo tego, ale najważniejsze, że się udało, że Matylda jest teraz z nami :-) Leżałam przez 4 miesiące, później chwilę było dobrze - rozpierała mnie energia (zrobiłam wyprawkę i urządziłam pokoik Małej). 
Mniej więcej od 4 miesiąca ciąży musiałam dziennie wypijać 3 litry wody, teraz nie mogę na nią patrzeć, bleee... - wody płodowe nie chciały się wytwarzać i trzeba było je samemu produkować. W 8 miesiącu wylądowałam na patologii ciąży - Mała strasznie rzucała mi się w brzuszku - wynikało to z małej ilości wód, nawodnili mnie porządnie i mogłam wrócić do domku. Najgorsze było to, że praktycznie z okna szpitala widziałam swój domek, a musiałam być na oddziale (nienawidzę szpitali)! Leżąc tam czułam się, jakbym była chora, a nie w ciąży, ciągle jakieś nieszczęścia, przygnębione kobiety, smutni tatusiowie..., to było trudne, ale czego się nie robi dla Ukochanej Istotki :-)

Przez całą ciążę przytyłam 18 kg, przy moich 157 cm wzrostu wyglądałam jak mała kuleczka, byłam cała spuchnięta i miałam ogromny brzuszek. Przed ciążą ważyłam około 48 kg - zawsze byłam szczupła, ale Dzidziulek musiał się gdzieś zmieścić :-) Pamiętam pierwsze pytanie Michała do Pani Doktor, jak zobaczył, że mamy dwie dzidzie:"gdzie one się tam zmieszczą, przecież Ona jest taka mała":-D

Oczywiście, że jest nam smutno z powodu straty jednego Maleństwa, ale cieszymy się bardzo, że chociaż Mati może być teraz z nami. To dość trudna sytuacja, bo i się cieszymy i się smucimy. Ciągle się ostatnio zastanawiam, jakby to było, gdyby teraz w pokoiku spały(?) 2 dzidzie, ale nie ma co gdybać, trzeba się radować tym, co mamy :-)

Dobrej nocy :-)

JESTEM MAMĄ...

Od prawie 10 tygodni jestem mamą, jak na razie dość spanikowaną mamą, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Nasza Mati, Matusia, Matyldka, Nasza Tyldzia :-) Urodziła się w najcieplejszy dzień roku, podtrzymała rodzinną tradycję i jest kolejnym pokoleniem (już czwartym) urodzonym 08-08 :-).

Na początku z Naszym Robakiem w brzuszku był jeszcze KTOŚ (ostatnio się często zastanawiam, czy był to ON, czy była to ONA), ale niestety los tak chciał, że urodziła się tylko Matusia i na szczęście, że udało nam się dotrwać do końca. Ciąża w naszym wypadku była trudna, ale o tym innym razem... 

Do pisania bloga zbierałam się prawie od początku ciąży, ale zawsze coś mi przeszkadzało. No i w końcu się zabrałam - będziemy mieli pamiątkę w przyszłości, będziemy czytać wpisy i się wzruszać, będziemy się też śmiać :-) To wszystko dla Was Robaczki - Tatusiu zakochany do granic możliwości w córeczce i dla Ciebie Mała Kokietko :-) Mój M. się śmieje, że Mała zachowuje się jak "rasowa kobieta", kiedy daje jej całusy - Ona ich po prostu nie lubi i już! :-D I znów zgubiłam wątek, ohhh..., jestem taką gadułą :-p Najpierw chciałam, żeby blog był moim powiernikiem, żebym mogła się na nim wyżyć emocjonalnie, żebym mogła wyrzucić wszystkie frustracje, ale później złagodniałam i pomyślałam, że przyjemniej będzie za lat kilka poczytać coś miłego i przyjaznego. Postanowiłam pisać o nas, o naszym życiu, o naszych problemach, o naszym Małym Cudzie, o karmieniu, przewijaniu, o wspomnieniach :-)


NA POCZĄTEK POWITANIE

Rok temu o tej porze siedziałam i płakałam, że na pewno nie będziemy mieć dzieci, bo nie mogę zajść w ciążę. Dzisiaj pisząc swój pierwszy post przytulam naszą córcię MATYLDĘ. 

Pamiętam jakby to było dziś, jak po zrobionym teście jedna z kreseczek była jaśniejsza i mało widoczna, jak od razu szukałam, czy to aby na pewno ciąża, czy inne mamy też tak miały, ale uspokoił mnie dopiero wynik beta HCG. Pamiętam, jak stanęłam przed moim M.,kiedy wrócił z pracy i ze łzami w oczach powiedziałam:"chyba będziesz tatą", do tej pory się śmiejemy, że byłam tak dziecinnie niewinna. Od tego momentu wszystko się zmieniło, zmieniły się priorytety, zmieniliśmy się my. :-) Cześć, jestem Karolina, zapraszam do naszego małego świata.
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger