Nocne moczenie - kiedy do lekarza?

Moczenie nocne, to temat tabu. Nie mówimy o problemie, często zamiatamy pod dywan, bo samo przejdzie. Nas na szczęście temat nie dotyczy, na razie, ale pamiętam z dzieciństwa, że miałam koleżankę, która niestety zmagała się z tym wstydliwym problemem. Wiem o tym tylko dlatego, że gdzieś, coś przypadkiem usłyszałam. Sama nigdy tematu nie poruszałam, ale podpytywałam mamę. Dowiedziałam się tyle, że czasem tak dzieci mają, że to choroba, że dziewczynka musi się leczyć i żebym przypadkiem nikomu nic nie mówiła. Koleżanka nigdy u mnie nie nocowała, nie jeździła na biwaki. Z czasem to się zmieniło, stwierdziłam, że dziewczynka wyzdrowiała.



Problem dotyczy sporej ilości dzieciaków - 15-20% pięciolatków, 10% siedmiolatków i około 8% dziewięciolatków - dane ze strony suchyporanek.pl. O moczeniu nocnym mówi się najczęściej dopiero wtedy, kiedy pojawia się ono po piątym roku życia - wcześniej układ moczowy nie jest jeszcze dobrze rozwinięty. Dopiero wtedy powinniśmy się bliżej przyjrzeć problemowi, a najlepiej udać się do lekarza. Przyczyn występowania może być wiele, główne to: czynniki psychologiczne oraz fizjologiczne - mały pęcherz, stres, zaparcia. Nie dajcie sobie wmówić, że dziecko wyrośnie, bo owszem może tak być, ale każda mokra noc, to utrata pewności siebie. Zmieńcie lekarza, szukajcie pomocy. Nie pozwólcie, żeby pójście spać kojarzyło się dziecku z lękiem, nawet jeśli problem dotyczy właśnie Was, to rozmawiaj, tłumacz, staraj się być spokojna, wspieraj. Kiedy otrzymacie fachową pomoc, to na pewno sobie poradzicie - światełko w tunelu mignęło.

Zobacz więcej >

To miejsce, ten czas

Moja huśtawka. Moje podwórko. Moje dzieciństwo. Wspomnienia. Fajnie jest się zatrzymać, zwolnić, pomyśleć. Z wiekiem  chyba łatwiej docenić te chwile, których często nie dostrzegasz. Pędzisz, gonisz, wszystko w biegu. I wtedy ni stąd, ni zowąd patrzysz i czujesz, że oczy robią się mokre, a obraz się rozmywa. Czujesz się dobrze, błogo, wiesz, że to to miejsce, ten czas...


Wstałam rano i stwierdziłam, że jedziemy na wieś. Matylda szczęśliwa, ja trochę przerażona, bo sama z dwójką dzieci, bo gorąco, bo przebudowa na trasie. Droga była koszmarem, choć dzieciaki spały jako tako, to jednak było ciężko. Trudno, zdecydowałam się, więc jadę. Dojechaliśmy, - truskawki na działce, herbata, kolacja i spać. Pobudka, śniadanie, zakupy, siostra, brat, dzieciaki - ciągle w biegu. W między czasie trzeba coś zjeść, ogarnąć dzieciaki. Wiesz, jak jest. Na wszystko zawsze jest za mało czasu.

Dziś wstaliśmy na spokojnie, zjedliśmy śniadanie i spacer. Było ciepło, wiał przyjemny wiatr. Spacerowałam, patrzyłam na biegającą Matyldę, na zasypiającego Kajtka i trudno mi było uwierzyć, że czas tak zasuwa, że nie nadążam się NIMI nacieszyć, że z dnia na dzień są coraz starsi, więksi, coraz mniej mnie potrzebują... Huśtawki, moje huśtawki. Moje blokowisko. Moje dzieciństwo. Moje dzieci na moim podwórku. Kiedy ten czas zleciał? Kiedy?


Moje bloki. Tam mieszkałam, tam się wychowywałam. Tam przeżywałam swoje pierwsze porażki, cieszyłam się ze swoich sukcesów. Patrzyłam na te dwa pudła z płyt i czułam niesamowitą moc. Oczy miałam pełne łez, bo niby to samo miejsce, a takie inne. Tak mało ma wspólnego z miejscem, w którym się wychowałam. Najpierw uderzyła mnie cisza, taka przeraźliwa cisza. Wiem, że to wcześnie, że dzieci są w szkole, ale kiedyś tak cicho nie było. Kiedyś graliśmy w siatkówkę, skakaliśmy po plotach, biliśmy się, ganialiśmy - na tej kupce z gałęzi były nasze blokowe ogniska. Były ławki, były drzewa, które zupełnie niedawno przewróciły się od wiatrów. Inni ludzi, inne zwyczaje, wszystko inne... Huśtawki lata świetności mają już dawno za sobą, ale radość wciąż dają tą samą. Każdego dnia na nich byłam, bujałam się "do sztangi" - wysoko. Jeszcze wtedy się nie bałam, teraz lęk wysokości daje o sobie znać. Dziś patrzę na małą dziewczynkę i widzę siebie. Widzę, jaką przyjemność sprawia jej czas spędzony na wsi, jak lubi taką beztroskę. Moja huśtawka, jest jej huśtawką. Patrzę i nie wierzę, że jeszcze całkiem niedawno ja byłam takim uśmiechniętym szkrabem i prosiłam rodzeństwo, żeby mnie pobujali. Ocieram oczy i czuję ten spokój, tą radość, miłość - wsiadam do Mati, bo przecież to podwójna bujaczka. Na szczęście się mieszczę. Uśmiech Dziewczynka ma coraz szerszy, bo mama jest dzieckiem jak Ona. Patrze na nią i wiem, jakie to dla niej ważne, jakie te chwile są cudne, może to właśnie ten czas zapamięta i za lat kilka będzie wspominać jak dziś ja. Jest idealnie.



Zobacz więcej >

Kajtuś - kalendarz

Kilka słów o Chłopczyku. Kilka zdjęć małego mężczyzny. Czas płynie tak szybko, że nie nadążam notować, zapamiętywać. Nie wiem, co zrobię, jak w domu nie będę miała już niemowlaka. Rośnij wolniej Chłopaku. Wydaje mi się, że poprzednie kartki z kalendarza robiłam wczoraj, a niebawem Kajetan skończy 8 miesięcy? 8 miesięcy!

PIĘĆ MIESIĘCY



SZEŚĆ MIESIĘCY



SIEDEM MIESIĘCY


Zobacz więcej >
ja-matka.pl © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka