Głowa. Instrukcja użytkowania. Recenzja

Zastanawiasz się czasami nad tym jak działać efektywniej? Jak wykorzystać to, że jesteśmy istotami myślącymi? Jak odkryć kim jesteś i co możesz w życiu osiągnąć? Ja zastanawiam się nad tym dość często, bo chcę i staram się poprawić jakoś swojego życia. Chcę czuć się ze sobą dobrze, chcę być z siebie zadowolona. Głowa. Instrukcja użytkowania. To nie jest poradnik, to zbiór doświadczeń, to zadania do wykonania. 


Przykłady z życia. Trzeźwość umysłu. Błyskotliwy tekst, zbiór wyjątkowych myśli. Autor w prosty sposób przedstawia, jak osiągnąć cele i sukcesy w życiu. Książka zmusza do myślenia, zmusza do analizy. Czesław Bielecki doradza, jak unikać popełniania błędów, jak zorganizować swoje życie, jak realnie podchodzić do codzienności.

Autor przekonuje, że żeby odnieść sukces trzeba dobrze poznać siebie. Musimy poznać swoje mocne i słabe strony. Powinniśmy nauczyć się posługiwać swoją głową. Musimy uporządkować, to co w środku, umieć skupić się na priorytetach. Wiesz, że jeśli jesteś zmęczona, to nie będziesz pracować tak, jak powinnaś - idealny przykład na to, jak bardzo ciało jest powiązane z umysłem. Zadbaj i o ciało i o umysł.

Cała książka, to wielka księga myślenia. Dodatkowo wzbogacona o zestawy ćwiczeń, które dla mnie były kluczowe. Zachęcam do robienia notatek, do kupienia oddzielnego zeszytu i pisania. Zadania wydają się łatwe, banalne, a jednak obrazują bardzo dobrze w czym jest problem, pokazują, gdzie popełniamy błąd, jak marnujemy czas, jak skupiamy się na tym, co w rzeczywistości jest nieistotne. To taki typ książki, do której się wraca. Czujesz, że powinnaś zmienić swoje życie? Czujesz, że nie umiesz się odnaleźć? Masz obok siebie kogoś, kto potrzebuje solidnego kopa? To książka, która pomoże, która pokaże drogę. Tylko pamiętaj, nic się bez Ciebie nie wydarzy, nic się samo nie zrobi - musisz chcieć, musisz pracować nad sobą.
Zobacz więcej >

Wózek dla wymagających - Bugaboo Buffalo

Idealny wózek terenowy. Duży, sprytny i ładny. Tak podsumowałabym testy Buffalo. Nie umiem tego wytłumaczyć, nie wiem z czego to wynika, ale Bugaboo są unikatowe - wierzcie mi na słowo. Gdybym tylko mogła, gdyby było mnie na to stać, to wszystkie, absolutnie wszystkie trzymałabym w domu. Skacze pod sufit, kiedy okazuje się, że mogę testować kolejny i kolejny i jeszcze kolejny. 


Trochę się przeraziłam, kiedy rozpakowałam karton. Przyzwyczajona do niedużych wózków byłam zaskoczona, że ten jest taki wielki. Jestem drobna, niska - obawiałam się, że będzie to dla mnie za duży gabaryt. Okazuje się, że nie. Rączka jest ustawiona pod tak fajnym kątem, że nawet dla moich 157 cm wzrostu jest w porządku - wiadomo regulowana, więc i duży człowiek sobie poradzi. Fajnie, że i rączka i pałąk pokryta jest skóropodobnym materiałem. Myślę, że dzięki temu będzie bardziej trwała, a pałąk nie będzie wygryziony przez małego wampira. 


Plusów jest dużo, aż sama jestem zaskoczona, bo mimo że nie lubię dużych wózków, to ten kupiłabym z miłą chęcią. Ogromna budka, to funkcja wózka, na którą zwracam uwagę najczęściej. Dobrze zasłania, chroni od wiatru, słońca. Jest naprawdę duża. Spore siedzisko - naprawdę spore, bo bez problemu mieściła się w nim trzyletnia Matylda. Regulacja siedziska poprzez pociągnięcie białej dźwigni, to dla mnie duże ułatwienie, bo jednak użycie jednej ręki, a nie dwóch ma spore znaczenie. Siedzisko kubełkowe - moja wielka miłość. Mega proste wypinanie siedziska poprzez wciśniecie dwóch białych guziczków - ideał. Wielki kosz na zakupy, to doceni każda z nas. Dostęp do kosza przy każdym ustawieniu siedziska jest bardzo łatwy.






Buffalo jest wózkiem terenowym. Idealnym na nasze polskie drogi, na dziurawe, miejskie chodniki. Na moje błoto dookoła domu, na wszystkie dziury. Duże gumowo/żelowe koła, które ułatwiają manewrowaniem wózka nawet w najtrudniejszych warunkach. Po płaskiej powierzchni wózek jedzie, jak marzenie, po błocie daje radę, jeździłam też po śniegu - spisał się. Rozum podpowiada, to wózek dla mnie, jest idealny na moje tereny, serce zaś mówi:"dlaczego jesteś taki wielki?".







Reasumując. Plusów jest tak dużo, że aż ciężko je wszystkie wymienić. Polecam ten wózek z czystym sumieniem każdemu, kto potrzebuje wózka na porządnych, dużych kołach. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie. Wózek do kupienia np, w 4KIDS. Minusem może być cena, bo jest wysoka, ale uważam, że warta tego wózka, bo Bugaboo, to gwarancja jakości. Wielkość wózka trochę mi przeszkadzała, ale to wynika tylko z mojego gustu. Więcej minusów nie dostrzegłam.
Zobacz więcej >

Radość

Uwielbiam, kiedy się śmieją. Uwielbiam zadowolone buzie moich dzieci. Ty na pewno też tak masz, nic innego się wtedy nie liczy, tylko ta radość, te szczęśliwe oczy. Cudowne uczucie. Cieszę się razem z maluchami. Dwa razy bardziej się cieszę, jeśli to, co jest powodem tego szczęścia zrobiłam sama. Nie jest ważny brak obiadu, bałagan w domu, czy moje zmęczenie. Najważniejsza jest zaskoczona mina Matyldy i te emocje, które jej towarzyszą. Lubię robić niespodzianki, od zawsze lubiłam. Teraz, kiedy mam dzieci, lubię je jeszcze bardziej - póki co korzysta najbardziej Matylda, na Kaja przyjdzie jeszcze pora.


Matylda rok temu od Mikołaja dostała kuchnię. Kupiona przez internet za przyzwoite pieniądze. Przyszła do nas w drobnych częściach. Kiedy ją zamawiałam, wiedziałam, że będzie wymagała mojego dopieszczenia. Trochę mi to czasu zajęło. I pewnie gdyby nie to, że dzieciaki dość mocno poturbowały drzwiczki od piekarnika, to kuchnia nadal nie byłaby skończona. Pomalowałam, przybiłam kilka gwoździ, uszyłam wymarzoną ściereczkę, przy okazji fartuszek - była moc. Po powrocie z przedszkola usłyszałam:"mamo, ale tu syf" - nitki, sznurki, tasiemki - wszystko było na podłodze. Zajmowałam tym Kajetana, żeby skończyć przed powrotem Matyldy. Fartuszek jest mega, kiedy Mati podchodzi tylko do kuchni od razu go zakłada. Kuchnia też jest ekstra, bo można powiesić łyżki, bo są ścierki, bo kran jest taki jak w domowej kuchni. Naczynia metalowe - różowe - przeszły już swoje, ale nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. Jest fajnie!







Domek dla lalek. Która mała dziewczynka o takim nie marzy? Myślę, że każda. Nasz domek odkupiłam od sąsiadki - ma ponad 13 lat. Był w słabym stanie, ale dawał radę. Od początku twierdziłam, że go zrobię po swojemu, nawet dwa razy się za to zabierałam, ale zawsze coś... Tym razem zawzięłam się i postanowiłam, że nawet jeśli nie pójdę spać, to domek skończę. Oryginalny wygląd już dość mocno mi się opatrzył, boki domku się rozkleiły, tym bardziej, że kawaler postanowił, że wejdzie na herbatkę do lalek. Jak postanowił, tak zrobił - domek się połamał. Na szczęście Tata jak zwykle na posterunku - skleił, skręcił - domek jak malowany. Jest piękny! Dzieciakom też się podoba.







Uwielbiam ten pokój, kiedy jest w takim stanie - uwielbiam, kiedy jest czysto przez 5 minut!



Radość Dziecka jest warta wszystkiego!
Zobacz więcej >
ja-matka.pl © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka