MAMO, A KIEDY JA ZNÓW BĘDĘ MIAŁA SWÓJ POKÓJ?

MAMO, A KIEDY JA ZNÓW BĘDĘ MIAŁA SWÓJ POKÓJ?

Pamiętasz mój wpis o spełnianiu marzeń w tym roku? Jeśli nie, to musisz koniecznie nadrobić, bo jest tam kilka fajnych pomysłów. Pomału - do celu. Jednym z marzeń jest mały domek. Tak się wkręciłam w poszukiwanie idealnego miejsca dla nas, że zaczęłam przeglądać projekty. Powiem Ci szczerze, to moje największe i w sumie chyba najbardziej odległe marzenie, ale kto mi zabroni? Nikt. Szukam, planuję, bo mogę. A im bardziej sobie to wszystko wizualizuję, tym bardziej wiem, czego chcę, wiem do czego dążę. Dobrze jest mieć cel. 


Jeśli bywasz u mnie często, to doskonale wiesz, że uwielbiam minimalizm i totalną prostotę. Nie lubię komplikować, lubię ułatwiać sobie życie, dlatego nie zobaczysz u mnie kolorowych ścian, zagraconych pomieszczeń i miliona bibelotów ustawionych na półkach. To taka moja definicja domu. Mam kilka swoich faworytów, które bardzo chcę Ci dziś pokazać. I choć budowa domu, w ogóle posiadanie kasy na dom, to odległy temat, to nie przestaję wierzyć w to, że spełnię to marzenie szybciej niż mi się wydaje. 

Bardzo często pytasz mnie o to, jak mi z tym, że zostawiłam nowy dom i zamieszkałam w starym, wynajętym mieszkaniu. Dom był moim marzeniem, spełniło się, ale mam poczucie, że więcej mi zabrał, niż dał. Dom jest dobrem materialnym, które przez długi czas trzymało mnie przy życiu, którego nie chciałam. Wiesz, bo dom, bo wszystko po mojemu, bo ja urządzałam, bo mój fotel, moje płytki, ale kiedy podjęłam decyzję o wyprowadzce, to nawet przez chwilę nie zastanawiałam się nad tym, co z domem, jak sobie poradzę bez tego wszystkiego. Miałam jeden kryzys. Kiedy weszłam do naszego obecnego mieszkania, kiedy zobaczyłam, ile pracy przede mną, kiedy tapeta w łazience nie chciała się trzymać, kiedy czterdziestoletnie podłogi wyglądały tak, jakby nigdy ich nikt nie mył, kiedy po odsunięciu segmentu okazało się, że nie ma tam tapety, a blat w kuchni pokryty jest płytkami, to chciałam spakować manatki i wracać, skąd przyszłam. Raz tak miałam, więcej nie. Przyjaciele, rodzina znów stanęli na wysokości zadania. Byłam i jestem wdzięczna za pomoc, za obecność, za każdą wypitą lampkę wina. Przepłakałam cały weekend, ogarnęłam i dzisiaj czuję, że to nasze miejsce. I tylko smuci mnie pytanie Matyldy zadawane co jakiś czas:"mamo, a kiedy ja znów będę miała swój pokój?". Obiecuję Córeczko, że będziesz miała, że będzie to tylko Twój pokój, urządzony tak, jak sobie wymarzysz - tylko błagam, nie nalegaj na zielone ściany. 

Gdybym dziś wybierała projekt domu, gdybym dziś miała podjąć decyzję, to wybrałabym bez wahania ten:

Projekt domu Lancaster II DCB104a WOB1560
To mój numer jeden. Wydrukuję i powieszenie sobie na ścianie, żeby w chwilach zwątpienia patrzeć i przypominać sobie do czego dążę. Wiem - dom - klocek, ale tak totalnie w moim stylu. Mogłabym w nim zamieszkać tylko z materacem i turystyczną butlą gazową. Wiesz, jak to działa, kiedy człowiek czegoś bardzo chce, to potrafi przejść bardzo dużo, żeby to osiągnąć. I ja Ci powiem, że jeszcze będziesz na blogu oglądała zdjęcia z naszego nowego domu. Jestem tego pewna.

Kolejny projekt, który wpadł mi w oko to ten:

Projekt domu Ekonomiczny 1B WAW1082
Spodobał mi się chyba głównie dlatego, że jest biały i te okna. Aaa, mogłabym tam żyć. Nawet te okna mogłabym myć. No, co mam Ci powiedzieć? Piękny jest. Przemawia do mnie i wiem, że czułabym się tam dobrze. Bardzo dobrze. Wszystko przed nami.

I ostatni projekt, który może nie do końca jest idealny, ale też bym go brała pod uwagę, to ten poniżej.

Projekt domu Przebiśnieżyn DM-6562 KRF2677
Tu urzekła mnie antresola. Sypialnia na górze i poranki w tych oknach. Albo lepiej - duża łazienka z wanna na środku. Kąpałabym się, albo zrobiła sypialnię razem z łazienką, bo antresola jedna, a szkoda stawiać ściany. Szkoda marnować miejsca. Byłoby idealnie. Promienie słońca wpadające przez te okna prosto na moją twarz. Już mi ciepło. Już się rozmarzyłam. Jest dobrze.

Który z moich wyborów najbardziej przypadł Ci do gustu? Masz swojego faworyta?
A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

Z pozoru zwykły dzień. Normalny poranek, chociaż wstawało się nieco trudniej niż zwykle. Normalne afery. Fochy i krzyki. A bo nie te buty, a to chciałam być pierwsza, nie idę do przedszkola, nie pożegnam się z Kajtkiem, nie przychodź po mnie do przedszkola. Kawa, papieros, szybki makijaż. Wychodzimy. Codzienność. Zwykłe rozterki. Obowiązki. Powrót do domu, buziaki, powitania. Spacer, huśtawki, patyki przyniesione pod drzwi. Nic nadzwyczajnego. 


Idziemy na spacer, korzystamy z pierwszych promieni słońca. Idę i zastanawiam się, czy może kupić przyczepkę do roweru, żeby móc jeździć razem. Największą moją bolączką okazuje się to, czy dam radę ciągnąć dwa szkraby sama... Jestem trochę nieobecna. Odpływam myślami. Też masz takie dni, że niby wszystko ok, a jednak błądzisz myślami gdzieś daleko. To właśnie taki dzień. 

Idziemy na huśtawki. Śmiejemy się. Bujamy. Dosiada się do mnie i Kajetana Matylda. Jakoś podświadomie czuję, że zaraz o coś zapyta, że zaraz coś powie. Tylko czekam. I nagle słyszę:

A DLACZEGO TY JESTEŚ SAMA MAMO?

W pierwszej chwili odpowiadam, że przecież nie jestem sama. Przecież mam Was, przecież są przyjaciele, rodzina, znajomi. Przecież zawsze ktoś jest. Nie jestem sama Matyldziu. Odpowiadam z nadzieją, że taka informacja wystarczy Młodej, że nie będzie drążyć tematu, ale jej małe oczka pokazują mi, że nie o to pytała, że to nie na to pytanie miałam odpowiedzieć. Mówię coś plącząc słowa, bo zasycha mi w gardle, oczy robią się coraz bardziej szkliste, ale trzymam się. Trzymam się, bo muszę, bo to małe serduszko nie chce tego widzieć, nie chce tego słyszeć... W sumie to sama nie wiem, co konkretnie odpowiedziałam, ale to Mati wystarczyło, bo więcej nie pytała. 

Nie wiem, jak to jest, że Matylda intuicyjnie wyczuwa moje nastroje. Nie wiem, jak to działa, że w najmniej oczekiwanym momencie zada mi takie pyta, które rozwali mi cały dzień. Uwielbiam tą dziecięcą logikę, uwielbiam to proste myślenie, tą szczerość, te najprawdziwsze emocje. Uwielbiam, ale i boję się tych pytań, bo często jestem zmuszona do analizowania, myślenia i zastanawiania się nad czymś, co w tej chwili jest tematem tabu. Tak było właśnie teraz. 

Kochana Córeczko, jestem sama, bo Wy jesteście dla mnie najważniejsi, bo dbam o Was i o Wasze szczęście, bo nie chcę serwować Wam jeszcze większego stresu przyprowadzając do domu kogoś nieodpowiedniego. Kochana Córeczko, jestem sama, bo jestem tchórzem, bo się boje, bo nie wiem, czy potrafię zaufać, bo boję się, że ktoś mnie skrzywdzi, bo nie chcę przyznać się sama przed sobą, że jestem samotna, że potrzebuje bliskości, czułości. Kochana Córeczko, jestem sama, bo łatwiej jest mi założyć maskę i uciec. Kochana Córeczko, już trochę przywykłam do tego, że jestem sama, że radzę sobie sama, że worki ze śmieciami noszę sama, że poranki spędzam sama, że kawę wypijam sama, że dbam o siebie sama. Przywykłam, że nie mam o kogo się troszczyć, że nie mam o kogo dbać, że nie mam kim się zaopiekować... Smutne to bardzo i tylko dlatego, że swoim pytaniem zmusiłaś mnie do przemyśleń, to zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Zapytasz pewnie, co dalej? Nie wiem Kochanie. Nie mam pojęcia, co dalej. Nie wiem, co robić, w którą stronę iść. Liczę na to, że życie samo wszystko poukłada. Liczę na to, że jeszcze będzie pięknie. Czy jestem gotowa na to nowe życie? Nie wiem. Wiem jedynie, że nigdy nie ma dobrego momentu, dobrego miejsca, a życie zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie - jak Ty mnie - swoim pytaniem. 
AUTYZM NIE WYKLUCZA CIĘ Z ŻYCIA

AUTYZM NIE WYKLUCZA CIĘ Z ŻYCIA

Czym jest autyzm? Czy to choroba? Czy autyzm powodują szczepionki? Pewnie dziwi Cię, że poruszam temat autyzmu. Robię to dlatego, że przyłączyłam się do akcji społecznej Fundacji JiM POLSKA NA NIEBIESKO

Fundacja niesie pomoc osobom z autyzmem. Wspiera, oswaja i diagnozuje. JiM poszerza wiedzę o autyźmie, bo jak okazało się w "Ogólnopolskim badaniu świadomości o autyźmie", co dziesiąty polak uważa, że autyzm powodują szczepionki. Pewnie wiele z Was też tak myśli.


Kiedy zostałam zaproszona do akcji, wpisałam w google hasło "autyzm" - to, co przeczytałam bardzo mnie zaniepokoiło, bo o ile wiem, że w internecie można wszystko, to jednak diagnozowanie swoich dzieci przez specjalistów, którzy nimi nie są, nie jest już w porządku. Dziewięciomiesięczne dziecko, które zaczyna mówić jest diagnozowane jako autystyczne, bo za szybko mówi. Dziecko, które uwielbia sprzęty domowe, też jest autystyczne. Dziecko, które jest uparte i lubi robić po swojemu, na pewno też jest autystyczne. Bzdury. Bzdury. Bzdury. 

Pracowałam przez chwilę w ośrodku z dziećmi, które miały różne problemy. Były tam też dzieci ze stwierdzonym autyzmem. I to, co czyta się w internecie, nijak się ma do tego, co jest rzeczywistością. Owszem można było zauważyć, że dzieci ze spectrum są wycofane i potrzebują mniej kontaktu, ale to nadal NORMALNI ludzie, którzy potrzebują tylko innego podejścia, większej uwagi. Na stronie Fundacji, którą podlinkowałam wyżej możesz przeczytać więcej i zobaczyć, że autyzm  w żaden sposób nie wyklucza z życia. Zajrzyj też na profil Fundacji na Facebooku. Koniecznie obejrzyj też spot reklamowy na YT.

Wszystkie Twoje wątpliwości, pytania, wszystkie niepokoje możesz rozwiać wchodząc na stronę Fundacji JiM. Autyzm to nie wyrok, z autyzmem można normalnie żyć. Autyzmu nie powodują szczepionki. Ludzie z autyzmem żyją całe życie. Autyzm nie mija, ale można go oswoić. Autyzm nie wyklucza Cię ze społeczeństwa. 


2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - niech cała Polska zapali się na niebiesko właśnie tego dnia - przyłącz się do akcji Ty, Ty i Ty - wejdź na stronę POLSKA NA NIEBIESKO na dole strony jest mapa, na której możecie zostawić swój balonik, a dzięki temu partner akcji Westernacher Group przekaże 1 zł na diagnozę autyzmu w Polsce.
IDZIE WIOSNA! PLANUJEMY PLAC ZABAW

IDZIE WIOSNA! PLANUJEMY PLAC ZABAW

Nie wiem, czy też tak masz, ale kiedy ja poczuję wiosnę w powietrzu, zaczynam planować. Jakie buty kupić dzieciom, jaki rower wybrać dla Matyldy, jak przywieźć trampolinę ze starego domu - wymyślam, co zrobić, żeby ten wiosenny czas rozpocząć wielkim BUM. Z poprzednich wpisów już wiesz, że nasz stary dom, już nie jest nasz, a my mieszkamy teraz w bloku - zostawiliśmy nasz ogródek i od nowa musimy zbudować miejsce dla dzieci na dworze. Na szczęście Dziadkowie mają kawałek ogródka, więc zaczynamy planować. Nie mogę się doczekać, kiedy wyjdziemy w końcu na powietrze, kiedy 3/4 dnia będziemy spędzać na dworze, kiedy dzieci będą tak zmęczone wieczorem, że nie będą miały siły się umyć. Wiosno przybywaj!


Każda mała dziewczynka marzy o swoim domku, u nas to marzenie pojawiło się rok temu. W tamtej chwili odpuściłam, ale obiecałam Matyldzie, że jeśli nadal będzie marzyła o swoim domku w ogródku, to postaram się taki domek postawić na jej kolejne urodziny. Mam trochę czasu, bo urodziny są w sierpniu. Problem polega tylko na tym, że Mati nadal marzy o domku, ale na drzewie. Jakieś pomysły? Taki domek, to dość spory wydatek, ale wychodzę z założenia, że lepiej dostać jeden, a porządny prezent - uwielbiam prezenty, na które składamy się całą rodziną. Obeszłam nawet problem domku na drzewie - będzie domek na nogach z tarasem, to chyba też powinno liczyć się jako na drzewie, prawda? Tym bardziej, jeśli jest drewniany. I drugi - mały, skromny, który na pewno też zadowoliłby małą gospodynię - do przemyślenia.

drewniany domek dla dzieci z tarasem, fot. Ogrodosfera

drewniany domek dla dzieci, fot. Ogrodosfera
Mam to szczęście, że tworzyłam już miejsce dla dzieci na podwórku i wiem, co się sprawdza w przypadku moich dzieci, a co jest totalnym niewypałem. Koniecznością jest trampolina i piaskownica - jedno i drugie mamy, chociaż obawia się, że będziemy musieli wymienić piaskownicę. Ta, która jest u Dziadków może być zwyczajnie za mała. Jeśli się zdecydujemy na zakup nowej, to na pewno z możliwością zakrycia piasku na noc. Coś takiego jak ta poniżej. Macie jakieś doświadczenia z piaskownicą z oparciami? Dzieci chętnie tam siadają, czy jednak wolą siedzieć na piasku?

piaskownica z oparciami, fot. Ogrodosfera
Najważniejsze, zarazem najtrudniejsze - huśtawka - zostawiłam na koniec. Moje dzieci uwielbiają się huśtać. Do tej pory każdy miał swoją huśtawkę, wieczna walka o to, która jest czyja. Z naszej korzystać mogły tylko dzieci, bo była przewidziana jakaś masa dopuszczalna, dlatego teraz zastanawiam się nad jedną huśtawką, z której moglibyśmy korzystać wszyscy. Przez chwilę pomyślałam też o hamaku, ale po przeanalizowaniu za i przeciw stwierdziłam, że to jednak nie to samo. Powiedzcie mi, proszę, czy macie może u siebie huśtawki ogrodowe, z których korzystają i dzieci i dorośli? Dopytuję tak, ponieważ Dziadkowie na działce nie mają zbyt wiele miejsca i nie zmieścilibyśmy oddzielnie czegoś dla dorosłych i czegoś dla dzieci, musimy wybrać jedno. Ja obstaję przy jednej - "rodzinnej" huśtawce, ale może doradzisz i przekonasz mnie, że na dłuższą metę nie będzie miało to sensu. Nie mam w tej kwestii żadnego doświadczenia, dlatego postanowiłam poprosić Ciebie o poradę. Mam kilka swoich faworytów, już pokazuje. Zobacz też o jakim hamaku marzę. Gdybym tylko miała miejsce... Na zdjęciu poniżej model znaleziony tutaj: huśtawka ogrodowa, sklep Ogrodosfera. To mój numer jeden i nad nią zastanawiam się najbardziej - już widzę te boki pięknie obrośnięte bluszczem, czuję ten delikatny chłód w upalne dni, dzięki zadaszeniu, od razu mi cieplej w te wciąż mroźne poranki. Chcę wiosny, chcę lata - Ty też?

huśtawka drewniana Holiday, fot. Ogrodosfera
huśtawka drewniana Arek, fot. Ogrodosfera

hamak ze stelażem Kasia, fot. Ogrodosfera
NIECH SIĘ DZIEJE! ROK SPEŁNIANYCH MARZEŃ

NIECH SIĘ DZIEJE! ROK SPEŁNIANYCH MARZEŃ

Nie, to nie będzie kolejny post o postanowieniach noworocznych. Nie będzie planów, deklaracji i zobowiązań. To będzie post dla mnie, poświęcony w pełni moim marzeniom. Na początku roku w rozmowie z koleżanką powiedziałam, że to będzie "rok spełniania marzeń". Niech taki będzie. Niech się dzieje. Marzeniom trzeba pomagać, marzenia się spełnia, a nie czeka, aż się spełnią


O czym tak naprawdę marzę? Czego chcę od życia, od siebie? Co jest dla mnie ważne? Czy rzeczy materialne znajdą się w tym zestawieniu? I co sobie założyłam na najbliższe lata? Przeczytałam ostatnio bardzo mądre zdanie - nie zacytuję, bo nie zapisałam, ale generalnie chodziło o to, że nie jest ważne wiedzieć, czego się chce, ważne jest, żeby wiedzieć, czego się naprawdę nie chce. Ma to sens, bo kiedy wiemy, co nam wadzi, co przeszkadza, to łatwiej dojść do tego oczywistego, tego, co faktycznie chcemy. Mam kilka takich swoich małych i dużych chciejstw. Spełnię je!

1. Być dla Dzieci. Być, ale już nigdy nie zapominać o sobie. Mam tendencje do zatracania się w jednej roli. Popadam ze skrajności w skrajność. Dlatego tak ważne jest dla mnie odnalezienie złotego środka pomiędzy byciem najlepszą mamą dla swoich dzieci, a byciem kobietą, która zna swoją wartość. Jestem na początku tej drogi. 

2. Ludzie. Ludzie. I jeszcze raz ludzie. Muszę być z ludźmi, muszę otaczać się ludźmi. Nie umiem żyć bez ludzi, nie umiem funkcjonować bez rozmów, bez wspólnego czasu, bez zjedzonej wspólnie kolacji. Ludzie są fajni, potrzebujemy drugiego człowieka, nie zamykajmy się na nowe, bo często to nowe okazuje się być lepsze.

3. Marzę o takim etapie w swoim życiu, że będę czuła spokój. Spokój o dzień jutrzejszy, o to co będzie za tydzień. Jestem tego już bardzo bliska. Daj mi chwilę, a pokażę Ci, że ten spokój nadejdzie. 

4. Zacznij dzień od #ukochaniasię - jak to mówi Qczaj - tyle w tym mądrości i prawdy, której często nie widzimy, nie słyszymy, bo żyjemy w biegu, nie dbamy o siebie, o relacje, o ludzi.

5. Zwolnić, obserwować, wyciągać wnioski. Nie pozwalać emocjom, żeby panowały nad moim życiem. Mieć kontrolę nad tym, co się dzieje i z pokorą przyjmować to, co nieuniknione. Niczego nie przyśpieszać, pozwolić, żeby czas decydował sam. Czas jest mega mądry.

6. Nauczyć się lepiej organizować swój czas. Jestem mistrzem planowania, uwielbiam wykreślać podpunkty z listy. Jeszcze niedawno nie zrobienie tego, co zaplanowałam bardzo mnie frustrowało, dziś odpuściłam, ale za to bardzo chcę wykorzystywać dzień na maksa, więc uczę się organizować każdą minutę, żeby życie nie przepływało mi między palcami.

7. Mam lęk wysokości. Wejście na pokład samolotu było dla mnie ogromnym stresem, pokonałam go. Kolejny krok, to lot balonem, ewentualnie szybowcem. Dam radę.

8. Lubię prowadzić samochód, zawsze lubiłam, choć nie wpisałam się w schemat i nie robiłam prawa jazdy zaraz po osiemnastych urodzinach. Dlatego, że lubię jeździć, dlatego, że miałam to szczęście, że jeździłam sporą ilością aut, to wymarzyłam sobie przejazd szybkim autem po torze samochodowym - się spełni, obiecuję zdać relację, chyba że się rozbiję, to zachowam to dla siebie.

9. Zawsze chciałam tańczyć. Wydawało mi się, że umiem. Może nóg nie łamie, ale znam takich, co tańczą lepiej. Zrezygnowałam z tańca. Wymarzyłam sobie jednak "dance pole" - żeby nie było - w klubach tańczyć nie będę. 

10. Chciałabym odpocząć. Zregenerować siły. Nie musieć gotować. Poleżeć, pogadać, spędzić z kimś miło czas. Móc się wyłączyć. Krótki weekend w fajnym miejscu wystarczy. Hotel? SPA? Basen? Czemu nie. Się zrobi.

11. Chciałabym zagłębić sztukę makijażu, bo jestem totalnym samoukiem, a trochę mnie to kręci. 

12. Czasem myślę o powrocie na studia. Nie wiem, zobaczymy.

13. Bardzo bym chciała dokończyć czytać wszystkie książki, które rozpoczęłam. I przeczytać te, które czekają na półce. Do dzieła, samo się nie przeczyta.

14. Coś dla ciała. Chciałam biegać, nawet zaczęłam, to zrobiło się mroźno. Kupiłam specjalne spodnie, żeby było mi wygodnie, to pogoda sobie ze mnie zadrwiła. Przyjdzie wiosna, wyjmę rower - uwielbiam jeździć. A teraz? Może basen? Albo łyżwy? Kości już nie te, mięśnie wysiadają - za rok będę trzydziestką, czas pomyśleć o kondycji. 

15. To takie marzenie, którego się wstydzę, bo jest trochę dziecinne, ale która z małych dziewczynek nie marzyła o białej sukni, białym koniu i karocy? Ja nie marzyłam, a teraz marzę, bo mogę i chcę. I, kiedy następnym razem Matylda powie:"mamo, ja będę tańczyła na Twoim weselu", to już się nie zawstydzę, nie zmieszam, tylko odpowiem:"że życzę tego i jej i sobie z całego serc - zatańczysz jak nigdy córeczko".

16. Nasze miejsce. Nasze cztery kąty. To jest takie marzenie, które nie spełni się dziś, czy jutro, ale wiem, że się spełni. Mały ogródek, mały domek - nasze miejsce. Do tego będę dążyć! 
PODJĘCIE DECYZJI, TO DOPIERO POCZĄTEK

PODJĘCIE DECYZJI, TO DOPIERO POCZĄTEK

Jest Ci źle, czujesz się zagubiona. Czujesz, jakby Twoje życie nie było Twoje. Czujesz, jakbyś nie była sobą. Najpierw próbujesz, tłumaczysz sobie, że "trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona", że lepiej naprawić niż zmienić. Chcesz, masz jeszcze ostatki sił, żeby walczyć. Z dnia na dzień jednak czujesz, że to nie Twoje miejsce, że nie powinno Cię tu być. No, ale jak? Przecież dzieci, dom, życie... Walczysz o każdy dzień, o każdą chwilę. I nagle po miesiącach chcenia - już nie chcesz. Nie czujesz. Nie masz ochoty. Podejmujesz decyzję, działasz. Wiesz, o co walczysz. Wiesz, gdzie chcesz być. Wiesz, jak chcesz żyć. Decyzja, to pierwszy krok. I choć na wydaje się najtrudniejszy, to z czasem zrozumiesz, że podjęcie decyzji, to dopiero początek, że trudno będzie jeszcze długo, ale musisz mieć też pewność, że tam na końcu, tam gdzieś daleko jest całe Twoje wymarzone życie. Bo jest, prawda?


Wydawać by się mogło, że teraz będzie już z górki. Decyzja podjęta - wyprowadziłaś się, albo zostałaś - nie ma to znaczenia. Jesteś sama, masz dzieci i chcesz na nowo poskładać Wasz świat. Walczysz.

Na początku jest łatwo, są ludzie, są emocje, czujesz, że masz moc. Owszem, to nie jest tak, że nie jest Ci ciężko, że nie masz gorszych chwil - takie chwile są i będą, są bardzo potrzebne. U mnie było tak, że zamieszkaliśmy z moimi rodzicami, więc miałam o tyle łatwiej, że zawsze ktoś był w domu - jak nie chciałam gadać, to chociaż wiedziałam, że dzieci mają najlepszą opiekę pod słońcem. Mimo wszystko niezastąpieni w tamtym czasie okazali się znajomi - zwłaszcza ktoś, kogo chwilę wcześniej nie podejrzewałam o takie cudowne serce. Prawie nie spałam, siedziałam z ludźmi, gadałam - spałam po 3-4 h, da się. Serio. Trudniej się zrobiło, kiedy wynajęliśmy mieszkanie, kiedy po położeniu dzieci spać siedziałam sama. I nadal siedzę, bo mój początek się jeszcze nie skończył. Codziennie wymyślam, kogo mogłabym zaprosić na kolację. Codziennie wyszukuję sobie zajęcia, bo cisza jest fajna, ale nie każdego dnia. 

Nie jest trudno, kiedy sama musisz się zająć rzeczami, które do tej pory kompletnie Ciebie nie dotyczyły. Nie jest ciężko, kiedy z dwójką dzieci robisz zakupy i nosisz te wszystkie siatki koniecznie na raz, bo przecież nie zostawisz dzieci samych w domu. Nie jest też ciężko, kiedy musisz wszystko zorganizować i dopiąć na ostatni guzik sama. Kiedy sama martwisz się o kasę, o niepozmywane naczynia, o brak własnej pralki. Nie jest też ciężko, kiedy codziennie rano musisz wstać z łózka, musisz zrobić śniadanie, musisz działać czasem jak maszyna, bo są dzieci, a to one mają jak najmniej odczuć te wszystkie zmiany. Najtrudniej jest wtedy, kiedy jesteś sama. Wszystko sprowadza się do obecności, do tego, żeby ktoś był, żeby można było otworzyć buzię, żeby można było się śmiać i płakać, żeby żartować i denerwować się, bo ktoś mówi Ci na przekór. Niech to będzie przyjaciółka, siostra, koleżanka - tak naprawdę niech to będzie ktokolwiek... Niech po prostu ktoś będzie. Powiem Ci szczerze, że nie umiem żyć bez ludzi. Potrzebuję ich tak samo jak tlenu. Na moment o tym zapomniałam i próbowałam przekonać sama siebie, że dam radę. Nie dałam. Oddycham ludźmi. Uwielbiam ludzi. Muszę mieć ludzi dookoła.

Droga Zosiu, Gosiu, Marto -  podjęcie decyzji, to dopiero początek. Są lepsze i gorsze chwile. Będziesz wątpić, będziesz myśleć. Będą Tobą sterować różne emocje, ale z czasem zobaczysz, że zaczynasz oddychać, że jest lepiej. Pamiętaj, jesteś tak silna, że sama nie zdajesz sobie  z tego sprawy. Masz w sobie tyle siły, że dasz radę, a kiedy zrobi się naprawdę ciężko - pamiętaj obecność ludzi jest najważniejsza. Nie zamykaj się sama, nie zgrywaj twardzielki. Płacz, kiedy potrzebujesz. Śmiej się, kiedy tylko chcesz. To Twoje życie, możesz z nim zrobić, co tylko zechcesz. Walczysz o siebie, o dzieci, o szczęście. 
KUCHNIA MOICH MARZEŃ. PŁYTKI NA ŚCIANIE UŁOŻONE W JODEŁKĘ.

KUCHNIA MOICH MARZEŃ. PŁYTKI NA ŚCIANIE UŁOŻONE W JODEŁKĘ.

Czasem coś jest Twoim marzeniem. Czasem się to spełnia, ale Ty do końca nie czujesz radości z tego, co się właśnie dzieje. Wiesz dlaczego? Dlatego, że problem siedzi gdzieś głębiej, gdzieś głęboko w Tobie. I nie ma znaczenia, czy kupisz dziesiątą torebkę, czy spełnisz się Twoje najskrytsze marzenie - szczęśliwa będziesz tylko przez chwilę. Za moment znów poczujesz pustkę, znów będziesz czegoś szukać, czegoś potrzebować. Tak właśnie było z moją wymarzoną kuchnią - nie uleczyła mnie, nadal potrzebowałam czegoś innego. Dlatego dzisiaj kuchnia nadal jest tą wymarzoną, ale już nie moją. 


Dla niektórych nudna, dla innych najpiękniejsza. Nic nie poradzę na to, że biały czarny i szary, to kolory przewodnie każdego mojego pomieszczenia. Uznasz, że jestem zachowawcza, ja powiem, że praktyczna, bo do białego i czarnego mogę dołożyć każdy kolor i nadal będzie pięknie. Wymarzyłam sobie czarny blat i białe płytki ułożone w jodełkę. Znalezienie odpowiedniego blatu nie stanowiło problemu, bo na rynku jest ich bardzo dużo. Zależało mi jedynie na tym, żeby miał jakąś delikatną strukturę, żeby łatwo się go czyściło. Zamówiłam kilka próbników, przetestowałam i wybrałam ten jedyny - pamiętasz pewnie historię z fachowcem, który zniszczył blat - w miarę możliwości został naprawiony i wygląda naprawdę bardzo efektownie. No i się sprawdza, jest wytrzymały, dobrze się go czyści i co najważniejsze, nie ma problemu z rysami, o których wspominał "fachowiec".

Znalezienie odpowiednich płytek do ułożenie w jodełkę okazało się sporym wyczynem. Byłam w kilku większych hurtowniach ceramicznych w Trójmieście i tak naprawdę nikt nie był w stanie zaproponować mi czegoś sensownego. Zaczęłam szukać na własną rękę i albo przesyłka okazywała się dwa razy droższa od samych płytek, albo na płytki musiałabym czekać do sześciu miesięcy, albo znalezienie białych, matowych i w odpowiednim rozmiarze płytek okazywało się zwyczajnie nierealne. Byłam pewna, że moja jodełka w kuchni pozostanie tylko marzeniem. Postanowiłam usiąść i poszukać raz jeszcze - spędziłam pół nocy przy komputerze, ale znalazłam. Płytki idealne, nie mogłam spać z podekscytowania. Będę miała jodełkę. Moje płytki, to EQUIPE EVOLUTION BLANCO MATE 5X20. Dotarły, zostały położone, zaczęłam urządzać kuchnie. Nie skończyłam, bo życie lubi płatać figle. W między czasie zmieniliśmy adres, kuchnia została na swoim miejscu i w moich marzeniach. Jeśli kiedykolwiek będzie mi dane urządzać swoją kuchnię, to pierwszą rzeczą jaką zamówię będą właśnie te płytki, bo jodełka na ścianie wygląda naprawdę ładnie. No i jest biało-czarna. 





Blat, płytki - cała kuchnia - była spełnieniem moich marzeń, ale to tylko rzeczy. Zaspokajały potrzeby tylko na chwilę, nie dopełniały całości. Dzisiaj nie mam swojej wymarzonej kuchni, ale mam coś, czego nie miałam już dawno - pewność, że idę w dobrym kierunku. Pewność, że kuchnię kiedyś będę miała. Dziś liczy się to, co jest w tej chwili - nie ma wczoraj, nie ma jutro - jest TERAZ. Czasem trzeba przejść długą i krętą drogę, żeby zrozumieć, żeby wiedzieć. Ja wiem, a Ty?


Płytki - Ceramika Marzeń
Blat - Biuro Styl 
Ekspres - DeLonghi Nespresso
Dodatki - Pepco/Ikea/Flying Tiger

Copyright © 2014 ja-matka.pl , Blogger