CYCKI MAJĄ MOC

CYCKI MAJĄ MOC

Małe czy duże, ładne czy brzydkie, stare czy młode - nie ma znaczenia - piersi mają moc. Piersi mają mleko, mają w sobie eliksir, lekarstwo, mają to, co najlepsze. Każda z nas może karmić, nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, że dziecko się nie najada, a Ty nie masz nic w piersiach (oczywiście nie piszę tu o uzasadnionych medycznie przypadkach) - za nim zdecydujesz o podaniu mleka modyfikowane, skonsultuj się z doradcą laktacyjnym, poszukaj pomocy i dopiero podejmij decyzje. 


Matyldę karmiłam prawie 11 m-cy - odstawiałam ją od piersi z wielkimi emocjami. Nie chciałam, nie byłam gotowa. Życie zdecydowało za mnie. Mimo początkowych łez, później poczułam, że żyję. Mogłam wyjść z domu, mogłam iść wieczorem na zakupy, mogłam pobyć w końcu sama. Kajetana chciałam karmić rok. Karmiłam prawie 18 m-cy, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że udało mi się karmić bez kapturków. Matyldę karmiłam ciągle w nakładkach, mimo że nie miałam do tego żadnych wskazań - trochę z niewiedzy, trochę z lenistwa. Kajtka udało mi się karmić bez nich. I z tego cieszę się najbardziej. Karmienie Kajetana było magiczne - równy oddech, wielkie oczy, które odpływały wraz z ilością wyssanego mleka -  już mi tego brakuje. Bałam się, że odstawienie Małego od piersi nie będzie łatwe. Rzeczywistość po raz kolejny pokazała, że strach ma wielkie oczy.

Odstawienie od piersi to proces. Kilka było takich chwil, kiedy chciałam zrezygnować. Pierwszy raz, kiedy Kajtek skończył rok, drugi raz twierdziłam, że karmię do końca roku, a później po ciężkich nocach mówiłam:"muszę go odstawić" - nie odstawiałam, bo jak to tak? Zasypiał przy piersi, w nocy było tak wygodnie, poza tym, kto miał mi dać gwarancję, że jak skończymy karmić, to Kajto przestanie się budzić w nocy. Szalę mojej rozpaczy przelała 18 pobudka w ciągu jednej nocy... Tydzień trwało moje nastawianie się do zmian. Do odstawienia. Nadszedł ten piątek. Zależało mi na tym, żeby Michał był w domu, żeby mnie wspierał. Kajetan jadł na noc i w nocy, od kamień dziennych odchodziłam przez długi czas - redukowałam karmienie po karmieniu. No dobra, ale nadszedł ten piątek i co? Stresowałam się, płakałam po kątach, biłam z myślami, najgorsze było jeszcze przede mną. Nadszedł wieczór, Kajetan zjadł kolacje, poszliśmy spać. Powiedziałam, że zjadł już kolację, że nie ma mleczka. Owszem, złapał mnie dwa razy za bluzkę, ale obyło się bez płaczu. Jego. Bo ja wyłam jak bóbr. Szukałam pomocy, wsparcia. Otrzymałam je, uśmiechnęłam się, ale mimo wszystko czułam pustkę i lęk przed nocą. Miałam przygotowaną wodę, która bardzo się przydała. Dwie pobudki w nocy, trochę żalu, smutku - woda i smoczek uratowały i noc i nas. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że pójdzie tak łatwo i lekko. Z każdą nocą było lepiej. I mi i Kajtkowi. Trafiłam w dobry moment. Teraz największym problemem jest kolacja, bo nie wiem, co na nią przygotowywać, ale jeszcze chwila i się ogarniemy. Aaa, pobudki nocne nadal się zdarzają, na pewno rzadziej, ale za to częściej Kajto potrafi uspokoić się sam. 

Marzyłam o takim zdjęciu, marzyłam o takiej pamiątce. To symbol. Teraz już z uśmiechem na twarzy mogę zakończyć mój mały sukces. Daje sobie medal, staję na podium i jaram się jak dziecko.


Dla jasności, nie mam nic do mam karmiących mieszanką, każda z nas ma wybór i każda z nas może sama decydować. Nie oceniam i nigdy nie oceniałam, chociaż jestem dumna jak paw, że swoje dzieci karmiłam właśnie piersią. Cycki mają moc!
JOIE MYTRAX

JOIE MYTRAX

Musisz wiedzieć, że nie jestem zwolenniczką takich spacerówek. Takich? Jakich? Dużych, szerokich, bez przekładanego siedziska. Nie czułam wielkiej miłości do tego wózka, w ogóle miałam wrażenie, że wózki Joie są plastikowe i słabo wykonane. Nie wiem, skąd we mnie to przeświadczenie, bo nigdy nie miałam z nimi do czynienia. Otworzyłam karton, rozłożyłam wózek i bardzo się zdziwiłam, bo wózek jest porządny, nie jest tandetny, a tym bardziej plastikowy. I choć nadal wole mniejsze spacerówki, to mytrax zdecydowanie pokazał się w dobrym świetle.


Niby zwykła spacerówka, a jednak ma możliwość zamontowania gondoli i nosidełka dla niemowląt, więc spokojnie posłuży dla dziecka od narodzin do końca wózkowania. W obszernym siedzisku wygodnie będzie miał niemowlak i spory trzylatek. Ogromna, przedłużana budka, to plus tej spacerówki, a dodatkowe okienka pozwalające na podglądanie malucha ułatwiają funkcjonowanie. Regulowana, teleskopowa rączka jest bardzo przydatna, kiedy jedno z rodziców jest wyższe. Kosz na zakupy jest bardzo duży i łatwo dostępny, kiedy siedzisko jest w pozycji siedzącej, ale kiedy rozłożymy je na płasko, to niestety dostępność do kosza jest utrudniona. 
Siedzisko rozkłada się na płasko, a podnóżek jest regulowany. Pałąk siedziska jest pokryty materiałem, ale bardzo łatwo się go ściąga, wiec utrzymanie go w czystości nie jest trudne.





Mytrax ma cztery pompowane i amortyzowane koła. Daje radę w terenie. Prowadzi się bardzo lekko, świetnie się podbija. Przednie koła mają blokadę. Wózek składa się w całości w wersji spacerowej, w wersji z gondolą składa się oddzielnie. Składanie jest łatwe, wystarczy do tego jedna ręka. Po złożeniu wózek może sam stać, a automatyczna blokada zabezpiecza przed samoczynnym rozłożeniem. Hamulec wózka znajduje się po prawej stronie przy kole - blokujemy i odblokowujemy w jednym miejscu. 







Fajny wózek w rozsądnej cenie. Świetny design. Bardzo wygodny wózek dla małych odkrywców - do kupienia w 4KIDS.
ŚWIĘTA W DOMU

ŚWIĘTA W DOMU

Z czym kojarzy Ci się Wielkanoc? Dla mnie Wielkanoc kiedyś, to śmingus dyngus, zajączek i wiosna. Teraz jest inaczej, teraz święta, to emocje, to rodzina, to wspólny czas. W tym roku spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność, czuję presje, bo pierwszy raz spędzimy świętami sami w swoich czterech kątach. Musi być pięknie, musi być idealnie. Musi być po naszemu.


Sprzątanie, zakupy, gotowanie - biegiem, biegiem -  święta idą. Nie, nie - ja w tym roku inaczej, wolniej, lepiej. Owszem  zakupy będą, ogarnę nawet trochę dom, ale okien nie myję. Pójdziemy ze święconką pewnie ja z Kajetanem, bo Mati musi wyzdrowieć. Później Matylda pomoże mi z ciastem, M. zajmie się Kajem - będzie skromnie, spokojnie i rodzinnie. W niedziele śniadanie, później szukanie słodyczy od zajączka. Resztę dnia spędzimy przy grach i książkach, będziemy odpoczywać i zbierać siły na następne tygodnie. Bardzo chciałabym pokazać dzieciom, że święta nie są wyścigiem, że mama nie musi zasypiać ze zmęczenia, że ważniejszy jest nasz wspólny czas. Mam nadzieję, że mi się uda. Liczę też na spacer, ale to już zależy od pogody. Może nawet pojedziemy nad morze. Zobaczymy.

Kochani, Wam również chciałabym życzyć spokojnych i rodzinnych świąt. Odpocznijcie, najedzcie się, wodą oblejcie i szukajcie drobiazgów od zajączka. Niech to będzie przyjemny i wyjątkowy czas. Niech będzie Wam dobrze samym ze sobą, niech nic nie zaburzy Waszego spokoju! Dzieci niech dadzą pospać, a Tatusiowie pozwolą Mamom odpocząć. Ciocie niech nie pytają, a Teściowe nie denerwują. Niech będzie idealnie!




Zdjęcia wykonała dla nas - Blanka Art Anna Kunda
Anię znajdziecie również na FB.
PUNKT WIDZENIA ZALEŻY OD PUNKTU SIEDZENIA

PUNKT WIDZENIA ZALEŻY OD PUNKTU SIEDZENIA

Kiedy jesteś dzieckiem, chcesz być dorosła. Kiedy jesteś dorosła, zazdrościsz swoim dzieciom beztroski. Znasz to? Ja znam nawet za dobrze. Trwa u sąsiada zawsze bardziej zielona, a obiad u kogoś zawsze smakuje lepiej. Standard.


Życie jest przewrotne, zmienia się, zmieniają się nasze priorytety, nasze postrzeganie świata. Nie wiem, czy to dorosłość, czy świadomość siebie, ale to, co rok temu wydawało się niemożliwe, dzisiaj wydaje się całkiem łatwe. Dzisiaj też wiem, że ciężką pracą można wiele osiągnąć i wiem, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają. 

Nie dostrzegamy tego, co mamy. Nie cieszymy się z małych rzeczy, nie doceniamy tego, ile dobra jest wokół nas. Mam z tym problem, wiesz? Mam problem z zauważaniem tego, co ważne. Bardzo chcę umieć cieszyć się z najmniejszych rzeczy, bo to z nich zbudowane jest całe nasze życie. Nawet nie wiesz, jak bardzo zazdroszczę ludziom, którzy zarażają energią, którzy mają na nosie różowe okulary. Uczę się tego, marnie mi idzie, ale wierzę, że będzie tylko lepiej. Zazdrość generalnie jest wbudowana w nasze życie, tylko rzecz w tym, żeby nie zawładnęła nami i naszymi głowami.

Mam przyjaciółkę, która nie ma dzieci. Jezuuuu, jak ona mnie wkurza, że tych dzieci nie ma. No drażni mnie, że może sobie na paznokcie iść i na kawę sama. I śpi sama i wstawać nie musi w nocy. I wszystko robi, kiedy chce i z kim chce i jak chce. I marudzi jeszcze. No serio, wariatka. Zazdroszczę, ale z drugiej strony wiem, że i jej bywa ciężko, że i ona chciałaby inaczej, że czasem życie decyduje za nas. I nie jest zawsze tak, jakbyśmy chcieli. Ja mam dzieci i rodzinę, A.mieszka sama - chciałabym czasem jak ona, a ona by pewnie chciała jak ja...

Mam koleżankę, która ma córkę, ma też pracę od niedawna. I jej też zazdroszczę, że wyjść do ludzi może, że jedzie do tej pracy i ma spokój. Rano pod przedszkolem ona ubrana, umalowana, a ja w tym swoim dresie wyciągniętym z włosem uczesanym wiatrem. Wściekam się, bo też bym mogła, ale jestem leniwa, więc wolę pospać. Ja siedzę w domu, mam więcej czasu tego domowego, ona go nie ma i wiem, że czasem też by chciała jak ja pobyć w tym domu, odsapnąć, a ja bym mogła wtedy lecieć za nią do pracy - ubrać się, pomalować i nie mieć na głowie dzieci, domu i całej tej reszty.

Mam sąsiadów, którzy mają więcej kasy i ładniej dom urządzony niż my. Aaaa, tu mi się włącza już wściekłość, bo też bym chciała, bo jeszcze tyle do zrobienia, ale ja nie mam rodziców, którzy kupią mi dom, mam tylko ręce i nimi muszę zapracować na wszystko. Rok temu zazdrościłam, dzisiaj się jaram, że małymi krokami ogarniamy całość sami. Jeszcze będzie pięknie. Wyluzowałam.

Mam też kanapę, za  którą nie przepadam, ale kiedy zrobiłam jej zdjęcie, żeby ją sprzedać, to okazało się, że wygląda rewelacyjnie i na pewno z nami zostaje. 

Mam kuzyna, który nie ma rodziny. Kiedyś powiedział mi, że zazdrości mi dzieci, a ja mu zazdroszczę, że jest sam. Choć zazdroszczę tylko czasami, to wiem o co mu chodziło. Bo ja już mam  mój największy skarb, on niestety jeszcze go nie ma. 

Czasem słowa przez nas wypowiadane bolą inne osoby, a przecież często bywa tak, że nie mamy nic złego na myśli. Coś, co dla nas jest oczywistością, dla kogoś innego już nią być nie musi. Dlatego warto czasem przymknąć oko i spojrzeć na świat bez oceniania, bez wyrzutu i zazdrości. Trawa u sąsiada zawsze będzie bardziej zielona, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
KORZYSTAJ Z ŻYCIA

KORZYSTAJ Z ŻYCIA

Zrób z każdego dnia święto. Niech każdy dzień będzie balem. Niech każdy dzień będzie wyjątkowy. Naucz się czerpać z każdego dnia jak najwięcej. Naucz się żyć. Naucz się, że życie jest w Twoich rękach, że wszystko, co się dzieje i co się wydarzy zależy głównie od Ciebie.


Pełnia życia Agnieszki Maciąg, to klucz do lepszego życia. Jeśli chcesz odzyskać wewnętrzny spokój, jeśli chcesz być szczęśliwa i żyć w zgodzie ze sobą, to koniecznie powinnaś zajrzeć do tej książki.

Podział na trzy części bardzo ułatwia czytanie. W pierwszej części możemy utożsamić się z autorką, poznać ją i jej historię. Druga część, to właśnie ten wspomniany już wcześniej klucz do lepszego życia, do szczęścia. Ostatnia część, to doświadczenia autorki, to opis przemiany, to zrozumienie, co w życiu jest istotne.

"Moja podróż" - Agnieszka Maciąg jest niebywale barwną postacią. Dużo w życiu przeszła, wiele widziała, jeszcze więcej wie - wszystkie jej historie bardzo mocno oddziałują na czytelnika, zmuszają do refleksji. Autorka pokazuje, że spokój w życiu jest bardzo potrzeby. Wewnętrzna harmonia ułatwia życie. Modlitwa, medytacja i zdrowie fizyczne jest ściśle związane z tym, co w naszej głowie.

"Moje mapy" - samoakceptacja, samodyscyplina, samorealizacja. Poranki, wieczory, to najważniejsze momenty w ciągu dnia - autorka uczy, jak pomału, bez pośpiechu osiągnąć pełnię życia, pełnię szczęścia. Jak czuć się ze sobą dobrze. Każdy dzień tygodnia ma swoją moc, musimy się tylko nauczyć ją odnajdywać. Kiedy poznamy podstawowe punkty odniesienia, to mamy szanse na ułożenie sobie dobrego i radosnego życia.

"Moje odkrycia" - herbata wypita w słońcu, kosmyk włosów na twarzy, czy krople deszczu uderzające o parapet mogą być piękne - wystarczy tylko nauczyć się dostrzegać to piękno. Ważni są ludzie, to co nas otacza, ważne są wszystkie szczegóły, to one budują nasz świat.

Dla mnie myślą przewodnią książki była KOBIETA. Jeśli i Ty masz problem z odnalezieniem w sobie kobiety, jeśli nie umiesz o siebie zadbać, nie potrafisz siebie docenić, to koniecznie powinnaś przeczytać "Pełnię życia". Bardzo ciężko recenzowało mi się tę książkę, była dla mnie bardzo ważna i bardzo pomocna, wciąż nie jestem pewna, czy przekazałam Ci wszystko, co chciałam. Zerkam również na inne poradniki, bo książki mi się skończyły, a zbliża się lato, więc fajnie będzie usiąść na tarasie i przeczytać coś wartościowego.
JAK WYCZYŚCIĆ CZARNY ZLEWOZMYWAK?

JAK WYCZYŚCIĆ CZARNY ZLEWOZMYWAK?

Zlewozmywak. Ciężki wybór, trudna decyzja. Czasem o wyborze decydują finanse, czasem brak wiedzy. Bywa różnie. Nieważne. Kupiłaś zlew, jest zamocowany, pierwsze dni mijają i nagle pojawiają się smugi, zacieki, rdza... Jaka ja byłam wściekła, to możesz sobie tylko wyobrazić. W pierwszej chwili oczywiście dostało się M., bo ktoś musi być winny, później zaczęłam szukać co to, dlaczego. I nagle strzał, kupiliśmy tani, gówniany zlewozmywak. Kiedy go kupowałam, byłam przekonana, że kupuję najlepszy z możliwych. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kupiłam zwykłe badziewie. Zaczęłam szukać sposobu, żeby zlew każdego dnia nie doprowadzał mnie do szału. Oczywiście znalazłam, co nie zmienia jednak faktu, że kupię nowy jak tylko kasa na to pozwoli.


Czego potrzebujemy?

* brudnego zlewozmywaka
* sody i octu
* gąbka
* ręczniki papierowe
* olej.

Jak wyczyścić czarny zlewozmywak?

Swój zlew myję takim sposobem raz w tygodniu, ale jeśli Twój jest bardzo brudny, to zrób to 2-3 razy w tygodniu, żeby wyprowadzić całość na prostą. Nie wiem z czego jest mój zlew, ponoć miał być z granitu, ale ja kompletnie się na tym nie znam. Znalazłam kilka informacji, które mówiły, żeby czarnych zlewów nie czyścić octem i sodą, bo mogą się odbarwiać, mój pozostał w jednolitym kolorze, ale dla pewności lepiej zrób próbę w najmniej widocznym miejscu albo przeczytaj, co producent pisze w instrukcji. Zlew, który widzisz na zdjęciach nie był szorowany przez dwa tygodnie, żebym mogła pokazać Ci prawdziwe efekty. Do dzieła.


Zlew najpierw myję płynem do naczyń, rozkręcam to, co się da i nakładam papkę z sody i octu. Nakładam w każde miejsce i pozostawiam na kilka minut. Później czyszczę gąbeczką, szoruję i spłukuję wodą. Wycieram do sucha, to bardzo ważne przy czarnym zlewie, żeby był suchy, bo to woda pozostawia te brzydkie zacieki niestety.



Kiedy zlew jest suchy, to biorę olej i ręcznik papierowy. Smaruję dokładnie cały zlew. Pozostawiam na chwilę i spłukuję letnią wodą. Wycieram do sucha i mam piękny, czarny zlew bez zacieków.





Jak Ci się podoba? Daje radę, prawda? Działaj i koniecznie pochwal się efektami.

Zastanawiam się też nad zaimpregnowaniem zlewu, może ktoś z Was robił coś takiego ze swoim? Macie jakieś doświadczenia?
DOM

DOM

Skarbonka bez dna - mówili. Przy domu ciągle jest coś do zrobienia - mówili. Już nigdy nie odpoczniecie - mówili. Tak, tak - odpowiadałam za każdym razem, bo po co prowadzić dyskusje. Nie jest łatwo, tym bardziej, kiedy mieszka się w niewykończonym domu i faktycznie ciągle trzeba coś robić, ale mam to gdzieś, bo dom ma swój urok i swój klimat i mimo wszystko jest cudnie, bo niczym jest nasza praca, kiedy dzieciaki mogą biegać beztrosko w ogródku, niczym jest zmęczenie, kiedy za kilka tygodni będziemy mogli zjadać swoje owoce. 


Wprowadziliśmy się do naszego domku ponad rok temu - sukcesywnie coś tu działamy, zmieniamy, przestawiamy, układamy. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, potrzeba jeszcze bardzo dużo kasy, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie w porównaniu z tym, co już jest i co już mamy - nie ma, żadnego! Zrobiłam plan - krok po kroku będziemy robić wszystko tak, jak sobie wymarzyliśmy. I nawet jeśli urządzanie domu zajmie nam więcej czasu, niż zakładaliśmy od początku, to jestem pewna, że nie będziemy żałować. 

W tym roku postanowiliśmy naprawić to, co zostało spieprzone i zająć się ogrodem. Chcemy usiąść wieczorem na swoim tarasie z lampką wina. Chcemy jarać się tym, że kwiatek rośnie, że krzew daje owoce. Chcemy stworzyć swój prywatny świat, bo jak wiesz mieszkamy w zabudowie szeregowej, więc mamy sąsiadów dookoła. Część jest już zrobiona, część dopiero będzie się robić.

Salon - brakuje nam tutaj dywanu, bo ten ze zdjęcia powyżej poszedł już w świat. Nie mamy też stoliczka kawowego, bo nie możemy się zdecydować - tego białego też już nie ma. Nie spinam się, żeby coś mieć, coś kupić, czekam, aż dywan mnie zachwyci, jak stolik będzie tym jedynym. Za to dorobiłam się pięknego fotela pod schodami, oczywiście z odzysku. Pomału robi się pięknie!


Kuchnia - kuchnia jest najważniejsza. Marzyłam o zmianach w niej. Bardzo chciałam wymienić krzywo przycięty blat, położyć płytki. Blat się zmienia, płytki zaraz będą - dzisiaj znalazłam te idealne. Niestety nie mamy kasy na wymianę znienawidzonej przeze mnie podłogi, ale to kwestia czasu, będzie i podłoga. Obiecuję, że pokażę Ci moją kuchnię, bo będzie idealna, dla mnie idealna dla jasności.

Ogród będzie wyjątkowy, magiczny. Będzie w końcu stolik i miękkie siedziska, pokażę Wam najpiękniejsze fotele ogrodowe. Będą zioła, krzewy, pnącza. Wiesz, jak się jaram. Będą lampki, będą świeczki, będzie magia! Pomału się dzieje. Ogród to niestety spory wydatek, bo położenie kostki brukowej, czy zrobienie ogrodzenia, to niemałe pieniądze. Każda sadzonka, kamyczek i mamy już sporą sumę. Robimy to na lata, więc nie ma co żałować.

Do zrobienia są jeszcze schody, łazienki do wykończenia, strych - jest jeszcze tego tak dużo, że nawet nie jestem w stanie wymienić wszystkiego, ale naprawdę nie robi to na mnie większego wrażenia. Wcześniej się spinałam, gorączkowałam, chciałam mieć już teraz, efekty naprawiam teraz np. wstrętne płytki w kuchni. Nawet nie masz pojęcia, jak ja ich nie lubię...

Dobra, efektami na pewno będę się chwalić. Pomału. Póki co próbuję ogarnąć roślinki do ogrodu, a musisz wiedzieć, że ja się na tym kompletnie na tym nie znam, czarna magia. Szukam, czytam i dopytuję.

Zmagacie się z remontem albo urządzaniem domu? Jakie macie doświadczenia?
CZY KOSMETYKI MINERALNE NADAJĄ SIĘ DO SZYBKIEGO MAKIJAŻU?

CZY KOSMETYKI MINERALNE NADAJĄ SIĘ DO SZYBKIEGO MAKIJAŻU?

Jestem beztalenciem mejkapowym. W życiu nie myślałam, że będę miała taką frajdę z testowania kosmetyków. Nie maluję się, nie umiem, nie mam o tym pojęcia, ale podobam się sobie w delikatnym makijażu. Najczęściej jednak sięgam po tusz do rzęs i krem bb. Mimo wszystko pogłębiam swoją wiedzę, uczę się (dziękuję za wszystkie tutoriale na jutubie) i coraz bardziej się jaram, kiedy nałożę na twarz coś więcej niż szminka. Kosmetyki mineralne do niedawna były dla mnie czarną magią, bałam się ich, nic o nich nie wiedziałam. Z dużym dystansem podchodziłam do podkładu i pędzla od Lily Lolo. Czy się przekonałam? Czy jestem zadowolona? Czy będę używać? Sprawdź dalej.


Zacznę od mascary - naturalny skład jest ogromnym plusem, jeśli mamy wrażliwe oczy - ja na szczęście takich nie mam. Obawiałam się klasycznej szczotki, nie mam z taką zbyt dobrych doświadczeń, częściej jednak wybieram te z silikonowym aplikatorem. I tu miłe zaskoczenie, bo szczotka daje radę, nie wiem, czy to kwestia konsystencji tuszu, czy mojej wprawy, ale oka po wszystkim czyścić nie musiałam. Mascara pogrubia i wydłuża rzęsy, co jest zauważalne gołym okiem. Ode mnie tusz dostaje wielkiego plusa. Nie mogę pominąć opakowania, bo wpasowuje się we mnie idealnie - biel, czerń, no ideał. Prostota i minimalizm.


Podkład i jego nakładanie pędzlem Kabuki. Pędzel jest tak miękki i delikatny, że mam ochotę się nim miziać nawet, kiedy makijażu nie robię. Gęste włosie powoduje łatwą aplikacje podkładu. Proszek mineralny wpada między maleńkie włoski pędzla i idealnie maskuje niedoskonałości na twarzy. Nie umiem zbyt wiele powiedzieć o samym pędzlu, bo nie mam wielkiego doświadczenia, ale dla mnie to ideał. Najlepszy pędzel jaki miałam. Co z podkładem? Podkład jest dobrany rewelacyjnie, obsługa sklepu odpowiadała wyczerpująco na każde zadane przeze mnie pytanie. Kolor ostateczny wybierałam sama, ale mogłam liczyć na pomoc i dużo wskazówek. Nigdy nie byłam taka zadowolona  z podkładu jaki miałam na twarzy. Owszem, muszę się jeszcze podszkolić w nakładaniu go na twarz, ale i tak jestem pod mega wrażeniem. Wybrałam kolor Warm Peach. Podkłady mineralne mają to do siebie, że uwydatniają nasze niedoskonałości, dlatego tak ważne jest nawilżanie skóry. Nakładam krem, później korektor i na to podkład. Trzy cienkie warstwy zapewniają mi delikatne krycie i bardzo naturalny makijaż. W miejscach, gdzie potrzebuję tego krycia bardziej, nakładam dodatkową warstwę. Makijaż utrzymuje się spokojnie prze 8h, wieczorem jest lekko wytarty, ale nadal wygląda świeżo. Poradziłam sobie z podkładem, poradzę sobie i z różem - tak myślałam.



Róż jest delikatnie rozświetlający, mocno naturalny i bardzo dobrze kryjący, co na początku okazało się moją zmorą. Jest tak delikatny i lekki, że podczas pierwszej aplikacji nałożyłam go tak dużo na policzki, że wyglądałam jak klaun. Później już wiedziałam w czym rzecz, więc po prostu nakładałam róż delikatniej. I tu znowu mega zachwyt. Buzia nabrała fajnego blasku, makijaż nie jest sztuczny. Cera wygląda zdrowo i ładnie.


Na początku napisałam, że jestem totalnym laikiem makijażowym, dlaczego zatem zdecydowałam się napisać recenzję? Właśnie dlatego, że chciałam Ci pokazać, że mimo braku umiejętności, mój makijaż wygląda całkiem dobrze, co może oznaczać tylko tyle, że z kosmetykami mineralnymi może poradzić sobie każdy. Nie taki diabeł straszny, serio! Na wykonanie podstawowego makijażu potrzebujesz dosłownie kilku minut. Można? Można. Jest szybko i łatwo, a to ma duże znaczenie dla każdej kobiety, kiedy mały człowiek wisi przy nodze. Wszystkie opisane przeze mnie kosmetyki możesz kupić w sklepie Costasy


Jak Ci się podoba? Znasz kosmetyki mineralne? Używasz?
Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger